poniedziałek, 30 czerwca 2014

Dwa w jednym

Jeszcze przedwczoraj Królowa Matka myślała, że najpóźniej dziś właśnie zaczynają się jej wakacje, a tu, proszę państwa, figa z makiem, i zamiast odpisywać na tuziny zaległych komentarzy i nieco mniej zaległych maili oraz uzupełniać wpisy dotyczące Wyzwania Czytelniczego zmagała się ona wczoraj i będzie się zmagać jeszcze do czwartku z masywnymi sprawozdaniami na temat przeróżnych aktywności i działalności podejmowanych przez jej szkołę w całym zakończonym przed chwilą roku szkolnym, a trochę tego było.

Mimo to post dziś będzie, i to dwa w jednym, chociaż trochę sobie Królowa Matka pozwoli przestawić kolejność - temat "Najdziwaczniejszy zwrot akcji lub zakończenie" zostawi na osobny wpis, ponieważ zamierza omówić w nim baaaaardzo dziwaczną książkę, którą ostatnio czytała, i ma takie podskórne wrażenie, że to omówienie będzie nieco przegadane.

Natomiast odpowiedź na pytania

Książka, która sprawiła, że zmienilaś zdanie na jakiś temat

oraz

Ulubiony tytuł książki

da się załatwić dosłownie w paru zdaniach.

Królowa Matka zacznie od tego drugiego.

Zdecydowanie najulubieńszym autorem tytułów książek jest dla Królowej Matki Jonathan Carroll, którego pierwszą książkę (pierwszą dla Królowej Matki, że dokonamy koniecznego uściślenia)  kupiła ona właśnie ze względu na tytuł. Było to co prawda dawno temu, w czasach, gdy Królową Matkę jeszcze czasem było stać na kupowanie nieznanych jej książek nieznanych autorów tylko dla tytułu, teraz już sobie na to, niestety, nie może pozwolić, ale wtedy i owszem, weszła do księgarni, zobaczyła coś, co się nazywało "Kości księżyca" i doznała zachwytu. Mój Boże, kości księżyca, jakie to surrealistyczne i piękne, to prawie poezja! I nawet pamięta Królowa Matka, że przemknęło jej przez myśl, że może autor jest jakimś krewnym Lewisa Carrolla, bo jej kości księżyca niezwykle pasowały do klimatu "Alicji w Krainie Czarów".

Kolejne poznane przez nią tytuły książek Jonathana Carrolla też nosiły często surrealistyczne i piękne, poetyckie tytuły, jak na przykład "Głos naszego cienia", "Śpiąc w płomieniu", "Drewniane morze" czy "Kraina Chichów", na której - że się Królowa Matka bezwstydnie pochwali - ma autograf pisarza, który tylko jej jedynej z grona młodych (wówczas, że Królowa Matka z westchnieniem przyzna) i świeżych jak stokrotki koleżanek, z którymi czekała ona w kolejce do podpisania książki, napisał "Beautiful you". Tak więc, gdyby ktoś mial na przykład niepochlebne zdanie o Jonathanie Carrolu Królowa Matka uprzedza, że pozostanie na nie głucha, w jej oczach jest to bowiem pisarz obdarzony szczególnie wyrafinowanym gustem :).

Z tytułów współcześniejszych bardzo lubi tytuł "Szkarlatny płatek i biały", z tych samych zresztą powodów co wyłuszczone powyżej, brzmi on dla niej jak poezja.

Jeśli zaś chodzi o

 Książkę, która sprawiła, że zmieniłaś zdanie na jakiś temat

Królowa Matka wie, że może to zostać wzięte za kompletnie niepoważne podejście do tematu (bo wiele nauczyły ją książki, i o wielu rzeczach myślała inaczej po przeczytaniu czegoś niż przed, a gdyby nie czytanie nie byłaby z pewnością dziś tym człowiekiem, którym jest i zamiast o tym pisze ona o takim głupstewku!), ale pierwszą rzeczą, która jej przyszła do głowy, gdy przeczytała zadany temat była


 "Anna Karenina" 

i to, jak inaczej myślała ona o tytułowej bohaterce przed, a jak po lekturze książki.

