poniedziałek, 6 lutego 2012

Filmowe idiotyzmy małe i duże.

Królowa Matka oglądała w sobotę "Armageddon" i już w chwili, gdy zobaczyła drobne odłamki asteroidy spadające centralnie na Paryż i taki na przykład Berlin, nie zaś na Lengenfeld unter Stein ani inne Chaumont-sur-Tharonne, jak tylko ujrzała zbieraninę niedocenianych geniuszy, od drobnej kobiety do puszystego pyknika, od nerwowego chudziny do postawnego przystojniaka (nie mających żadnego pojęcia o lotach w kosmos, ale to jest mało istotny szczegół przecież), na których natychmiast znalazły się kombinezony astronautów w stosownych rozmiarach, gdy stwierdziła, że po puszczeniu wszystkich scen "slow motion" w normalnym tempie film byłby z godzinę krótszy, a już zupełnie gdy ujrzała ciemny lud - Hindusów, wszystkich jak jeden w turbanach, muzułmanów w dżelabach, i prostych Amerykanów z hamburgerami, wszystkich, ale to absolutnie wszystkich zgromadzonych nie na tle pustyni, oazy, ubogiego miasteczka w wyjątkowo zapadłej części amerykańskiego Południa, przyjemnych domków klasy średniej, ale na tle zabytków klasy "0" (Taj Mahal, Czarnego Kamienia w Al-Kaabie, restauracji McDonaldsa ;)) i wsłuchujących się z napięciem w orędzie Prezydenta Stanów Zjednoczonych, otóż już wtedy Królowa Matka wiedziała, że ta notatka po prostu musi powstać.

Notka o największych, a z uporem maniaka powtarzanych w filmach wszystkich klas, od A do Z, idiotyzmach i kliszach.

Królowa Matka zacznie od swojego ukochanego idiotyzmu, który co prawda w "Armageddonie" nie występuje (ale mógłby! dla każdego idiotyzmu byłoby tam miejsce, jakże skandalicznie zignorowane przez reżysera!), no ale ulubieńcom należą się fory - oto mamy parę po randce. Z reguły on ją odprowadza do domu i pod jej drzwiami oboje uświadamiają sobie, że za nic nie zdławią przepełniających ich chuci, rzucają się na siebie i wpadają do wnętrza uprawiać spontaniczny seks. Następnie mamy ujęcie tegoż wnętrza, wokół wala się odzież sugerująca zrywanie jej w szale namiętności, oni uprawiają ten seks,  np. w wannie (jakże często z pianą, nieprawda), a naokoło stoi ze 300 zapalonych świec...

Dżentelmen zapraszający kobietę na własnymi rączkami sporządzoną kolację z obiecującym: "Przygotuję moja specjalność" na ustach zawsze robi spaghetti. Zawsze, ale to zawsze.

Uwięzieni przez przebiegłego Złego, Rozwiązujący Porażający I Wstrząsający Podstawami Demokracji Rządowy Sekret Bohaterowie czasem spędzają i parę dni związani/ przykuci do ściany/ uwięzieni w katakumbie/ przyspawani łańcuchami do krzesła, przyspawanego do podłoża stanowiącego litą skałę, po czym, gdy już  uwolnią się sami nadludzkim wysiłkiem, wstają z krzesła/  łóżka/ odrywają się od ściany pomięci, ale czyściutcy. Potrzeb fizjologicznych najwyraźniej nie mają, nigdy też nie drętwieją im nogi i ręce, a jeśli, to je rozetrą i rzucają się w pogoń albo do ucieczki.

Można też zauważyć, że gdy Bohater cudem odnajdzie po ciemku w nieznanym pomieszczeniu ukryty kluczyk do kajdanek (rozmiaru, powiedzmy, pół centymetra), którymi jest skrępowany (względnie, gdy ukradnie sprytnie taki kluczyk wrednie rechoczącemu Złemu w chwili jego nieuwagi spowodowanej rechotaniem), to zawsze w trakcie uwalniania się upuszcza go na ziemię centymetr poza zasięgiem rąk. Następnie ręce wydłużają mu się w cudowny sposób (albo lita skała, do której przyspawano krzesełko okazuje się nie taka lita), by po osiągnięciu kluczyka ręce wróciły do normalnej długości, lub skała do poprzedniej litości.

