niedziela, 29 grudnia 2019

Jak zyskać dzień. Przepis

Królowa Matka (od bladego świtu, czyt.: od godziny dziesiątej oddaje się przetrzebianiu własnego księgozbioru pod hasłem "Uciesz swoją bibliotekę").

Pan Małżonek (fachowym okiem mierząc rosnącą pod ścianą górę) - Dobra, to ja zaraz przejrzę swoje rzeczy na dole, zapakujemy wszystko w te torby z IKEI, wyjedziemy dziś trochę wcześniej...

Krolowa Matka (nieuważnie, dzieląc uwagę między Pana Małżonka a dwa tomy Marininy do ewentualnego oddania) - A dokąd ty chcesz dziś wyjeżdżać?

Pan Małżonek - No, do lekarza. Przecież mam dziś wizytę. (z urazą) Co, nie pamiętasz?

Królowa Matka (dorzucając Marininę do góry woluminów, łagodnie) - Jutro masz.

Pan Małżonek (z niezachwianą pewnością) - Dziś.

Królowa Matka (sięgając dla odmiany po Makuszyńskiego) - Jutro. Dziś jest niedziela.

Pan Małżonek - Wczoraj była niedziela!

Królowa Matka (patrząc na swoją Lepszą Połowę podejrzliwie) - I właśnie dlatego wczoraj byliśmy na zakupach?

Pan Małżonek (uparcie i z żelaznym przekonaniem) - Przedwczoraj byliśmy!

Królowa Matka (wciąż jeszcze łagodnie) - Wczoraj.

Pan Małżonek (ociupinkę zirytowany) - Przedwczoraj! W sobotę! Wczoraj była niedziela!

Królowa Matka (też uparcie, acz ta niezłomna pewność, którą czuła, zaczyna się lekko nadłamywać na brzegach) - Wczoraj była sobota. Wczoraj byliśmy na zakupach i u mojej mamy. Dziś jest niedziela.

Pan Małżonek (protestując z głębi serca) - Dziś jest poniedziałek!

Królowa Matka (porzuciwszy w kątku pieczołowicie dotąd tulony w objęciu książkowy nabój, odpaliwszy komóreczkę, a na komóreczce - kalendarz, powiększa na maksa wybarwiony na czerwono numer "29" na ekraniku i podtyka ekranik Panu Małżonkowi pod nos; z naciskiem) - NIE-DZIE-LA.

Pan Małżonek (z dziecięcą, zaprawdę, radością) - O. Dziś niedziela.

I w ten oto właśnie sposób można zyskać cały jeden, nowiutki, nie używany dzień.

Nie ma za co.

sobota, 21 grudnia 2019

O nastroju (jakże by inaczej) świątecznym

Rankiem, by nie rzec bladym świtem Pompon Starszy - który pasjami kocha guziczki i przyciski, dla którego guziczki są tym, czym pudełka dla kotów, i który - gdyby na nieszczęście Ludzkości był prezydentem USA - na milion procent wysadziłby wzmiankowaną Ludzkość w kosmos  już w pierwszym dniu od uzyskania dostępu do guzika uruchamiajacego broń atomową - z braku dostępu do najwyższych urzędów zadowolił się zawieszeniem telewizora, usiłując uruchomić Youtube'a Netfliksa i Cartoon Network jednocześnie. Zbity z tropu odbiornik zamigotał ekranem i odmówił współpracy, nie dając się odwiesić ni prośbą, ni groźbą, ni stosowaniem zaleceń zaczerpniętych z netu jak również instrukcji obsługi, w związku z czym Pan Małżonek wziął urządzenie pod pachę i - bez wiekszych nadziei na osiągniecie sukcesu- udał się w ten świat, pełen lepienia uszek, pucowania okien, zawiniętych w precel kolejek do stoisk rybnych oraz z hukiem trzepanych dywanów.