Tak się złożyło, że o Annie Kareninie Królowa Matka wiedziała prawie wszystko chyba jeszcze zanim nauczyła sie czytać. Może Królowa Matka przesadza, ale nie bardzo. Znała cała historię, widziała co najmniej trzy ekranizacje, co prawda żadnej w całości, no ale z trzech jedną dałoby się złożyć bez najmniejszego trudu, i do lektury zasiadła w przeświadczeniu, że oto za chwilę obcować będzie z przepiękną historią wielkiej namiętnej miłości, tragicznie zakończonej skutkiem zdradliwego mężczyzny i nieszczęśliwych okoliczności.

Przeczytala zaś książkę o nieopanowanej histeryczce, której nie sposób zadowolić, o żywej ilustracji opinii, którą na temat postaci kobiecych tworzonych przez mężczyzn w literaturze XIX wieku Królowa Matka już tu wyrażała. Bohaterka doprowadzała ją do szału od mniej więcej pięćdziesiątej strony, w ogóle nie dziwiła się Wrońskiemu, że tego nie wytrzymał, dziwiła się raczej, że w ogóle chciał się w ten związek pchać, no, ale to wyjaśniała zaślepieniem charakterystycznym dla pierwszego etapu zakochania. W dodatku żal jej było biednego Wrońskiego do łez, nawet teraz oczyma duszy widzi jego wychudzona twarz, gdy biedak jedzie dać się zabić w wojnie krymskiej, i jakoś nic a nic nie zdaje się on Królowej Matce tym cynicznym uwodzicielem, którego spodziewała się ujrzeć rozpoczynając książkę. Z głoszoną (przez mężczyzn zapewne) na prawo i lewo opinią, jakoby Tołstoj znał się na duszy kobiecej Królowa Matka nie zgadza się do, że to tak ujmie, szpiku kości, niestety, panowie, ale mylicie się dramatycznie, niczego ten człowiek o kobietach nie wiedział, niczego, projektował na nie całe swoje zagubienie w temacie i obawy, do których oczywiście by się nie przyznał, co więcej, z których prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, a jednak wyłażą one z niego, całe to niezrozumienie, każące uczynić z bohaterki rozkapryszoną histeryczkę, której motywy postępowania niejasne są dla ludzi zdrowych na umyśle (a z innych omdlewające diwy albo infantylne dziewczątka - i pisząc "dziewczątka" nie wiek bohaterek ma Królowa Matka na myśli).

I ta zmiana, zmiana, która ją zaskoczyła, zmiana z "biednej Anny i podłego uwodziciela Wrońskiego" na "biednego Wrońskiego i histeryczną Annę" nauczyła Królową Matkę

by nigdy, nigdy, pod żadnym pozorem nie wyrabiać sobie zdania o żadnym bohaterze literackim (i o żadnej książce) li tylko na podstawie obejrzanych ekranizacji i wysłuchanych opinii innych ludzi.

Czego się Królowa Matka konsekwentnie trzyma :).

13 komentarzy:

  1. Światłość w sierpniu - dla mnie tytuł nie do pobicia (tak pięknie brzmi zwłaszcza po polsku)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście. Chociaz ja nie mogę czytac Faulknera, zawsze mam wrażenie, że on pisał w srodku Teksasu w samo poludnie upalnego lata...

      Usuń
  2. Oooo, a ja myślałam, że ja jestem wredna baba, nie mogąc się dopatrzeć w Annie Kareninie tragizmu a histerię właśnie, Lepiej mi od rana !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem nas sporo, tych wrednych bab ;).

      Usuń
  3. Pozwól, że Cię uściskam! :*
    Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto zachwyciłby się "kośćmi księżyca" tak jak ja! (Znaczy się, akurat kośćmi księżyca, spośród urobku Carrolla).
    Potem popadł, moim zdaniem, w manierę.
    Mój mąż do dziś słysząc "up town girl", wspomina którąś z książek Carrolla, gdzie bohaterka śpiewała toto przez sen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BARDZO lubię "Kości księzyca". ( i "Uptown girl", ale to z innego powodu :)). Ale najbardziej lubie "Krainę Chichów", opowiada ona o tym, czego kompletnie irracjonalnie boje sie najbardziej w świecie (dlatego zgadlam zakonczenie, co nie jest proste ;)), nie napiszę konkretnie, co to, bo może ktos nie czytał i chciałby sprawdzić, niech się sam dziwi :).

