Dowiadujemy się również dlaczego - po tym, gdy nareszcie wiotkie dziewczę ściśnięte gorsetem i szarmancki porucznik kirasjerów stanęli na ślubnym kobiercu - ich noc poślubna tak bardzo różniła się od tych, które przeżywały eteryczne damy z romansów, a wreszcie - jak wyglądać powinien obraz XIX-wiecznej "perfekcyjnej pani domu".
niedziela, 25 czerwca 2023
"Niedyskretnik. Co dama wiedzieć powinna" Therese Oneill
Dowiadujemy się również dlaczego - po tym, gdy nareszcie wiotkie dziewczę ściśnięte gorsetem i szarmancki porucznik kirasjerów stanęli na ślubnym kobiercu - ich noc poślubna tak bardzo różniła się od tych, które przeżywały eteryczne damy z romansów, a wreszcie - jak wyglądać powinien obraz XIX-wiecznej "perfekcyjnej pani domu".
sobota, 24 czerwca 2023
Post pomimo wszystko (aktualizowany co jakiś czas) , odsłona czwarta
Co prawda dziś miał się ukazać post książkowy, i to z ulubionej przez jakże wielu Kochanych Czytelników serii "Czytam, żebyście wy nie musieli", no ale first things first, są posty, które miały być aktualizowane co jakiś czas, a nie były od ponad siedmiu miesięcy, że już nie wspomnę, że czasem żal byłoby nie zaktualizować!
Wszak seria "Czytam, żebyście wy nie musieli" nie zając, nie ucieknie!
Dla nie będących w temacie przypomnę, że pierwszy Post Pomimo Wszystko ukazał się 29 marca 2022 roku, a kolejne dwa (osobne posty, bo pocżątkowo aktualizowałam post pierwszy, który zaczął mi się robić długi, cętkowany i kręty jak wąż boa normalnie, więc zarzuciłam tę praktykę) - 7 października 2022 i 28 listopada 2022 .
Dziś chyba czas na część czwartą :).
Co się dzieje za naszą wschodnią granicą tak do końca nie wiemy, no, ale podstawowe fakty chyba jednak znamy.
I nagle okazuje się, że...
No, ale że my nie wiemy, to pikuś jest, cóż my możemy, małe misie, najwyżej doznawać skojarzeń historycznych.
Gorzej, że nie wie ktoś zupełnie inny, ktoś, kogo rzeczywistość może nader niesympatycznie zaskoczyć.
Lecz czy możemy się dziwić, że biedaczysko nic nie wie? Jest wszak nieustannie, podle i wrogo dezinformowany zarówno przez radio i telewizję...
współpracowników...
a przez, pożal się Boże, sojuszników to już w ogóle robiony w bambuko!
I cały świat pozostaje głuchy na wołanie o pomoc.
(to jest mem, btw, który kocham dziką miłością, ukłony dla autora/-rki, kimkolwiek jest!).
A Ukraina?
Cóż.
Ukraina znalazła się w sytuacji beznadziejnej, o czym szeroko donoszą media
oraz prezydent Zełeński, który zwrócił się do sojuszników z poruszającym apelem.
My zaś wszyscy powinniśmy popaść w głęboką zadumę i zada sobie pytanie.
Byliżbyśmy oto świadkami tej (chociaż w sumie innej) z fanfarami zapowiadanej trzydniowej operacji specjalnej???
Cóż.
Być może
(chociaż według ostatnich doniesień jednak nie).
(NA RAZIE).
PS. Ten post będzie z dużym prawdopodobieństwem aktualizowany jutro, bo wysyp memów dopiero się zaczął, sytuacja jest mocno rozwojowa, a Królowa Matka ma Ukochanych Przyjaciół, Znajomych i Czytelników, którzy są świadomi jej szmergla i dostarczają, dostarczają :)...
niedziela, 18 czerwca 2023
Wypędzenie Hefajstosa z Olimpu. Historia prawdziwa
Łup, łup, łup...
- Hefajstos, odłóż ten młotek.
Łup, łup, łup...
- Hefajstos, co ja do ciebie mówię? Od kilku dni zresztą? Odłóż ten mlotek chociaż na chwilę!
- Dobra, tylko jeszcze...
(łup, łup)
- HEFAJSTOS!!!
- Oj, maaaamo, tylko tu takie wygładzę (łup).