W Zakładzie Naprawczym, zgodnie z obawami, zderzył się z dramatyczną pustką i drzwiami, na których powiewała przylepiona taśmą kartka: "Zakład zamknięty z powodu wyjazdu w teren, przepraszamy".

Pan Małżonek, nie dając się zniechęcić jakiemuś tam słowu pisanemu, pieczołowicie wyklepał na komóreczce numer telefonu znajdujący się na tabliczce z nazwiskiem Właściciela i, gdy ten odebrał, zaczął przepraszać, że zawraca głowę, kłopot robi, ale telewizor... a tu ten wyjazd...

- Telewizor, mówi pan - przerwał Właściciel. - Chwila. Ma go pan ze sobą?

- Mam - bąknął Pan Małżonek.

- Pan mi da dziesięć minut - zarządził Właściciel i się rozłączył.

Dziesięć minut później zjawił się pod swym zakładem pracy i uciął z miejsca przeprosiny Pana Małżonka, który zaczął znowu się sumitować, że przeprasza, że zmusza do zmieniania planów, bo to i przyjechać musiał specjalnie, i ten wyjazd w teren...

- Panie, daj pan spokój - prychnął Właściciel. - Jaki wyjazd, jaki teren! Ja porządki świąteczne miałem! Jak ja czekałem na ten telefon! - rozpromieniając się i jaśniejąc Wdzięcznością -  Pan mnie uratowałeś! Dawaj tu pan ten telewizor. Na poniedziałek będzie gotowy!

KURTYNA.

I wesołych świąt się z Państwem :D.

piątek, 6 grudnia 2019

Potomka Starszego droga po Wybojach Edukacji, vol. 1 (na 2K, and counting)

Wieczór. Cisza. Potomek Młodszy plumka na gitarze. Pompony przykręcają i odkręcają rozliczne śrubeczki w maszynerii zbudowanej z Elektronicznego Zestawu Laboratoryjnego (maszyneria co jakiś czas wydaje z siebie wycie albo pisk, ku uciesze konstruktorów i wręcz przeciwnym uczuciom obserwatorów), a Potomek Starszy powtarza z mamunią historię, gdyż ma sprawdzian oraz wychowawcę-historyka.

Królowa Matka (nie, żeby z entuzjazmem) - Dobra, to mów, co wiesz o pierwszym triumwiracie, słucham.

Potomek Starszy (zmobilizowany, że hej) - Było to nieformalne porozumienie, zawiązane w Rzymie w 60 roku przed naszą erą. Główną przyczyną jego zawiązania był powolny upadek Republiki Rzymskiej, konflikty wewnętrzne oraz zewnętrzne nękające imperium. Trzej uczestnicy podzielili się władzą w kraju, zachowując jednak całą fasadę republikańskiego ustroju...

Królowa Matka (starając się napoić swój głos uznaniem oraz zachętą) - Tak...?

Potomek Starszy (siłą rozpędu) - ... a hasłem przewodnim było: "odtąd nie stanie się w Republice nic, co nie podobałoby się któremukolwiek z trzech".

Królowa Matka - Super. Skład poproszę.

Potomek Starszy (tonem "a co to dla mnie") - Gnejusz Pompejusz.

Królowa Matka (z aprobatą) - Dobrze.

Potomek Starszy - Marek Krassus.

Królowa Matka (jak wyżej) - Doskonale. I...?

Potomek Starszy (tracąc impet) - ...i ...i... ten trzeci...

Królowa Matka (ciut ogłuszona) - Co?

Potomek Starszy - Ten trzeci... no... (powstrzymując już otwierającą usta Królową Matkę władczym ruchem ręki) Nie! Nie podpowiadaj mi! Na końcu języka to mam! Ten... no...

Królowa Matka (usiłując dojść do siebie) - Ale... ale... ty serio mówisz?

Potomek Starszy (tonem wyjaśnienia) - Zawsze tego trzeciego zapominam. Jak mu było...

Królowa Matka (upewnia się) - Poważnie, zapamiętałeś Marka Krassusa i Gnejusza...

