Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa Matka gra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa Matka gra. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Spojrzenie w otchłań

Potomek Młodszy - Mamusiu, a ile Potomek Starszy ma lat do dorosłości?
Królowa Matka (jak zwykle popadając w typową dla siebie szczegółowość) - Ale do takiej oficjalnej dorosłości? Bo kiedy tak naprawdę będzie dorosły to, prawdę powiedziawszy, bogowie jedyni wiedzą, może za dziesięć lat, a może za dwadzieścia, a są i tacy, co nigdy nie dorosną albo będą musieli stać się dorośli w dwunastej wiośnie życia... ale tak oficjalnie, z dowodem osobistym i prawami wyborczymi to będzie za osiem lat.
Potomek Młodszy (z oczami jak spodki) - Za osiem?! A ja kiedy?
Królowa Matka - No, za jedenaście...
Potomek Młodszy (zapowietrzając się) - Za jedenaście?! Ja myślałem, że mi dwadzieścia lat do dorosłości brakuje! Albo nawet dwadzieścia siedem!!! (przetrawia przez chwilę świeżo nabytą wiedzę, po czym, ze zgrozą) ...faktycznie życie jest krótsze, niż się spodziewałem!

***

W tym miejscu miał się znaleźć bannerek z unikalnym numerem Pólherbacianych w konkursie na Bloga Roku 2014, już ostatnim, a także z Bambi Eyes, też ostatnimi, i stosowną ilością próśb o głosy.

Zamiast tego Królowa Matka przekleja wpis, który poczyniła na swoim fanpejdżyku na Facebooku, na który, jak wie, wielu jej Czytelników nie zagląda.

Voila:

Fragmencik maila, który Królowa Matka otrzymała dziś rano:

"Koszt 1 smsa w pełnym pakiecie z uwagi na dużo zabawy, przekładania kart i nakład pracy to 1,50zł.
Możliwości techniczne dla pozostałych 2 dni konkursu ( niedz, pon), to wysłanie 25 smsów dziennie po 17nastej.
Oczywiście przekazuję raport po wykonaniu usługi, daty i czasu wysyłki oraz gwarantuję pełną dyskrecję Twojego udziału.".

Czyli po prostu propozycja nie do odrzucenia związana z faktem, ze w nocy Polaherbaciane wyleciały poza pierwszą dziesiątkę.

Królowa Matka chciała dziś zamieścić kolejny wpis o Potomkach okraszony ostatnią, smutną prośbą o głosy, kompletnie beznadziejną, ponieważ z obserwacji wie, że ci, co się za pierwszą dziesiątkę wysunęli już do niej nie wracają - zazwyczaj.

Ale teraz już o głosy nie poprosi.

Uczciwość nie pozwala jej narażać swoich Czytelników na koszty głosowania w konkursie, w którym uczciwie wygrać jest na pewno możliwe, ale - jak właśnie widzi - niekoniecznie, zwłaszcza, jeśli nie jest się hegemonem blogowym tylko takim średnio popularnym blogiem jak jej własny. Bo jakoś nie ma Królowa Matka złudzeń ani co do tego, że jest jedyną osobą, która podobnego maila otrzymała, ani co do tego, że nie będzie w konkursie takich, co zechcą z hojnej oferty skorzystać.

Królowa Matka bardzo Wam dziękuje za dotychczasowy udział, byliście kochani i walczyliście walecznie, i nieustannie uważa za zaszczyt posiadanie takich Czytelników.

Dziękuję.


Królowa Matka nie chciała wygrać konkursu na Bloga Roku. Poważnie, czy ktokolwiek, kto ją choć trochę zna z bloga, o realu nie wspominając, może ją sobie wyobrazić na Gali, wśród celebrytów i błysków fleszy? No helloł, mówimy o osobie, która spotkanie blogerów książkowych we wrześniu przesiedziała w kąciku, z oczkami jak spłoszony króliczek i odzywając się najmniej jak tylko można, a osób na spotkaniu było z pięćdziesiąt.

Więc wygrać - nie. Ale miała Królowa Matka nieśmiałe marzenie, bardzo nieśmiałe, by się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Takie, rozumiecie, Kochani Czytelnicy, dziecinne marzenie, by zakończyć swój udział w konkursach na blog roku z przytupem.

Jest jej niewyobrażalnie przykro, że się nie dowie, czy to możliwe. 

I że kończy z przytupem, ale jest to przytup tego rodzaju.

Ale najbardziej, że zmarnotrawiła wysiłki i zasoby swoich Czytelników. I tego, że ich dobra energia rozbiła się o takie obrzydliwe coś.

Nie prosi o dalsze głosy, bo już nie wierzy, że to cokolwiek da.

Nieustannie dziękuje za te, które już otrzymała.



PS. Tytuł miał być zabawnym odniesieniem do dramatycznych odkryć Potomka Młodszego i został wymyślony już wczoraj. Szkoda, że pasuje i do reszty.

wtorek, 3 lutego 2015

Prośba

Pierwszy raz do konkursu na Bloga Roku Królowa Matka przystąpiła w roku 2012 i w nastroju "a co mi tam, spróbuję", o czym kto ciekaw może sobie poczytać, a kto nie ciekaw - przejść do dalszej części tekstu.

Po odpadnięciu z konkursu na miejscu 51, które uznała za zawrotny sukces swego bloga, wówczas prowadzonego od trzech miesięcy pomyślała sobie "Do trzech razy sztuka!" i rok później ponownie się zgłosiła, chociaż do nastroju "A co mi tam!" oraz do entuzjazmu było jej daleko.

Ale jak się już zgłosiła to, przyznaje, pomimo początkowego braku entuzjazmu bawiła się naprawdę nieźle. Sporządziła staranny i przemyślany pod względem marketingowym ;) wpis żebrzący, a na Facebooku plątał się zaopatrzony w stosowny tekst Banner z Oczkami tych domowników Domu w Dziczy, których urok miał szanse zmiękczyć te serca, których Królowa Matka nie dała rady zmiękczyć słowami i podobno odniósł nawet skutek, jak doniosły Królowej Matce osoby, które udało się jej rozbawić.

Mimo tak imponująco zakrojonej akcji promocyjnej blog Królowej Matki zakończył udział w konkursie na miejscu 21, choć przez jedną, powodującą zawrót głowy chwile znajdował się w pierwszej dziesiątce. Królowa Matka pośledziła konkurs do końca, pomyślała, doszła do przeróżnych wniosków, z których część opisała, a części nie, i rok później darowała sobie udział w imprezie, nie darowała sobie jednak naukowych obserwacji zjawiska.

Ich skutek był taki, że Królowa Matka doszła do kolejnych licznych, bardzo licznych wniosków, z których na czoło wybił się jeden:

formuła konkursu polegająca na zbieraniu SMSów od Czytelników jest dla bloga Królowej Matki barierą nie do przejścia.

Nawet przy na maksa rozdmuchanej akcji promocyjnej Królowa Matka jest w stanie uzbierać nie więcej niż sto parę głosów. Ostatni z finałowej dziesiątki blog w roku 2012 miał ich 354, a ten z 2013 - 664.

Mimo tej przygnębiającej świadomości Królowa Matka postanowiła zgłosić swojego bloga do konkursu na Blog Roku 2014.

Bo do trzech razy sztuka przecież.

Bo to jubileuszowy konkurs, dziesiąty, czy nie jest milej kończyć swego z nim spotkania w roku jubileuszowym, a nie byle jakim?

Bo całkiem sporo jej blog Blogowi Roku zawdzięcza, jak napływ nowych czytelników na przykład.

Bo Jurorzy przyjemni. I w dodatku umieją czytać.

No i trochę "a co mi tam".

Ale tym razem Królowa Matka nie będzie siać bannerkami na FB i przypominajkami na blogu. Nie będzie skłaniać do głosowania znajomych, nieznajomych, własnej rodziny i cudzych rodzin groźbami i szantażem emocjonalnym.

Najwyżej troszeczkę Bambi eyes może zrobić, o, prawie takie:


Ale żebrać nie będzie.


Królowa Matka poprosi.

I jeszcze powtórzy swoje własne słowa sprzed dwóch lat, które och, jak bardzo nie straciły nic a nic na aktualności:

... ale, Czytelniku, zagłosuj tylko, jeśli uważasz, że blog Królowej Matki się nadaje na dostanie się do, powiedzmy, pierwszej setki. 

Nie, jeśli czuła Twa dusza brutalnie urażona została wizją Wielodzietnej Matki, której blog odpadnie z konkursu za jedyną pociechę mając SMS od obowiązkowego Małżonka. Nie, jeśli uległeś (zdałoby się) ujmującej i pełnej dowcipu osobowości Królowej Matki. Nie, jeśli przypadkiem znajdujesz się w opisywanym powyżej stanie "a co mi tam!". Nie, jeśli założyłeś się z kumplami, że zagłosujesz na pierwszego bloga, na którego trafisz w spisie konkursowym.

Ale wtedy, gdy blog Ci się NAPRAWDĘ podoba.