      Zgadzam się tez co do maniery, ale za autograf i tak jestem mu wdzięczna ;D.

      Usuń
  4. Ojej, a ja właśnie zawsze się odnajdywałam w Annie i jakoś tak przerażająco dobrze wszystkie te jej absurdalne motywy i sprzeczne emocje... Serio, serio, każdą jedną, w każdej chwili.
    Ale nie czytałam Wrońskiego jak uwodziciela ani nic - czytałam całość, jak tragiczny dla wszystkich splot wydarzeń, z którego oczywiście nikt nie wyjdzie cało.
    Ale w sumie, dawno czytałam, jak raz w okresie burzy i naporu, może teraz bym inaczej to widziała.
    Ale przyznaję się do głoszenia poglądu, że Tołstoj znał się na duszy kobiecej. Na mojej w każdym razie znał się znakomicie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mojej nie znał się wcale, co strzał, to kulą w płot, zgroza mnie ogarnia, że ktos taki mógłby mnie oceniać (a w XIX wieku mógłby, i owszem), a ja nawet nie mogłabym mu powiedzieć, jak bardzo się myli, no bo jakże, on wielki znawca dusz i ja, prosta dziewczynina.

      No i ta opowieść to jest tragiczny splot wydarzeń. I tragiczna historia bez dobrego wyjscia. Tylko, ze - uwaga, popelniam świetokradztwo! - źle opowiedziana, zwłaszcza z perspektywy kobiety. Ja naprawdę widzę w postaci Anna projektowanie męskich lęków autora typu "ojej, nie mam pojęcia, co ona mysli, chyba tak, ale w sumie kto ją tam wie, one sa nieobliczalne i takie dziwne!", oczywiście nieuświadomionych.

      Ale to nie jest powszechny pogląd :).

      Usuń
  5. A mnie wspomnienie Anny Kareniny służyło do tego, by w życiu starać się myśleć, co będzie potem.... Też ją miałam za histeryczkę, ale histeryczkę, że tak powiem, okolicznościową.
    Na ogół więcej mądrości i człowieczeństwa dają nam książki, których wcale przyjemnie się nie czyta.
    A.G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie, IMO. Taka własnie była. Może inaczej (bardziej po kobiecemu!) opisana nie drażniłaby mnie tak bardzo, kto wie. Moze bardziej niz ona draznił mnie męski punkt widzenia wyłażący zewsząd.

      I rzeczywiście jest idealną bohaterka do uczenia czytelnikow, by myśleli, co będzie potem.

      Usuń
  6. Królowo Matko, pójdź w me ramiona! O Annie mam dokładnie takie samo zdanie, też wiedziałam o niej prawie wszystko, bo moja najdroższa mama bardzo, ale to bardzo tę książkę lubi (jakie lubi, uwielbia!). No a po przeczytaniu miałam nieodparte wrażenie, że to, co czytała mama, i to, co czytałam ja, to dwie zupełnie różne książki. O ile mogłabym wybaczyć Annie egoizm (sama posiadam go całkiem sporo), o tyle to jej "sama nie wiem, czego chcę, ale mam o to pretensje do wszystkich" doprowadzało mnie do szału. Żal mi było Karenina, i chyba Tołstoj sam się zorientował, że coś mu ten mąż za szlachetny wychodzi, bo znienacka zmienił mu charakter, na taki bardziej czarny.
    Jedyna korzyść, jaką odniosłam z tej książki, to fakt, że czytałam w oryginale, i różne fajne słówka wyłapałam:)

    Alva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Mam sporo egoizmu, znaczy :). Ale idealnie ujęłaś w slowa to, co mnie doprowadzalo do białej gorączki - to "zrobcie coś, nie wiem co, ale macie coś zrobić, i to zaraz, już!!!", no i to samobojstwo w stylu "a teraz ja wam pokażę!!!". Jak ja sie irytowalam całą książkę, wrrr.
      I tez czytałam w oryginale :). Ale potem jeszcze po polsku, i nadal bylam zirytowana, czyli nie jest to bohaterka z mojej bajki, bez względu na język :D.

      Usuń
  7. Jeśli chodzi o Tołstoja i kobiety, to ja mam ochotę go odkopać, wskrzesić, zabić ponownie, odkopać... da capo, za to, co zrobił z Nataszy Rostowej po zamęściu.

    OdpowiedzUsuń