Potomek Starszy (pomocnie) - Pompejusza.

Królowa Matka (nieco histerycznie) - ...Pompejusza, a zapomniałeś... Synu, oszalałeś?! Rubikon? "Kości zostały rzucone"? "I ty, Brutusie"?

Potomek Starszy (bynajmniej nie błyskotliwie) - Yyyyy...

Królowa Matka (bardziej histerycznie) - "Strzeż się Idów Marcowych"?!

Potomek Starszy (rozpaczliwie) - No wiem, wiem, powinienem go pamiętać, jak mu było...

Królowa Matka (histerycznie na maksa) - ASTERIX? OBELIX?! Galowie? Druidzi? Idefix?

Potomek Starszy (wyłamując sobie paluszki) - Został namiestnikiem Galii na pięć lat... i konsulem w 59 roku p.n.e... jak mu było... jak mu było, chwila... Cezar... Cezar...

Królowa Matka (z mocą) - Gajusz Juliusz Cezar, synu!

Potomek Starszy (tonem Archimedesa wyskakującego z wanny) - Tak! Gajusz Juliusz!

...

...

...

W związku z powyższym Syneczek poszedł dziś do szkoły zaopatrzony w ściągę wypisaną długopisem na grzbiecie dłoni.

Ściąga brzmiała: "JG".


niedziela, 1 grudnia 2019

Reklamowo. I wciąż Potomkowo

Pompon Młodszy (z najwyższym wstrętem ogląda reklamę oleju kujawskiego, w której do pięknych pań odzianych w ludowe stroje, z warkoczyma i dekoltyma dodano - dla równowagi zapewne - przepięknych panów, bez warkoczy co prawda, ale za to również bez górnej części garderoby; panowie ci z uczuciem oraz w tonacji tenorowej przekonują nas, że wyciskali ten olej siłą własnych rąk i wybitnie wykształconych bicepsów).

Pompon Młodszy (z odrazą) - Ta reklama mnie odraża! Odraża mnie! Wyjątkowo!

Królowa Matka (nie bez żywego zainteresowania) - O? A czemuż to, zdradź mi?

Pompon Młodszy (ze wstrętem łamane przez oburz) - Bo jak mężczyźni, to od razu, że silni. Nic, tylko siła. Tępa siła!

Królowa Matka (filozoficznie) - Z biologią, synek, nie wygrasz. Statystycznie, podkreślam (podkreśla) STATYSTYCZNIE przeciętny mężczyzna jest silniejszy od przeciętnej kobiety...

Pompon Młodszy (kontynuuje, nie zwracając na Rodzicielkę żadnej uwagi) - ... i jeszcze, że w sześciopakach muszą chodzić! No, nie! (po chwili dalszych masochistycznych obserwacji) ... ja by tej reklamy natychmiast zakazałem!

...

Podpisy pod petycją w wyż.wym. sprawie zbieramy na FB ;).

czwartek, 21 listopada 2019

Językowo. Braciszkowo. Rodzinnie. Albo jakoś tak

Potomek Młodszy (płynąc na fali wspomnień z wakacji) - Tatuś, a pamiętasz, jak na Mazurach wyrzuciłeś Mikołaja w powietrze, a on miał za luźną gumkę w kąpielówkach i zanim wpadł do wody było mu baaaardzo dokładnie widać jego dirlidigidongi?

Pan Małżonek (wpatrując się w Potomka nie bez fascynacji) - Co?

Potomek Młodszy (wyjaśniająco, z perlistym, acz wrednym w tonie chichotem) - No, dirlidigidongi. No, wiesz. Jego schwindelswültze.

Pan Małżonek (w oszołomieniu) - Jego schwindel... co?

Potomek Młodszy (ciut zniecierpliwiony) - Ojej, no schwindelswültze. No dirlidigidongi, no! Ojej, no diamenty rodzinne!

