niedziela, 3 września 2017

Przy końcu wakacji nostalgicznie o wakacjach

Podejrzewa Królowa Matka, że uczucie to zna i podziela większość rodziców.

Ten początek wakacji to wcale nie jest taki wyczekiwany.

Z jednej strony tak, oczywiście, ach, już by się odpoczęło na tych plażach, wśród tych lasów, albo nawet, w razie niepogody, na tej werandzie pod kocykiem z dobrą książką w ręku i herbatą pod ręką, ale z drugiej rok szkolny jest taki ułożony. Oswojony tak, że z zamkniętymi oczami, mechanicznie można wykonywać przypisane mu czynności. Poniedziałek, ten do szkoły o tej godzinie, ten o tej, Pompony odprowadzić, dziś przyprowadza babcia, Starszy wraca ze szkoły o tej, robi lekcje, Młodszy o tej, nie robi, bo przyjeżdża z pracy Pan Małżonek i jedziemy w Dzicz, Młodszy lekcje, Starszy ma czas wolny, Pompony ćwiczą logopedycznie. I tak codziennie, odprowadzić, przyprowadzić, na obiad, zakupy, wywiadówka, dentysta, kółko szachowe, występy w przedszkolu, weekend, ufff.

Potem nadchodzą wakacje i cały plan się rypie, ma człowiek kochane dzieciątka na głowie 24 godziny na dobę, zakupy trzeba robić z wyprzedzeniem, pakować przed wyjazdem na Mazury, rozpakowywać, opanowywać zarzewia konfliktu, zmagać się z codziennością i setką atakujących z czterech stron świata "maaaaamo-aaa-on"-ów oraz nieobecnością Pana Małżonka (którego urlop wynosi 14 dni, i ani chwili więcej) do godziny osiemnastej każdego dnia. Rany koguta, myśli człowiek rasy Królowa Matka, jak ja sobie poradzę, w końcu jednak uduszę któreś albo porzucę wszystkie i ciekawe, czy mają jakieś moje aktualne zdjęcie, żeby je moc pokazać w TV w programie "Ktokolwiek widział..." albo w TVN24.

A gdy tylko wszystko ułoży się i uklepie, wszyscy wejdą w wakacyjny rytm, Pan Małżonek przyzwyczai się do tego, że może trochę dłużej pospać rano i nie musi wracać galopem po pracy do domu, Królowa Matka oswoi leniwe, przyjemne poranki ze śniadaniem, które raz robi ona, raz któryś ze starszych Potomków (najczęściej, bądźmy boleśnie szczerzy, ten Młodszy), spacery po lesie, wyprawy nad jezioro, podlewanie ogródka, wieczorne długie Polaków rozmowy na werandzie podczas gdy Potomki roznoszą ogródek i okolice w proch i pył, i te zakupy z tygodniowym planowaniem, i spontaniczne wieczorne wyprawy do miasta, gdy się to wszystko oswoi i polubi, nagle bum! Nadchodzi początek roku szkolnego i staje się twarzą w twarz z pełną popłochu myślą: "Rany boskie, cztery plany lekcji, zajęcia dodatkowe, przywieźć-odwieźć, dom ogarnąć, wszystko według grafiku, jak ja sobie poradzę?! A TAK BYŁO DOBRZE!!!".

Zwłaszcza, że rzeczywiście było. I po raz pierwszy (!!!) w życiu w głowie zimnolubnej, kochającej jesień, swetry, szale, długie wieczory, babie lato i październik Królowej Matki pojawiła się myśl, że jest jej szkoda tego mijającego lata, i szkoda jej, że ono nigdy już nie wróci.

W dodatku najwyraźniej spędzała to lato w jakiejś zupełnie innej Polsce niż jej znajomi z Facebooka, którym bez przerwy było za zimno, albo za gorąco, albo lał się na nich deszcz. Poza jednym dniem na Mazurach, gdy to pogoda zmieniała się - dosłownie - co kwadrans, i po czwartej próbie pójścia na spacer rodzina Królowej Matki zrezygnowała z wysiłków, złapana po raz kolejny przez dziką ulewę, która zmieniała się w promienne słońce w chwili, gdy wszyscy, przemoczeni do nitki i z wodą chlupoczącą w kaloszach dopadali domu (bo ten dzień, gdy krajobraz do południa składał się ze ściany deszczu się nie liczy, wszak w południe się rozpogodziło i można było iść na jagody, skąd się wróciło szczęśliwym i uświnionym jak nieboskie stworzenie). I jeszcze poza tym drugim, a w zasadzie poza nocą, gdy nad Polską przechodziła ta potworna wichura, prąd w Domu w Dziczy zrobił "pyk!" i zgasł w kwadrans po tym, gdy Dzieciomtka posnęły kamiennym snem, co zaoszczędziło troski chociaż o nie Królowej Matce i Panu Małżonkowi, wycierającym w drżącym świetle świec oraz nieustającym (dosłownie, pierwszy raz w życiu coś takiego Królowa Matka widziała, blask na niebie, bez chwili przerwy) świetle błyskawic wodę wlewającą się przez komin, wywietrzniki i strumieniem cieknącą po ścianach, podczas gdy na posesjach sąsiadów, akurat nieobecnych, latały w powietrzu elementy zabudowy ogrodu, jak to części altany, trampolina, krzesła oraz metalowa huśtawka na dwie osoby, szczęśliwym trafem nie trafiając w Dom w Dziczy.