Jak ktoś dzwoni do bohatera i mówi: "Oglądałeś wiadomości?", bohater włącza TV i natychmiast trafia na intersującą go wiadomość. Facet może mieć 150 kanałów, ale w TV od razu trafia nie tylko na wiadomości na dowolnym kanale, ale na początek tej właśnie wiadomości, która go interesuje. Wariacją na temat powyższego jest bohater, który wchodzi do baru nabyć kawę i pączka, i słyszy wiadomość w TV, który jest przypadkiem nastawiony na stosowny kanał i wszyscy, zamiast w aktualne mistrzostwa NBA albo futbolu amerykańskiego wpatrzeni są w ichnie TVN24. Ta druga wersja obowiązuje zwlaszcza, gdy bohater jest poszukiwanym, a niewinnym, uciekinierem z kazamatu, za którym rozsyłany jest list gończy.

Jeśli spada na Ziemię statek Obcych, nigdy, przenigdy nie trafia w wodę, która pokrywa nasz glob w 70 procentach. Nie spada na Saharę. Nie spada na bezmiary Syberii. Nie spada na pustynię Synaj, nie spada w Azji, nie spada w Europie, o ominiętej ze wzgardą Australii nie ma w ogóle co wspominać. On zawsze trafia centralnie w środek pustyni Nevada (a potem wyłażą z niego Obcy, którzy mówią po angielsku albo przynajmniej mają translatory).

Potem ci Obcy okazują sie przepełnieni złowrogimi zamiarami i trzeba ratować przed nimi świat. Normą jest, że świat ratuje team w składzie:  czarnoskóry, niezbędnie potrzebny do ginięcia (w jednym z amerykańskich filmów padło zdanie: "Czarny zawsze ginie pierwszy!". Królowa Matka i Pan Małżonek zaczęli to sprawdzać i wiesz co, Drogi Pamiętniku? To prawda! Filmy, gdzie czarny nie ginie pierwszy są tak rzadkie, że teraz sobie Królowa Matka żadnego tytułu przypomnieć nie może), Żyd i dziwak typu nawiedzony naukowiec (najczęściej wylany na pysk z pracy przez lekceważących/ nie umiejacych docenić geniuszu/ zawistnych przełożonych), średnia wieku - góra 27 lat. Obecnie polityczna poprawność sprawia, że do zestawu obowiązkowego dodaje się kobietę (o ile to nie ona jest czarnoskóra, wtedy mamy dwa w jednym. Ale ona nie ginie. Za to ma lat 23 ;-)). Nigdy natomiast nie ma w nim Azjaty.

W filmach akcji opiewających Wielkie Akcje Ratowania Świata i Demokracji, w kwaterze głównej USA jest zawsze pełno monitorów i spoconych facetów w białych koszulach z podwiniętymi mankietami i ze słuchawkami na uszach. Zaś na jednym, głównym monitorze jest wyświetlona mapa świata, na  której to mapie nie ma zazwyczaj żadnych wykresów ani liczb, za to jest na niej pełno migających swiatełek oznaczających największe miasta (czasem połączone czerwonymi liniami), przypuszczalnie po to, aby
Amerykańscy Stratedzy wiedzieli, gdzie leży Londyn, Paryż, Moskwa, Rzym, Berlin i Tokio. Oczywiście, tylko te miasta są zazwyczaj zagrożone i te się tylko liczą. Czy zauważyłeś, Drogi Czytelniku, jak łatwo jest przeoczyć Australię? Doprawdy, gdyby nie Opera W Sidney Australia unikałaby wielkich kataklizmów/ wojen/ ataków Obcych/ ataków terrorystycznych, normalnie najbezpieczniejsze miejsce na świecie!