Kiedy nadejdzie dzień, gdy blog Królowej Matki odpadnie ostatecznie i nieodwołalnie, i po raz ostatni z konkursu na Blog Roku chciałaby ona wiedzieć, że wszystkie głosy, jakie otrzymała, otrzymała tylko od tych osób, które jej bloga lubią. 

Bogowie, dostać sto takich głosów z pewnością nie wystarczy, aby się dostać choćby do pierwszej trzydziestki, ale jak bardzo uskrzydli! To dopiero będzie nagroda, niech się schowają wszystkie, które można wygrać w konkursie razem wzięte.

Tak więc.


Proszę.

Bardzo proszę.



 ( SMS treści C11597 na numer 7122. Proszę pamiętać aby nie wstawiać w SMS spacji, nie trzeba też nic więcej pisać. 

Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na fundację Dzieci Niczyje. )


 

czwartek, 31 stycznia 2013

Post dziękczynny

Królowa Matka nie miała specjalnej chęci, by w konkursie na Bloga Roku startować.

Rok temu popatrzyła, pomyślała, wysnuła wnioski, a jednym z tych wniosków było, że może jednak niekoniecznie "do trzech razy sztuka", jak sobie, startując po raz pierwszy, pomyślała (i nie, nie miała na myśli, że za trzecim razem wygra, tylko, że zamierza trzy razy spróbować :)).

Zasady, jakimi kieruje się konkurs bowiem nie są to zasady kompatybilne z charakterem, usposobieniem i ogólną sytuacją osobisto-towarzyską Królowej Matki.

Dla przykładu, Królowa Matka ma na Facebooku sześćdziesięciu ośmiu Znajomych, z własnej i nieprzymuszonej woli, bo przyjmuje tylko osoby bliskie, i w dodatku jakieś 80% tych osób zna w tzw. realu.

Obserwatorów na blogu (gdy zaczynał się konkurs) miała dziewięćdziesięciu siedmiu, z czego część pokrywa się ze Znajomymi z Facebooka.

Znajomych w życiu prywatnym... eee, zaraz, przecież ona NIE MA życia prywatnego, widuje się z własną Matką, Siostrą, jeśli przypadkiem jest w kraju oraz Koleżankami i Przyjaciółkami od baaardzo, baaardzo przypadkowego czasu do czasu, ostatni raz miesiąc temu, wszystkie wymienione wyżej osoby są albo w facebookowych Znajomych, albo wśród obserwatorów bloga, albo w obu tych miejscach, a część z nich jest za granicą i niczego na konkurs Onetu przysłać nie może.

Żebrać może i umie, ale nie lubi :). Zdecydowanie nie.

Słowem, przy pełnej mobilizacji może liczyć na jakieś sto głosów.

Może na trochę więcej, przy pełnej mobilizacji Znajomych Znajomych (która nastąpiła, Bello, pozostanę Ci na zawsze wdzięczna :)).

A przecież mimo tych ograniczeń Królowa Matka obudziła się pewnego pięknego dnia i ujrzała swój blog na pozycji szóstej. Przez dłuższą chwilę nie bardzo wierzyła w to, co widzi. Jak już uwierzyła popędziła na wspomniany FB dziękować, bo wiedziała, że oto zaczęła się nieubłagana jazda bloga w dół, co też istotnie nastąpiło.

Wcale Królowa Matka nie udaje, że jak się zaczyna na szóstym miejscu, a kończy na dwudziestym pierwszym, to ta jazda w dół nie boli i nie jest przykra, bo jest, nawet jeśli się człowiek niczego nie spodziewał i wiedział od samego początku, że zasady wyłaniania finałowej dziesiątki tak wincy szans mu nie dają.

Ale bardziej niż jest przykro cieszy każdy głos od Czytelnika, Jawnego czy też Tajnego, Subtelnie Zaszantażowanego czy Skłonionego Subtelną Perswazją, takiego, który trafił tu przez przypadek i mu się spodobało (i może zostanie?), i takiego, który twierdzi, że dzień bez nowego wpisu jest dniem straconym :). Od każdego.

Bowiem konkursy się kończą, a Czytelnicy zostają.

Dziękuję, dziękuję, że Wam się chciało.


Tylko tyle mogę, ale wiedzcie, że jesteście warci  Wszystkich Bukietów Świata :).


czwartek, 24 stycznia 2013

Okolicznościowy post żebrzący :)

Ku zaskoczeniu Królowej Matki, która z racji nurzających się w feriowym nieróbstwie Potomków i cieszącego się zasłużonym urlopem Pana Małżonka nie orientuje się, jaki mam dzień tygodnia (o dniu miesiąca nie wspominając), nadeszła oto chwila, gdy losy bloga Królowej Matki (i wszystkich innych zgłoszonych do konkursu na Bloga Roku blogów) spoczęły w rękach Czytelników, Przyjaciół, Krewnych i Znajomych, (i Nieznajomych skłonnych za pomocą prośby, groźby względnie subtelnej sugestii do wystosowania SMS-a też).

Królowa Matka, która sobie przez ostatni tydzień sporo o blogu roku poczytała, dowiedziała się między innymi, że blogi osób chorych, a także, proszę ja kogo, rodziców piszących o dzieciach powinny (zdaniem niektórych blogerów) posiadać własną kategorię (z podkategorią dla rodziców dzieci chorych ani chybi), bowiem grają na emocjach i w ten sposób wyciskają SMS-y z wrażliwych i podatnych na wzruszenie telefonów czytających.

Królowa Matka doznała najpierw spektakularnego załamania na myśl o tym, że nie wpadło jej do głowy  wyeksponowanie na blogu własnej choroby i uczynienie z niej znaku rozpoznawczego oraz pułapki na SMS-y, po czym pocieszyła się, uświadamiając sobie, że nie przekreśla to jej szans na poruszenie czułych stron w sercach Czytelników w związku z posiadaniem przez nią Potomstwa, sztuk cztery, i natychmiast poczyniła kroki, by Potomstwo to bezwzględnie i nie po macierzyńsku (ale cel uświęca środki!) wykorzystać i podstępnie oraz brutalnie zagrać na emocjach.

No to lu, zaczynamy łagodnie trącać emocjonalne struny w sercach wszystkich Czytających, a już zwłaszcza tych, co są w posiadaniu telefonów komórkowych i skłonni są zainwestować 1,23 PLN brutto (z VAT), aby w ramach konkursu wysłać SMS z numerów należących do operatorów telefonicznych działających na terenie Polski: (T-mobile, Plus, Orange i Play, a przynajmniej tak twierdzi Punkt G 1.5 Regulaminu):


Temperament kolejnego Modela sprawia, że do grania na czułej strunie wkrada się fałszywy ton powodując lekki zgrzyt w ogólnej atmosferze wyciskania łez wzruszenia i chwytania za komórki celem wystukania unikalnego numeru bloga Królowej Matki...


... więc Królowa Matka w panice chwyta się niby tonący brzytwy ostatniej szansy na zrobienie przez mózgi Czytających zbiorowego "oooochh!!!" i pomyślenia, że przecież musimy zagłosować na blog Mamusi mającej takie urocze Potomki (i chorej! chorej w dodatku! - że Królowa Matka nienachalnie przypomni)...


... po czym, po wykorzystaniu wszystkich swoich atutów, Królowej Matce pozostaje tylko przypomnieć, że jej własne słowa sprzed roku (poczynając od tych bezpośrednio pod obrazkiem, aż do "podoba" :)) pozostają w mocy.

Od teraz aż do południa 31 stycznia losy bloga Królowej Matki zależą, Czytelniku, tylko od Ciebie :).



( Wzruszeni i emocjonalnie zaszantażowani Czytelnicy proszeni są o wysłanie SMS treści A00653 na numer 7122. Proszę pamiętać aby nie wstawiać w SMS spacji, nie trzeba też nic więcej pisać. "0" - to zero, nie litera "o".
Dochód z SMS'ów zostanie przekazany integracyjno - rehabilitacyjne obozy dla dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawnych. )

czwartek, 17 stycznia 2013

Oto jest dzień...

Dzień urodzin Pomponów, dwa lata z którymi minęły jak jeden... no, dobra, bardzo, bardzo długi. I czasem męczący. A czasem taki, że chciało się tylko oczy zamknąć i obudzić nazajutrz. Ale też czasem najpiękniejszy na świecie. Zabawny. W każdym razie ustalmy, że po prostu jak jeden, jedyny dzień.


Dzień rocznicy śluby Królowej Matki i Najlepszego z Mężów, jak podpowiada przyjaciel Gugiel, glinianej,


sama Królowa Matka nie wie, czemu (poprzednia była spiżowa, a jeszcze poprzednia miedziana, oba to materiały, które zdają się nieco stabilniejsze niż glina),

Źródło

albo też generalskiej - i proszę bardzo, generalska może być, jak najbardziej (czy, że się Królowa Matka zastanowi przelotnie, następna będzie marszałkowska???).