Pan Małżonek (poprawia odruchowo) - Klejnoty...

Potomek Młodszy (ugodowo) - Klejnoty rodzinne. Pamiętasz?



A, dirlidigidongi!

Tak, Pan Małżonek pamiętał.

czwartek, 24 października 2019

Konkurencja

Królowa Matka (siedzi i dzierga).

Telewizorek (ma przerwę w nadawaniu "Endeavoura", w której to przerwie uszczęśliwia wszystkich, rzucając w szeroko pojętą przestrzeń perły intelektu copywriterów reklamowych).

Pani z Telewizorka (radośnie) - Paweł?

Domniemany Paweł (podnosi rękę)- Jest!

Pani z Telewizorka (j.wyż) - Kasia?

Domniemana Kasia (podnosi rękę) - Jest!

Pani z Telewizorka - Weronika?

Domniemana Weronika - Jest!

Pan z Telewizorka (entuzjastycznie na maksa) - Grześki?

Las rąk w górze, każda z zaciśniętym w garści batonikiem, radosny chór głosów - Są!!!

Potomek Starszy (łagodnie) - Snajper?...


I tak się Królowa Matka zastanawia, po co ona ma się jeszcze wysilać na blaski poetyckiej  metafory oraz gejzery krasomówstwa jak również intelektu, jak jej tu konkurencja wyrosła, w dodatku zwięzła w wyrazie.

wtorek, 8 października 2019

Konwersacyjnie

 Dwa lata temu, podczas pobytu w Górach Świętokrzyskich Pan Małżonek odbył z zachwyconą królewskomatczyną progeniturą Właścicielką pensjonatu, w którym z wielką przyjemnością pomieszkiwaliśmy, długą rozmowę. W jej trakcie Właścicielka wyraziła uznanie dla królewskomatczynych oraz panamałżonkowych metod wychowawczych.

- Państwo z nimi bez przerwy rozmawiają! - rzekła z uczuciem. - Na wszystkie pytania państwo odpowiadają... nie siedzą państwo w milczeniu, każde z nosem w swojej komórce, a dzieci samopas biegają, albo patrzą w swoje własne smartfony...

Hm.

Królowa Matka, pomna tych wszystkich - licznych, co się będziemy oszukiwać - "błagam nie mów do mnie teraz", "czy ja naprawdę nie mogę mieć chwili spokoju?, "masz OSIEM LAT, znosiłam twoje spacery pod łazienkę jak miałeś dwa, znosiłam, jak miałeś trzy, ile jeszcze twoim zdaniem będę znosić, czy naprawdę, NAWET TU nie mogę być pozbawiona waszego upojnego towarzystwa?!", <rozmarzone> "albo takie wakacje... nie, weekend chociaż... jestem sama w pokoju hotelowym, nikt do mnie nie mówi i ja nie mówię do nikogo...", "zamknijcie jadaczki, nie pytajcie mnie o nic, ja nic nie wiem, głupia jestem, ustalmy to raz na zawsze!!!", itepe, itede, tylko się uprzejmie uśmiechnęła i zmilczała, myśląc o tym, że naprawdę niezła jest w tworzeniu fałszywego wrażenia.

A potem wsiadła do samochodu.

Ona, Pan Małżonek i cała Banda.

By odbyć codzienną drogę z Dziczy do Cywilizacji.

Lub odwrotnie.

...

Potomek Młodszy - Na kogo będziesz głosować, mamo?

Królowa Matka (korzystając z pokonywania odcinka drogi upstrzonego plakatami wyborczymi) - Na tę panią, o.

Potomek Młodszy (przegapiając wskazany wizerunek z właściwym sobie roztargnieniem) - Nie zauważyłem nazwiska.

Królowa Matka (raczej nieuważnie) - To się przyjrzyj, jak następny raz będziemy tędy przejeżdżać. Ma tekst na plakacie napisany różowymi literkami.

Potomek Starszy (dociekliwie) - A dlaczego będziesz na nią głosować?

