Czterdzieści i cztery.
Tyle pytań uciułała Królowa Matka do wtorku (nie do poniedziałku) wieczorem, i na tyle zamierza odpowiedzieć, migając się mniej lub bardziej konsekwentnie ;D. A zatem - oto Pierwszy Wpis Królowej Matki Na Dziesięć Tysięcy Słów oraz Królowa Matka Poddaje Się Wiwisekcji, odpowiadając na pytania w kolejności zadawania.
Ania M. napisała: "Królowo Matko droga! Zobaczywszy u mnie w linku tytuł Twego wpisu, pomyślałam o jednym: że jesteś w ciąży.
- A skoro mam zadać pytanie: ucieszyłabyś się, gdyby tak było?"
Nie-Do-Końca-Anonimowa-Czytelniczka, czyli
AATK zadała chyba jedyne pytanie, na które Królowa Matka może odpowiedzieć jednym słowem, chociaż, jak siebie zna, nie odpowie:
- "Przeczytałam komentarz do kwietniowego posta i zżerana ciekawością pytam: Jakiej to tajemniczej tematyki tak konsekwentnie unikasz na swoim blogu?"
Politycznej. Jak coś Królową Matkę mocno zeźli/ zafascynuje/ rozbawi może, kiedyś, nie na pewno, pojawi się tu wpis dotyczący różności z pierwszych stron gazet czy innych iwentów, ale nigdy, nigdy nie pojawi się tu a
ni słowo o polityce.
- "Podjęłaś ryzykowną-zdaniem wielu-decyzję: żywisz dzieci po wegetariańsku.Dlaczego tak radykalnie? Znam wegetarianki, które jednak karmią dzieci mięsem. Uzasadnij swój wybór(jak na klasówce :)"
O, mamy pytanie, przy którym Królowa Matka powinna się migać! Ale się nie mignie, chociaż bardzo nie lubi mówić o swoim wegetarianizmie. Spróbuje krótko i bez wdawania się w rozważania i dygresje.
Królowa Matka nie wie, czemu te matki-wegetarianki, które dają dzieciom mięso przeszły na wegetarianizm. Być może z powodu korzystnego wpływu tej diety na zdrowie, albo dlatego, ze nie lubią mięsa. Królowa Matka przeszła na wegetarianizm dlatego, że nie mogła znieść myśli, że po to, aby ona mogła zjeść mięso, trzeba zabić żywa istotę. Nie wyobraża sobie, że mogłaby pozostać w zgodzie ze sobą, karmiąc dzieci mięsem, i co miałaby powiedzieć dzieciom, które karmiłaby mięsem jednocześnie sama go nie jedząc, gdyby o to spytały (a spytałyby na pewno, one dużo pytają :)). Nie umie sobie wyobrazić żadnej uczciwej odpowiedzi.
Nie umie sobie też wyobrazić, że dając dzieciom mięso do jedzenia pozostałaby uczciwa wobec siebie i swoich przekonań (a bycie uczciwym wobec siebie jest, zdaniem Królowej Matki, istotnym warunkiem wychowania dziecka) Owszem, zanim jej dzieci przyszły na świat zastanawiała się, co będzie, jeśli z jakiegoś powodu będą one musiały porzucić dietę wegetariańska - ale nie muszą. Królowa Matka mówi im też, że gdy dorosną i zechcą wybrać same, zrobią to, co uznają za dobre dla siebie. Na razie same o sobie mówią, że są roślinożerne :).
- "Czy karmiłaś dzieci piersią? Jesteś fanką czy tak sobie?"
Starszą dwójkę bardzo długo, młodszą tylko pięć miesięcy, bo potem Królowa Matka zachorowała. Zaczęła od "tak sobie", ale została fanką (ale nie wojującą :)), bardzo jej to odpowiadało, bo było tanie, praktyczne i pozwalało się wyspać :).
- "Jako
Wielodzietna Patologia na pewno spotykasz się często z żywiołowymi
reakcjami na Wasz stan liczebny (np. widok takiej rodzinki wysypującej
się z samochodu to zjawisko samo w sobie) Z jakimi reakcjami
spotykasz się najczęściej i jaki jest Twój stosunek do tychże? SZCZERZE!"