Gdy Zły Bohater już leży, powalony ciosem w potylicę/ serią z cekaemu/ dwutonowym ciężarkiem spadającym mu na głowę, ZAWSZE wstanie w chwili, gdy uchetany Dobry Bohater odwróci się do niego plecami, i będzie próbował zadać ostateczny cios (z reguły głośno przy tym wrzeszcząc), lub, jak już nie ma siły wstać, to chociaż za noge złapie nim skona.

Bohaterka ratująca świat, zazwyczaj z jakimś wybuchem, płonącą halą, albo walącym się budynkiem w tle, ma zawsze rozpuszczone włosy. Bez względu na to czym się zajmuje (jest strażakiem, lekarzem, który musi operować w leśnej głuszy za jedyne narzędzie mając nóż-finkę i prymitywne ostrza z krzemienia wyciosane przez Tubylców, łapie przestępców, ściga huragany) nigdy tych włosów nie związuje. I potem, na przykład, wynosi dziecię z płonącego budynku, włosy powiewają jej wokół twarzy i nie ma mowy, żeby się zapaliły.
 
Brzydka kobieta to ta, która ma okulary. Gdy je zdejmuje, pięknieje w nadprzyrodzony sposób i nie poznaje jej nawet serdeczny przyjaciel, który się w niej kochał od przedszkola, ale zawsze wiedział, że nie ma szans, bo też nosi okulary i ma piątkę z matematyki (w zupełnym przeciwieństwie do pięknego, choć prostego w obejściu, Kapitana Drużyny Sportowej).

(Niech ktoś powstrzyma Królową Matkę, bo jak się w temacie rozpędzi to może tak dlugo, i zaraz post będzie miał dziesięć tysięcy znaków, a nie wie, czy tak w ogóle można! Nie mówiąc o tym, kto to przeczyta!!!!).

Zjawisko, które ma stuprocentową sprawdzalność w kryminałach klasy B, i siedemdziesięciopięcioprocentową w filmach klasy A - mordercą jest zawsze mąż/żona lub najlepszy przyjaciel/najlepsza przyjaciółka (ale najpierw pada podejrzenie na męża/żonę). Z tego powodu oglądanie kryminałów stało się dla Królowej Matki nudne, bo co to za sens, jak sie w piątej minucie filmu zna wynik ;-)...

Jesli w filmie amerykańskim występuje Rosjanin, zawsze mówi on z twardym akcentem, i PRZENIGDY nie potrafi wymówić swojego imienia. No i nic dziwnego, bo nie nazywa się on Igor czy Iwan (co prawdopodobnie jest jakoś tam wymawialne dla amerykańskich aktorów) ale zawsze jakoś fajnie, Siergiej Gregorijewicz na przykład, albo Dymitr Sergiejewicz, i potem rzęzi taki biedak na ekranie "My name is Serghjiej Sta-ni-sla-wo...wycz..."...

Inna rzecz, że  taki obcokrajowiec ZAWSZE mówi idealnie po angielsku, tzn. może i ma zabawny akcent, ale nigdy nie zapomni jakiegoś słówka nawet jak rozmawia o super rzadkiej chorobie, 15-etapowej reakcji chemicznej, omawia bezprecedensową operację na otwartym mózgu czy dokładną budowę jakieś maszyny, gdzie wymienia nazwę każdej pojedynczej części. Jeszcze inna rzecz, że zasada nie dotyczy mieszkańców Europy Wschodniej, porywających autobus/ przechwytujących broń masowego rażenia/ podkładających bombę/  będących przemycanymi w bagażniku ciężarówki/,  którzy jak wiadomo nie mówią po angielsku. Niektórzy mówią w ogóle tylko w takich językach, których nikt nie zna, z nimi włącznie...

Polacy też mówią z zadziwiającym akcentem, żaden ze znajomych Królowej Matki nie ma takiego.

Jak jest pokazywana Polska, obowiązkowo zaliczymy chłopską furę powożoną przez chłopa w przepasanej krajką koszulinie obciętego "na garnek".