Królowa Matka - Bo ma temperament działaczki, bo znam ją z czynów, nie tylko słów, bo podzielam jej poglądy...

Potomek Starszy - A jakie ona ma poglądy?

Królowa Matka - Takie jak ja.

Potomek Młodszy (zgodnie z oczekiwaniami) - A jakie ty masz poglądy?

Królowa Matka (też zgodnie z oczekiwaniami) - Takie jak ona.

Potomek Młodszy (balansując na granicy "obrażę się za okazane lekceważenie/wstrzelę się w konwencję i docisnę") - Aha. Czyli jakie?

Królowa Matka (już z jękiem, a jesteśmy dopiero przy piątym kilometrze na dwadzieścia) - Synu, to nie jest temat do wywrzaskiwania sobie podczas telepania się po wądołach samochodem. Jak dojedziemy do domu to pogadamy, ok?

Potomek Młodszy (odpuszczając) - Ok.

Pompon Młodszy (korzystając z odpuszczenia przez starszego brata) - A ja takie pytanie mam. Czy to prawda, że czarne koty mają mniejsze szanse na adopcję?

Królowa Matka (w osłupieniu) - Matkoboskoczęstochowskowtrójcyjedynoiwszyscyświęci. Pojęcia nie mam. Skąd ci to do głowy przyszło?!

Pompon Młodszy - W telewizji raz słyszałem, taka dziewczynka co pracuje w schronisku powiedziała, że czarne koty mają mniejsze szanse na adopcję, i ja chcę wiedzieć, czy to prawda.

Pan Małżonek (powątpiewająco) - No, nie wiem. Na nasze trzy adoptowane koty dwa były czarne...

Pompon Młodszy (zmieniając temat bez cienia trudu, i to od razu o 360 stopni) - O, druga pani na plakacie! Na nią też będziesz głosować?

Królowa Matka (raczej gwałtownie) - NIE!

Pompon Młodszy (z łagodnym zdziwieniem) - Dlaczego nie? Bo nie ma różowych literek?

Królowa Matka (BARDZO dobitnie) - Bo to jest pani, której poglądów NIE podzielam!

Pompon Młodszy (porządkując dane) - To ty nie głosujesz na panią, bo lubisz różowe literki?

Królowa Matka (ociupinkę ogłuszona) - Yyyyyy... nie?

Pompon Młodszy (kontynuując temat, a w każdym razie jakiś wątek jakiegoś tematu, nie bądźmy nadmiernie drobiazgowi) - A wiesz, że to jest bardzo dziwne, że żaden chłopak w naszej klasie nie lubi różowego.

Królowa Matka (tonem towarzyskiej pogawędki) - Doprawdy.

Pompon Młodszy - Doprawdy. Tylko ja. To jest mój ulubiony kolor. I dziewczyn też.

Pan Małżonek - No i super, nikt nie ma nic przeciw temu, jak sądzę.

Pompon Młodszy (stoicko) - Mają.

Pan Małżonek (modulując głos w ten typowy dla specjalistów od small talku sposób mający sugerować żywe, acz nienachalne zainteresowanie) - Aha?

Pompon Młodszy (wciąż stoicko, tylko bardziej) - Chłopaki. Prawie wszyscy. Ale ja mam to gdzieś.

Pan Małżonek (zero zaskoczenia w tonie i szeroko pojętej mowie ciała) - Aha. I dobrze, jeszcze tego brakowało, żeby ci inni dyktowali, jaki kolor masz lubić.

Pompon Młodszy (nie pozwalając ciszy zabrzmieć) - A w szkole dziś się uczyliśmy, jak ładnie powiedzieć "nie".

Królowa Matka (tonem Gabrieli Borejko, wpuszczającej jednym, a wypuszczającej drugim uchem sprzeczki swych córeczek) - O. I nauczyłeś się?

Pompon Młodszy - Tak. Powiedziałem: "Nie dam ci tych naklejek, Paweł, bo bez przerwy wszystkich bijesz!".