Właśnie nie za często, a jeśli już, to są to reakcje bardzo pozytywne i często Królowa Matkę rozśmieszają. Ostatnia dwójka to bliźnięta - jak cała gromada z Bliźniątkami w centrum sunie głównym deptakiem miasta, to cała ulica nasza! Nie ma, dosłownie nie ma osoby, która się nie obejrzy, a najbardziej żywiołowo reagują duzi, łysi panowie z tatuażami, tacy, obok których człowiek przeszedłby wieczorem po uprzednim głębokim zastanowieniu :))). Wydają z siebie ćwierkające dźwięki i się rozczulają, i to jest prześmieszne :D. W ogóle najbardziej "zapatrują" się panowie, często w wieku okołodziadkowym, oni też zagadują, pytają o płeć dzieci, a zdaniem, które Królowa Matka słyszy najczęściej jest: "Ale jak za te parę lat z rodzinami do pani na święta przyjadą, dopiero będzie pięknie!" :DDD.
- "Czy masz prawo jazdy?- To pytanie z pozoru banalne ma głębszy sens... nie pomiń go, choć wydaje się mało ciekawe :)"
Nie. Prowadzenie samochodu to jedna z nielicznych czynności, do opanowania których Królowa Matka odnosi się całkowicie obojętnie. No, nigdy nie czuła potrzeby, jakkolwiek to o niej świadczy. Może ulegnie namowom tych, którzy ja w tej kwestii naciskają, ale raczej wątpi...
- "No i bardzo jestem ciekawa ile kasujesz za te hafty ale na odpowiedź nie naciskam:)"
Nic. Królowa Matka zrobiła w całym swoim długim życiu tylko trzy hafty na zamówienie (i skasowała 70-100 zł). Większość rozdała rodzinie i przyjaciołom, albo zrobiła dla siebie.
Kobieta z Drugiej Strony Lustra dosłownie zasypała Królową Matkę pytaniami :).
- Gdybyś miała taką możliwość, gdzie byś przeniosła swój domek z ogródkiem?
- Jakie marzenia masz jeszcze do spełnienia?
Z jednej strony, trzeba smutno przyznać, że Królowa Matka nie ma marzeń, bo jej pesymizm szepce natychmiast: "Eeee, ty, głupia, o czymś takim marzyć, i po co? żeby się rozczarować?". Tak więc trudno mówić o "marzeniach do spełnienia", ale w mniej pesymistycznych chwilach Królowa Matka fantazjuje, że mogłaby się utrzymać z rękodzielnictwa. Albo z pisania. Że tyle by zarabiała, by nie musieć pracować na etacie. Że napisze książkę, i ze ktoś ją wyda. A także przeczyta ;D.
I Marzenie Życia - że ktoś zechce wydać "Nędzników" z jej okładkami. Nawet za darmo!!! Ale żeby!!!
- Jak poznałaś ojca swoich potomków?
U wspólnej przyjaciółki. Pan Małżonek przyjaciółkę znał od drugiego roku życia, Królowa Matka - od ośmiu lat, Pan Małżonek bywał u niej dwa razy w tygodniu, Królowa Matka - niemal tak często, jak u siebie w domu, ale jakoś na siebie nie trafiali. Co zabawniejsze, wszyscy mieszkali na osiedlu w blokach, które ze sobą praktycznie sąsiadowały...
...a mimo to nie spotkali się nigdy wcześniej. Nie było im pisane. Aż do Tamtej Chwili :).
- Jaka byłaś w wieku swojego najstarszego potomka?
Patologicznie (ale naprawdę - patologicznie) nieśmiała, zamknięta w sobie. Siedmioletnia Królowa Matka nie miała żadnych koleżanek ani kolegów, do tego stopnia, że ich sobie wymyślała. Wymyślała też siebie - zmieniała sobie imię, rodziców, rodzeństwo... Bardzo dużo rysowała, bo jeszcze wtedy nie lubiła czytać. Z wyglądu była dokładnie jak Potomek - chudziutka jak patyczek, bledziutka i z wieeelkimi oczami. Uchodziła za tzw. grzeczną dziewczynkę, bo z powodu tej nieśmiałości nie było jej widać...
Pierwszy zawód to bibliotekarka, a drugi - nauczycielka angielskiego.
- Na co byś wydała wielką wygraną?