- Od kilku dni nic, tylko wygładzasz (łup, łup), już jest na blachę wygładzone, jest gladkie jak tafla lodu skuta podbiegunowym mrozem, do stołu, natychmiast, zrób przerwę chociaż na śniadanie!
- Mamoooo...
- Nie mamuj mi tu! Śniadanie, i ZOSTAW TEN MŁOTEK!
- Dobrze, już dobrze, idę (łup).
Szczypta ambrozji (łup) i łyk nektaru później.
Łup, łup, łup...
- Hefajstos, czy ty po grecku nie rozumiesz? Odłóż młotek, zjedz śniadanie, a po śniadaniu wraz z młotkiem udaj się do ogrodu, w miarę możliwości daleko od zebranego tu towarzystwa, tam sobie połupiesz.
Łup, łup, łup...
- Hefajstos, ja chwilowo mówię łagodnie, chociaż po tych kilku dniach doświadczenia bycia matką rękodzielnika łagodność mnię zaczyna odbiegać, i to kurcgalopkiem, ale ojciec jest taki więcej wyrywny, więc, wiesz. Żeby nie było, że nie uprzedzałam.
Łup. Łup. Łup.
- Synu. PRZESTAŃ.
- Dobrze, mamusiu!
Minuta przerwy.
Łup.
- Hefajstos. Ojca głowa boli. A nie muszę ci chyba przypominać, czym to się może skończyć. Odłóż. Ten. Młotek.
- Już zaraz, zarutko, jeszcze tylko...
Łup, łup, łup.
- HEFAJSTOS!!!
I tak się rzecz odbyła, takuchno, a nie, że mamunia mnie nie lubiła, bo byłem brzydki, ach, taki jestem biedniutki, nic złego nie zrobiłem, nic, za niewinność mnie wyrzucili, albo inaczej, tatuś mnie wykopał, bo mamuni broniłem, ja jeden jedyny, tylko ja, patrzcie, jaki jestem szlachetny i cierpię za niewinność, chlip.
AKURAT.
Bujać to my, ale nie nas, panie Hefajstos, my znamy prawdę!
Podpisano:
Mamusia Pompona Młodszego (z młotkiem).
czwartek, 1 czerwca 2023
"Tajemnica domu w Bielinach" Katarzyna Berenika Miszczuk
"Tajemnica domu w Bielinach" to debiut Katarzyny Berenki Miszczuk w sferze powieści dla najmłodszych czytelników.
Co w żadnym razie nie oznacza, że starsi nie znajdą w lekturze przyjemności.
Głównymi
bohaterami "Tajemnicy" jest trójka rodzeństwa — Bogusia, Leszek i Tosia (mają
też młodszą siostrę Dąbrówkę, ale ponieważ nie skończyła jeszcze roku,
chwilowo nie odgrywa w powieści zbyt istotnej roli). W wyniku zbiegu
niefortunnych i raczej nieplanowanych zdarzeń rodzeństwo razem z mamą
opuszcza mieszkanie w Warszawie, w której się wychowali, i przeprowadza
się do Bielin, niedużej (zwłaszcza w porównaniu ze stolicą) wioski w
Górach Świętokrzyskich, do domu dalekiej krewnej, niegdysiejszej
szeptuchy, ciotki Mirki, której pogarszający się stan zdrowia sprawia,
że wymaga ona opieki. Opuszczenie wygodnego mieszkania na rzecz starego,
zaniedbanego domu nie budzi, delikatnie mówiąc, ich entuzjazmu, a już
zwłaszcza entuzjazmu starszych dzieci, zmuszonych z dnia na dzień do
porzucenia kolegów i koleżanek, gwarnej szkoły i całego swojego znanego
od podszewki, oswojonego życia. W dodatku na miejscu okazuje się nie
tylko, że dom nie wygląda tak, jak wyglądał na zdjęciach, ogród
przypomina raczej zarośniętą chwastami dżunglę, ciotka Mirka często
zapomina kim są jej goście, a w domu od czasu do czasu widywana jest
tajemnicza, chuda kobieta, która znika, gdy tylko spojrzy się na nią
uważniej...