W wielkim domu w nocy jak coś stuknie/ puknie/ skrzypnie oczywiście w piwnicy (lub na strychu), bohater (a najczęściej bohaterka) schodzi po strasznych schodach do tej strasznej piwnicy (wchodzi na ten straszny strych), oczywiście po ciemku, bo światło albo nie działa (wtedy często trzyma w drżącej dłoni chyboczącą się świecę, bo latarek w filmach jeszcze nie wynaleziono), albo jakoś nie przychodzi nikomu do głowy, żeby je zapalić. Zawsze i wszędzie, prześladowani przez morderców-psychopatów chodzą sprawdzać do piwnicy (na strych) każdy chrobot. Jeśli prześladowanych jest większa grupa i padnie hasło "Nie rozdzielajmy się!" można żywić niezachwianą pewność, że w ciągu następnych pięciu minut wszyscy bohaterowie znajdą się sami w różnych pomieszczeniach (i nie dlatego, że każdy uda się do toalety, o, nie, zwykle dlatego, że usłyszy dziwne hałasy i pójdzie je sprawdzić).

Nieśmiertelny konflikt pomiędzy bohaterami filmu  zaczyna się tak - najczęściej Dobry nie wykonał rozkazu Złego, który był jego dowódcą podczas wojny/ w IRA/ w grupie terrorystycznej, w której działał Dobry, gdy był młody, głupi i zmanipulowany. Zły w cywilu natychmiast staje się przywódcą kartelu narkotykowego/ bandy/ mafii, a Dobry zakłada rodzinę, ma blond córeczkę z lokami, synka-urwisa i labradora, i pracuje jako jedyny w kraju specjalista "do spraw". Wyrównanie rachunków następuje w momencie, kiedy Zły planuje Wielki Atak Na Cały Świat i zawsze, po prostu zawsze robi przy pomocy tej dziedziny, w której Dobry jest specjalistą. Jakże często jedynym.

Samochód po upadku w przepaść zawsze wybucha i to kilka razy, tak jakby miał kilka zbiorników z paliwem.

Jeśli bohater tkwiący beznadziejnie w okopie pod ostrzałem nieprzyjaciela/ na sześćdziesiątym piątym piętrze wieżowca opanowanego przez terrorystów/ w atomowej łodzi podwodnej zagrożonej awarią/ pokaże komuś zdjęcie żony lub narzeczonej zostało mu góra jakieś 10 minut życia.

Jeśli Bohater jest naprawdę, ale to naprawdę, do głębi trzewi, NAPRAWDĘ Złym Człowiekiem, zanim uśmierci Dobrego Bohatera (którego uprzednio przez trzy filmowe godziny śledził był, zwabiał w pułapkę, uwiężał za pomocą wymyślnych narzędzi i osobistych, perfidnych wynalazków) opowie mu w szczegółach, co nim powodowało i jakim sposobem udało mu się osiągnąć cel, co pozwoli Dobremu Bohaterowi obmyślić Szczwany Plan Ratunku.

Bohater mówi: "Ach, muszę zadzwonić do Marka!", po czym dobywa telefonu i bez chwili zastanowienia wystukuje piętnastocyfrowy numer. Który pamięta. Nie widział Marka dwa lata, nie są serdecznie zaprzyjaźnieni, pomieniali się numerami na jakiejś konferencji z dziedziny, która przypadkiem okazuje się niezbędna dla ratowania świata, ale wystukuje numer z niezachwianą pewnością, i, co więcej, Mark natychmiast odbiera, tak w połowie pierwszego sygnału.

Zupełnie inaczej jest, gdy Bohater musi ostrzec Marka przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Wtedy telefon dzwoni, dzwoni, dzwoni, a my obserwujemy ze zgrozą Marka biorącego niefrasobliwie prysznic i telefon, dzwoniący rozpaczliwie a daremnie w kieszeni beztrosko odwieszonej na krześle w sypialni marynarki...