Oraz dzień, w którym Królowa Matka uznała, że jak nie dziś, to kiedy?... i zgłosiła bloga do konkursu na Bloga Roku, ulegając sile perswazji licznych (ekhm, ekhm) Wielbicieli... no dobra, Czytelników, Wiernych i Zaślepionych Czytelników, i Jeszcze Wierniejszego i Jeszcze Bardziej Zaślepionego Pana Małżonka, którzy ją do tego kroku namawiali.

Królowa Matka, jak łatwo wywnioskować na przykładzie pierwszych Bliźniąt w obu Rodzinach, które akurat jej udało się powić, lubi kumulacje :).

Proszę oczekiwać stosownego wpisu żebrzącego o głosy i inne SMS-y w najbliższej przyszłości :).

niedziela, 18 listopada 2012

Czwarta blogowa gra Królowej Matki, suplement.

A jak już Królowa Matka odpowiedziała na dwie serie pytań, zadanych przez dwie Czytelniczki okazało się, że Autorka tego bloga  dołączyła ją do zabawy, i Królowa Matka ujrzała się w obowiązku, by odpowiedzieć na serię pytań trzecią, co też niniejszym czyni :).

1. Co robisz kiedy pada deszcz?

Królowa Matka nie jest pewna, czy "co robisz" dotyczy w tym pytaniu rzeczywistych działań, czy sposobu, w jaki spędzałaby deszczowy dzień Królowa Matka w świecie idealnym :). W rzeczywistości Królowa Matka robi to samo, co w dni słoneczne - odprowadza i przyprowadza ze szkół i przedszkoli, biega po zakupy, pomaga w lekcjach, przygotowuje jedzenie, usypia i przewija... W świecie idealnym spędziłaby deszczowy dzień zwinięta w fotelu, z robótką pod ręką, i z książką, którą czasem odkładałaby by zająć się robótką, z kubkiem herbaty i talerzem domowych herbatników na stoliku nieopodal... i jeszcze by spała. Dużo :).

2. Francja czy Włochy?

Francja.

3. Książka czy sport?

Książka. Wyłącznie. Sportu Królowa Matka nie lubi nawet w TV (poza piłką nożną, ale od każdej  reguły sa wyjątki :)).

4. Rozmowa czy list?

Oba. Krolowa Matka lubi rozmawiać, i lubi pisać, a w dodatku -  lubi pisać na papierze, piórem (albo długopisem), jak to nasi przodkowie drzewiej czynili, potem swoją pisanine wkładac do koperty i zawierzać Poczcie Polskiej :).


5. Ranek czy wieczór?

Wieczór. Ranki są piękne, ale Królowa Matka nigdy nie miała na tyle przytomnie otwartych oczu, by móc je podziwiać.

6. W co wierzysz?

W to, że Dobra we Wszechświecie jest więcej niż Zła,  i że to zawsze Dobro zwycięża w ludziach, jak już nadchodzi godzina próby. I że ludzie są sobie siostrami i braćmi, wszyscy bez wyjątku. I w mnóstwo podobnych, niemodnych, naiwnych rzeczy :).

7. Dlaczego podróżowanie?

Żeby wszystko zobaczyć na własne oczy i sprawdzić, czy to jest właśnie to, co się sobie wyobrażało.
 
8. Czym jest dla Ciebie Rodzina?

Częścią wszechświata, przy której czuje się tak bezpiecznie, że zawsze mogę być sobą.

9. Obraz czy zdjęcie?

Zależy od tego, co przedstawia :).  Jeśli coś, co Królową Matkę porusza, nośnik jest jej obojętny (z tego np. powodu ma obojętny stosunek do faktu, czy ogląda oryginał, czy doskonałą kopię, reprodukcję ukochanych obrazów :)).

10. Jaki film na wieczór?

Komedia romantyczna - DOBRA. To znaczy, nie rzucając tytułami, większość kina rodzimego odpada ;), ale odpada też duża część kina światowego, bo Królowa Matka ma nietypowy gust. Dobra, czyli taka, która wzrusza, skłania do myślenia, której bohaterów da się lubić i da się z nimi identyfikować (dlatego np. odpadają "Cztery wesela i pogrzeb", Królowa Matka nie polubiła żadnego z bohaterów), taka, w której iskrzy miedzy aktorami i to iskrzenie odbierają widzowie.

Albo po prostu komedia, z zachowaniem powyższych uwag.

Albo film sensacyjny (o! political fiction, Królowa Matka uwielbia!), też z zachowaniem powyższych uwag.

Na choćby i najświetniejsze poważne filmy, traktujące o Życiu, Prawdzie, Sprawiedliwości i innych rzeczach, które powinny być pisane z Wielkiej Litery Królowa Matka już od daaaawna nie ma wieczorami siły :).

11. Co ciekawego w necie?

Kilkadziesiąt ulubionych blogów, jedno ulubione forum, jedna ulubiona Tayna Grupa na Facebooku. 

Jednym słowem - Ludzie :). 

 ***

Nominować Królowa Matka nie będzie, raz, że nawet odpowiadając na pierwszą serię pytań nie dała rady stworzyć wymaganej listy jedenastu blogów, dwa, ze przychyla się do opinii? prośby? Ojca Karmiącego, by autorzy gier blogowych ograniczali jednak ilość wymaganych nominacji do, powiedzmy, pięciu blogów. Bo jedenastki wręcz nie sposób zebrać, a w każdym razie Królowa Matka ma z tym spore problemy.

sobota, 10 listopada 2012

Czwarta blogowa gra Królowej Matki

Królowa Matka dostała nominację do Liebster Blog Award ("Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Ciebie nominował.")


od aż dwóch osób - od Oazy i Kobiety Po Drugiej Stronie Lustra, oba z uprzejmym zastrzeżeniem, że owszem, chętnie by powitały udział Krolowej Matki w zabawie, ale tylko, gdyby miała ochotę oraz, oczywiście (choć w wypadku Królowej Matki nie jest to takie oczywiste :)), czas.

I oto stał się cud pewnego razu, Starsze Młode dały się wysłać do swojego pokoju bez sprzeciwu, Młodsze Młode dały się położyć do łóżeczek pod warunkiem, ze Mamunia będzie leżała obok, więc Mamunia położyła się obok z laptopem i nagle ujrzała się wolną, z dostępem do sieci i ze swobodną prawą ręką, którą całkiem sprawnie da się klepać w klawisze (lewą przez szczebelki łóżeczka trzymała za łapkę Pompona Starszego).

Świadoma faktu, że lepsza okazja do odpowiadania, grania, pisania i dziękowania wzruszonym głosem za nominację może nie trafić się w ciągu najbliższego miesiąca Królowa Matka zakasała rękawy i rzuciła się wykorzystywać cudem wyszarpnięta żarłocznemu Życiu Rodzinnemu godzinę.

I już może odpowiadać.

Pytania od Kobiety Po Drugiej Stronie Lustra:

1) książka, którą zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę to....bo....?

Królowa Matka zabrałaby czytnik (czy na bezludnej wyspie byłby prąd z gniazdkiem? bo inaczej czytnik na nic), ktorego nie ma i w żadnej przewidywalnej przyszłości mieć nie będzie, ale na którym umieścic można duuużo więcej niż jedną książkę, jednej bowiem wybrać nie jest w stanie. Przebóg, toż sam "Discworld" Pratchetta to parędziesiąt tomów (ukochanym Królowej Matki jest "Straż nocna". Albo "Panowie i Damy". Albo "Carpe Jugulum". Albo... o, o, już widzisz, co się dzieje, Miły Czytelniku? Już rozumiesz?). Z grubsza w każdym razie ustalić można na pewno, że bez Pratchetta Królowa Matka nie jedzie ani na bezludną wyspę, ani w ogóle nigdzie.

Bo...? O, to nie jest miejsce (czyt: tu nie ma tyle miejsca), by krótko (ekhm) wyjaśnić, czemu. Bo Królowa Matka uważa, że tylko po to, by czytać Pratchetta, warto nauczyć się czytać.

Niech będzie, że dlatego :).

2) Czyj plakat wisiał kiedyś/albo wisi ciągle u Ciebie na ścianie? :)

WHAM. Już nie wisi :).

3) Czego nie może zabraknąć w Twoim życiu?

Królowa Matka chciała w pierwszej chwili napisać, że psów, ale żyje bez psa już rok, więc...

Książek. I herbaty :).

4) Czyje cechy odziedziczyłaś?

Z zewnątrz - mamy, Królowa Matka wygląda tak, że znajomi jej mamy potrafią się jej kłaniać, i dopiero po chwili kontaktować, że coś tu bardzo nie gra. A wewnątrz Królowa Matka jest całkowicie swoja własna.

5) Gdybyś mogła przeżyć swoje życie jeszcze raz - co byś w nim zmieniła?

 Ani jednej minuty.

6) Najpiękniejszy sen, jaki wyśniłaś był o....

O. Królowa Matka nie pamięta. Obiecuje, że jak sobie przypomni, dokona edycji tego postu i wpisze tu inną odpowiedź :).

7) W której ławce siedziałaś w szkole?

W pierwszej, jestem (byłam) okularnicą.

8) Na jaki kurs chętnie byś się zapisała?