Poza tymi dniami pogoda tego lata była idealna, co może oczywiście mieć pewien związek z faktem, że Królowa Matka, Pan Małżonek i nawet Potomki nie są zwierzętami plażującymi, wręcz przeciwnie, plaża służy im do tego, żeby na nią pójść, zostawić klapki i ręczniki, wykąpać się, wytrzeć, opuścić ją i oddać się ciekawszym zajęciom, co też czynili nawet w - nie tak rzadkich - dniach dyszących upałem.

Ale chyba głównie ma związek z osobistym nastawieniem, do którego to wniosku doszła Królowa Matka, gdy w czasie jednego ze wspomnianych dwóch tygodni urlopu Pana Małżonka, spędzanego w Górach Świętokrzyskich, wracała na kwaterę po dniu pełnym łażenia po okolicy bliższej i dalszej, a w radiu Pani Reporterka Od Pogody żaliła się, że jest zimno i okropnie, i lata praktycznie nie ma, a po Krakowie trzeba chodzić w kurtce i szalu. Problem polegał na tym, że Banda Czworga tego właśnie dnia mogła się była zderzyć z dygoczącą pod szalami Panią Reporterką, gdy gnała przez Kraków jak wiatr, (zatrzymując sie, by uwiecznić swe podobizny na tle sklepu "Toruńskie pierniki", bo jesli cos fotografować w Krakowie to rzecz naprawdę interesującą przecież), odziana w t-shirty i krótkie spodenki, i z  lodami w dłoni.

I tak dalej, oblewając się potem i topiąc jak masło na rozgrzanej patelni w Chęcinach, wspinając się w palącym słońcu na chęciński zamek, przelatując w pochmurny, lecz ciepły dzień Łysogóry, gdzie Potomek Starszy fotografował na szkolne potrzeby ryty w ścianie podpis Żeromskiego z czasów, gdy nie był on - Żeromski, nie Potomek - Narodowym Wieszczem, tylko Nieletnim Wandalem, spędzając wieczory na huśtawce w ogrodzie Dworku Pod Lipą, w którym się zatrzymaliśmy, furt czytała Królowa Matka narzekania na pogodę w tej innej Polsce, w której jej nie było.

A tymczasem Chęciny były takie same, a nawet lepsze niż w czasach, gdy Królowa Matka zwiedzała je (i pokochała) panienką będąc, co prawda w małej cukierence nie było już Najlepszych Na Świecie lodów cytrynowych, było za to ciasto jogurtowe z makiem, które królewskomatczyna rodzina wykupowała na pniu i pożerała w ilościach hurtowych, w rynku znajdowała się przeurocza kawiarenka dla rodziców z dziećmi, oferująca, poza kawą, herbatą i wyborem ciast i deserów także opiekę nad dziećmi w czasie, gdy Rodzice się wspomnianymi deserami opychają, oraz fontanna, w której Pompon Młodszy skąpał się był wraz z odzieniem i obuwiem w jeden z tych upalnych dni, w czasie których na terenie reszty Polski panował luty mróz. A na Zamku można była strzelić z arkebuza, obejrzeć tańce średniowieczne oraz zamknąć w żelaznej klatce, w której kiedyś trzymano więźniów, własnego Potomka, niestety, nie na długo.

Łysogóry Potomki i Pompony przebiegły w hożych podskokach, następnie zdrzemnęły się kwadransik w trakcie jazdy samochodem do Dworku Pod Lipą, by - w czasie, gdy Królowa Matka, po dojechaniu na miejsce powooooli formułowała w głowie myśl, że za jakieś pół godzinki uda jej się (chyba?) wystawić z samochodu obie nogi, powolutku, malutkimi kroczkami, dowlec się do pokoju, w końcu pierwsze piętro to nie jest jakiś Matterhorn, i zalec na resztę popołudnia na łóżku w charakterze zwłok - wyskoczyć rześko z samochodu i w radosnym pląsie udać się w kierunku placu zabaw, w biegu formułując życzenie, by mamusia przyszła za nimi pobujać je na huśtaweczce oraz pograć w ping ponga, gdyż się właśnie nauczyły i uwielbiają.