A teraz Królowa Matka, uświadomiwszy sobie, że mogłaby tak do rana, zrobi sobie przerwę...

... do obejrzenia "Góry Dantego" Na przykład :D.

45 komentarzy:

  1. Bo Królowa Matka jest za inteligentna i zbyt wnikliwie ogląda filmy klasy B i C:)) Na dodatek, jako filmoznawca z wykształcenia, muszę powiedzieć, że Królowa Matka ma rację w 100%!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez, Bello, "Armageddon" filmem klasy B?!!! No co też ty!

      A powaznie, uważam, że nie ma nic lepszego, niz obejrzenie filmu klasy B, albo i C lub D w towarzystwie odpowiedniej osoby, która tez wyłapuje to i owo, i tez sie dobrze bawi :))).

      Usuń
  2. Tak, tak i tak!
    I jeszcze jak rozmawiają przez telefon i jeden akurat jest w połowie monologu, a tego drugiego szlag trafi, to ten pierwszy od razu wie! i mówi "halo, halo, jesteś tam? co się stało?", mimo że ten szlagiem trafiony nawet nie jęknął ani się nie rozłączył.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Udało mi się opublikować komentarz. Już przedwczoraj chciałam, napisałam sążnisty, nacisnęłam publikuj i nic się nie działo. Potroiłam czynność i z niepokojem czekałam na trzy komentarze, a tu nic. A dziś (po wpisaniu maksymalnie krótkiego acz słusznego komentarza) mym oczom ukazał się KOD do wpisania i już wiedziałam, że szczęście jest blisko).
    Po tym przydługim wstępie chciałam się (krótko) przedstawić: Ania, lat 44, dwie (dorosłe - 19 i 22 lata) córki, redaktorka. Przeczytałam cały twój blog i jestem zachwycona. Będę Cię często odwiedzać i czasem coś napiszę, jeśli nie masz nic przeciwko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, i nie, nie bede miala nic naprzeciwko, żebyś odwiedzała i komentowała :)). Im więcej czytelników, tym lepiej, nie mam wrażenia, że pisze w taką internetowa próżnię, isto jak ta, z której w "Armageddonie" nadleciała asteroida... :)

      Usuń
  4. Przypomnialas mi porady dla Zlych http://www.eviloverlord.com/lists/overlord.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyświetla mi "Page not found"!!! A intuicyjnie tak czuję, że byłoby co poczytać :D!!!

      Usuń
  5. Przeczytałam każdą literkę, dziwując się przenikliwością Królowej Matki. Nie czuję się jednakże dość kompetentna, by to merytorycznie skomentować.

    Świetny tekst, ubawiłam się po pachy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mało "dobrych" filmów, ot, co ;D!

      Usuń
  6. Królowa Matka trzyma poziom. Niesamowite są Twoje teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. rozkladasz mnie na lopatki :) A spostrzezenia sa naprawde trafione w 10 :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Napisałam piękny komentarz i mi się wywalił. Czuję się zraniona. Ale do ad remu. Jesteś bezlitosna. Teraz nie będę mogła obejrzeć żadnego porządnego filmu typu Pojutrze albo Armaggedon, żeby nie szukać "prawidłowości by Anutek". Zła kobieta:-)A tak w ogóle (tonem kłótliwym) to nie masz racji. Bo ludzie się przyzwyczajają do pewnych rytuałów. I ja na przykład, oglądając horror o mordercy i cycatej blondynie, słusznie oczekuję, że wybiegnie ona z ciepłego i bezpiecznego domu prosto w ciemny las, gdzie czeka rzeźnik z siekierą. I jestem bardzo rozczarowana, kiedy scenarzyści przyjmą inną drogę rozumowania:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie slusznie... no, dobra, odstępstwa od oryginalności w horrorach moge darować, to jednak chciałabym, by tę asteroide rozbijał czasem team w nieco innym składzie :DDD.