Bardzo, bardzo przyjemna książka. Ciepła, serdeczna,
pełna sympatii dla ludzi. Autorka przy okazji traktuje poważnie swoich
młodych czytelników, a jest to cecha, którą bardzo cenię. Nie unika trudnych tematów, nie lukruje
rzeczywistości i, co bardzo ważne, nie "upupia" języka powieści, co
czasem zdarza się pisarzom piszącym dla dzieci i zakładającym, że
książka dla dzieci musi być napisana prostym, nieskomplikowanym językiem
i najlepiej zdaniami prostymi, bo inaczej jeszcze się młody czytelnik
pogubi, icowtedy, nieprawdaż.
I, oczywiście, ponieważ "Tajemnica
domu w Bielinach" osadzona jest w uniwersum cyklu "Szeptucha", czyli w
Polsce, której władcy kiedyś tam, dawno, nie przyjęli chrztu i wciąż
wyznają starą wiarę, mamy też słowiańskich bogów i demony. Niewielu, bo
to przecież książka dla dzieci, więc autorka wprowadza umiejętnie i
powoli istoty należące do słowiańskiej demonologii. Pojawiają się
również bohaterowie poprzednich "bielińskich" powieści, ale - ponieważ w
"Tajemnicy..." na plan pierwszy wkracza młode, a wręcz bardzo młode
pokolenie, w dodatku (chwilowo) nie tubylcze - dotychczasowi bohaterowie
pojawiają się w sposób bardzo naturalny raczej jako tło - jacyś znajomi
cioci Mirki, lokalny żerca, lokalne szeptuchy, czyjś tata, czyjaś mama,
osoby dorosłe, które w żaden sposób nie są nazbyt interesujące dla
młodziutkich bohaterów.
Przeczytałam tę książkę z wielką
przyjemnością, podobnie jak młodsze Potomki, które już ściągnęły z półki
"Bestiariusz słowiański" (do tej pory służył on Potomkom Starszym, i to nie jako rzecz do czytania, tylko rysowania Stforów i Potforów, Młodsi traktowali rzecz z najdoskonalszą obojętnością), więc mamy dodatkowy konkretny zysk z lektury,
czyli poszukiwanie wiedzy na temat do tej pory nie eksplorowany. Cieszę
się, że są już kolejne części cyklu (w moim przypadku już przeczytane, więc wiem na przykład, że w "Tajemnicy ognia" jest znacznie więcej nawiązań do macierzystego cyklu, niż w dwóch poprzednich tomach; Potomki ciągle w trakcie lektury) i czekam na ciąg dalszy.
środa, 31 maja 2023
"To jeszcze nie koniec" Michal Sýkora
Upalne lato 1987 roku. Trzy dziewczynki, Magda, Zuza i Hana, spędzają wakacje w starej willi rodziny Trebovickich. Stary dom, pełen tajemniczych zakątków, ciemne, chłodne - mimo panującego na zewnątrz skwaru - pokoje, cień wielkich drzew, rosnących w starym ogrodzie. Biblioteka, a w niej setki tomów i tomików, niektórych, tych najbardziej kuszących, całkiem nieodpowiednich dla dwunastolatek. Sielanka.
Rewelacyjny kryminał. Rewelacyjny. Niezwykle... autentyczny, taki, który może zdarzyć się wszędzie, a przez to jeszcze bardziej przejmujący. "To jeszcze nie koniec" głęboko mnie poruszyło (bo chyba "zachwyciło" nie byłoby najszczęśliwszym słowem), to chyba najbardziej autentyczny kryminał, jaki czytałam od... od zawsze? Łapie za gardło i ściska, a przez to, że dotyka zwykłych, szaro-burych ludzi, jego wymowa jest tym bardziej przerażająca. Żadnych udziwnień w stylu skandynawskim, żadnych wygibasów, żadnego wyrafinowanego planowania, żadnej piętrowej intrygi złowrogich zbrodzieni - i to dopiero wstrząsa czytelnikiem. Ta zwykłość. Ta straszna, przenikająca dreszczem do kości zwykłość zbrodni.
Fantastycznie napisane. Doskonale przetłumaczone. Absolutnie polecam.