Wspomniany Dworek Pod Lipami miał prze-cu-do-wne schody, stworzone do tego, by schodzić z nich w slow motion oraz wyniośle, dystyngowanie szeleszcząc elegancką suknią i wydając polecenia w rodzaju: "Franciszku, dziś pan nie zejdzie na herbatę, proszę mu ją zanieść do gabinetu", i spowodowały u Królowej Matki kolosalny foch na Historię oraz Własnych Przodków...

(OT, ostatnio Królowej Matce w nawyk wchodzi.

No więc na Historię to Królowa Matka nie poradzi, ale jeśli chodzi o Przodków, a konkretnie o Pradziadka Królowej Matki, a jeszcze konkretniej o Tatusia Tatusia Tatusia Królowej Matki, który to Pradziadek obdarzony był malowniczą osobowością oraz duszą włóczykija, to ma Królowa Matka jednak kilka ansów. Dusza włóczykija objawiała się tym, że Pradziadek wędrował po całym kraju, albo i świecie, wpadając co i rusz na jakieś genialne pomysły. Podczas jego peregrynacji rodzinny dwór, majątek, stadninę oraz służbę żelazną dłonią dzierżyła Prababcia Katarzyna, której w dzierżeniu nic a nic nie przeszkadzały kolejne ciąże, porody i połogi. Pradziadek wracał co jakiś czas, głaskał czule głowiny Dziatwy, ustawionej prze Panem Oćcem w karnym rządku, dobrotliwie dziwił się na widok Nowego Dzieciątka w ramionach Prababci: "Ach, Kasieńko, raz... dwa... trzy... ojej, ilu was jest, wszystko moje? O, i nowe?", całował nowe w główkę, a już trzy miesiące później zaczynał odczuwać swędzenie w żywocie i udawał się na kolejną wyprawę, zostawiając majątek, Prababcię i kolejnego Potomka w drodze, i tak jedenaście razy. Być może zdarzyłby się i dwunasty raz, gdyby nie to, że po jedenastym Pradziadek wrócił z - kolejnym - genialnym pomysłem, który nie wie Królowa Matka, na czym polegał, który jednakże wymagał sprzedania majątku.

Pradziadek sprzedał więc dwór, sady, ziemię i konie, po czym - nie na drugi dzień, bo to byłoby już nazbyt melodramatyczne, ale raczej kilka tygodni niż miesięcy później - nadeszła reforma Grabskiego i Pradziadek - który pojechał wymieniać pieniądze ze starych na nowe wioząc je w skrzyniach na wozie, a wrócił mając cały swój majątek w portfelu w kieszonce na piersi - przesiedział kilka kolejnych dni w kamiennym milczeniu, po czym wziął się i zmarł na zawał. Zostawiając Prababcię z jedenaściorgiem dzieci, a Królową Matkę pozbawiając szans na bycie Panienką ze Dworu.

To znaczy, Królowa Matka wie, II wojna światowa i ustrój demokracji ludowej oraz sprawiedliwości społecznej, te rzeczy. Ale jakoś do rodzonego Przodka łatwiej mieć pretensje, koniec OT).


... no więc poza schodami wspomniany Dworek miał olbrzymi teren w otoczeniu sielskich pól i lasów, ze stawami, placem zabaw oraz obsługą i szefostwem tak dyskretnym, że trzeba było w dniu wyjazdu biegać po terenie i go szukać celem uiszczenia. "Państwo koniecznie jeszcze do nas przyjadą! - zakrzyknęło szefostwo, namierzone po dłuższej chwili poszukiwania przez Pana Małżonka. - Mają państwo takie grzeczne dzieci!". Pan Małżonek wzdrygnął się nerwowo i obejrzał w poszukiwaniu osoby, do której mówiła Szefowa posiadłości, podczas gdy ta kontynuowała, najwyraźniej w świecie zwracając się jednak do niego: "Jak państwo to zrobili? Jak się to państwu udało?!". "Ależ - rzekł Pan Małżonek z wrodzoną całej królewskomatczynej rodzinie uczciwością - to dlatego, że nas całymi dniami nie było...". "Jakie nie było - zaprotestowała Szefowa. - Rano państwo byli, wieczorem, na placu zabaw widziałam dzieci, na spacery chodziły po terenie, do stawów, po ogrodzie. Na samym końcu korytarza mieli państwo pokój, do kuchni dzieci chodziły, nikt po korytarzu nie latał, nie wył, nie ślizgał się na dywanie, czyściutko, cichutko, niesamowite po prostu... Koniecznie państwo muszą tu wrócić!". Całą tę rozmowę powtarzał Królowej Matce Pan Małżonek w przytomności czterech par nadstawionych uszu i ocząt przebiegających od Mamusi do Tatusia, jak w meczu tenisa, po czym odezwał się Potomek Starszy ze szczerą troską w głosie: "Ale... ta pani jest głucha?", i to by było na tyle, jeśli chodzi o grzeczność i dobre wychowanie.