 Na tai-chi, ale Królowa Matka podejrzewa, ze nie o to w pytaniu chodzi :). Z kursów doszkalających - pewnie na żaden, Królowa Matka stara się żyć nadzieją, że już nigdy niczego nie będzie się musiała w zorganizowany sposób uczyć.

Chociaż, właściwie, na jakiś językowy (arabski, hebrajski, hiszpański, węgierski...). Języków Królowa Matka uczyć się lubi.

9) Gdybyś miała nosić kapelusz - jaki on by był? 

Ach! jakie świetne pytanie!

Czerwony. Filcowy. Z duuużym rondem  i jakimś zamotanym na kapeluszu czymś powiewnym, o, w tym rodzaju (chociaż ten nie jest filcowy):


Przeglądając zdjęcia Królowa Matka znalazła jeszcze taki:



Taki też by chciała.

Chociaż Pan Małżonek twierdzi, że tylko i wyłącznie taki, słomkowy:



Niestety, Królowa Matka jest taka więcej pewna, że jakby przyszło co do czego, nie nosiłaby żadnego kapelusza - do PRAWDZIWEGO noszenia kapeluszy jest bowiem niezbędna pewność siebie, której jej brakuje.

10) Chwila, której chciałabyś dożyć:

Kiedy wszystkie moje dzieci będą miały samodzielne, własne życie.

11) Twoja ulubiona godzina w ciągu dnia to: 

Wczesny wieczór.

***

 A oto pytania zadane przez Oazę:

 1. Jak masz na imię?

Anna.
 
2 Ulubiona potrawa?

Skoro trzeba wybrać tylko jedną... Pierogi, zwłaszcza z kapustą i grzybami, ale inne też. 

3. Kim chciałaś być będąc dzieckiem?

Nurkiem głębinowym i oceanografem. 

4. Gdzie chciałabyś pojechać na urlop?

 Gdziekolwiek, gdzie byłoby niedaleko do morza. Morze może być dowolne - nieistotne, ciepłe czy zimne, byle było.

5. Bałaganiara czy pedantka?

Pedantyczna bałaganiara :))).  Królowa Matka nie jest zwolenniczką sprzątania do utraty tchu (i całe szczęście, gdyby bowiem była, byłaby również osoba głęboko w swoim obecnym życiu nieszczęśliwą), ale nie znosi... jakby to ująć... brzydoty. Więc stara się przynajmniej, by jej bałagan był chociaz trochę ładny :). 

W swoich rzeczach jednakowoż (tych zwałach włóczek, mulin, kordonków, płócien do haftu, filcu) ma wzorowy porządek, może sięgać ręką bez patrzenia i zawsze znajdzie, czego potrzebuje. Ale ten porządek ma na podłodze za fotelem w salonie i za szafką z ubraniami.

Daje to jakieś pojęcie o jej pedantyzmie ;D. 

6. Mieszkanie czy dom?

Mieszkania mają masę zalet, ale jednak... dom, dom! 
 
7.  Jaki jest Twój ulubiony polski serial?

W pierwszej chwili Królowa Matka chciała odpowiedzieć, że żaden, bo polskich seriali nie ogląda, ale uświadomiła sobie, że "serial" to niekoniecznie znaczy "Klan" czy inne "M jak miłość", i że nie ogląda żadnych polskich współczesnych seriali, owszem, ale za to klasykę w pełnym wachlarzu. A jak sobie to uświadomiła to - jak z tą jedną książką doprawdy - absolutnie nie jest w stanie wybrać jednego.  

Wymieni zatem te, które ogląda ZAWSZE, gdy są powtórki, nawet, jeśli te powtórki dzieli od siebie pół dnia: "Czarne chmury" (pierwsza myśl Krolowej Matki :)), "Lalka", "Nad Niemnem" (znanie na pamięć nic a nic nie przeszkadza), "Dom".

Chociaż Królowa Matka nie jest pewna, czy o takie seriale chodzi... 

8. Książka , którą polecasz.

Do miłości do Pratchetta Królowa Matka przyznała się wyżej, ale tak naprawdę nie lubi polecać książek i robi to tylko wobec bardzo, bardzo dobrze znanych sobie osób.

9. Brunetka, blondynka czy ruda?

Już nie blondynka, bo z wiekiem włosy pociemniały, ale kiedyś i owszem. Teraz szatynka :). 

10. Podobna jesteś do mamy czy do taty?

Królowa Matka jest żywą kopią swojej Mamusi. Z wyglądu, oczywiście :). 

11. Co Ci daje blogosfera?

Kontakt z osobami, z którymi najprawdopodobniej nigdy w życiu nie miałaby Królowa Matka się spotkać, nigdy nie miałaby okazji uczestniczyć w tej części ich życia, którą decydują się ujawnić, oraz nie miałaby szans zapoznać się z porcją literatury w odcinkach, którą niektóre z czytanych przez Królową Matkę blogów są znacznie bardziej niż niektóre z czytanych przez nią książek... Za to Królowa Matka prawdziwie kocha blogosferę i w ogóle cały internet!

***

 Teraz nadeszła pora na wyznanie, że Królowa Matka nienawidzi nominować. Zawsze, jak już wszystkich ponominuje, przypomina sobie, ze otóż nie, wcale nie wszystkich, jeszcze jest ciekawa odpowiedzi innych osób, ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, a nominacji nie da się już rozszerzyć. Ponadto, w wypadku tej akurat nagrody większość blogów została nominowana już wcześniej (Myska, Lilijka, Julita chyba też?), o niektórych blogerkach Królowa Matka wie, ze nominacji i udziału w grach blogowych sobie nie życzą, inne na pewno nie mają teraz do tego głowy, a jeszcze innych Królowa Matka nie zna dobrze, tylko je wielbi z daleka i czyta w kąciku, nie wychylając się, i śmiałości, by im blogową grę zaproponować, nie ma... I tak drogą eliminacji została Królowej Matce niejako tradycyjnie Julitta (Autorka bloga, którego Królowa Matka najchętniej polecałaby jako lekturę obowiązkowa w szkołach i nagradzała na prawo i lewo, do czego się bez skrupułów przyznaje), Ania M. (za ulotne myśli, które chwyta, skłaniając do przemyśleń, ale to jest wspomniany przypadek niepewności, czy autorka bloga ma ochotę się pobawić, czy nie) i Sylaba (młody blog na interesujący temat, Autorka nie bawiła się jeszcze nigdy w żadną blogową grę, o ile Królowej Matce wiadomo - i może to dobry pretekst, by zacząć :)). 

Ustalmy jednak, że żadna ze wspomnianych wyżej osób nie musi się do gry włączać. 

Chociaż byłoby miło, gdyby zrobiły to wszystkie ;).

I na wypadek, gdyby wszystkie aż dygotały z chęci udzielenia odpowiedzi na jedenaście pytań, oto te autorstwa Królowej Matki:

 1. Czego najbardziej się boisz?
 2. Co (lub kto) cię skłoniło do pisania bloga?
3. Jaka jest Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
4. Jaka jest Twoja najbardziej znienawidzona potrawa z dzieciństwa?
5. Co ci zawsze poprawia humor?
6. Koty czy psy? Czy jeszcze inne zwierzęta?
7. Ulubiona pora dnia? 
8. Najpierw obowiązek czy przyjemność?
9. Twoją prawdziwą pasją jest...?
10. Wszyscy to uwielbiają, a ja nie - to w twoim wypadku...?
11. Najbardziej w sobie lubię...

Królowa Matka niecierpliwie czeka na odpowiedzi (które, miejmy nadzieję, nastąpią. Kilka. Trochę. Choćby od jednej osoby. Albo od dwóch. Albo... :).

czwartek, 26 kwietnia 2012

Sami tego chcieliscie, czyli Królowa Matka odpowiada, część II


Część II wynurzeń Królowej Matki otwiera pytanie Joannabloguje
  • "Podejrzewam, że Twój czas teraz jest w większej części "zajęty" przez dzieci..zastanawiałaś się kiedyś co będziesz robiła,kiedy w związku z uczęszczaniem całej Bandy do szkoły co najmniej połowa dnia będzie należała do Ciebie?".
Niestety, Królowa Matka ponuro podejrzewa, że wcale nie musi przypuszczać, co będzie robiła, gdy cała czwórka znajdzie się w przedszkolach i szkołach, bo to najnormalniej w świecie wie - otóż ona będzie wtedy w pracy. Niestety - nie waha się napisać. Królowa Matka bardzo chciałaby pracować w domu - jest do tego stopnia zorganizowana i obowiązkowa, że sprawdziłaby się w takiej pracy, już to testowała. Ale nie wie, co (poza rękodziełem, z którego się nie utrzyma, cudów nie ma) mogłaby robić, więc niestety - Królowa Matka wróci do pracy na etacie i nie będzie żadnej części dnia, która będzie należała tylko do niej :(.

