piątek, 20 kwietnia 2012

Klęska urodzaju :)))...

... czyli Trzecia Blogowa Gra Królowej Matki.

Zabawna. I trochę nietypowa. Dlatego Królowa Matka postanowiła się jej poddać, niczym badaniu wariografem. Chociaż nie obiecuje, że odpowiedzi na zadane pytania przeszłyby test wariograficzny ;D. Tak  w stu procentach.

Bowiem na razie Królowa Matka tych pytań (a co dopiero odpowiedzi!) nie zna. Jakie one będą, zależy od Was, o Czytelnicy!

Zasady tej akurat gry są następujące:

1. Wklejamy logo tagu, prossszzzz bardzo, voila!


2. Pokazujemy paluszkiem osobę, która nas otagowała - otóż uczyniła to Kobieta Z Drugiej Strony Lustra.

3. Taż Kobieta Z Drugiej Strony Lustra wyczerpała pomysłowość Królowej Matki względem realizacji punktu trzeciego, otagowując praktycznie wszystkie osoby, które wzięła na cel Królowa Matka (plus jeszcze kilka takich, których Królowa Matka nie zna :)), a to Lilijkę, Myskę, Mamaeli, Fionę... Królowa Matka tym razem zlituje się nad Teraz_asią (chyba, że Teraz_asia bardzo, ale to bardzo chce sobie pograć :)), ale otaguje za to Bellę, już ona wie, za co ją to spotyka ;)),

I nareszcie clou imprezy -

4. W komentarzu pod postem odpowiadamy na pytania, które zadają Czytelnicy. Królowa Matka, bezczelnie zrzynając z Kfiatuszka i Kobiety Z Drugiej Strony Lustra (acz podając kopyrajty, oczywiście) postanawia nie odpowiadać na pytania w komentarzach, ale sporządzić ze swoich odpowiedzi osobny post. Kiedyś tam. Za tydzień. Albo dwa. Albo pojutrze, jak do pojutrza nazbiera pytań (w co ośmiela się  powątpiewać, w ogóle wątpi, że kiedykolwiek się tych pytań pięćdziesiąt uzbiera, ale raz kozie wiadomo co, zobaczy się!), zamknie Potomki w jakimś przemyślnym więźniu i będzie miała wenę twórczą :D.

Tak więc - Czytelnicy, do piór! Znaczy, do klawiatur! Zadawajcie pytania! Pytajcie o wszystko, od ulubionego koloru po... coś bardziej skomplikowanego! Królowa Matka, jak już wspomniała,  wątpi szczerze, czy tych pytań mozolnie uciuła komplet, mimo to poczyni zastrzeżenie - jeśli się uzbiera pięćdziesiąt, postara się odpowiedzieć na wszystkie (mniej lub bardziej oględnie). Jeśli zaś (jakimś cudem) więcej - pozostawia sobie prawo wyboru :).

Czy termin, powiedzmy, do poniedziałku wieczór wystarczy Wam, drodzy Czytelnicy? Królowa Matka ma nadzieję, że tak - i zaczyna czekać, nie ukrywając, że jest bardzo ciekawa, co wymyślicie, i licząc na Waszą inteligencję, poczucie humoru i pomysłowość :D.

Kwietniowo.

Są dwa wiersze, które każdy człowiek znający Królową Matkę osobiście ma szansę usłyszeć każdego roku, mniej więcej o tej samej porze (to znaczy, o dwóch tych samych porach :)). Pierwszy to "Jak bardzo pada śnieg" z "Kubusia Puchatka". Królowa Matka nie lubi książki, bo ją niepomiernie drażnią niemal wszyscy bohaterowie, ale gdy chadzała do liceum przyjaźniła się serdecznie z wielbicielką mieszkańców Stumilowego Lasu, a wielbicielka deklamowała ten wierszyk zawsze w chwili, gdy dostrzegła pierwszy śnieg. Dosłownie "zawsze w chwili"- nie bacząc na to, czy znajduje się na lekcji, na przerwie, podąża do szkoły, stoi w kolejce do tego, co akurat rzucili, podróżuje środkami komunikacji miejskiej - gdy ujrzała pierwsze w danym roku wirujące śnieżne płatki wierszyk cisnął jej się na usta i nijak nie dawał powstrzymać. Zaraziła tym Królową Matkę na tyle skutecznie, że robi to ona nadal, chociaż od ukończenia edukacji w szkole stopnia średniego minęło ho, ho, ho, ile lat.

