piątek, 10 lutego 2012

Królowa Matka i reklamy V

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach dzieciństwa w Królowej Matki w telewizji (wystaw to sobie, Młody Czytelniku!) nie było reklam. Ni adnoj. Między programami na ekranie telewizora pojawiała się była na przykład różyczka


albo inna gerberka,


względnie pomnik Fryderyka Chopina


lub też jakiś szczególnie efektowny polski zabytek (czasem zaś, w przypływie wręcz lekkomyślnej szczodrości, kilka zabytków),


w tle zaś szemrała sobie miła dla ucha muzyczka. I tak, jeśli film dokumentalny produkcji radzieckiej "Decydujący front" kończył się, powiedzmy, o 18.57, zaś następna pozycja, na ten przykład "Wieczorynka", zaczynała się o 19.00, przez brakujące trzy minuty telewidz mógł się wpatrywać w różyczkę (lub gerberkę) i słuchać muzyki kojącej mu nerwy zszargane skutkiem zgłębiania dokumentu na temat działań frontowych. Ostatnio Królowa Matka wspominała sobie nostalgicznie te czasy i z tej okazji wyznała rzewnie Panu Małżonkowi "Jakże chciałabym, by znów tak było!".

Bowiem można było, co prawda, w czasie prezentowania na ekranie różyczki lub Zamku w Lublinie udać się do kuchni celem przyrządzenia kolacji, czyli zrobić to, co teraz czyni większość rodaków w przerwach reklamowych. Gdyby jednak z jakiegoś powodu widz nie mógł opuścić pomieszczenia (leżał złożony chorobą, musiał popilnować raczkującego pacholęcia, złamał nogę i czekał na przyjazd karetki, itp, itd.) z pewnością widok Zamku Królewskiego na Wawelu razem z przyjemną muzyką nie narażał go na wstrząs żadnego rodzaju. W zupełnym, ale to zupełnym przeciwieństwie nieszczęsnej osoby, która musiałaby leżeć w przytomności włączonego telewizora i kurować się w dzisiejszych czasach. Osoba taka, gdyby miała pecha (i to wcale nie wyjątkowego) mogłaby ujrzeć na ekranie rzeczy następujące:

- pieska Bruno i jego właścicielkę zgarniającą na szufelkę twarde dowody doskonałej przemiany materii zwierzątka,
- reklamę środka przeciw grzybicy stóp,
- reklamę środka przeciw grzybicy paznokci wzbogaconą o szczegółową wizualizację problemu,
- reklamę środka przeciw wszom,
- reklamę, w której pani zwierza się z nietrzymania moczu,
- wpadające do umywalki zakrwawione zęby,
- wykład na temat chorych dziąseł połączony z ekspozycją zakrwawionej nici dentystycznej po użyciu,
- reklamę leku na hemoroidy (w której pani w bardzo, ale to bardzo sugestywny sposób umieszcza rozżarzony do czerwoności pręt w kojącej - podobno - miksturze),
- licznych reklam środków na zaparcia/biegunki/wzdęcia

i Królowa Matka wątpi w skuteczność kuracji takiej osoby, której leczniczy syropek na widok twardych dowodów Bruna ma bez wątpienia prawo stanąć kamieniem w przełyku. Albo nawet się cofnąć.

Królowa Matka zdaje sobie sprawę, że część z wymienionych wyżej produktów jest lub będzie potrzebna większości ludzi na jakimś etapie życia, i że, choć jest to towar jak każdy inny, jest on również trudny do zareklamowania. Ale czy życzy sobie niemożliwego pragnąc, by były one reklamowane w ten sposób? Zainteresowani wiedzą, czego dotyczy reklama, niezainteresowani nie odczuwają ani obrzydzenia, ani niesmaku, a przy odrobinie rozproszonej uwadze mogą nie zauważyć, czego spot dotyczy :))) albo nawet popatrzeć z przyjemnością.