      Usuń
  9. Uprzejmie proszę o ostrzeżenie na początku tekstu , że czytanie grozi wybuchami śmiechu - zwłaszcza gdy czytelniczka siedzi przed komputerem w pracy :-) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to POWAŻNY tekst jest! Porusza zywotne problemy ogladacza przebojów kinowych ;D!!

      Usuń
  10. Kiedy zbrodzień samochodem goni nocą samotną kobietę - najczęściej onaż ucieka środkiem drogi, po której to obu stronach rośnie gęsty las. I ma stosownie wysokie szpilki. Kobieta, nie droga:D
    I jeżeli, kobieta ( inna kobieta, bo tamta nadal ucieka środkiem drogi) ratuje z: pożaru domu, płonącego samochodu, trzęsienia ziemi, walącego się wieżowca i przeciekającego kajaka rosłego jak dąb chłopa - stosownych manipulacji dokonuje też obuta w szpilki.
    Szpilki w filmie zrozumiałam jeden raz. W " Sublokatorce" pani ujęła bucik i walnęła pana w oko. Akurat w tym wypadku niesprawiedliwie, ale co tam!:)

    jeżeli by kto pytał, to ja postuluję: pisz do rana, ja tu mogę kilometrami!:)
    p_l

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze z donosem przyszłam, względem zamieszczania komentarzy:D
      rozumiem, że blogspot w trosce o właścicieli blogów utrudnia kodami spamerom życie, ale uważam, że pokazywanie samych czubeczków wymyślnie wygiętych literek kodu to już lekka przesada!:D
      ( od trzech dni tak się wyświetla):)
      p_l

      Usuń
    2. NO, właśnie cos blogspot ostatnio utrudnia, zauważyłam.

      I NIE PODPUSZCZAJ MNIE jakimiś paniami w szpilkach, bo mi się zaraz zaczyna przypominać to, o czym wczoraj zapomniałam wspomnieć i paluszki mnie swierzbią, żeby dodać, i naprawdę, kto by to czytal (poza tobą, deklaratywnie ;P)!

      Usuń
    3. Ja fanka seriali kryminalnych (dobra odrobinę uzależniona aczkolwiek z braku czasu na odwyku) już dawno jestem pod wrażeniem agentek FBI wyruszających w szpilkach na każdą akcje:D Kamizelka kuloodporna, pistolet i 10-15cm szpile po kamieniach, błocie, żwirku i czym tam jeszcze DAWAJ za przestępcą:D ja się w biegu na autobus zabijam ale one pewnie trening pod tym kontem przeszły:D

      Usuń
    4. "kątem" sorry;)

      Usuń
    5. I pod kątem perfekcyjnego makijazu, i pod kątem takiej fryzury, jakiej ja w zyciu nie miałam, nawet na własnym slubie, i pod kątem pobrudzenia się na podczas akcji tak trochę, na policzku, żeby uraku nie tracić...

      Ale seriale rządzą się trochę innymi prawami jednak i więcej im wybaczam :).

      Usuń
  11. Phi, nic nie przebije "treningu pod katem" superprodukcji "DNA" gdzie bohaterka nie boi sie podrozy przez dzungle bo miala trening na symulatorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BezdzietnaPatologia8 lutego 2012 01:05

      Przebijam! Trening w Majtrixie ;)))) wystarczy jedna pigulka i odpowiednia dyskietka w musk, a juz umiesz kung fu i bieganie po scianach :)

      Usuń
    2. Dla mnie nic nie przebije symulatora dzungli, tym bardziej ze to bylo przed era rzeczywistosci wirtualnej. Za cholere nie moge sobie wyobrazic jak taki symulator mialby wygladac, jak szklarnia w formie pierscienia?

      Usuń
    3. Matrix się nie liczy :))). Tam jest irytujaca glupota na głupocie moim zdaniem (tak!!! przyznam się!!! ja z tych, do ktorych głębia dzieła nie dociera!!!), ale to nie jest film pretendujący do bycia realistycznym, więc w sumie wszystko w nim wolno.
      Melmire, ja mam coś, co moim zdaniem przebija, ale nie wiem, czy tego smakowicie nie zachowac na następną filmowa notkę ;DDD...