Ale do Nowych Kotlic planujemy wrócić, Królowa Matka zaopatrzona w suknię, w której zejdzie z godnością po schodach, a Pan Małżonek strzeli jej fotkę, Pradziadkowi i Historii na przekór.

Mazury to już w ogóle zawsze Królowej Matce dobrze robią, nastrajają ją filozoficznie i prowokują do powzinania różnych Pomysłów na Życie. Które później, w szarym świetle codzienności, rozmywają się i bledną, by wrócić przy okazji kolejnej wizyty na Mazurach (w te wakacje - dwa razy, i nie jest to nasze ostatnie słowo w tym roku) i, kto wie, może kiedyś zaowocować.

A poza tym spacery ze świeczkami w ciepłe wieczory lipcowe, włączany w gorące dni ogrodowy wąż, z którego robiło się fontannę dla dzieci, festiwal światła, lody, kawa w przytulnych kawiarenkach, zamówiony trylion książek, nadrobione zaległości czytelnicze i całe stado wydzierganych indyjskich słoni, czereśnie i bób, maliny i jagody, zebrane własnoręcznie w Puszczy Piskiej, wszystkie te wspomnienia trzeba poskładać starannie i schować ze świadomością, że te dni się nigdy nie powtórzą.

Zamiast nich nadejdą długie wieczory i krótkie dnie, deszcze, słota, złota jesień, życie według grafika, do którego się też przywyknie, by za rok znów pomyśleć z paniką, że, o Boże, znowu lato i jak ja sobie poradzę, 24 godziny na dobę z moimi dziećmi w małym domku poza cywilizacją.

Żegnaj, Lato.

Dobrze, że byłoś.


sobota, 2 września 2017

Przy końcu wakacji o miłości

Pompon Młodszy (wpatrując się w Królową Matkę maślanym wzrokiem) - Kocham cię, mamusiu!

Królowa Matka (rewanżując się) - Ja ciebie kocham bardziej!

Pompon Młodszy (z uczuciem) - Nie, to ja ciebie kocham bardziej! Ja cię kocham najbardziej z całej planety mamuś!

Królowa Matka - A ja cię kocham najbardziej z całej planety Pomponów Młodszych!

Pompon Młodszy - Ja cię kocham najbardziej z całego świata! Z całego wszechświata! Najbardziej cię kocham z całej dziury!

Królowa Matka (tracąc rozpęd) - Z dziu... z dziury? Z jakiej dziury?!

Pompon Młodszy (wznosząc na Królową Matkę rozkochane oczęta, dobitnie) - Z czarnej!


Czyli problem, kto jest Najbardziej Kochanym Człowiekiem wszech...wszystkiego mamy rozwiązany.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Pompon Starszy at his normal

Pompon Starszy jest dzieckiem innym niż jego bracia. Kompletnie innym.

Poza, oczywiście, drobiazgami takimi jak zachwycająca otoczenie umiejętność wpadania w cholerę a la byczek Fernando, połączona z zianiem ogniem z paszczy i puszczaniem kłębów pary nosem oraz bycie (no, dobra, bywanie) Walerkiem...

(OT - Walerek, świeć Panie nad jego duszą, był to młodszy braciszek prababci Pompona Starszego, a babci Królowej Matki. Braciszek ten zasadniczo uważał, że świat, a kto wie, może także wszechświat powstał, aby ścielić się mu, Walerkowi, pod stopy, a już na pewno po to istnieją otaczający go ludzie, których zdania nie brał był pod uwagę w realizacji własnych przyjemności życiowych ani pod żadnym innym. I tak na ten przykład rodzina Walerka szła spać, gdy on szedł spać. Wstawała, gdy Walerek wstawał. Jadała posiłki, gdy Walerek zgłodniał, zaś gdy pod strzechy polskich miast i wsi zawitała technologia, rodzina Walerka oglądała telewizję oraz słuchała radia w ramach przez Walerka wyznaczanych, ponieważ - zmęczony lub znudzony, lub uznawszy, że ma dość na dziś - Walerek wstawał z fotela i wyłączał odbiornik radiowy/telewizyjny w połowie programu/filmu/słuchowiska i udawał się na spoczynek, a rodzina Walerka, wyłącznie dlatego, że jeszcze wtedy nie było w niej Królowej Matki, potulnie udawała się za nim.