środa, 17 maja 2023
Maturalnie
***
piątek, 28 kwietnia 2023
Przedmaturalnie. Część 3/?. Młoda Polska
Potomek Starszy (tonem pełnym namaszczenia) - A zatem, Młoda Polska... poczucie schyłku i głębokiego bezsensu... negowanie wszelkich dotychczasowych systemów wartości... przeczucie nadchodzącej katastrofy i życia w czasach schyłku... zniechęcenie, które łączy się z poczuciem bezsilnosci i kompletnej niemocy jednostki ludzkiej... świat jest zły, nie spełnia oczekiwań, skazuje ludzi na życie w nudzie i rozpaczy....wszelkie systemy filozoficzne, religijne i etyczne zawiodły, a rzeczywistość skazuje ludzi tylko na życie w nieustannym cierpieniu, pełne rozkładu i zepsucia... (rozpromieniając się, jakby trafił główną nagrodę w totka, i to od razu jakąś sympatyczną kumulację) Nareszcie coś, czego nie muszę się uczyć! Ja jestem nastolatkiem! Ja to wszystko sam z siebie umiem!
Królowa Matka => rozpęd => ściana, jak również jezujezu (nieczyt.)
wtorek, 25 kwietnia 2023
Przedmaturalnie. Część 2/?. Pozytywizm
Potomek Starszy komentuje Wielkie Powieści Pozytywizmu (chwilowo jedną, lecz cd niewątpliwie nastąpi):
"I momentami się wydaje calkiem miły, na przyklad jak Rzeckiemu jego pokoik przenosi, a nawet tę swoją biedną żonę wydaje sie czasem lubic, a potem okazuje się być... no cóż, Wokulskim".
"Wokulski żeni się dla pieniędzy: Och, ach, biedny Wokulski, nie mowcie mu o Minclach, precz z Minclami, tymi ćwokami, tymi prostakami, a on ich sklep wydzwigną!!! Taki był szlachetny i glowę miał nie od parady!!! Biedaczek, a musiał z taką starą babą (co go na arkanie zapewne przed ołtarz ciągnęła, hue, hue), jak mu w serduszko musialo byc smutno!!! Łęcka wychodzi za mąz dla pieniędzy - a to suka, te baby tak majo, te materialistki, te wyzyskiwaczki, co za zdzira, pod pręgierz z nią! Nic, tylko by kasę doiła!!!
Ja panu cos powiem, panie Stasienku, pan zostaw kobiety w spokoju, pan się lepiej zabierz za pracę u podstaw, przynajmniej to panu minimalnie wychodzi".
"A w ogóle co za inteligentny inaczej wymyślił, że Łęcka chciała wyjśc za mąż dla kasy? Przecież gdyby chciała tylko pieniędzy, to by prędziutko wyszla za Wokulskiego, a "Lalka" bylaby nowelą, w dużej mierze składającą się z "Pamiętnika starego subiekta".
Tak, że tego.
Wizja pozytywizmu jako tej liny ratunkowej, którą Dobry Los móglby rzucić Potomkowi celem umożliwienia mu zdania egzaminu dojrzałości zaczyna mię odbiegać.
Kurcgalopkiem.
niedziela, 16 kwietnia 2023
Przedmaturalnie. Część 1/?. Romantyzm
Z serii: "Matura coraz bliżej".
Królowa Matka (ogląda z Dzieckiem Najstarszym "Kordiana").
Dziecko Najstarsze (wysoce emocjonalnie, do Laury, wsłuchanej w Jakże Wieloznawczne Rozważania Głównego Bohatera) - Jesteś młoda! Bardzo urodziwa! Zapewne majętna! Dziewczyno! UCIEKAJ!!!
O trzymanie kciuków, by Potomek Starszy wylosował pytania z pozytywizmu uprzejmie uprasza się.
wtorek, 14 marca 2023
"Wszyscy mamy źle w głowach. Nic z tego nie zrozumiecie" Martyna Pawłowska-Dymek
Moja znajomość z Martyną Pawłowską-Dymek jest wzorcowo wręcz dwudziestopierwszowieczna, to znaczy - znamy się kupę lat, ale nigdy nie spotkałyśmy się osobiście.
Poznałyśmy się na forum internetowym (któremu zresztą zawdzięczam poznanie masy świetnych, inteligentnych, interesujących osób) lat temu... dawno. Martyna była dla mnie wówczas tylko nickiem, za to dała się poznać jako osoba o dużym talencie polemicznym, kulturze wypowiedzi i nienagannej polszczyźnie.