Królowa Matka (niewinnie zaciekawiona) - I to było to "ładnie", tak?

Pompon Młodszy (zdumiony ignorancją własnej matki) - No przecież nie powiedziałem: "Odczep się, właśnie, że ci NIC NIE DAM, bo jesteś głupkiem!!!".

Królowa Matka (uznając racje Potomka) - A. No fakt, nie powiedziałeś.

Pompon Młodszy (płynnie kontynuując temat świeżo nabytych umiejętności) - ...i jeszcze rysowaliśmy lwa ze Stefka Burczymuchy. (zwracając się do tatusia) Ładnie narysowałem?

Pan Małżonek - Na pewno. Niedokładnie widzę, a kierowca nie powinien jednak prowadzić zwrócony tyłem do drogi...

Pompon Młodszy - I mogliśmy go nazwać.

Królowa Matka (podejmując próbę konwersacyjnego odciążenia Pana Małżonka) - I jak go nazwałeś?

Pompon Młodszy - Mała mutacja.

Królowa Matka (usiłując przezwyciężyć stupor, w który była popadła) - Jak.

Pompon Młodszy (pogodnie) - Mała mutacja.

(tu następuje chwila, w której Królowa Matka dławi chęć zadania miliona pytań w stylu "czemu?", "Zali wżdy?", "Ale z powodu, że...?" świadoma, że jeszcze by usłyszała odpowiedź, a tego niekoniecznie byśmy chcieli).

...

Pompon Starszy (nie odbiegając od tematu małej mutacji tak daleko, jak mogłoby się wydawać) - A czy to prawda, że ta pani, co dostała dwa Noble, umarła od napromieniowania?

Pan Małżonek - Prawda.

Pompon Starszy - A ma swój posąg?

Królowa Matka - Pomnik? Nie, u nas chyba nie ma. Ulicę ma, szkołę...

Pompon Starszy (podejmując najwyraźniej życiową decyzję, i to niekoniecznie związaną z perspektywą braku pomnika) - No to jednak nie zostanę naukowcem.

Pan Małżonek - Tylko, wiesz, synu, śmierć z napromieniowania nie jest obowiązkowym elementem kariery naukowca. A kiedyś każdy umrze, ta pani umarłaby już dawno i bez promieniowania, a tak to przed śmiercią dokonała wielkich rzeczy...

Pompon Młodszy (przechodząc do najbardziej interesującego aspektu kariery naukowca, a także, co będziemy ściemniać, każdej innej) - A ja bym mógł na Nagrodę Nobla dostać?

Królowa Matka (radośnie) - Nie widzę przeciwwskazań!

Pompon Młodszy (dociekliwie) - A z czego?

Królowa Matka (z chichotem wręcz szampańskim) - Synu, na etapie, na którym się obecnie znajdujesz to w zasadzie z wszystkiego!

Pompon Młodszy (ze spokojem) - Dobra. To dostanę.

Królowa Matka (entuzjastycznie) - Jest plan!

Pompon Młodszy - ...a jakbym teraz dostał jako dziecko...

Królowa Matka (płynnie wchodząc Dziecięciu w słowo) - ... to by nadzwyczajne było, byłbyś pierwszym dzieckiem z Noblem...

Pan Małżonek (przejmując pałeczkę) - ... tylko się musisz pospieszyć, bo, wiesz, masz prawie dziewięć lat, to ci jeszcze tylko dziewięć zostało...

Królowa Matka (prostuje wypowiedź Małżonka, świadoma bezlitosnych obostrzeń Świata Współczesnego) - ...nie, mniej, z sześć, myślę...

Pompon Młodszy (już na etapie skrupulatnego planowania kariery) - A dziewięć lat to ile jest dni?