Tę ostatnią cechę najwyraźniej odziedziczył po wujku Walerku Pompon Starszy, który potrafi ni stąd ni zowąd przełączyć TV, albowiem pragnie obejrzeć bajeczki Maszy względnie znudził go maraton Gumballa, a to, że nie odnosi sukcesu złożyć należy na karb tego, że rodzina Pompona Starszego różni się od rodziny wujka Walerka dość radykalnie.

Gwoli kronikarskiej ścisłości dodać jednak należy, że Walerek był mimo wszelkich wad człowiekiem obdarzonym nadnaturalnym wdziękiem, który to i owo wyjaśnia, nieopanowaną ciekawością świata i wstrząsającymi talentami pozwalającymi mu, na ten przykład, wykonać własnemi ręcami komplecik składający się z kredensu, stołu i pięciu krzeseł na podstawie jednego krzesła, wygrzebanego przezeń na targu staroci, które ujęło go przepięknym oparciem rzeźbionym misternie w liście winorośli. Plus grona. Winne. Krzesło oryginalne było od mebli wykonanych wujkawalerkową ręką nie do odróżnienia, co Królowa Matka zaświadcza, dopiero bowiem gdy była dorosła uświadomiono ją, że te meble to nie jest spadek po przodkach, tylko rękodzieło.

Miejmy zatem nadzieję, że jeśli Pompon Starszy ma już być Walerkiem, to po całości, koniec OT).

... a zatem poza tym Pompon Starszy pozostaje najporządniejszym dzieckiem Królowej Matki*, takim, które układa po sobie pieczołowicie pościel po rannym wstaniu, zadaje pytania w rodzaju: "Mamusiu, czy te spodnie pasują do tej koszulki?", mimo ukończenia lat sześciu nadal nie wyrósł z fascynacji pomaganiem mamusi w pieczeniu ciast oraz myciu wanny, jego najukochańszym hobby jest zamiatanie werandy po piętnaście razy na dobę, a najsurowszą karą jest zakazanie mu odkurzania. Ponadto Pompon Starszy dokładnie i precyzyjnie koloruje obrazki, rysuje własne ilustracje do książek, kopiuje dzieła Elżbiety Wasiuczyńskiej, lepi z plasteliny misterne stworki, którym dolepia miniaturowe stoliczki, krzesełka, łóżeczka i lodóweczki zapełnione jeszcze bardziej miniaturowymi buteleczkami mleka, owocami, warzywami i minisereczkiem w plastereczkach. Zadaje tez masę bardzo szczegółowych pytań dotyczących otaczającego go świata i twierdzi, że będzie miał same szóstki, nie to co jego bracia, koniec cytatu. Pytania te zadaje używając "dorosłego" języka, co czasem daje komiczny efekt, ale jest dość trudne do oddania w cytatach, niestety.

Poza tym sepleni najbardziej z całej czwórki.

W efekcie kumulacji wyżej wspomnianych cech zdarza mu się wygłaszać rzeczy jak poniższa:

Pompon Starszy (woła braciszków na film) - Chłopcy! Chodźcie, jest "Magaskaj", trzecia część!
Królowa Matka - Madagaskar.
Pompon Starszy - Madaskaj.
Królowa Matka - Ma-da-ga-skar.
Pompon Starszy - Ma-ga-da-skaj.
Królowa Matka - MADAGASKAR.
Pompon Starszy - Chłopcy! Chodźcie, jest "Cośtam-cośtam-skaj", część trzecia!

Oraz - regularnie - porządkować wszechświat.

Pompon Młodszy (entuzjastycznie) - Bojis, idziemy do kina! Tata powiedział, że idziemy w sobotę do kina! Już pojutro!!!
Pompon Starszy (z precyzją skalpela) - Mówi się "przedjutro"!!!

Pompon Starszy (podsumowując poranek) - Spałem, mamo, bardzo długo i mogłem się pod moim kocykiem spocić. Na szczęście ja się nigdy nie spacam.

Pompon Starszy (o krok od wpadnięcia we wspomnianą na wstępie cholerę) - Jestem NAPRAWDĘ wkurzony na tę aktualizację! Nie dość, że długo się ściągała, to dostaliśmy tylko jeden zombie-kwiatek... (nabierając tchu w płuca)... i w dodatku zgorszyli nam pandę!!!