Oto pytania Baa:  
  • "Najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłaś do tej pory" 
W ostatniej chwili, nie pytając rodziców o zgodę, ani nawet o zdanie (no dobra, znała ich zdanie ;)) Królowa Matka przeniosła papiery z jednej szkoły do drugiej. To było w daaaawnych czasach, gdy się zdawało egzaminy, a papiery można było składać do jednej tylko szkoły (jak jest teraz? Królowa Matka nie ma pojęcia), rodzice Królowej Matki ustalili, jakie liceum będzie dla niej najlepsze (nie, nie byli satrapami, zdanie Królowej Matki się liczyło, i nie miała ona nic przeciw wyborowi), papiery zostały złożone. Po czym Królowa Matka dowiedziała się, że jej najlepsza przyjaciółka (początkowo planująca zdawanie do tej samej szkoły i do klasy o tym samym profilu) została zmuszona przez swoja mamę do złożenia papierów zupełnie gdzie indziej. Królowa Matka ledwie wysiedziała do przerwy, dopadła bez tchu sekretariatu, pani sekretarka już spakowała dokumenty, więc je na rozpaczliwe prośby Królowej Matki rozpakowała, razem znalazły stosowny karton, w kartonie stosowne dokumenty, nowe papiery wypisywała Królowa Matka drżącą ręką na kolanie, a sekretarka odrywała zdjęcia od poprzedniego podania, by je przekleić na nowe :))). Przekleiła, przybiła pieczątkę, zapakowała do innego kartonu, Królowa Matka wyszła z sekretariatu na uginających się nogach i zostało jej tylko poinformowanie o wszystkim rodziców ;D.

To była najszczęśliwsza nieprzemyślana decyzja w jej życiu :))).
  • "Najbardziej szalona rzecz, jaką masz ochotę zrobić kiedyś w życiu"
Nie, nie, nie, Królowa Matka jest na szalone rzeczy za ostrożna. I, co będziemy ściemniać, za tchórzliwa. Szalone rzeczy robi tylko w przypływie napadu straceńczej odwagi w lekkomyślnym nastroju: "A co mi tam!", ale kiedy i z okazji jakich wydarzeń podobny nastrój ją dopadnie, nie umie sobie wyobrazić. A już z jej chęciami nie ma to nic wspólnego (no, chyba, że podświadomie ;)).
  • "Jeśli myślisz o podróżach, to dokąd chciałabyś pojechać?"
Do Szkocji. Królowa Matka chciałaby zwiedzić wszystkie tamtejsze zamki :).

Kolejna Anonimowa Czytelniczka (tym razem na pewno Czytelniczka, nie Czytelnik, jak Królowa Matka mniema :)) 
  • "Jak Kocha się dzieci, mając ich czworo? Wiem, że na pewno równie mocno itp. Ale ja mam jedno dziecko i ciężko mi to pojąć, tak zwyczajnie :) to są przecież 4 różne osoby i, tak po ludzku, nie da się do nich żywić identycznych uczuć :) z góry dzięki za wyjaśnienia!
No, ale w życiu kocha się często więcej niż cztery osoby :))). Ale Królowa Matka rozumie, sama się nad tym zastanawiała, nawet tuż przed narodzinami Pomponów (bo co będzie, jak jednego będzie lubiła bardziej??? albo będą jej się mylili i nie będzie wiedziała, którego lubi???). Ale do kochania dzieci naprawdę pasuje to wyświechtane porównanie do miłości, co jest jak morze. Czerpie się z niego, a potem pojawia się nowy człowiek do kochania, i znów się czerpie, a tej miłości do czerpania nie ubywa. Potem pojawia się kolejny, i kolejny, i ciągle można czerpać z morza, nie tylko nie wyczerpując go wcale, ale nawet nie zauważając ubytku. I pisze to osoba nieskłonna do nadmiernych emocji :). Czyli, słowem, skoro Królowa Matka może, to każdy może ;D.

I, Królowa Matka wie, że nie pomaga, ale tak, dzieci kocha się identycznie, dokładnie tak samo mocno. Z lubieniem bywa inaczej, lubić można różnie, lubienie jest w ogóle zdaniem Królowej Matki trudniejsze (nie tylko własnych dzieci, ale ludzi jako takich) - na przykład Królowa Matka lubi najbardziej akurat tego Potomka, którym się właśnie zajmuje :))).

Kilka pytań Emi
  • "Czy kiedykolwiek miałaś w planach tak liczną rodzinę?"
Tak, gdy Królowa Matka miała dwanaście lat :)). Wtedy sądziła, że wyjdzie za mąż natychmiast po osiemnastych urodzinach i będzie miała czworo dzieci. A może nawet pięcioro...
  • "Czy planujesz w najbliższym czasie powrót do pracy i jak się z tym czujesz? (w tym pytaniu moje osobiste lęki wychodzą ;)"
Jeśli czytałaś wpis od początku to już wiesz - Królowa Matka nie planuje powrotu do pracy, królowa Matka będzie zmuszona do niej wrócić. Rozpaczliwie rozważa pójście na wychowawczy, ale jakby nie liczyła, wychodzi jej, że jest to opcja, na którą jej nie stać. Nie ma też żadnego pomysłu, co mogłaby robić, by dorobić i na tym wychowawczym jakoś się utrzymać...

Zgadnąć, że czuje się z tym fatalnie nie jest trudno. Nigdy nie sądziła, że do tego dojdzie, zawsze uważała, że tkwienie w domu z dziećmi to koniec świata, ale teraz, gdy ustawia logistycznie każdy dzień, wszystkie usypiania, pobudki, karmienia, odprowadzania do i ze szkoły, do i z przedszkola, pomoc przy lekcjach, plus czasem jakieś wizyty u lekarzy, szczepienia, dodatkowe zajęcia, wywiadówki, przedstawienia na Dzień Matki, i jeszcze, last but not least, własne leczenie, własnych lekarzy i własne badania, a potem usiłuje gdzieś tam umieścić między tym wszystkim jeszcze pracę zawodową na etacie ogarnia ja po prostu rozpacz...
  • "Czy nie piszesz książki? (mam dziwne przeczucie, ze mogłaby być bestsellerem)"
Witamy w klubie, jesteś czwartą osobą, która tak twierdzi :))). Królowa Matka obawia się jednak, że nie ma wydawnictwa, które ryzykowałoby wydanie płodów jej umysłu mając w perspektywie zakupienie ich przez czterech czytelników :))).

A poważnie - nie, Królowa Matka nie pisze. Nie umie. Nie wie, o czym mogłaby pisać. Nie ma koncepcji ani wyobraźni. Niestety, pisarka to z niej nie będzie...
  • "Kiedy znajdujesz czas na to wszystko co robisz? (ja osobiście wysiadam ostatnio...)"
Królowa Matka nie znajduje. Zasypia po przeczytaniu dwóch stron, więc ostatnio właściwie nie czyta. W głowie jej się tłoczą (naprawdę tłoczą, Królowa Matka nienawidzi tego uczucia, jeśli nie idzie z nim w parze możliwość realizacji) pomysły na kolczyki, zaś zrobiła do tej pory kolczyk jeden (słownie - jeden). A cóż mówić o pomysłach na szale, swetry, czapki!!! Na torby!!! Posty zazwyczaj pisze etapami, po trzy-cztery dni. Od dawna (jak na nią) nie piecze. O wspominanej powyżej potencjalnej książce nie ma co i marzyć... Słowem, to, co pojawia się na blogu to jakaś 1/5 wymarzonej aktywności Królowej Matki, albo i mniej...

Kolej na serie pytań Kfiatuszka:
  • "Kim chciałaś zostać w wieku Potomka Starszego?"
Nurkiem głębinowym. Jest to najzupełniej prawdziwa odpowiedź, którą Królowa Matka zazwyczaj wbija w kompletne osłupienie osobę pytającą, spodziewającą się zazwyczaj jakichś aktorek, modelek albo - w najgorszym razie - nauczycielek. A Królowa Matka chciała zostać nurkiem głębinowym i biologiem, badającym życie w oceanach :).
  • Jakie jest twoje ulubione danie?
Pierogi z grzybami i kapustą (a w zasadzie - z kapustą i grzybami :)), sałatka z bobu z kaparami, sałatka tabuleh, pizza. Surówki, a jak w surówkach jest ogórek kiszony (w tych przyrządzanych przez Królową Matkę zawsze jest ;)), to już w ogóle cymes!
  • Jaki jest Twój ulubiony deser?
Lody! Najlepiej owocowe, a z owocowych - najlepiej graperfuitowe jednej z lokalnych cukierni (dla toruńczyków Królowa Matka może podać, której ;)). Z ciast - sernik i makowiec, ale makowiec kupny, też tylko z jednej cukierni, innej niż lody :D.
  • "Jak to się stało, ze mieszkasz tam, gdzie mieszkasz?"
No, głupia Królowa Matka była, co robić :)). Taki etap życia miała - byle się wynieść z bloku!!! Nigdy więcej wielkiej płyty!!! (i ten akurat etap trwa nadal, nic się nie zmieniło). Szukaliśmy z Panem Małżonkiem mieszkań w kamienicy albo domów w stanie surowym (bo na przetworzony nie byłoby nas stać), i tak jeżdżąc z jednego końca województwa na drugi trafiliśmy i tu. W cudowny, ciepły, październikowy dzień, i zobaczyliśmy - mały domek, z jednej strony las brzozowy, za plecami las sosnowy, widok z piętra na zakole Wisły, do jeziora dziesięć minut spacerem, w powietrzu babie lato, feeria kolorów dokoła... i daliśmy się uwieść...
  • "Co zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę (pomijając męża i dzieci, bo oni zostają w domu :P"
No, pewnie, z nimi wyspa przestałaby być bezludna, a zaczęła być gęsto zaludniona ;D. Odpowiadając na pytanie - Królowa Matka się domyśla, że nie chodzi o wymienianie "siekierkę do ścinania drzew, komplet noży, odzież na każdą pogodę, kompas, latarkę, zapas świec...." itd :)? No więc, oprócz kompasu i świec Królowa Matka zabrałaby książki (także tę traktującą o tym, jak zrobić tratwę, na wypadek, gdyby bezludna wyspa się znudziła :)), komplet szydełek, igieł, plecak włóczek, filcu i tkanin, oraz drugi - z mulinami, nićmi i koralikami :))). Kilka notesów i długopisów oraz ołówków. I już może sobie mieszkać sama dłuuugie tygodnie...