      Usuń
  12. Jeszcze, jeszcze.....!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kiedyś na peno bedzie "jeszcze", jak mi TVP podrzuci inspirację w postaci "Hitu na sobotę" :D.

      Usuń
  13. BezdzietnaPatologia8 lutego 2012 01:02

    ACHHHH :))))
    Od lat ulubionna rozrywka mej siostry i mnie to ogladanie filmidel tak bardzo holywódzkich az szczeki bola i CZEPIANIE sie z rozkosza kazdej nieprawidlowosci :)))
    A te prawidlowosci, schematy, sztampy itd. to sie tropes nazywajO ponoc. Na necie strony o prawidlowosciach filmowych nie sa tak zorganizowane, jak slynna strona o serialowych (ale tam tez mozna znalezc wiele o filmach) http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/Film

    A do ogladania szczególnie, o szczególnie polecam gniot nad gnioty "2012" --- najbardziej idiotyczny film akcji jaki widzialam od lat. Rechotalam i kwiczalam od poczatku do konca... oto zue NEUTRINY frunace ze slonca (w odróznieniu od DOBRYCH neutrinów:)) zaczynaja wnikac w Ziemie (chociaz i tak to robia) i PODGRZEWAC tam WODE.. znajdujaca sie w obfitych ilosciach wszedzie... co powoduje TSUNAMI tu i ówdzie na wierzchu ;D oraz spektakularne wybuchy WULKANÒW. Oczywiscie wszystko zaczyna sie od parku Yellowstone, gdzie uaktywnia sie wygasly dawno wulkan, wulkan smierci - przez ktory wstrzas ziemi dociera oczywiscie przez 2 stany az do Los Angeles, gdzie mieszka nasz biedny, skrzywdzony rozwodnik i nieudacznik, ale troche slawny pisarz,
    bohater John Cusak. Wulkan puszcza tez gigantyczna chmure popielatej smierci która frunie przez wszystkie stany na wschód, az dociera do Waszyngtonu stolecznego (tam prezydent ciemnoskóry, czyli film bardzo nowatorski - ale zgadnij co sie dzieje z takim). Jest tez mloda piekna córka prezydenta, sa romanse, sa prymitywne Ruskie, sa zli bogaci wladajacy swiatem, dobrzy sredniozamozni, sa trzy arki majace ratowac ludzkosc w Azji, sa gigantyczne tsunami wszedzie, L.A. odlamuje sie i wpada do morza, bohater tuz przed odlamaniem salwuje sie malym samolocikiem z L.A. wprost do Himalajów, jest motyw przenoszenia zwierzat do arki, moc uciech i wzruszen i wybuchów..
    Ach slów szkoda, MUSISZ to ogladnac :)

    OdpowiedzUsuń
  14. no i od wczoraj już oglądam wszystko "pod kątem". Jestem podejrzliwa. Szukam dziur w całym. Roztrząsam. Wyśmiewam się. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś wypaczona! Oto skutek niewlasciwych lektur ;D!

      Usuń
    2. Wypaczaj mnie dalej! :))) Poddaję się z chęcią ;)

      Usuń
  15. Dawaj dalej, ja moge pasjami czytac (i ogladac wylapujac niedorzecznosci). Ale my jestesmy wypaczone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd, zupelnie normalne, zupełniusio :D.