Następnie przeniosłyśmy się na Facebooka, już pod własnymi nazwiskami i zdjęciami, ale nadal spotykając się wyłącznie w wirtualu. Raz prawie udało nam się zobaczyć na żywo na Krakowskich Targach Książki, no, ale że, jak wiadomo, "prawie" czyni wielką różnicę, to się jednak nie zobaczyłyśmy. W międzyczasie obie zaczęłyśmy pisać blogi, a Martyna nie tylko bloga, ale nawet książkę. Co więcej, wydała tę książkę drukiem, po czym napisała, że chciałaby mieć ode mnie tejże książki recenzję.
Czujecie to? Dziewczyna, która czytuje moje recki miodzio, i w dodatku zna mnie i mój temperament polemiczny z czasów przed-blogowych z forum, gdzie koleżanki-forumki wrzucały następujący obrazek
cobym go se mogła jako awatarek ustawić w celu ostrzeżenia osób, które mogłyby się nabrać na mój łagodny ton i entourage szemrzącego, wielkookiego królisia, chce ode mnie recenzję!
No, odwagę to ja cenię ponad wszystko, więc zakasałam rękawy i przystąpiłam dziarsko do lektury
pierwszego tomu serii "Wszyscy mamy źle w głowach", czyli "Nic z tego nie zrozumiecie".
Ciut się obawiałam tej lektury, przyznaję.
Nie trzeba być geniuszem empatii, znawcą stosunków międzyludzkich ani blogerem (prawie-że)-książkowym z kilkuletnim doświadczeniem, by zgadnąć, że powieść osoby znanej i lubianej recenzuje się trudno. No bo, na przykład, choć z racji wyżej wspomnianych forumowo-facebookowych doświadczeń mogłam śmiało założyć, że warstwie językowej powieści nic zarzucić nie będę mogła, to jednak warstwa językowa nie jest wszystkim, z czego się składa książka. Jakąś fabułę powinna mieć, bohaterów, powinna być spójna, interesująca... a może Martyna kompletnie nie umie w fabułę? Może sobie nie radzi z okiełznaniem bohaterów, może opowiadana historia jest nudna? A ja jestem co prawda (no dobra, bywam. Bywam) krwiożerczą harpią w skórze puchatego, titititi, króliczka, ale przecież nie rozjadę jak ten walec książki osoby, którą znam i lubię (a nawet takiej, której nie znam, ani osobiście, ani wirtualnie, ale która prywatnie zwraca się do mnie ufnie o ocenę - wiem, bo nie rozjeżdżałam). Postanowiłam więc, że w razie, gdybym nie dała rady przebrnąć/wynudzę się jak podczas lektury "Manifestu Komunistycznego"/uznam, że to absolutnie nie dla mnie po prostu napiszę do autorki maila ze szczerym wyjaśnieniem, i już.
Fakt, że czytasz, o Luby Czytelniku, tę recenzję dowodzi, że moje wyżej wyrażone obawy okazały się płonne.
No ale. Co będzie, dumałam sobie, jeśli ja się nie okażę targetem? To znaczy, chwila, ja NIE JESTEM targetem, ale co, jeśli opowiadana historia jakoś mnie... ominie? Fakt, o to się martwiłam mniej, po pierwsze dlatego, że dwa targety to ja w domu mam (w tym jeden dokładniusio w wieku bohaterów powieści), a po drugie dlatego, że należę do grona szczęśliwców, którzy z wielką przyjemnością "wracają do szkoły", czy to we wspomnieniach, czy podczas lektury książek, oglądania filmów, czy w snach (mnie się nigdy nie śni koszmar, że siedzę na maturze i nie umiem odpowiedzieć na żadne pytanie, mnie się śni, że jestem w szkole, a potem się budzę ze ściśniętym sercem, bo to był tylko sen).
Z drugiej jednakowoż strony, jak człowiek nie sprawdzi, to się nie dowie, prawda?
Więc sprawdziłam.
Oto mamy początek roku szkolnego. Uczniowie drugiej klasy jednego z (tych lepszych) krakowskich liceów wracają do szkoły. Niby się znają, ale jednak bardzo pobieżnie. Nie są zgrani, nie są sobą jakoś szczególnie zainteresowani.
To się zmienia, gdy do klasy dołącza nowa uczennica, Kaśka, wulkan energii i optymizmu, z łatwością nawiązująca znajomości, zarażająca entuzjazmem, tryskająca milionem pomysłów na minutę. Mimo to nikt, nawet jej najlepsza przyjaciółka, nie wie, dlaczego Kaśka zmieniła (musiała zmienić!) szkołę.