Na ten zaś wiersz nadszedł czas dzisiaj, w ukochanym momencie wiosny:

BRZÓZKA KWIETNIOWA
 
To nie liście i nie listki,
Nie listeczki jeszcze nawet -
To obłoczek przezroczysty,
Pozłociście zielonawy.

Jeśli jest gdzieś leśne niebo,
On z leśnego nieba spłynął,
Śród ogrodu zdziwionego
Tuż nad ziemią się zatrzymał.

Ale żeby mógł zzielenieć,
Z brzozą się prawdziwą zmierzyć,
Ściemnieć, smugę traw ocienić -
- Nie, nie mogę w to uwierzyć.

                                        Julian Tuwim



Cztery takie obłoczki zatrzymały się nad ziemią w ogrodzie* Królowej Matki.

Sprawiają, że się uśmiecha za każdym razem, gdy spogląda w okno.

* "w miejscu, które kiedyś będzie ogrodem", jak Królowa Matka posępnie i beznadziejnie zauważa za każdym razem, gdy mówi "ogród", a na myśli ma ten ugór, pośród którego stoi jej domostwo.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Słodko inaczej :)).

Standardowe, tradycyjne, powracające z regularnością pory deszczowej w strefie podzwrotnikowej (tylko nieco, ekhm, nieco częściej) pytanie Potomka Młodszego:

- Mamusiu, czy ja bym mógł zjeść słodką kolację? Na przykład czy ja by mogłem jajecznicę?

I teraz Wiernym Czytelnikom przyjdzie uwierzyć na słowo, że (Królowa Matka PRZYSIĘGA) nigdy w życiu nie posłodziła ona jajecznicy...


piątek, 13 kwietnia 2012

Druga blogowa gra Królowej Matki :)

Królowa Matka została ponownie otagowana do gry blogowej, uprzejmie, bo ze znakiem zapytania i bez naciskania :). Ponieważ, jak słusznie twierdzi autorka linkowanego bloga, nie każdy gry blogowe lubi. Królowa Matka (jeszcze?) je lubi, po pierwsze dlatego, że zmusza ją to do zastanawiania się nad rzeczami, nad którymi w innym wypadku może nigdy by się nie zastanowiła, po drugie dlatego, że gry blogowe sprawdzają się świetnie w chwili braku weny, zwłaszcza, gdy nie chce się mieć na blogu przestojów, a po trzecie - ponieważ stanowią odpoczynek od Potomków, których Królowa Matka kocha i w ogóle, ale których miewa czasem, jakby to ująć... nieco w nadmiarze.

Tym niemniej post na temat


w wypadku Królowej Matki będzie śmiesznie krótki... to znaczy, powinien być krótki, ale Królowa Matka jest gadułą i może popaść w dygresje tudzież słowotok.

No to wuala,

Zasady zabawy:
  1. Wstaw logo zabawy (zrobione). 
  2. Napisz kto Cię otagował (też zrobione). 
  3. Wytypuj 5 innych bloggerów do zabawy.
I tu, Drodzy Państwo, mamy pierwszy problem z tej przyczyny, że część osób, których wynurzenia Królowa Matka poczytałaby sobie z wypiekami na twarzy, już wcześniej te wynurzenia poczynilo lub uczyni (miejmy nadzieję) niedługo, otagowane przez kogoś z szybszym niż Królowa Matka refleksem. A poza tym Królowa Matka też nie lubi nikogo zmuszać, więc z otagowywaniem ma problemy. Zatem, nie zmuszając, ale stosując subtelne psychologiczne metody nacisku bardzo uprzejmie prosi Teraz_asię (niejako, nieprawdaż, tradycyjnie już, co robić, skoro Królową Matkę jej odpowiedzi bardzo, bardzo interesują :)) oraz Lilijkę, i już, to będzie koniec, innych blogerek jakoś Królowa Matka nie ma śmiałości (za słabo się jeszcze znamy :)). 