Na wygodny, duży dom (no, nie taki szalenie duży, taki, żeby każdy miał swój kąt, plus spora część wspólna), z ogrodem. Na Szkołę Kendo dla Pana Małżonka. Na fundusze powiernicze dla dzieci. To połowę wygranej. A drugą na stypendia dla dzieci uzdolnionych. Na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci, których rodziców na to nie stać. Na schroniska dla psów. I takie tam :).
- Kim byłaś w poprzednim wcieleniu? :))
Zapewne kimś zupełnie zwykłym. Według jednego ze snów, który kiedyś się Królowej Matce śnił, była ona córką purytańskiej wdowy w osiemnastowiecznej Ameryce, która (córka, nie wdowa. I nie Ameryka) przeżyła zakazany, ognisty romans. Może to był "wspominkowy" sen, kto wie ;D?
- Jakiej wady w facetach naprawdę nie cierpisz? :)
Nielojalności. U kobiet też. Najbardziej u ludzi, obu płci, Królowa Matka nienawidzi nielojalności.
- Co byś wzięła ze sobą w podróż marzeń?
Aparat fotograficzny :). Gruby zeszyt i zestaw ołówków, oraz - na chwile przerwy w zwiedzaniu - książki. Pan Małżonek nie został wymieniony, ponieważ spytałaś "co", a nie "kogo" :).
- Czego byś w sobie nigdy nie zmieniła?
Pan Małżonek podpowiada, że nóg, ale Królowa Matka ma wrażenie, że może chodzić o coś mniej dobitnego ;). Po namyśle Królowa Matka stwierdza, że uporu. Jest uparta jak osioł, i to czasem jest po prostu gigantyczną wadą, ale zazwyczaj na przykład pozwala skończyć to, co się zaczęło, przeć do celu, choćby wszyscy się już zmęczyli i odpadli po drodze.
- "W jakich sytuacjach czujesz się najszczęśliwszą osobą na świecie?"
Kiedy Królowa Matka zajmuje się (zwłaszcza półzawodowo) tym, co jej sprawia autentyczną radość i stanowi kroczek w kierunku spełnienia marzeń. Czyli wtedy, gdy haftowała prace na zamówienie czy współpracowała przy redagowaniu słownika angielsko-polskiego... Owszem, nic z tych marzeń nie wyszło, ale dążąc do ich spełnienia Królowa Matka była szczęśliwa.
Z "chwil zastygłych w bursztynie" - Królowa Matka czuje się doskonale szczęśliwa siedząc z zamkniętymi oczami na plaży i słuchając szumu fal, z odgłosami bawiących się dzieci w tle.
- "Gdyby Królowa Matka spotkała Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, to co Królowa chciałaby mu powiedzieć?"
Pozwolisz, że tu Królowa Matka się mignie? Owszem, są rzeczy, które mogłaby powiedzieć Baczyńskiemu, ale wszystkie one, bez wyjątku, są zbyt gorzkie i smutne...
- "I
jeszcze jedno ... umówmy się, że podróże w czasie są możliwe ..., w
podróż do jakich czasów i w jakie miejsce wybiera się Matka najpierw?"
Do żadnych. Kiedyś, gdy Królowa Matka była piękna i młoda... no dobra, tylko młoda ;D marzyła, by się przenieść w czasy romantyzmu. Bo piękne suknie, romantyczne uniesienia, mroczni bohaterowie... O, albo średniowiecze z minstrelami, rycerzami, Okrągłym Stołem i kodeksem honorowym. Ale teraz Królowa Matka po prostu chyba za dużo wie. Wie na przykład, że Romantyzm to liczne wojny i powstania, nie te prawa kobiet, do których Królowa Matka przywykła :), i nie ten stan higieny. A Średniowieczne to - obok wojen jeszcze liczniejszych, rycerzy, którzy w najmniejszym stopniu nie przypominali sir Lancelota z lirą śpiewającego pieśni, tylko raczej bandę rzezimieszków, złodziei i gwałcicieli - hulająca po Europie co i rusz zaraza, śmiertelność dzieci tak duża, że na (rzadkich!) nagrobkach pisano im "Pamięci moich czworga albo pięciorga dzieci", nie pamiętano bowiem dokładnej liczby, oraz - nade wszystko - możliwość, że się w czasie tych podróży w czasie trafi do lepianki z klepiskiem i jedną izbą, a nie do zamku.