Tymczasem w szkolnym światku muzycznym wrze: zwycięzca tegorocznego konkursu kapel zagra na wielkiej gali z okazji jubileuszu szkoły. Jakub, klasowa gwiazda (chociaż nie w tym narzucającym się wyobraźni, amerykańskim stylu "najfajniejszego-chłopaka-i-kapitana-drużyny-koszykówki") jest zdeterminowany, żeby wygrać, zakłada więc zespół z Markiem i Filipem. Łączy ich wspólny cel, ale tak naprawdę właściwie za sobą nie przepadają, ą Marek i Filip odnoszą się do Jakuba z dużą nieufnością. Częste różnice zdań i wrogie nastawienie konkurencyjnych kapel nie ułatwiają zadania...
Początkowo miałam wrażenie, że tytuł tomu "Nic z tego nie zrozumiecie" jest wyjątkowo wręcz dobrze dobrany :D.
Liczba bohaterów ciut
przytłaczała, trudno było mi ich zapamiętać pomimo, że różnili się od
siebie (i mimo, że mam pamięć do nazwisk - nawet z nią całkiem długo
myliłam Filipa z Bartkiem :)). Chociaż biorąc pod uwagę, że bohaterem
zbiorowym książki jest cała klasa - to naprawdę ambitne i niełatwe
założenie! - z wielkim uznaniem napisać muszę, że każdy z uczniów i uczennic
miał własną, dobrze opowiedzianą, i bardzo dobrze, w sposób nader
umiejętny podkręcającą ciekawość czytelnika, wprowadzoną historię,
osobowość, a znaczna większość - naprawdę oryginalne hobby (odnajduję
wśród tych hobby echa zainteresowań samej autorki :)).
Powieść opowiada o niby typowym życiu uczniów liceum, ich szkolnych potyczkach, pierwszych miłościach, kłopotach i dramatach rodzinnych. A przecież za tym wszystkim kryje się nieco głębsza historia, która, jak sądzę, będzie ujawniana z czasem. I z tego powodu, pod koniec tomu, znowu tytuł "Nic z tego nie zrozumiecie" wydał mi się bardzo trafny - faktycznie jest kilka - co najmniej! - rzeczy, których nie rozumiemy, zaledwie przeczuwamy, albo się domyślamy, niekoniecznie dobrze. Autorka zostawiła całkiem sporo nie podomykanych wątków, takich nitek w różnych kolorach (a każdy kolor to inny bohater), za którymi może podążyć czytelnik, jeśli zdecyduje się przeczytać kolejne części serii. Osobiście bardzo jestem ciekawa, czy uda się te wątki zgrabnie domknąć, zapleść do końca i wszyć tak, by powstało kompletne, dokończone dzieło, a zważywszy na ilość bohaterów jest to zadanie ambitne, ale wnioskując z pierwszego tomu, daję autorce kredyt zaufania.
I teraz - gdy już się przekonałam, że Martyna umie w fabułę, jej polszczyzna nie doznała nagłego a niezrozumiałego pogorszenia, zaś całość powieści napisana jest z dużą swobodą i smakiem, i wielką, naprawdę wielką, wyraźnie wyczuwalną sympatią dla młodych bohaterów, uświadomiłam sobie, że słowo, które najczęściej przychodziło mi do głowy to "urocza". Urocza książka. Winię za to moje nie do końca typowe doświadczenia szkolne (dygresja będzie i nawiasik - miałam Kumpla Od Serca, który został Kumplem, gdy już byliśmy po maturze i nie mógł się nadziwić, że nie wcześniej, bo przecież chodziliśmy do tej samej szkoły, a przestał się dziwić, gdy odkrył, do której klasy chodziłam. "Ach! - zawołał tonem osoby, która nareszcie wszystko zrozumiała. - Byłaś w tej dziwnej klasie! Nic dziwnego, że cię nie pamiętam!", po czym wyjaśnił, jak moja klasa była postrzegana przez klasy ościenne. Dzwonek. Otwierają się drzwi i wychodzi z sali IV A. W całości. W całości przemieszcza się przez korytarz, udaje się pod następną salę, wychodzi na boisko, siada na trybunkach. Czasem z tego otaczającego nas bąbla wyodrębnia się ciut mniejszy bąbelek. Bąbelek idzie do sklepiku, nabywa dobra, wraca i zostaje wchłonięty przez Główny Bąbel. Dzwonek. Klasa IV A wstaje i udaje się na lekcję. "W ogóle was z twarzy nie odróżniałem - rzekł kumpel. - Byliście jak monolit", koniec dygresji, zamykamy nawiasik). Doświadczenie to sprawia, że na samo wspomnienie szkoły i szkolnych lat rozpromieniam się jak kto głupi, albo rozmaślam i rozklejam z tęsknoty, zależnie od nastroju. W ogóle nie pamiętam, że tamte lata i moje nastoletnie doświadczenia wcale nie były tylko i wyłącznie szczęśliwe. Że były też trudne, bolesne i raniły mnie dogłębnie.