To, na co nie mogą popatrzeć z przyjemnością to reklama ING Banku Śląskiego WiFi Express (tak, dziś będzie z nazwami, bowiem głupotę i inne takie należy opisywać nie uciekając się do kluczenia, puszczania oka i robienia aluzji), nazywaną pieszczotliwie w domu Królowej Matki "idiotą z alufelgami". Królowa Matka bierze pod uwagę, że jest być może równie pozbawiona poczucia humoru jak Kodeks Hammurabiego, a lekkości i subtelności w niej tyle co w kłodzie drewna bezwładnie (jak to kłoda) unoszącej się na falach, skłonna jest również rozważyć supozycję, że dociera do niej tylko to, co przekazywane jest wprost i jest równie skomplikowane jak konstrukcja cepa, pozostaje za to ślepą na niuanse, subtelności i znaczące puszczanie oka, ale nijak nie może się dopatrzyć tego mrugnięcia w postaci prostackiego debila, który nie pamięta, kiedy urodziło mu się dziecko i w jego mało skomplikowanej mózgownicy fakt ten wiąże się jedynie ze wspomnieniem nabytych "z okazji narodzin potomka" alufelg. Z jakiegoś tajemniczego powodu bardziej Królową Matkę drażni to, że prostacki debil zrobił sobie prezent z okazji narodzin dziecka, niż to, że nie pamięta daty jego narodzin. Owszem, Królowa Matka wie, że zdaniem copywriterów cel reklamy został osiągnięty - Królowa Matka reklamę zapamiętała. Nie jest jednak pewna, czy reklamodawcę ucieszy informacja, że będzie ona omijać ING Bank szerokim łukiem, jako ten kojarzący się z "idiotą z alufelgami".

Skoro o bankach mowa, ostatnio w gardle Królowej Matki rośnie warkot za każdym razem, gdy widzi reklamę Credit Agricole pełną uchachanych ludzi "To jest Tomek, a to jest Ania, a to jest Piotr (super, że są, ale Królowa Matka mogła żyć bez tej wiedzy). Oni nam zaufali, mamy już milion klientów, dziękujemy za milion dowodów zaufania!". Otóż, Drogi Banku, to nie jest żaden dowód zaufania, najzwyczajniej w świecie wszyscy klienci Lucas Banku pewnego pięknego dnia obudzili się jako klienci Credit Agricole, a z likwidacją i przenoszeniem konta jest tyle zachodu, że po prostu zostali. Choćby ich zaufanie zostało bardzo, ale to bardzo nadszarpnięte.

Następną reklamę Królowa Matka najpierw usłyszała (prawdopodobnie zajmowała się podcieraniem jakiegoś nosa, przewijaniem jakiejś pupy, podziwianiem jakiegoś dinozaura albo przygotowywaniem jakiejś kanapki). Pan podniosłym glosem wymieniał: "Anna uratowała dziś swojego syna! Michał uratował przyjaciela! A ty (pan zawieszał glos w znaczący sposób) kogo dziś uratowałeś?" i Królowa Matka była pewna, że słucha właśnie reklamy społecznej, względnie reklamuje się jakaś akcja typu "Zwyczajny bohater", w której należy wysłać SMS na zwykłą pozornie osobę, która dokonała bohaterskiego czynu. Zatem, gdy usłyszała pana po raz kolejny, spojrzała. Jak spojrzała, tak zamarła, ze szczęką zgubioną gdzieś na podłodze, osłupiałym wzrokiem i mgłą przed oczami, bowiem okazało sie, że Anna uratowała syna, a Michał przyjaciela podając im Gripex. Oto, proszę państwa, jak staniało bohaterstwo, już nie trzeba wydobywać dziecka spod lodu, nie trzeba wynosić zemdlonej niewiasty z płonącego domu, nie trzeba zachowywać przytomności umysłu, by wykonywać ratujace życie sztuczne oddychanie, o cichym bohaterstwie typu pomaganie przez lata sąsiadce chorej na stwardnienie rozsiane nie wspominając, teraz, by być bohaterem, wystarczy dać komuś tabletkę do ssania! Noż, (dużo, dużo wulgarnych słów, proszę sobie wstawić po uważaniu), może innym nie, ale Królowej Matce twórcy reklamy kojarzą się z hienami. Sępami. I innymi niesympatycznymi zwierzątkami, które w naturze są niezbędne, ale uroku im to nie dodaje.

Teraz  Królowa Matka omówi sobie smakowicie ten nie strzał, ale całą serię z cekaemu w obie stopy, kolana i okolice, jaką wykonała Telewizja Polska produkując całą, nomen omen, serię reklam mających zachęcić Obywateli do płacenia abonamentu. Niestety, szanse na to, że skruszeni, zawstydzeni swą nieprawomyślnością i pożądający statusu Obywatela Wzorowego widzowie runą zbiorowo do urzędów pocztowych celem uiszczenia stosownej opłaty wydają się Królowej Matce takie więcej znikome, a to z następujących racji:

- osadzenie w dwóch rolach kobiecych (francuskiej stylistki, bo każda Francuzka to stylistka jest przecież, oraz polskiej projektantki mody) dwóch pań, które w cuglach wygrałyby konkurs na "Najwredniejszą osobowość telewizyjną", dwóch, naprawdę uprasza się o wybaczenie, ale to określenie ciśnie się nawet na tak rzadko kalane wulgaryzmami usta jak te należące do Królowej Matki, lodowatych suk, które mężczyzn heteroseksualnych mogłyby bez problemu zachęcić co najwyżej do całkowitej abstynencji seksualnej, a biseksualnych - do opowiedzenia się po jednej, niestety, nie tej korzystnej dla naszego borykającego się z problemami demograficznymi kraju, stronie,
-  prostego w obejściu Wybitnego Trenera, który usiłuje wywołać wrażenie, że jego podopieczni szanują go, bo płaci abonament, chociaż do każdego oprócz twórcy tej reklamy z trudem przebija się wizja nastolatków o ufnie wzniesionych na trenera oczętach, zapytujących: "Treneerrzeee, a pan płaci abonament?", po czym popadających w natychmiastowy brak szacunku po uzyskaniu odpowiedzi odmownej/ wyrażających całą swą postawą szacunek i uwielbienie po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej,
- śmiałej, zdaniem Królowej Matki zdecydowanie ZBYT śmiałej koncepcji, że jakiegokolwiek Polaka jest w stanie do czegokolwiek zachęcić Niemiec informujący, że "Ordnung muss sein!",

czyli, krótko mówiąc, z powodu stworzenia kolekcji niesympatycznych, oceniajacych innych z pozycji własnej "lepszosci" ("Albo ma sie styl, albo się go nie ma!" by Projektantka Mody, "No, to ty się, dziewczę, jeszcze sporo w życiu musisz napracować", by Rodzina Królowej Matki), zarozumiałych, zimnych osób, których nikt nie chciałby mieć wśród znajomych, o przyjaciołach nie wspominając, wywołujacych w każdym normalnym czlowieku instynktowną chęć, by zrobić dokładnie odwrotną rzecz, niż te osoby proponują... naprawdę, Telewizji Polskiej serdecznie gratulujemy!

Na koniec Królowa Matka zostawiła sobie reklamę szamponu, która działa na nią jak płachta na byka i, trzebaż trafu, powodowana przyćmiewającą wzrok nienawiścią nie pamięta ona nazwy specyfiku (nazywa go zazwyczaj WD-40, chociaż wie akurat, do czego WD-40 służy i włosów w tym myć by nie polecała. Nikomu, nawet panu z reklamy. Chociaż...), co oczywiście jest bez znaczenia, gdyż i tak by go nie użyła. Nie tylko dlatego, że jest dla mężczyzn.

Każda z Pań, Drogie Czytelniczki (i Czytelnicy zapewne też, Królowa Matka nie jest wszakże pewna, czy Kobiety i Mężczyźni obdarzają dalej wymienionym mianem ten sam rodzaj... hm... osobowości), przypuszczalnie przynajmniej raz w życiu spotkała na swej drodze Wyjątkowego Dupka. Proszę go sobie przypomnieć, co do szczegółu, w pełnym blasku jego Dupkowatości, i zwizualizować. Gotowe? No to teraz proszę pomnożyć go przez dziesięć i już mamy to, co widzi Królowa Matka za każdym razem, gdy ogląda tę reklamę. Dupek i jego Lalunia ubierają się w łazience, przy czym gołym okiem widać, że zaliczyli jednonocny numerek, no, chyba że przeciętna polska kobieta odziewa się rano w srebrną suknię i wpina sobie w uszy diamentowe (załóżmy optymistycznie) kolczyki. "Ale ty jesteś, naprawdę..." mruczy Lalunia przypochlebnie, a Dupek nadyma się dumą i odpowiada tonem osoby niezłomnie pewnej tego, że jest fantastyczna, doskonała w tym, co robi i wszelkie pochwały, zachwyt Laluni i przypochlebne pomruki należą mu się jak psu micha: "Serio? Nawet z zakolami?". Lalunia spieszy zatem z wyjaśnieniem, że łysienie jest związane z nadmiarem testosteronu, (ego dupka ma już objętość balona stratosferycznego i nadal rośnie), ale wystarczy użyć szamponu WD-40 i w magiczny sposób znikną. "Nie, smarować czymś? Nie chceeee mi sieee..." mówi Dupek, na co ona:  "Wystarczy iść do apteki...", na co znowu Dupek, tonem pełnym zdumionej urazy: "Nie, no, do apteeeki?..." (w domyśle - taka Kwintesencja Męskosci do apteki po wiadomo co nie chodzi, a po nic innego w aptekach się nie bywa, n'est-ce pas?), a wówczas Lalunia rzuca się z propozycją, że ależ ona! Ona pójdzie! Kupi! Po oczach widać, że będzie wcierać własnemi ręcami co tylko każą i gdzie tylko każą, byleby Wcielenie Dupkostwa pozwoliło jej sie czołgać u swych stóp i robić za czerwony dywan!!!