      Usuń
  16. SUPER trafne! I super! ;-)
    Dodałabym do tego jeszcze, że większość (jeśli nie każdy) numer telefonu, który /zapisują/pod który dzwonią/dyktują komuś bohaterowie zaczyna się: fajf-fajf-fajf (5-5-5 ...) oraz, że zawsze, zawsze i absolutnie ZAWSZE bohaterami, na których ciąży obowiązek ratowania świata są Amerykanie! Jeśli było w Twoim tekście i się pogubiłam (hihi) to sorki.
    Jak mi się jeszcze coś przypomni to dopiszę ;-)) [to obietnica i groźba]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o fajf-fajf-fajf, to ma to uzasadnienie.
      Przed erą fajf fajf fajf zdarzało się, że na ekranie padał czyjś prawdziwy numer telefonu, na który później telewidzowie dla jaj dzwonili powodując zrozumiałe wkurzenie właściciela. Kończyło się to, jak to w Ameryce, procesami i narażało wytwórnie filmowe na duże odszkodowania. Wytwórnie zawarły więc deal z telefoniami w USA, za odpowiednią opłatą oczywiście, że te nie będą przydzielać numerów telefonów zaczynających się od trzech piątek - te pozostały już tylko na potrzeby filmu :)

      Usuń
  17. Z absurdów dodajmy jeszcze, że Dobry Geniusz ostrzega świat przed katastrofą, ale nikt mu nie wierzy. Eewentualnie nie zgadza się na ujawnienie zagrożenia, żeby sponsorzy się nie wycofali.

    OdpowiedzUsuń
  18. Najbardziej to mi się podoba, jak bohaterowie-kobiety w trakcie jakiejś misji, albo czegokolwiek innego, odcięte od cywilizacji, spędzają tygodnie i miesiące, a nogi i pachy mają idealnie wydepilowane przez cały film. Jedyny film mi znany, w którym od tego faktycznie się odeszło, to "Lektor", gdzie Kate Winslet mogła pochwalić się sporym owłosieniem zapuszczonym na potrzeby tegoż filmu, co z kolei nie miało związku z odcięciem od cywilizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterki średniowieczne też są. Oraz mają bielutkie, równe zęby. A niektóre makijaż tak perfekcyjny, jakiego ja nigdy miec nie bedę ;D.

      Usuń
    2. A "Zagubionych" widziały?!?!?! Siedzą rozbitkowie na wyspie miesiącami - na to, że się im jedyne obcisłe dżinsy nie wytrą w kroku, to jeszcze mogę przymknąć oko (z wiarygodnych źródeł słyszałam, że podobno jakość amerykańskich dżinsów przewyższa naszą). Ale że dowolna pani zrzuciwszy dżinsy pod spodem ma ponętne bikini i ani grama włosków na ciele - to już dajcie spokój!!

      A co wy na to: film o wirusach, chorobach, katastrofach etc. - facet-spec ma między 30. a 40., często 40+ i 50+, może być brzydki, chamski, uroczy, piękny. Nie ma znaczenia!! Kobieta - najlepszy spec (domyślnie na świecie) w tym stanie nie ma prawa przekroczyć 30., ma oczywiście zrobiony doktorat i kilka lat zabójczo szybkiej kariery w kilku najważniejszych instytucjach. Oczywiście jest śliczna, pewna siebie, najczęściej z lekką anoreksją.

      Usuń
    3. Nie oglądalam "Zaginionych" wlasnie z tych powodów, przerastały mnie te gladkie osoby po katastrofie lotniczej ;))).
      Co do speców w filmach katastroficznych - pełana zgoda, tez to zauważyłam. I jeszcze spec ma zawsze trudną sytuację rodzinną, obowiązkowo :D.

      Usuń
  19. Królowo! Zapewne znasz, ale... Umberto Eco tak pięknie napisał "Jak być Indianinem" (co bardzo pasuje do Twojego tekstu):
    http://homer_m.republika.pl/eco.htm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rzeczywiscie czytałam to wieki temu!!! Piekne, dzięki za przypomnienie. "Nie zważając na brak strzemion, zaplątać jakoś nogi w uprząż, żeby koń mógł możliwie najdłużej wlec Indianina, który zostanie trafiony". :DD "Oddając strzał z daleka, stanąć na jakimś wierzchołku, żeby być doskonale widocznym i móc następnie runąć do przodu, roztrzaskując się o skały." :DDDD Musimy ogladac podobne filmy ;D.

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Będzie więcej, będzie, tym razem konkrety będą, na przykaldach :). Materiały zbieram :D.

      Usuń