Na samiuśki koniec ponownie pytania Anonimowe:
  • "Jaki jest Twój ulubiony kolor?"
Kolor czerwonego wina. Czerwony w ogóle, ale kolor wina - to już zupełnie, zupełnie.
  • "W jakiej pozycji najchętniej zasypiasz?"
Zwinięta w kłębek, jak pies, i poobkładana poduszkami ze wszystkich stron (to już niekoniecznie jak pies), koniecznie ze szczelnie zasłoniętymi plecami.
  •  Gdybyś mogla cofnąć się w czasie, do kiedy byś się cofnęła?
 Do osiemnastego roku życia. To był czas, gdy Królowa Matka była obłędnie szczęśliwa. Właśnie się odkochiwała (tak, Luby Czytelniku, dobrze przeczytałeś, zakochanie i motylki tu i ówdzie nie stanowią o obłędnym szczęściu, czasem zaś są kulą u nogi iście armatnią), a w zasadzie żmudnie wygrzebywała z beznadziejnego uczucia. Jak się wygrzebała okazało się, że ma mnóstwo czasu, który do tej pory poświęcała byciu zakochaną bez pamięci, oraz, że ma przy sobie Najlepszą Klasę Na Świecie, i ochoczo rzuciła się w ich gościnne ramiona. Wskutek tego cały maturalny rok był jak wielkie, apetyczne ciastko, w które chciało się wgryzać i wgryzać, bez końca. Spotkania, długie nocne Polaków rozmowy, przyjaźń, koleżeństwo, uczenie się pewnie też, bo Królowa Matka maturę zdała, i to nawet na pierwszym razem, ale jakoś kucia nie pamięta... Każda chwila w jedynym, najlepszym, jakie sobie można wyobrazić, towarzystwie... tak, to chciałaby Królowa Matka przeżyć raz jeszcze :)))!
  • "Jaki jest Twój ulubiony miesiąc i dlaczego akurat ten?"
Październik. Ze względu na urodę i na to, że - może subiektywnym zdaniem Królowej Matki, ale może nie do końca? - najczęściej w październiku jest piękna pogoda, która te urodę podkreśla, ukazuje w pełnym przepychu i pozwala paść nią oczy na zapas, na długie, szare, późnojesienne i zimowe dni...
  • "Wolisz koty czy psy?"
To pozornie niewinne pytanie niesie ze sobą masę utajonych zagrożeń (kociarze potrafią być zaślepieni w swym uczuciu i nie akceptować innych opcji, psiarze również!), ale Królowa Matka odpowie mimo to - psy.


PS. Teraz_asia zrujnowała mistyczny wydźwięk posta, nadbiegając po czasie :)). Ale za to zadała dokładnie tyle pytań, by uzbierała się pięćdziesiątka, więc Królowa Matka jej wspaniałomyślnie wybaczy i odpowie na wszystkie:
  • "Włosy - kolor i fryzura (od zawsze mnie to interesuje, nie wiem, dlaczego)"
(Ponuro) Byle jakie. Byle jakie włosy, byle jaki kolor, niby blondynka, ale niezupełnie, latem nawet rudawa. Włosów cala masa, ale takie delikatne, że wymarzony warkocz nie przypominałby tych, które noszą bohaterki rosyjskich baśni ludowych, ale raczej te, które noszą chińscy mandaryni. W związku z tym - fryzura krótka, mniej więcej taka:


kolor ciemniejszy o dwa tony.
  • "Film, na którym płaczesz do zasmarkania"
TYLKO JEDEN?!! Królowa Matka potrafi płakać na "Wszystkich ludziach prezydenta"!!! Ale do zasmarkania, no dobra... "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" (pierwsze obejrzenie zaliczyła Królowa Matka z Siostrą, w oryginale. W pokoju siedział też Ojciec obydwu, nie znający języka i nudzący się w związku z tym. Do pewnego momentu. Pod koniec filmu już się nie nudził, tylko patrzył w osłupieniu na swe córki, nie nawykł bowiem do takich demonstracji uczuć, a one obie ryczały na głos zanosząc się, dosłownie, w sposób nieopanowany...). "Fisher King". "Awakenings" (Królowa Matka zaczyna w piętnastej minucie i nie przestaje do napisów końcowych, do dziś się cieszy, że nigdy nie obejrzała tego filmu w kinie, tylko w zaciszu domowym). 3/4 filmów o tematyce wojennej (na "Korczaku" Królowa Matka dostała spazmów). "Imperium słońca". "Kino Paradiso"!!! I jakieś trzysta innych, których tytuły chwilowo wyleciały Królowej Matce z głowy...
  • "Najskuteczniejsza pocieszajka na trudne chwile - koc? książka? kopanie ogródka? kisiel?"
Raczej budyń :))). Herbatka i książka pod ciepłym kocykiem, a potem sen, dużo, dużo snu... 
  • "Co cię najbardziej bawi w twoim mężu? (boję się spytać, co cię wkurza, ale i tak bym chciała wiedzieć)
Rodzaj poczucia humoru. Królowa Matka zdecydowanie odcina się od podejrzeń, że może wiedzieć, że w tym pytaniu chodziło o innego rodzaju odpowiedź :).

I nic, ale to zu-peł-nie nic jej w Panu Małżonku nie wkurza. No kompletnie, kompletnie nic :).
  • "Gdybyś miała tam za darmo spędzić dwa miesiące, wybrałabyś Stany czy Francję?"
Francję, zdecydowanie! Królowa Matka nie wie, czy jako anglistka powinna się do tego przyznawać, ale w Stanach nie ma niczego, co chciałaby zobaczyć...
  • "Boisz się pająków?"
Nie. Ale ich Królowa nie kocha :))).


PSS. Ponieważ - czego Królowa Matka w pierwszej chwili nie zauważyła - Noemi i Kobieta z Drugiej Strony Lustra spytały o to samo, znalazło się miejsce na jedno pytanie Lilijki.
  •   "Zaintrygowała mnie Twoja lista top fifty. Zdradzisz podium?
Nie, gdyż go nie ma. Płynne jest. Ale, dlaczego nie, paroma nazwiskami może Królowa Matka rzucić: Ray Stevenson. Vittorio Mezzogiorno (co już wiadomo).  Leszek Teleszyński (też za drgnięcie, tym razem kącika ust, w "Trędowatej" :)). Jason Scott Lee. Sean Connery (teraz! nie w młodości!). Peter O'Toole. Kevin Kline. Omar Sharif (zwłaszcza w "Lawrence z Arabii", och!). Gerard Philippe... i jeszcze ze trzy tuziny innych panów, których nazwiska, jak są potrzebne, obijają się gdzieś w głębinach mózgowia i za nic nie chcą wypłynąć :).


A teraz uffff... Królowa Matka idzie na urlop. Ma nadzieję, że zasłużony :)!

środa, 25 kwietnia 2012

Sami tego chcieliście, czyli Królowa Matka odpowiada, część I.

Czterdzieści i cztery. Tyle pytań uciułała Królowa Matka do wtorku (nie do poniedziałku) wieczorem, i na tyle zamierza odpowiedzieć, migając się mniej lub bardziej konsekwentnie ;D. A zatem - oto Pierwszy Wpis Królowej Matki Na Dziesięć Tysięcy Słów oraz Królowa Matka Poddaje Się Wiwisekcji, odpowiadając na pytania w kolejności zadawania.