Otóż, drogi Pamiętniku (i Wy, Reklamodawcy), choćby Megadupek miał pukle jak Samson i Roszponka razem wzięci, choćby słowo "zakole" w jego wypadku oznaczało wyłącznie taki łuk rzeki, w którym cumowałby on swój jacht, więcej, choćby użycie tego szamponu zapewniło Królowej Matce owłosienie, o, takie:


... i tak nie nabyłaby ona reklamowanego przez Megadupka produktu ze względu na porażające, odrzucające, lansowane jako Wzorzec Męskości Megadupkostwo.

Oraz za ogólny wydźwięk tego kandydata do Złotej Maliny Reklamodawstwa dzieła.

PS. Dragonella natchnęła Królową Matkę wspomnieniami i, przeszperawszy net, znalazła ona  reklamę z serii, która nie wywoływała irytacji, nie powodowała rzucania się z krzykiem na pilota, nie prowokowała do natychmiastego wyjścia z pokoju, za to teksty z niej do dziś funkcjonują w rodzinie Królowej Matki i mają się dobrze (a jak Królowej Matce zdarzy się raz na sto lat zagrać w Lotto zawsze, ale to zawsze skreśla 22). Żeby nie było tylko fukająco, wkurzająco i warcząco, oto jeden z powodów, dla których naprawdę czasem trzeba kochać reklamy :DDD:

http://www.youtube.com/watch?v=-3_mkCKTMpo


21 komentarzy:

  1. Ty, Królowo, faktycznie! Przypomniałaś mi, że były czasy bezreklamowe! Pamiętam jak w owym czasie pojechałam do Italii i tam zobaczyłam pierwsze (ale nie ostatnie, niestety) w moim życiu reklamy, to zaniemówiłam z wrażenia! Był rok 1989 (tak zamierzchłe czasy). A potem to badziewie zagościło i u nas. I teraz tęsknię do reklam "ociec, prać?" czy "kopytko"! Bo do tego co opisałaś, dodam reklamę, która prześladuje mnie w radio przy posiłkach (głównie śniadaniu), a w TV wieczorami i jest to reklama jakiegoś "wzmacniacza męskiego", nazwy nie pamiętam ale często słyszę o wzwodach i erekcjach. I niech nie wyjdę na kołtuna ani hipokrytkę, ale o wzwodach lubię pomilczeć (ewentualnie pomarzyć hihi) a nie koniecznie tak do śniadania, bach!
    Ogólnie uważam, że reklamy to temat rzeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no spieszyłam się i nie dodałam najważniejszego - że to ta reklama, gdzie pompują i wznoszą sporych rozmiarów gumki, nie wiem czy widziałaś.

      Usuń
    2. Wczoraj pierwszy raz widziałam, jeszcze sie nie otrząsnęłam... ten zachwycony wyraz twarzy pani, gdy gumka sie unosi, ranyjulek!!!!

      Usuń
  2. W kwestii Złotej Maliny Reklamodawstwa zgadzam się w całej rozciągłości - dawno już mnie żadna reklama tak nie zirytowała, jak ta z szamponem i Megadupkiem.

    Reklamy same w sobie nie są złe, pod warunkiem, że albo spełniają rzetelnie funkcję informacyjną [mimo wszystko z nich często dowiaduję się o nowych produktach], ale kiedy są zabawne. Nie ukrywam, są reklamy [czy nawet cykle reklam], które oglądam z przyjemnością np. rysunkowe Red Bulle czy stara kampania Frugo ["jeden zdrowy burak jest więcej wart, niż te wszystkie owoce..."].
    Stanowczo natomiast powinni zakazać przerywania filmów reklamami. I nie jest dla mnie argumentem, że w tym czasie można pójść sobie do kuchni po herbatę czy kanapkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [w drugim akapicie miało być *albo kiedy są zabawne*. Mea maxima culpa :)]

      Usuń
    2. Jasne, że są, pamiętacie kampanię Lotto z gadającymi kulkami? "Ty po prostu padlaś" do tej pory się w mojej rodzinie uzywa :)). O starej kampanii Biedronki nie wspominam (bo ta nowa nadaje się raczej do znęcania się)...
      Co do przerywania filmów, to niektóre znoszę. Ale jak mi taką "Europa, Europa" Holland przerywa radośnie chichocząca idiotka, która własnie sprała plamę... no, żebym ja miała pepeszę!!!!