Więc proszę tak do końca nie brać sobie tego "urocze" do serca - bo doświadczenia bohaterów książki właśnie nie są tylko i wyłącznie szczęśliwe. Są bardzo trudne, bardzo bolesne. I jak się już człowiek otrząśnie z tego rozmaślonego uśmiechu i oderwie zamglony wzrok od dawno minionej przeszłości to zauważa również, że - są takie same, jak jego. Że świat się bardzo zmienił. Ale tęsknoty, problemy, trudności i dręcząca nastoletnie dusze rozpacz, kłopoty z rodzicami, brak porozumienia, przemoc, strach przed światem... że to wszystko jest zupełnie takie samo.
By ostatecznie upewnić się, że cała ta fajnie opisana, dająca się lubić (serio, nie ma w tej książce bohatera, którego bym choć trochę nie rozumiała, nie ma też takiego, którego nie lubię) młodzież naprawdę jest taka autentyczna i "lubialna", posadziłam do czytania własną, domową młodzież, po czym urządziliśmy burzę mózgów.
Pierwsza rzecz, na którą zwróciła uwagę Własna Młodzież, i która im się spodobała to to, że bohaterowie KLNĄ (bogowie, jak to świadczy o mnie jako o matce!!!). Tak, wiem, jak to brzmi. I zapewniam, że bohaterowie nie klną jak strony powieści długie i szerokie, tylko, gdy okoliczności ich docisną. Rzucają wówczas grubszym słowem. Obaj Potomkowie uznali to za bardzo wiarygodne. Potomek Starszy wyznał, że obawiał się "młodzieżowego języka rodem z reklam, w których , cytuję, "jakiś zgred usiłuje udawać, że jest spoko kolo i nastolatek", koniec cytatu, tymczasem, ku swemu przyjemnemu zdziwieniu odkrył, że bohaterowie mówią normalnie po polsku, ale właśnie od czasu do czasu rzucą znanym polskim przecinkiem na "k" ("Przy nauczycielach to wiadomo, ze nie, ale przy kumplach to sama wiesz, jak jest, mamo!").
Ponadto wyrazili opinię, że taka ilość osób mocno utalentowanych i z rozległymi zainteresowaniami oraz nietypowym hobby (gotowanie! ode mnie wielki plus za to gotowanie!) jest mało prawdopodobna w jednej klasie, ("No, chociaż to elitarne liceum chyba..." orzekł Potomek Młodszy, acz wątpliwości dźwięczały mu w głosie jak stal) , chociaż wiadomo, książka to książka, życie to życie, książka powinna być jednak trochę ciekawsza :D.
Jest jeszcze jedna rzecz, na którą zwróciła uwagę cała nasza trójka, ale uznaję, że rzecz dotyczy naszych prywatnych doświadczeń i nijak nie wpływa na wiarygodność zachowań, postaw i charakterów bohaterów powieści, którą (co za ulga, zapewniam :D) mogę szczerze polecić i rzeczywistym nastolatkom, i tym nastolatkom honorowym, którzy jeszcze nie do końca zapomnieli (albo chcą sobie przypomnieć), jak to jest być rzeczywistym nastolatkiem w świecie, który jest inny niż ten, który pamiętają z własnych, młodych lat.
Uprzedzając jednakże lojalnie, że "nic z tego nie zrozumiecie", więc nastawcie się od razu na lekturę tomów kolejnych :).





