Pompon Starszy (do mamusi, z satysfakcją) - Naostrzyłem sobie ołówek. Teraz wreszcie będę mógł rysować. Nie to, co przedtem.
Królowa Matka (z taką dozą zainteresowania, jakiej można spodziewać się po matce wielodzietnej w tym porywającym temacie) - A jak ci się rysowało przedtem?
Pompon Starszy (z uczuciem) - Strasznie! Nie wyobrażasz sobie. Naprawdę byś nie chciała tego doświadczyć!

No bo kto by chciał, nieprawdaż.

Królowa Matka (kiwając głową) - Oj, synu, synu, synu.
Pompon Starszy (identycznym tonem)  - Oj, mamo, mamo, mamo.

I to by było na tyle.


*Bardzo Aktualne Zdjęcia Poglądowe.

Zdjęcie A:


Piżamka Pompona Młodszego o rześkim, sobotnim poranku.

Zdjęcie B:


Piżamka Pompona Starszego o rześkim, sobotnim poranku.

I to by było na tyle tym bardziej.

środa, 30 sierpnia 2017

Pompon Młodszy at his best

Pompon Młodszy (je śniadanko odrobinkę dłużej, niż ogólnie przyjęte zasady przewidują, na przykład dwie i pół godziny).
Królowa Matka (balansując na cieniutkiej granicy, za którą tylko ruiny, zgliszcza, zianie ogniem z paszczy i uwiąd życia rodzinnego) - Dziecko, ja cię błagam, jedz szybciej...
Pompon Młodszy (życzliwie) - Bo chcesz nam szybciej dać deser?

Pompon Młodszy (zaglądając do własnego kubka, z pretensją) - Tu przed chwilą był sok!!! Kto wypił mój sok?!
Królowa Matka (z rezygnacją osoby przyzwyczajonej do przeprowadzania podobnych pogadanek przeciętnie pięć razy dziennie) - Synuś, Potomek Starszy nie mógł ci wypić, bo siedzi na kanapie i się stamtąd nie ruszył od kwadransa. Potomek Młodszy nie mógł ci wypić, bo jest na górze i rysuje ilustracje do własnej powieści. Pompon Starszy, ja sam zapewne widzisz, siedzi na werandzie. Co oznaczać może tylko jedno, a mianowicie...
Pompon Młodszy (kończąc płynnie myśl Mamusi) - ... że to ty!

Pompon Młodszy, w krótkiej przerwie między nieustannymi posiłkami, z których składają się jego dni (sprawdzić czy nie pizza) - Mamo, mamo, zobacz! Założyłem okulary tatusia! W ŻYCIU nie będę okularów nosił, NIGDY, wyglądam w nich jak młody naukowiec... (zsuwa się z krzesła i zataczając się silnie robi kilka niepewnych kroków) I w dodatku widzę jak młody naukowiec!

Pompon Młodszy (przerywa sobie na chwilę rysowanie komiksu, aby popaść w zadumę, a następnie wyartykułować będące skutkiem tego głębokiego namysłu pytanie) - Mamusiu, czy zasady są po to, żeby je łamać?

Dziecko na dzisiejsze czasy, tyle tylko Królowa Matka Państwu Szanownemu powie.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Każdemu to, co lubi

Królowa Matka, Pan Małżonek i cała Banda Czworga wracają sobie przez główny deptak miasta ze spaceru, który od jakiegoś czasu przedsiębiorą wieczorami dla zdrowotności krokiem "ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą".

Wieczór jest rzeczywiście piękny, tłumy spacerowiczów wokół, nocne życie miasta wre, a elementem tego wrzenia jest klub, którego okna są ściśle zasłonięte purpurowymi, ciężkimi kotarami, do którego na pozór zamkniętych na głucho, ciężkich wrót wiedzie czerwony dywan, z obu stron ograniczony pozłacanymi słupkami połączonymi złotymi sznurami z frędzlą oraz ozdobnymi chwostami.

Pompon Młodszy (z zachwytem) - O, mamusiu! Jakie to śliczne! Chodźmy tam, możemy, mamusiu?

Królowa Matka - Nie.

Pompon Młodszy (głosem nabrzmiałym rozczarowaniem) - Dlaczego nie?!

Królowa Matka (ze stoickim spokojem) - Bo to nocny klub i sex shop.

Potomek Młodszy (w popłochu zagarniając Młodszego Braciszka, już popylającego po czerwonym dywanie) - Oj, to chyba faktycznie nie...

Cała Rodzina, wraz z nieco nabzdyczonym Pomponem Młodszym mija Manufakturę Cukierków, przypadkowo sąsiadującą ze wspomnianym wyżej przybytkiem niemalże ściana w ścianę, na rzęsiście oświetlonej wystawie której mienią się wszystkimi kolorami tęczy (oraz jeszcze kilkoma dodatkowymi) cukierki i lizaki, w słojach, kubkach, koszyczkach, malowniczo rozrzucone luzem, ślące w nocne przestrzenie upojne wonie.