      Usuń
  3. Mnie drażnią reklamy towarzystw ubezpieczeniowych... Po pierwsze tych, które starszym ludziom wmawiają, że muszą absolutnie ze swojej emerytury wyłuskać co najmniej złotówkę dziennie żeby ich rodzina nie zrujnowała się pogrzebem bo to przecież 16tys złotych, a państwo o zgrozo daje tylko 4tys!! Naprawdę najważniejsze na starość to odłożyć sobie forse na pogrzeb...
    A jeszcze bardziej wkurzają mnie te pokazujące jak chłopiec prawie wpada pod samochód i słychać pytanie w stylu "czy na na pewno zapewniłeś bezpieczeństwo sobie i rodzinie" tak jak by wypłacenie 10, 20, 50 czy 100tys złotych miało w jakiś sposób zrekompensować śmierć dziecka pod kołami, albo opłacanie ubezpieczenia sprawić, że dziecko nie zginie.... nóż mi się w kieszeni otwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przypomniałaś mi!! Dokladnie te same odczucia mam, ale jak zaczynam pisać, to mi niektóre wspomnienia irytacji umykają :)). Może nastepnym razem :D.

      Usuń
  4. Lubię to. Królowę Matkę, nie reklamy, znaczy się

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej wkurzają mnie pasma reklamowe w radiach. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w radiu są emitowane zazwyczaj reklamy lekarstw - śmiem twierdzić, że 99,9% wszystkich reklam w radiu to właśnie reklamy lekarstw. Moje obserwacje opieram na tym, że jak już siadam za kierownicą samochodu to co najmniej na tak długo, żeby załapać się na jakieś trzy piosenki i pasmo reklamowe. Początkowo aż tak mi to nie przeszkadzało do momentu aż nie zaczęłam nucić tych głupkowatych melodii towarzyszących tym reklamom, albo - co gorsza nie zaczęłam mówić kwestii z wyprzedzeniem. I teraz jak już słyszę tylko w radiu: "Reklama" to od razu przełączam na inną stację - a mam w samochodzie tylko możliwość zakodowania trzech stacji, więc biada, jak akurat na każdej są reklamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbys miała dziesięć, to szansa na trafienie na reklamy w tym samym czasie byłaby identyczna. Nie wiem, może oni sie z gory umawiają, albo wszyscy zawsze puszczają, bo ja wiem, przed pełnymi godzinami? Co do lekarstw, to mnie w radio akurat ostatnio atakuje Borys Szyc i Cyfra plus, ale przedtem, owszem (żelazo dla przyszłych mamuś, magnez, i nade wszystko - Belissa, której nie mozna zastąpić :/...).

      Usuń
  6. A co powiesz na reklamy srodkow na potencje i wkurzajacy glos w tle "WWoooWWW... co z nim zrobiles?" BLllllllllllleeeeeeeeeeee

    OdpowiedzUsuń
  7. cudo! :) zapomniałam! dobrze, że przypominałaś! też padłam! ze śmiechu!!!! :D
    no i zabawne reklamy kabaretu Mumio :)
    ale wiesz co, żeby nie wiem jak była zabawna reklama, albo wqrwiająca, albo taka co jej nie rozumiem (tak, tak, coraz częściej mi się to zdarza) to żadna, ale to żadna nigdy, w całym moim ponad pięćdziesięcioletnim życiu nie zachęciła mnie do kupienia czegokolwiek.
    Jestem tu dzisiaj po raz pierwszy,ale nie ostani :)
    będę zaglądała z przyjemnością i ciekawością
    pozdrawiam
    Krysia13

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie skłoniły dwie - jedna stara Mentosów, i druga z mojego pierwszego wpisu o reklamach.
      Ciesze się, że sie podoba, zapraszam częściej :).