     4. Wybierz 3 rzeczy lub sytuacje, które powodują, że Mężczyzna rozpala Twoje zmysły :).

Otóż, Luby Czytelniku, Julita otagowała Królową Matkę w sam Wielki Piątek, dając jej temat do rozmyślań bardzo niewielkopostnych, ale dogłębnych. Gdyż, nieprawdaż, Królowa Matka nie ma pojęcia, co ją kręci w mężczyznach. Nie wie. Pojęcia nie ma. Żadnej koncepcji. Nigdy nie posiadała ideału mężczyzny. Nigdy nie podobali jej się mężczyźni w jednym, określonym typie. Jakby tak miała sporządzić listę "Top Ten Najfajniejszych Facetów", to i owszem, żadne Top Ten by to nie było, tylko Top Fifty (minimum), ale łączyć wszystkich panów to tylko płeć by łączyła. Nie wiek, kolor oczu, wzrost, budowa fizyczna, fryzura względnie jej brak. Byliby w tym Top Fifty i mali, i duzi, bruneci, blondyni, rudzi, siwi jak gołąbeczki oraz łysi, w okularach i bez, z brodą, wąsami i ogoleni, szczuplutcy i pączuszki, błękitnoocy, ciemnoocy, w okularach, młodzi junacy, dojrzali mężowie oraz szacowni starcy (serio, serio, taki, który jest od Królowej Matki starszy o... chwila... o 40 lat z hakiem, i za którego by się Królowa Matka wydała bez sekundy namysłu gdyby nie tzw okoliczności zewnętrzne również się na liście znajduje), kilku gejów, a także paru nieboszczyków...

A więc teraz wystarczyło tylko siąść nad listą i dociec, co tych facetów z Top Fifty łączy. Każdy przyzna, że można nad czymś takim rozmyślać, a wręcz medytować, znacznie dłużej niż jeden głupi tydzień. 

W związku z wnioskami, do których Królowa Matka doszła już teraz, na wstępie (niemalże ;)), Królowa Matka musi zrobić to:


jako, że w linku (o którym za chwilę) pokażą się (i nie migną, o nie, pokażą się w całej okazałości) męskie pośladki. Zupełnie, ale to zupełnie gołe.

Tym niemniej wniosek, że zmysły Królowej Matki rozpala widok gołych męskich pośladków byłby nadinterpretacją. Wcale jej nie rozpalają. Ukażą się w związku z czymś zupełnie innym, ale o tym, jak już wspomniano, za chwilę (czujesz, Drogi Czytelniku, to umiejętnie dawkowane napięcie? Ten suspens?).

No, tak źle, by nie mieć ZUPEŁNIE pojęcia, co Królowa Matkę pociąga w mężczyznach to nie jest, mimo suspensu :). A zatem podstawową cechą, którą mężczyzna musi posiadać, jest poczucie humoru. Specyficzne, by nie powiedzieć wyrafinowane, takie, które Królową Matkę porwie, nierozerwalnie w jej odczuciu związane z wysoką inteligencją, rozgłośny a prostacki rechot na widok ślizgającej się na skórce od banana staruszki względnie idea dowcipnej zabawy polegającej na rzucaniu tortami nie wchodzi w grę. 

I tu dygresja (pierwsza, ale z pewnością nie ostatnia). Jakiś czas temu, przy okazji wypuszczenia na rynek jakiejś gry z Larą Croft, Królowa Matka czytała o próbach wyprodukowania analogicznej gry dla pań. Bohaterka gry dla panów, jak wiadomo, miała wybitny biust, wąską talię, dłuuugie nogi, ogromne oczy i wydatne usta, i reagowali na to pozytywnie wszyscy faceci świata, od Alaski po Władywostok (jadąc nieustannie na wschód, że Królowa Matka uściśli). Twórcy gry powzięli podejrzenie, że jest także coś, co działa na wszystkie kobiety i przystąpili do badań. Po czym je zarzucili, bo kobiety udzielały odpowiedzi w rodzaju: "Musi mieć to coś". "Zbudowany ładnie, ale nie ma tej iskry". "Niby atrakcyjny, ale ten wyraz twarzy jest... nie taki". W efekcie Mr Laren Croft nie powstał, a Królowa Matka, choć daleka jest od przypuszczeń, że wszyscy mężczyźni są łatwo przewidywalni, a wszystkie kobiety skomplikowane, że ho, ho, zaraz wykaże jasno, dlaczego badania japońskich (zdaje się) specjalistów skazane były na klęskę.