Potomek Starszy (niemal w ekstazie) - O, i to jest mój sex shop!

I tak trzymać, syneczku!



środa, 19 lipca 2017

Jak skłonić młodszego* nastolatka do zrobienia niemal wszystkiego

*starszy nastolatek, jako uodporniony, i tak będzie miał wszystko w miejscu archaicznie zwanym rzycią

Wieczorek, słońce zachodzi za ohydny bunkier, który Królowej Matce buduje tuz za płotem jakiś pozbawiony gustu milioner, skłaniając ją do coraz częstszych myśli, by porzucić Dzicz i przenieść się gdzieś, gdzie nie ma żadnych milionerów, cykady cykają, mgły się snują nad polami, a w Domu w Dziczy Potomek Starszy wystawia na próbę cierpliwość swoich rodziców, gdyż siedzi. I gra. Na komórce.

Królowa Matka (po dwóch tysiącach rzuconych w głucho milczącą przestrzeń zdań typu: "Synu, czas spać. "Jutro też jest dzień". "Proszę, udaj się w kierunku łazienki, umyj się, a potem lulu". "Synu, naprawdę chcielibyśmy się już pozbyć waszego lubego widoku". "Czy ty mnie w ogóle słyszysz?", odrobinę eskalując poziom decybeli) - Ja cię bardzo uprzejmie proszę, skończ wreszcie to granie, myć się i spadziara stąd w podskokach na górę, ale już!!!

Potomek Starszy (nieuważnie) - Mhm... Zaraz... zaraz... tylko tu dokończę taki poziom...

Królowa Matka (słodko) - Poziom, mówisz. No, dobrze. Nie chcesz po dobroci, użyjemy środków przymusu pośredniego.

Potomek Starszy (nie odrywając wzroku od komórki) - Aha?

Pan Małżonek (pouczająco) - Nasze wieloletnie doświadczenie jako rodziców i byłych nastolatków mówi mi i twojej mamusi, że są sposoby, by skłonić młodzieńca w twoim wieku do opuszczenia dowolnego pomieszczenia, i to raczej szybko.

Królowa Matka - Są bowiem rzeczy, których żaden nastolatek znieść nie jest w stanie.

Pan Małżonek (tonem niezbędnego uzupełnienia) - Dwie.

Królowa Matka - Tak jest, dwie. Pierwsza to rodzice młodzieńca, tonący w czułym objęciu i podający sobie ust korale...

Potomek Starszy (tonem niewyobrażalnie hojnego właściciela niewolników) - Podawajcie sobie na zdrowie. Mnie to w ogóle nie przeszkadza.

Królowa Matka - Toteż właśnie. W twoim wypadku musimy zastosować tę drugą rzecz.

Potomek Starszy (wali w ekranik komórki, unicestwiając całe nacje, albo, przeciwnie, wycinając im wygodną drogę przez puszcze i trzęsawiska, Królowa Matka nie wnika, i nie reagując na słowa Rodzicieli w żaden sposób, no, chyba, że uznamy, że brak reakcji to też jakaś reakcja).

Pan Małżonek (łagodnie) - Z tobą, synu, będziemy rozmawiać o seksie.

Potomek Starszy (wykazując słabe oznaki niepokoju) - O seksie? Dlaczego o seksie?

Królowa Matka (tonem niezbędnego wyjaśnienia) - Bo nie ma nic straszniejszego, niż rodzice wyjaśniający nastolatkowi tajemnice życia seksualnego, najlepiej posiłkując się licznymi przenośniami i porównaniami do kwiatków, motylków, pszczółek i kropli rosy na kwieciu. Oraz graficznymi wykresami, o, graficzne wykresy też bardzo na propsie. A już naj-naj-lepiej, jak to czynią w obecności kolegów nastolatka, ale to już trudno, jakoś sobie bez tego poradzimy...

Pan Małżonek (kontynuując wykład Małżonki) - Jesteś już, synu, w odpowiednim wieku, jeździsz na szkolne wycieczki z nocowaniem, naprawdę byśmy nie chcieli, żebyś po jakiejś kolejnej stanął nam w progu z koleżanką i informacją, że ona się do nas wprowadza, bo uczyniliście nas dziadkami...

Potomek Starszy (nerwowo) - No ale co ty, tato, ty wiesz, ile ja mam lat?! Trzynaście! Nawet nie trzynaście, dwanaście i pół mam!!!

Pan Małżonek (nie dając się zepchnąć z obranego kursu) - ... zwłaszcza, że na tych wycieczkach jakieś przytulanie na dobranoc odchodzi, jak słyszałem, jakieś gry w butelkę...