      Usuń
  8. :D świetne. A powiedz, zastanawiałaś się kiedyś dlaczego wszystkie pralki we wszystkich reklamach proszków piorą zawsze tylko JEDNĄ rzecz? przecież cholera by mnie wzięła jakby mi ktoś kazał włączyć pralkę dla jednego ciucha :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio w Vanishu dodatkowo oprócz prania jednej rzeczy tekst "Zwariowałaś? Cały wieczór mam marnować?" czy jakoś tak. Super, nie dość, że błyskotliwe te reklamy jak nie wiem co i takie zyciowe, to jeszcze uprzejme nad podziw...
      O, jakbym wszystkie, co mnie irytuja miała opisac, to bym musiala bloga tematycznego zalozyć i o każdej (prawie) pisać. Opisuje tylko te, co mnie szczegolenie zafrapowały, a i tak sporo tego...

      Usuń
  9. Z czasów niereklamowych pamiętam jeszcze rybki w akwarium (fascynujące!) oraz kulkę ze zmieniającymi się kolorami.
    Jak przerwa była dłuższa, to puszczali bardzo fajną rzecz - była taka seria filmików rysunkowych do muzyki klasycznej. Re-we-la-cja! Pamiętam Bolero, Prząśniczki, Jezioro łabędzie, ale było tego o wiele, wiele więcej. Ciekawe, czy jest gdzieś na jutubku...
    Ach i piękne, toporne, amatorskie reklamy z późnych lat 80-tych. Np. kampania społeczna zachęcająca do oszczędzania, występowała w niej rodzinka drewnianych ludzików ("Dziś oszczędzam w SKO, jutro w PKO!"). Albo "Sosy Billy w każdej chwili" i "Comindexu panierunek to dla zdrowia podarunek". Plansze zachęcające do wyłączania zbędnych żarówek i oszczędzania materiałów. Albo reklama jakiegoś kremu do golenia z udziałem Bońka - zapamiętałam ją, bo słyszałam już wcześniej o gwiazdach występujących w reklamach, wtedy po raz pierwszy zobaczyłam coś takiego i byłam zdumiona, jak to? jak ludzie mogą w to uwierzyć, niemożliwe! Otóż rzecz cała polegała na tym, że najpierw pokazano ten krem, a potem Bońka złapanego gdzieś w tłumie ludzi, na jakimś lotnisku chyba, który gdzieś w przelocie, spiesząc się, rzuca do kamery "Tak, ja też używam kremu X!". Całość aż waliła po oczach pośpiechem i przypadkowością.
    Albo pierwsze reklamy komputerów... Ktoś pamięta chłopa w kufajce i z kozą na łańcuchu? Chciał poderwać elegancką damę, ale powiedziano mu, ze ona leci tylko na takich, co mają komputery. Udał się więc do kumpla na targ, do budki z napisem WAŻYWA, by komputer nabyć. Kumpel oczywiście miał towar na składzie, wyciąga klawiaturę i siekierkę - "cały, czy porąbać?". Na koniec chłop zasuwa z damulką pod rękę, pani trzyma łańcuch od kozy, idą w stronę kamery i całują się - z twarzami zasłoniętymi klawiaturą, jak w ludowych tańcach kapeluszem :)
    Hm, chyba czas antenowy był wtedy tani...
    Albo reklamy produktów, które generalnie nie miały prawa mieć wówczas w Polsce zbytu - np. tabletek do zmywarek w czasach, gdy zmywarka była urządzeniem praktycznie u nas nieznanym.
    Albo straszliwe kalki z obcych języków - "Salon szampon i odżywka w jednym", czy "To wie się, co się ma".
    Mój pierwszy prefeministyczny, powiedziałabym, oburz, na widok niemieckich Hausfrauen, dla których tragedią życiową jest plama z sosu na koszuli męża, a sukcesem życiowym jej wypranie w jakimś Vizirze.
    I tak dalej, ech, nostalgia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklama telewizji satelitarnej, tego powiewu wielkiego swiata i całkowitej nowości: "Nic nie widzę! Nic nie widzę! - I nie zobaczysz, póki nie kupisz zestawu do odbioru telewizji satelitarnej, Gdańsk, ulica Koszykowa 40!" - do dziś tak w mojej rodzinie odpowiadamy, jak ktos mówi "Nie widzę!"...

      Usuń
    2. ...zestawu do odbioru telewizji satelitarnej firmy ARKON!
      Ach, zapomniałam jeszcze o kultowym "Oferta ZREMB-u zawsze na czasie!".

      Usuń
    3. Zawsze to sobie mimowolnie w myslach powtarzam, jak stoję u mojej matki przed windą i czekam, aż przyjedzie, a przed oczami mam nazwę firmy... ;)

      Usuń