Pan Małżonek (skręcając w leśną dróżkę, hura, hura, jeszcze kilometr i jesteśmy w domu, i Królowa Matka zamknie się w łazience, albo komputer odpali i obuduje się hasłem "mama pisze, nie przeszkadzać"!) - Trochę ponad trzy tysiące.

Pompon Młodszy - To mam jeszcze trzy tysiące dni. (z namysłem) Z czego można tego Nobla dostać?

Pan Małżonek - Z różnych dziedzin, z matematyki, z medycyny...

Królowa Matka (zachęcająco) - Może książkę jakąś zacznij pisać? Miałbyś szansę na literackiego.

Pompon Młodszy (dość obojętnie i nie do końca zgodnie z prawdą) - Nie, nie umiem pisać.

Pompon Starszy (triumfalnie) - Ha! Jestem na wygranej pozycji! Ja umiem!

Królowa Matka (wymienia dalej) - Z ekonomii jeszcze... pokojowego...

Pan Małżonek (błyskotliwie, jak to on) - Dodam w ramach koniecznego wyjaśnienia, że wojennego Nobla nie ma.

Pompon Starszy (ciut zjadliwie)- Jakby był, to Paweł by dostał, hłe, hłe, hłe...

Pompon Młodszy (rozważa) - Pokojowego to bym mógł...

Królowa Matka (szczerze zaciekawiona) - A co takiego zrobiłeś dla pokoju na świecie?

Pompon Młodszy (rzeczowo) - Nikogo nie biję.

Pan Małżonek (hamując przed furtką) - Chwalebne, ale może nie wystarczyć.

Pompon Młodszy - Nie rzuciłem śmiecia. Żadnego. Nigdy.

Królowa Matka (z aprobatą dla postawy, acz przepełniona słusznymi wątpliwościami) - Równie chwalebne, ale nie jestem pewna, czy komitet noblowski wystarczająco doceni ten fakt.

Pompon Młodszy (ożywiając się widocznie) - O, o, sikoreczki!!! Widziałaś, mamusiu? O, zobacz! Rozpiąłem pas i on został w tej samej pozycji, widzisz?

(czyli na razie nici z Nagrody Nobla, bo potencjalny laureat się rozproszył).

...

Więc przyznaje Królowa Matka rację bystrej i spostrzegawczej Właścicielce Pensjonatu. Rzeczywiście ona i Pan Małżonek rozmawiają ze swoimi Potomkami i udzielają im odpowiedzi na liczne pytania*.

Czy nie woleliby utknąć z nosem we własnych komórkach pozostaje kwestią otwartą.



*bo muszą, przyciśnięci okolicznościami, ale fakty się liczą, a nie jakieś tam inne cosie. Nieprawdaż.

poniedziałek, 30 września 2019

O braterskim wsparciu

Pompon Młodszy (ponoszony entuzjazmem, co jest dla niego, nieprawdaż, stanem naturalnym) - Patrz! Patrz! Takiego narysowałem ślicznego, o, popatrz!

Pompon Starszy (rzucając od niechcenia okiem, flegmatycznie) - Nic nie widzę...

Pompon Młodszy (raczej energicznie podsuwając Braciszkowi notesik pod nos) - O, tu! Tu! Widzisz? Takiego narysowałem...!

Pompon Starszy (niezmiennie flegmatycznie) - No, jakiego takiego?

Pompon Młodszy - Takiego... no... takiego DWUROŻCA!

Potomek Młodszy (życzliwie) - Znaczy się, krowę?


KURTYNA nad podciętymi skrzydłami* Pompona Młodszego.



*może raczej... nadciętymi. Nadszarpniętymi. Potarmoszonymi od niechcenia. Na to, by podciąć skrzydła Pomponowi Młodszemu potrzeba by było batalionu Hożych Drwali, uzbrojonych w Piły Łańcuchowe Najnowszej Generacji, a i to udałoby się wyłącznie w sytuacji, gdy Pompon Młodszy by spał albo słabował na zdrowiu.

sobota, 28 września 2019

Sztuka perswazji

Pompon Starszy (wznosząc na Swego Srogiego Ojca błękitne oczęta; przymilnie) - Tatuś, czy będę mógł pograć na twojej komórce?