Po wymyśleniu pierwszej wymaganej rzeczy Królowa Matka popadła w namysł, z rozpaczą konstatując, że nie jest w stanie wymyślić niczego innego. Myślała kilka dni, aż wreszcie, doprowadzona do granic wytrzymałości intelektualnej, zapytała Pana Małżonka (choć zasadniczo zdaje sobie sprawę, że nie jest to ten rodzaj pytania, który powinno się stawiać Towarzyszowi Życia) : "Słuchaj, co mnie pociąga w mężczyznach?". 

Z kolei popadł w zamyślenie Pan Małżonek, który co prawda odkąd (uwaga! dygresja!) Królowa Matka oznajmiła mu, że bardzo, ale to bardzo podoba jej się Vittorio Mezzogiorno uznał, że nie ma pojęcia, nie przyswaja i nie rozumie, co lubią kobiety i od tamtej chwili zawsze o każdego aktora czy inna gwiazdę pyta niepewnie "czy on jest przystojny?" (koniec dygresji), po czym udzielił inteligentnej, zaskakującej, a przecież prawdziwej odpowiedzi: "Myślę, że działają na ciebie ci faceci, którzy są jak zwierzęta, ale mają tę zwierzęcą część opakowaną w dużą inteligencję".

Bingo. To właśnie kręci Królową Matkę, zwierzęcy wdzięk opakowany w inteligencję. Przywołany wyżej Vittorio Mezzogiorno urodą nie powalał, ale, Drogie Panie! Jak on się poruszał!!! Jak dzikie zwierzę, i to nie kaczka mandarynka, o, nie! 

Pan Małżonek przypomniał też Królowej Matce reklamę, którą miała ona nagraną na VHS, bo wtedy nie było Youtube, a jeśli nawet był, to Królowa Matkę klawiatura komputera wraz z samym komputerem po rękach gryzły. Ale teraz Youtube istnieje, komputer Królową Matkę zaledwie leciutko nadgryza, i może sobie ona oglądać do upojenia, a nawet się podzielić. A zatem, Lube Czytelniczki, wyrzucamy sprzed ekranów dzieci (i, a może nawet przede wszystkim, Towarzyszy Życia) i oglądamy:

http://www.youtube.com/watch?v=2_7AT1Qjj4g&feature=related

I otóż Królowa Matka nie oglądała maniacko powyższej reklamy ze względu na pośladki (w co Pan Małżonek nie chciał uwierzyć), chociaż obiektywnie i obojętnie uznaje, że są to bardzo atrakcyjne pośladki. Nie ze względu na całokształt pana, bardzo oczywiście urodziwego. Ale ze względu na ten ostatni, króciutki błysk oka, na te podniesioną brew, która sprawia, że facet, obiektywnie przystojny, ale nie dostarczający Królowej Matce  żadnych szczególnych doznań objawił Wdzięk. Wdzięk, który za nic nie pozwala podejrzewać jego właściciela o koszarowe poczucie humoru i inteligencję pierwotniaka, oraz do którego bardzo, bardzo interesujący wygląd jest zaledwie mało istotnym dodatkiem (z naciskiem, zupełnie serio, na "mało istotnym").

A teraz proszę na tej podstawie sporządzić Mr Larena Crofta :). Albo chociażby zgadnąć, kto jest na liście Top Fifty ;D.

Żeby nie było tak beznadziejnie zagmatwanie, Królowa Matka doda, że bardzo lubi nietypowe połączenia kolorystyczne - bardzo ciemną skórę z szarymi oczami, jasne oczy u brunetów albo (zwłaszcza!) ciemne oczy u rudowłosych. Ale ta trzecia cecha to jest w sumie zaledwie taki szczególik, który pomaga Królowej Matce np. wybrać sportowca, któremu dopinguje albo jej faworyta na wyborach Mister World :)).