Ania M. napisała: "Królowo Matko droga! Zobaczywszy u mnie w linku tytuł Twego wpisu, pomyślałam o jednym: że jesteś w ciąży.
  • A skoro mam zadać pytanie: ucieszyłabyś się, gdyby tak było?"
W pierwszej chwili tak. Odruchowo :)), potem Królowa Matka byłaby głównie przerażona. Pal licho posiadanie czwórki Potomków, w tym ruchliwych rocznych bliźniąt, Królowa Matka - choć stara się tym nie epatować na blogu, a w realu też pracuje jak może nad tym, by jej dzieci nie żyły w cieniu jej choroby - jest jednak osobą chorą, i to poważnie. Ciąża, nawet zakończona sukcesem, oznaczałaby w wypadku Królowej Matki czterdzieści tygodni nieustającego, silnego stresu, nawiedzania licznych szpitali, stałego nadzoru kardiologicznego i ginekologicznego (i, zważywszy, że zdaniem niektórych już na Pompony była za stara, geriatrycznego ;))... Nie, nie, byle do menopauzy!

Nie-Do-Końca-Anonimowa-Czytelniczka, czyli AATK zadała chyba jedyne pytanie, na które Królowa Matka może odpowiedzieć jednym słowem, chociaż, jak siebie zna, nie odpowie:
  • "Przeczytałam komentarz do kwietniowego posta i zżerana ciekawością pytam: Jakiej to tajemniczej tematyki tak konsekwentnie unikasz na swoim blogu?"
Politycznej. Jak coś Królową Matkę mocno zeźli/ zafascynuje/ rozbawi może, kiedyś, nie na pewno, pojawi się tu wpis dotyczący różności z pierwszych stron gazet czy innych iwentów, ale nigdy, nigdy nie pojawi się tu ani słowo o polityce.  
  • "Podjęłaś ryzykowną-zdaniem wielu-decyzję: żywisz dzieci po wegetariańsku.Dlaczego tak radykalnie? Znam wegetarianki, które jednak karmią dzieci mięsem. Uzasadnij swój wybór(jak na klasówce :)"
O, mamy pytanie, przy którym Królowa Matka powinna się migać! Ale się nie mignie, chociaż bardzo nie lubi mówić o swoim wegetarianizmie. Spróbuje krótko i bez wdawania się w rozważania i dygresje.

Królowa Matka nie wie, czemu te matki-wegetarianki, które dają dzieciom mięso przeszły na wegetarianizm. Być może z powodu korzystnego wpływu tej diety na zdrowie, albo dlatego, ze nie lubią mięsa. Królowa Matka przeszła na wegetarianizm dlatego, że nie mogła znieść myśli, że po to, aby ona mogła zjeść mięso, trzeba zabić żywa istotę. Nie wyobraża sobie, że mogłaby pozostać w zgodzie ze sobą, karmiąc dzieci mięsem,  i co miałaby powiedzieć dzieciom, które karmiłaby mięsem jednocześnie sama go nie jedząc, gdyby o to spytały (a spytałyby na pewno, one dużo pytają :)). Nie umie sobie wyobrazić żadnej uczciwej odpowiedzi.

Nie umie sobie też wyobrazić, że dając dzieciom mięso do jedzenia pozostałaby uczciwa wobec siebie i swoich przekonań (a bycie uczciwym wobec siebie jest, zdaniem Królowej Matki, istotnym warunkiem wychowania dziecka)  Owszem, zanim jej dzieci przyszły na świat zastanawiała się, co będzie, jeśli z jakiegoś powodu będą one musiały porzucić dietę wegetariańska - ale nie muszą. Królowa Matka mówi im też, że gdy dorosną i zechcą wybrać same, zrobią to, co uznają za dobre dla siebie. Na razie same o sobie mówią, że są roślinożerne :).
  • "Czy karmiłaś dzieci piersią? Jesteś fanką czy tak sobie?"
Starszą dwójkę bardzo długo, młodszą tylko pięć miesięcy, bo potem Królowa Matka zachorowała. Zaczęła od "tak sobie", ale została fanką (ale nie wojującą :)), bardzo jej to odpowiadało, bo było tanie, praktyczne i pozwalało się wyspać :).
  • "Jako Wielodzietna Patologia na pewno spotykasz się często z żywiołowymi reakcjami na Wasz stan liczebny (np. widok takiej rodzinki wysypującej się z samochodu to zjawisko samo w sobie) Z jakimi reakcjami spotykasz się najczęściej i jaki jest Twój stosunek do tychże? SZCZERZE!"
Właśnie nie za często, a jeśli już, to są to reakcje bardzo pozytywne i często Królowa Matkę rozśmieszają. Ostatnia dwójka to bliźnięta - jak cała gromada z Bliźniątkami w centrum sunie głównym deptakiem miasta, to  cała ulica nasza! Nie ma, dosłownie nie ma osoby, która się nie obejrzy, a najbardziej żywiołowo reagują duzi, łysi panowie z tatuażami, tacy, obok których człowiek przeszedłby wieczorem po uprzednim głębokim zastanowieniu :))). Wydają z siebie ćwierkające dźwięki i się rozczulają, i to jest prześmieszne :D. W ogóle najbardziej "zapatrują" się panowie, często w wieku okołodziadkowym, oni też zagadują, pytają o płeć dzieci, a zdaniem, które Królowa Matka słyszy najczęściej jest: "Ale jak za te parę lat z rodzinami do pani na święta przyjadą, dopiero będzie pięknie!" :DDD.
  • "Czy masz prawo jazdy?- To pytanie z pozoru banalne ma głębszy sens... nie pomiń go, choć wydaje się mało ciekawe :)"
Nie. Prowadzenie samochodu to jedna z nielicznych czynności, do opanowania których Królowa Matka odnosi się całkowicie obojętnie. No, nigdy nie czuła potrzeby, jakkolwiek to o niej świadczy. Może ulegnie namowom tych, którzy ja w tej kwestii naciskają, ale raczej wątpi...
  • "No i bardzo jestem ciekawa ile kasujesz za te hafty ale na odpowiedź nie naciskam:)"
Nic. Królowa Matka zrobiła w całym swoim długim życiu tylko trzy hafty na zamówienie (i skasowała 70-100 zł). Większość rozdała rodzinie i przyjaciołom, albo zrobiła dla siebie.


Kobieta z Drugiej Strony Lustra dosłownie zasypała Królową Matkę pytaniami :).
  • Gdybyś miała taką możliwość, gdzie byś przeniosła swój domek z ogródkiem?
Bliżej miasta :)). Domek z ogródkiem Królowej Matki leży w zachwycającym miejscu pełnym drzew, widoków na rzekę, jezior, dzikiej zwierzyny podchodzącej pod płot, ale to, co wydawało się Królowej Matce zachwycające, gdy była bezdzietną narzeczoną, nie wystarcza, gdy została Wielodzietną Patologią. A każdy, kto zaliczy parę razy rozrywkę w rodzaju jazdy w śnieżycy 20 km/h do odległego o 17 km miasta z mającym 40 stopni gorączki dzieckiem zaczyna jakoś inaczej patrzeć na uroki przyrody. Ponieważ zaś Królowa Matka urodziła się w mieście, które kocha, nie chciałaby go opuszczać - mieszkanie bliżej (albo zgoła w) wystarczyłoby :))).
  • Jakie marzenia masz jeszcze do spełnienia?
Z jednej strony, trzeba smutno przyznać, że Królowa Matka nie ma marzeń, bo jej pesymizm szepce natychmiast: "Eeee, ty, głupia, o czymś takim marzyć, i po co? żeby się rozczarować?".  Tak więc trudno mówić o "marzeniach do spełnienia", ale w mniej pesymistycznych chwilach Królowa Matka fantazjuje, że mogłaby się utrzymać z rękodzielnictwa. Albo z pisania. Że tyle by zarabiała, by nie musieć pracować na etacie. Że napisze książkę, i  ze ktoś ją wyda. A także przeczyta ;D.

I Marzenie Życia - że ktoś zechce wydać "Nędzników" z jej okładkami. Nawet za darmo!!! Ale żeby!!!
  • Jak poznałaś ojca swoich potomków?
U wspólnej przyjaciółki. Pan Małżonek przyjaciółkę znał od drugiego roku życia, Królowa Matka - od ośmiu lat, Pan Małżonek bywał u niej dwa razy w tygodniu, Królowa Matka - niemal tak często, jak u siebie w domu, ale jakoś na siebie nie trafiali. Co zabawniejsze, wszyscy mieszkali na osiedlu w blokach, które ze sobą praktycznie sąsiadowały...