I tak jest z każda epoką, i każdym miejscem. Słowem, Królowa Matka najzupełniej szczerze myśli, że znajduje się w najlepszym miejscu i najlepszym czasie, w jakim można żyć :).
- "Jak miałyby na imię Twoje córki?"
A żeby to Królowa Matka wiedziała ;D! Już zapomniała, o jakie to imiona spierała się ogniście z Panem Małżonkiem, jak jeszcze wierzyła, że jakaś mała dziewczynka czeka na nią w przyszłości... Zdaje się, że Potomek Najstarszy miał być Mają, ale możliwe, że miałby na imię Nina, Ina, Kaja, Anastazja, Marianna, Antonina, Barbara... albo jeszcze inaczej :).
- "Chciałam zapytać o Twój
stosunek do jednolitości płci, jaką los Cię obdarował w potomstwie.
Ciekawi mnie, czy matki (ale i ojcowie) mające same córki żałują, że nie
urodziły syna, no i oczywiście na odwrót - jak w Twojej sytuacji. Ale
to z pewnością trudne pytanie, więc zaakceptuję miganie się :D"
Paradoksalnie, najgorzej było w wypadku Potomka Starszego, gdy Królowa Matka po prostu nie przyjmowała do wiadomości faktu, że może urodzić chłopca. Posiadanie drugiego syna już miało swoje zalety - od ubranek i zestawów zabawek poczynając, na posiadaniu towarzysza zabaw kończąc.
Co może jest zabawne, najbardziej denerwuje Królową Matkę zdanie, które słyszy średnio raz dziennie z ust wszelakich: "Tak bardzo chcieliście dziewczynkę, że spróbowaliście trzeci raz, i popatrzcie...", i nikt, naprawdę nikt nie daje wiary zapewnieniom Królowej Matki, że chciała ona mieć trzecie DZIECKO, a płeć jej była najzupełniej obojętna. Zdenerwowała się dopiero wtedy, gdy okazało się, że to dwujajowe (!) bliźnięta (!), oba płci męskiej (!!!) - no, to to już naprawdę uznała za objaw klątwy i przegięcie.
Zdenerwowana była przed porodem, co należy podkreślić, teraz myśl, że któryś z jej synów miałby być dziewczynką wydaje jej się po prostu śmieszny. Królowa Matka nigdy nie rozumiała matek (a zna takie), które pragnąc dziecka jakiejś płci nie przyjmują do wiadomości urodzenia dziecka płci przeciwnej, i ubierają je, czeszą, kupują zabawki zgodnie ze swoimi planami, nie stanem faktycznym...
- "Jak poznaliście się z Królem-Mężem?"
O to zapytała już Kobieta z Drugiej Strony Lustra, odpowiedź jest gdzieś powyżej :).
- "Dlaczego wybrałaś nauczanie angielskiego (tak?) jako przedmiot studiów?"
Niezupełnie, angielski to był drugi wybór. Wybrany, bo Królowa Matka lubi się uczyć języków, angielskiego zaczęła uczyć się wtedy, gdy jeszcze nie był to obowiązkowy przedmiot w każdej szkole i w ten sposób został obrzydzony prawie każdemu ;), teraz byłby to pewnie jakiś inny język... chociaż niekoniecznie, bo angielski naprawdę bardzo lubi.
- "Jak to jest z tymi rysunkami? malunki też powstają? co robisz z
efektami swej "pracy haftowej" (oprócz tego, co już było w blogu-
pamiętam! podziwiam!)?"
Pytania "trzy w jednym" :)). Powstają, i zawsze powstawały, tylko rysunki, Królowa Matka jest urodzoną graficzką. Z powołania :))). Efekty działań rękodzielniczych (haft to tylko jedno z nich, obecnie oprócz haftowania Królowa Matka ma na warsztacie trzy prace szydełkowe) Królowej Matki wiszą u niej na ścianach, na ścianach w domu Matki Pana Małżonka, jej własnej Matki, jej Siostry, zdobią choinki i okrywają stoły jej znajomych i przyjaciół, są noszone przez nią samą, jej Potomki, jej znajomych...
A teraz, Drodzy Czytelnicy, Królowa Matka udaje się zaczerpnąć sił, nim zamęczy was słowotokiem, odpowiadając na pozostałe 25 pytań (chociaż i tak nie wierzy, że ktokolwiek przebrnąłby przez ten post, gdyby odpowiedziała hurtem na wszystkie!!!).