      5. Możesz dodać zdjęcia i piosenkę.

Królowa Matka mniema, że wystarczy to, co już zamieściła ;D.

I została otagowana do kolejnej gry, serialowej, ale to za czas jakiś. 

środa, 11 kwietnia 2012

O dyskalkulii raz jeszcze.

Potomek Młodszy (dociekliwie) - Mamo, czy dziewięćset osiem razy dwadzieścia sześć plus nieskończoność to jest pięć tysięcy siedemset?
Królowa Matka (z niezachwianym przekonaniem) - Tak.
Potomek Młodszy (z szacunkiem) - Oooch!

Pytanie - czy dyskalkulia jest dziedziczna? A może (tylko?) zaraźliwa ;)?

wtorek, 10 kwietnia 2012

Tradycyjnie, z nutą perwersji :)

Wczoraj:

Potomek Młodszy (prosząco) - Mamusiu, czy ja mogę wziąć na dwór sprzęt Mikołaja, i tam z niego sikać?
Mamunia Pacholęcia (rechocze nieprzystojnie, siąpiąc nosem nad szydełkiem).
Tatuś Pacholęcia (łagodnie i nieco smutno) - Synu, tego się nie da zrobić...


piątek, 6 kwietnia 2012

Świątecznie

Królowa Matka znika z bloga na dni przed- oraz świąteczne, chwilowo po to, by poświęcić się pieczeniu, lukrowaniu, ozdabianiu i malowaniu pisanek z Potomkami, a potem - by zająć się świętowaniem, i w związku z tym już teraz życzy Drogim Czytelniczkom (i Czytelnikom :)), aby te Święta były dokładnie takie, jakie chcieliby, by były :).

Wesołych Świąt, Kochani!













czwartek, 5 kwietnia 2012

Malarsko.

Dwa lata temu, podczas remontu naszej Chaty w Dziczy robotnicy, w szale pracowitości, zamurowali Królowej Matce wszystkie otwory w ścianach. Niektóre bardzo słusznie. Ale co do niektórych, Królowa Matka ujrzała się nagle objuczona dziełami własnych rąk oraz doniczkami z kwieciem pnącym i zwisającym, które - o ironio! - nie miało gdzie zawisnąć, by sobie pozwisać. Pan Małżonek wywiercił przy użyciu sprzętu ciężko-ryczącego dwa otworki, w których umieścił dwa haczyki, ale na więcej nie starczyło mu energii (oraz, jak twierdził, haczyków). Ponieważ ściany domu Królowej Matki nie należą (podobno) do tych, w które można ordynarnie wbić sobie gwóźdź (bo gdyby takie były, to Królowa Matka sama by już dwa lata temu te gwoździe wbiła) przez następne dwa lata Królowa Matka musiała Panu Mężu truć. I zawsze się okazywało, że on owszem! natychmiast!, ale, niestety nie ma haczyka. Kołeczka. Czegoś tam absolutnie dla wbijania w ścianę kluczowego.

Wreszcie w ostatnią sobotę Królowa Matka, bezwzględnie wykorzystując fakt, że Pan Małżonek miał coś do załatwienia w OBI, czyli w miejscu, gdzie stosownych haczyków i kołeczków jest skolko ugodno, wymogła na nim nabycie tychże. Wczoraj zaś Pan Małżonek ujął swą męską dłonią wiertarkę (z posępnym "Nie chce mi się, ale to nie ma znaczenia, jutro też mi się nie będzie chciało" na ustach) i wykonał pracę, która zajęła mu całe półtorej minuty, ale dzięki której Królowa Matka wreszcie mogła wyciągnąć zza szafy na pietrze i powiesić na ścianie to


czyli wizerunek Shu Lao (kwiecie w górze jest elementem dekoracji wielkanocnej, nie objawem kultu :)), taoistycznego boga długowieczności, którego posążek Królowa Matka znalazła w jakiejś książce lata temu i popadła w trwały zachwyt. Pan Małżonek, wówczas młody i zakochany, oraz nie bojący się komputera, wykonał zdjęcie posążka i podzielił na setki maleńkich kwadracików, a Królowa Matka, wówczas bezdzietna, pracowicie dobrała kolory, mogła sobie bowiem pozwolić na wyrzucenie dwóch setek mulin na podłogę bez obaw, że ktoś jej w to wlezie, złapie i rzuci się do ucieczki, oplącze się, spróbuje zjeść, i tak dalej, i tym podobnie, po czym rzecz wyhaftowała. I nie po to przecież, by jej się za szafą kurzyło!