Srogi Ojciec Pompona Starszego (srogo i po ojcowsku, oraz z bezwzględną precyzją) - Nie!

Pompon Starszy (wspierając się czule o ojcowskie kolana i robiąc wiater rzęsami) - Jak to, i nie przekona cię nawet ten nieodparty dziecięcy urok?

...

Cóż rzec.

Kogo by nie przekonał.

wtorek, 3 września 2019

Ten dzień

Dziewięć lat.

Po dziewięciu latach walk, potu, krwi (prawie) i łez...

Nagrywania słowotoków i spisywaniu ich na bloga, po pierwsze na wieczną rzeczy pamiątkę, po drugie dlatego, że Królowa Matka jest Fatalną Matką oraz po trzecie - dlatego, że bez dowodów na piśmie nikt by nie uwierzył...

Po dziewięciu latach zwlekania siłą z łóżka, po dziewięciu latach wysłuchiwania słów powszechnie uważanych za obelżywe, rzucanych w szeroko pojętą przestrzeń...

Po Dziewięciu latach obelg, rzucanych na głowy wynalazców druku, papieru, koła, bo kto bogatemu zabroni, członków założycieli Komisji Edukacji Narodowej, Izby Edukacji Publicznej, jak również autorów idei o szkolnictwie powszechnym - od Andrzeja Frycza Modrzewskiego począwszy, a na tych zwyrodnialcach, autorach dekretu o obowiązku szkolnym skończywszy - , a poza tym także  na głowy nauczycieli, wychowawców i rodziców, bo bez obelg rzucanych na rodziców to się nie liczy...

Po dziewięciu latach codziennych bez mała prób łamania kręgosłupa, rodzicielskich pogawędek w atmosferze przyjemnej i tej odrobinę od przyjemnej odbiegających, daremnych a podejmowanych z imponującym uporem prób przemówienia do rozsądku i tego śladowego poczucia obowiązku, które przecież musi GDZIEŚ TAM BYĆ, że o tych kilku karczemnych awanturach Królowa Matka z szacunku dla Kochanych Czytelników nie wspomni...

Po dziewięciu latach odbijania się od ściany wściekłości, tępego uporu i "co-mnie-to-obchodzenia", wybuchów furii godnych Najbardziej Zbuntowanego Nastolatka w Całej Historii Nastolatkowości Ever, po dziewięciu latach dramatycznych i z biegiem czasu coraz bardziej beznadziejnych prób, by uczynić w tym murze wyłom, ale jaki wyłom, wyłomik, jedną cegiełkę wyjąć, ukruszyć chociaż, otworek poczynić, przez który przeniknąć mogłoby światło przekonań i opinii innych niż własne, starannie pielęgnowane...

Otóż po tych dziewięciu latach nastał dzień, gdy Potomek Starszy wrócił ze szkoły radosny, jaśniejący i promieniejący Entuzjazmem i Pozytywną Energią, jakby wchłonął wszystkie poradniki Beaty Pawlikowskiej naraz. Albo i bardziej.




I tak, Królowa Matka wie, że to pierwszy dzień, przed nami dzień drugi, trzeci, siódmy, i ciekawe, co wtedy powie jej krnąbrne Dzieciątko (a już o setnym czy dwusetnym nawet wspominać nie ma co), ale po prostu musiała - po tych dziewięciu latach, przy których tyranie dziewiętnastowiecznych górników na przodku jawi jej się romantyczną przechadzką przy wtórze świergotu ptasząt i woni łubinu wśród pól, i które spędziła, licząc kolejne siwe pasma w swej koafiurze oraz snując liczne, z biegiem czasu coraz bardziej wyrafinowane, a z czasem niebezpiecznie ocierające się o "tęskne"  fantazje na temat dzieciobójstwa - o tym napisać.