 ...a mimo to nie spotkali się nigdy wcześniej. Nie było im pisane. Aż do Tamtej Chwili :).
  • Jaka byłaś w wieku swojego najstarszego potomka?
Patologicznie (ale naprawdę - patologicznie) nieśmiała, zamknięta w sobie. Siedmioletnia Królowa Matka nie miała żadnych koleżanek ani kolegów, do tego stopnia, że ich sobie wymyślała. Wymyślała też siebie - zmieniała sobie imię, rodziców, rodzeństwo... Bardzo dużo rysowała, bo jeszcze wtedy nie lubiła czytać. Z wyglądu była dokładnie jak Potomek - chudziutka jak patyczek, bledziutka i z wieeelkimi oczami. Uchodziła za tzw. grzeczną dziewczynkę, bo z powodu tej nieśmiałości nie było jej widać...
  • Kim jesteś z zawodu?
Pierwszy zawód to bibliotekarka, a drugi - nauczycielka angielskiego.
  • Na co byś wydała wielką wygraną? 
Na wygodny, duży dom (no, nie taki szalenie duży, taki, żeby każdy miał swój kąt, plus spora część wspólna), z ogrodem. Na Szkołę Kendo dla Pana Małżonka. Na fundusze powiernicze dla dzieci. To połowę wygranej. A drugą na stypendia dla dzieci uzdolnionych. Na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci, których rodziców na to nie stać. Na schroniska dla psów. I takie tam :).
  • Kim byłaś w poprzednim wcieleniu? :))
Zapewne kimś zupełnie zwykłym. Według jednego ze snów, który kiedyś się Królowej Matce śnił, była ona córką purytańskiej wdowy w osiemnastowiecznej Ameryce, która (córka, nie wdowa. I nie Ameryka) przeżyła  zakazany, ognisty romans. Może to był "wspominkowy" sen, kto wie ;D?
  • Jakiej wady w facetach naprawdę nie cierpisz? :)
Nielojalności. U kobiet też. Najbardziej u ludzi, obu płci, Królowa Matka nienawidzi nielojalności.
  • Co byś wzięła ze sobą w podróż marzeń?
Aparat fotograficzny :). Gruby zeszyt i zestaw ołówków, oraz - na chwile przerwy w zwiedzaniu - książki. Pan Małżonek nie został wymieniony, ponieważ spytałaś "co", a nie "kogo" :).
  • Czego byś w sobie nigdy nie zmieniła?
Pan Małżonek podpowiada, że nóg, ale Królowa Matka ma wrażenie, że może chodzić o coś mniej dobitnego ;). Po namyśle Królowa Matka stwierdza, że uporu. Jest uparta jak osioł, i to czasem jest po prostu gigantyczną wadą, ale zazwyczaj na przykład pozwala skończyć to, co się zaczęło, przeć do celu, choćby wszyscy się już zmęczyli i odpadli po drodze.


Mama pisarka zapytuje 
  • "W jakich sytuacjach czujesz się najszczęśliwszą osobą na świecie?"
Kiedy Królowa Matka zajmuje się (zwłaszcza półzawodowo) tym, co jej sprawia autentyczną radość i stanowi kroczek w kierunku spełnienia marzeń. Czyli wtedy, gdy haftowała prace na zamówienie czy współpracowała przy redagowaniu słownika angielsko-polskiego... Owszem, nic z tych marzeń nie wyszło, ale dążąc do ich spełnienia Królowa Matka była szczęśliwa.

Z "chwil zastygłych w bursztynie" - Królowa Matka czuje się doskonale szczęśliwa siedząc z zamkniętymi oczami na plaży i słuchając szumu fal, z odgłosami bawiących się dzieci w tle.

Pytania Mamyeli, takie bardziej magiczne :)):
  • "Gdyby Królowa Matka spotkała Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, to co Królowa chciałaby mu powiedzieć?"
Pozwolisz, że tu Królowa Matka się mignie? Owszem, są rzeczy, które mogłaby powiedzieć Baczyńskiemu, ale wszystkie one, bez wyjątku, są zbyt gorzkie i smutne...
  • "I jeszcze jedno ... umówmy się, że podróże w czasie są możliwe ..., w podróż do jakich czasów i w jakie miejsce wybiera się Matka najpierw?"
Do żadnych. Kiedyś, gdy Królowa Matka była piękna i młoda... no dobra, tylko młoda ;D marzyła, by się przenieść w czasy romantyzmu. Bo piękne suknie, romantyczne uniesienia, mroczni bohaterowie... O, albo średniowiecze z minstrelami, rycerzami, Okrągłym Stołem i kodeksem honorowym. Ale teraz Królowa Matka po prostu chyba za dużo wie. Wie na przykład, że Romantyzm to liczne wojny i powstania, nie te prawa kobiet, do których Królowa Matka przywykła :), i nie ten stan higieny. A Średniowieczne to - obok wojen jeszcze liczniejszych, rycerzy, którzy w najmniejszym stopniu nie przypominali sir Lancelota z lirą śpiewającego pieśni, tylko raczej bandę rzezimieszków, złodziei i gwałcicieli - hulająca po Europie co i rusz zaraza, śmiertelność dzieci tak duża, że na (rzadkich!) nagrobkach pisano im "Pamięci moich czworga albo pięciorga dzieci", nie pamiętano bowiem dokładnej liczby, oraz - nade wszystko - możliwość, że się w czasie tych podróży w czasie trafi do lepianki z klepiskiem i jedną izbą, a nie do zamku.

I tak jest z każda epoką, i każdym miejscem. Słowem, Królowa Matka najzupełniej szczerze myśli, że znajduje się w najlepszym miejscu i najlepszym czasie, w jakim można żyć :).


Anonimowy (-a) Czytelnik (-czka) chciał(-a)by wiedzieć 
  • "Jak miałyby na imię Twoje córki?"
A żeby to Królowa Matka wiedziała ;D! Już zapomniała, o jakie to imiona spierała się ogniście z Panem Małżonkiem, jak jeszcze wierzyła, że jakaś mała dziewczynka czeka na nią w przyszłości... Zdaje się, że Potomek Najstarszy miał być Mają, ale możliwe, że miałby na imię Nina, Ina, Kaja, Anastazja, Marianna, Antonina, Barbara... albo jeszcze inaczej :).

Teraz Noemi
  • "Chciałam zapytać o Twój stosunek do jednolitości płci, jaką los Cię obdarował w potomstwie. Ciekawi mnie, czy matki (ale i ojcowie) mające same córki żałują, że nie urodziły syna, no i oczywiście na odwrót - jak w Twojej sytuacji. Ale to z pewnością trudne pytanie, więc zaakceptuję miganie się :D"
Paradoksalnie, najgorzej było w wypadku Potomka Starszego, gdy Królowa Matka po prostu nie przyjmowała do wiadomości faktu, że może urodzić chłopca. Posiadanie drugiego syna już miało swoje zalety - od ubranek i zestawów zabawek poczynając, na posiadaniu towarzysza zabaw kończąc.

Co może jest zabawne, najbardziej denerwuje Królową Matkę zdanie, które słyszy średnio raz dziennie z ust wszelakich: "Tak bardzo chcieliście dziewczynkę, że spróbowaliście trzeci raz, i popatrzcie...", i nikt, naprawdę nikt nie daje wiary zapewnieniom Królowej Matki, że chciała ona mieć trzecie DZIECKO, a płeć jej była najzupełniej obojętna. Zdenerwowała się dopiero wtedy, gdy okazało się, że to dwujajowe (!) bliźnięta (!), oba płci męskiej (!!!) - no, to to już naprawdę uznała za objaw klątwy i przegięcie.

Zdenerwowana była przed porodem, co należy podkreślić, teraz myśl, że któryś z jej synów miałby być dziewczynką wydaje jej się po prostu śmieszny. Królowa Matka nigdy nie rozumiała matek (a zna takie), które pragnąc dziecka jakiejś płci nie przyjmują do wiadomości urodzenia dziecka płci przeciwnej, i ubierają je, czeszą, kupują zabawki zgodnie ze swoimi planami, nie stanem faktycznym...
  • "Jak poznaliście się z Królem-Mężem?"
O to zapytała już Kobieta z Drugiej Strony Lustra, odpowiedź jest gdzieś powyżej :).
  • "Dlaczego wybrałaś nauczanie angielskiego (tak?) jako przedmiot studiów?"
Niezupełnie, angielski to był drugi wybór. Wybrany, bo Królowa Matka lubi się uczyć języków, angielskiego zaczęła uczyć się wtedy, gdy jeszcze nie był to obowiązkowy przedmiot w każdej szkole i w ten sposób został obrzydzony prawie każdemu ;), teraz byłby to pewnie jakiś inny język... chociaż niekoniecznie, bo angielski naprawdę bardzo lubi.
  • "Jak to jest z tymi rysunkami? malunki też powstają? co robisz z efektami swej "pracy haftowej" (oprócz tego, co już było w blogu- pamiętam! podziwiam!)?"
Pytania "trzy w jednym" :)). Powstają, i zawsze powstawały, tylko rysunki, Królowa Matka jest urodzoną graficzką. Z powołania :))).  Efekty działań rękodzielniczych (haft to tylko jedno z nich, obecnie oprócz haftowania Królowa Matka ma na warsztacie trzy prace szydełkowe) Królowej Matki wiszą u niej na ścianach, na ścianach w domu Matki Pana Małżonka, jej własnej Matki, jej Siostry, zdobią choinki i okrywają stoły jej znajomych i przyjaciół, są noszone przez nią samą, jej Potomki, jej znajomych...


A teraz, Drodzy Czytelnicy, Królowa Matka udaje się zaczerpnąć sił, nim zamęczy was słowotokiem, odpowiadając na pozostałe 25 pytań (chociaż i tak nie wierzy, że ktokolwiek przebrnąłby przez ten post, gdyby odpowiedziała hurtem na wszystkie!!!).