Co więcej, oko każdego gościa przekraczającego próg domu Królowej Matki padnie najpierw na to:


Jest to fragment jednego z Medalowej Trójki ukochanych obrazów Królowej Matki, a mianowicie "Wielkiej Fali".


"Wielka Fala" to obraz, patrzenie na który Królową Matkę z niewiadomych przyczyn uspokaja. Na obrazie unosi się groźna masa wody, w tle majaczy góra Fuji, rybacy na wąskich czółnach walczą o życie, a Królowa Matka znajduje w tym obrazie spokój i mogłaby na niego patrzeć i patrzeć, nieruchomo jak jogin, godzinami. Spokój i doskonałość, w każdej linii, a nieco tego spokoju spływało na nią, gdy haftowała. Dodatkowo jakże pokorną czyni ją świadomość, że Hokusai miał, tworząc dzieło, 70 lat. Pokorną, pełną podziwu... i trochę, trochę pozwalającą sobie mieć nadzieję :).

Zresztą, podobne zapatrzenie opanowuje ją w czasie kontemplowania każdego z dzieł Wielkiej Trójki. I każde zamierza sobie wyhaftować, także dlatego, że nie jest w stanie znaleźć zadawalającej ją reprodukcji, a nie stać jej na oryginały ;). Drugi jest już w fazie produkcji,


a przedstawia "Koronczarkę" Vermeera.


Dawno temu, lata świetlne przed vermeeromanią i "Dziewczyną z perłą" Królowa Matka, mając jakieś 10 lat, przeglądała stary podręcznik do historii sztuki. Wydany na fatalnym papierze, z biało-czarnymi, niewyraźnymi zdjęciami i z jedną kolorową, dwustronicową wkładką, na którą jednakże Vermeer się nie załapał. Nie, zdjęcie "Koronczarki" było biało-czarne, niewyraźne, zupełnie pozbawione subtelnych (a nawet tych mniej subtelnych) detali. Mimo to, gdy Królowa Matka do niego doszła, zamarła. Siedziała i patrzyła. Patrzyła, patrzyła, patrzyła i patrzyła. Zrobiła przerwę na złapanie oddechu, a potem znów patrzyła. Może i dobrze, że tak wyglądał pierwszy kontakt Królowej Matki z Vermeerem,  bo skoro do tego stopnia ogłuszyło ją fatalne, źle wydrukowane zdjęcie, już tylko dobra reprodukcja mogłaby ją nieodwracalnie uszkodzić, a oryginał - wręcz zabić. Królowa Matka do dziś nie wie też, czy oszołomienie na tle "Koronczarki" to trwały obłęd czy prawo pierwszeństwa, w każdym razie żaden z obrazów Vermeera - mimo uwielbienia dla wielu - nigdy w jej oczach nie osiągnął tej nieskalanej niczym perfekcji, tego błysku geniuszu, tego czegoś, co wywołuje zupełnie pozbawioną zawiści świadomość, że nigdy, nigdy, za cenę życia, nigdy tak by się nie potrafiło. Nawiasem mówiąc, Królowa Matka zawsze, już jako dziecię dwunastoletnie, od pierwszego kopa odróżniała dzieła Vermeera od nędznych podróbek dokonywanych przez słynnego z podrabiania go fałszerza i pojąć nie umie, jak ktokolwiek mógł dać się nabrać,o


no litości, przecież nie tylko gołym okiem widać, które to oryginał, ale widać też, że fałszerz był zaledwie pozbawionym Daru rzemieślnikiem!

Trzecim obrazem z Wielkiej Trojki jest "Nowonarodzony" Georgesa De La Tour,


prace nad wyhaftowaniem którego są jednakże w fazie bardzo wstępnej :).


Kolejny obraz, na który Królowa Matka mogłaby patrzeć godzinami, analizując i podziwiając każdy detal, każdą linię, zupełnie bezbronna i nie potrafiąc opisać własnych uczuć wobec doskonałości. Nie wiadomo, czy ten obraz przedstawia narodziny Jezusa, Marię i świętą Annę, być może to zwykła scena rozgrywająca się w domu jakiegoś flamandzkiego kupca. Tak czy inaczej, w zalewie siedemnastowiecznych tłuściutkich, wyglądających na roczne niemowlęta Dzieciątek ten obraz, wyrastający znacznie ponad swoją epokę, ta młoda matka, jej pomocnica, ta cisza i spokój, to powitanie Nowego w środku nocy, i nade wszystko maleństwo, takie kruche, nieodmiennie Królową Matkę wzrusza. Z dziesięciorga dzieci malarza przeżyło go tylko troje - może dlatego zdawał on sobie sprawę, jak bardzo niepewne jest życie dzieci, że nie są one dawane na zawsze, i może dlatego to Nowe na jego obrazach jest tak bardzo bezbronne...

No, ale teraz, na razie, wraz z powrotem wiosny, Królowa Matka może powrócić do "Koronczarki", która haftuje wyłącznie przy naturalnym świetle. Może do niej powrócić także dlatego, że ukończyła zlecenie na haft (nie, nie tak jak "Koronczarka" okazały")... ale o zleceniu - po świętach :).

środa, 4 kwietnia 2012

Kolorowo :).

Pan Małżonek (trzymając Pompona Młodszego w objęciu i pokazując mu Bakugany - tak, do domu Królowej Matki też dotarła ta zaraza, na szczęście z racji bardzo ograniczonych dochodów w niewielkim tylko stopniu, nareszcie jakaś korzyść z bycia niezamożnym! -, którymi hojnie umaiły naszą lodówkę Potomki Starsze, głośno i wyraźnie) - Żółty, czerwony, szary, czarny, biały, zielony, granatowy, niebieski! (wskazując jednego z Bakuganów) No, powiedz, jaki to jest kolor?
Pompon Młodszy (zdecydowanie) - Dzi!
Pan Małżonek (entuzjastycznie i z zachwytem) - Zielony! Dobrze!



Obraz dumnego ojca ;D.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Z refleksem :D.

Królowa Matka, Banda Czworga i Pan Małżonek z najwyższym trudem wtłaczają się do windy, na lustrze której jakiś Domorosły Artysta (z naciskiem na "domorosły" i na "artysta", oraz Królowa Matka nie będzie rzucać bezpodstawnych oskarżeń, ale młodociany sąsiad jej Matki wygląda tak więcej obiecująco jako tenże) wykonał był rysunek. Silnie przypominający to zdjęcie


z tym, że zamysłem artysty (domorosłego) raczej nie było to, by rysunek przedstawiał okaz flory. Żeby już nie było najmniejszych wątpliwości, że nie chodziło o szyszkę, Artysta obok dzieła umieścił słowo (Królowa Matka bardzo przeprasza, uprasza pokornie o zabranie sprzed monitorów dzieci, oznakowuje notkę, o:


ale to wszystko dla dobra wpisu!) "kutas".

Potomek Starszy (natychmiast po wejściu przyuważając dzieło, z zainteresowaniem) - O, a co to jest? Kto to zrobił?
Królowa Matka - Rysunek, synu. Nie wiem, kto to zrobił, podejrzewam młodocianą patologię...
Pan Małżonek (z bezrozumną uciechą) - I podpisany nawet!
Potomek Starszy (zadzierając głowę, zaczyna odcyfrowywać) - K... u...
Pan Małżonek (wykazując się imponującym refleksem i godną najwyższego uznania chęcią, by ochronić Potomstwo przed tym brutalnym światem, który chciał je jakże podstępnie zaatakować) - "Kaktus", synu. To jest narysowany i podpisany kaktus.
Potomek Starszy (całkowicie błędnie interpretując spazmy, w których wiją się Rodziciele) - Ach, kaktus! To bardzo śmieszne, że ktoś narysował w windzie kaktusa!

W ten oto sposób niewinność Maluczkich pozostała nietknięta :D.