Potomek Starszy (bardziej nerwowo) - Tylko się przytulamy! Wszyscy się przytulamy! Chłopaki też, tak na pożegnanie, nic więcej!!!

Pan Małżonek (nieustępliwie) - ... a od takiej gry w butelką tylko kroczek...

Królowa Matka (wchodząc płynnie w słowo swojej Lepszej Połówce) - ... od uczynienia którego uchronić cię może jedynie niezłomny kręgosłup moralny. Ponieważ jednak wiemy ze wspomnianego wyżej doświadczenia, że jak rodzice zaczynają mówić o kręgosłupie moralnym nastolatek dostaje szklanego wzroku i tym aktywniej wpatruje się w komórkę, co najwyżej powtarzając nieobecnym tonem "Aha, aha..." powrócimy do jego kształtowania w bardziej sprzyjających okolicznościach, a teraz przekażemy ci parę informacji technicznych.

Pan Małżonek (tonem wykładowcy uniwersyteckiego) - Na przykład, synu, taka prezerwatywa.

Królowa Matka - Prezerwatywa to jest, drogi chłopcze, konieczność. I nie ma to, tamto, że niewygodna czy coś. Albo, że nakładać nie umiem, więc nie użyję. Nie umiesz, to się naucz...

Pan Małżonek - ... możesz, na przykład, poćwiczyć w domowym zaciszu na jakimś poręcznym warzywku...

Królowa Matka - Tylko czarnej nie kupuj! Czarny wyszczupla!!!**

Pan Małżonek (tonem życzliwej porady) - ... i nigdy nie kupuj rozmiaru XXL w nadziei, że wydasz się bardziej hojnie wyposażony przez naturę, bo taki sprzęt może się zsunąć i wtedy...

Potomek Starszy (w popłochu zrywając się z kanapy i rzucając komórkę na stół) - Idę! Już idę się myć, już!!! Wy nie jesteście normalni!!! ŻADNYCH HAMULCÓW nie macie!!!!!

Mwahahahaha.

ZAWSZE działa :).


** z dedykacją dla Kochanej Teściowej, która takiej właśnie porady udzieliła Panu Małżonkowi, gdy ten w nastolęcych latach pobierał nauki na przedmiocie zwanym Wychowaniem do Życia w Rodzinie.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Post zniechęcający do jedzenia owoców

Pompon Młodszy (w czasie czynienia z Mamunią zakupów żywieniowych dla dużej, głodnej rodziny) - Popatrz, mamusiu, te morelki wyglądają jak pupki!

Królowa Matka (bezbłędnie wyławiając w wypowiedzi Dzieciątka to, co najistotniejsze; machinalnie) - To są brzoskwinie, synku...

Pompon Młodszy (poprawiając się posłusznie) - Brzoskwinki. Te brzoskwinki, mamusiu, wyglądają jak pupki.

Królowa Matka (wrzucając do koszyka sklepowego bułki, chleb oraz pieczywo tostowe, nieco nieuważnie) - Mhm, rzeczywiście, trochę tak wyglądają...

Pompon Młodszy (kontynuuje w natchnieniu) - ... takie tu mają pęknięcia przez środeczek, a po obu stronach pęknięcia takie połóweczki...

Królowa Matka - Istotnie.

Pompon Młodszy (kończąc z satysfakcją) - Jeszcze tylko brakuje takiego zawijaska pośrodku, i by wyglądało, jakby robiły kupkę.

Kto jak kto, ale Królowa Matka nie spożyje żadnej brzoskwinki przez czas jakiś...

wtorek, 27 czerwca 2017

Potomek Starszy służy wiedzą

Matka Królowej Matki (w zadumie wpatrzona w swoją krzyżówkę, w przerwie między gryzieniem końcówki ołówka a wpisywaniem haseł, rzuca w przestrzeń) - Pies myśliwski... pies myśliwski jak półwysep w Ameryce Północnej...

Potomek Starszy (zdecydowanie i rzeczowo) - Takiego wielkiego psa nie ma.

Ha! Szach mat, Układacze Krzyżówek!!!

środa, 21 czerwca 2017

Nothing But the (Sad) Truth

Sielskie popołudnie.

Dziatwa beztrosko igra swymi komórkami i spinnerami, a takoż puszcza bańki, przerywając swe igrce jedynie dla wykrzyknięcia: "Mamoooo, a oooon ukłuł mnie/ nie daje mi grać/ nie daje mi grać w to, co chcę/ mnie bije/ mnie łaskocze/ powiedział, że jestem mały/ powiedział, że mam się wypchać/ powiedział "czytam bestiariusz", i co to znaczy/ obiecał się pobawić w...., a teraz mówi, że nie/ mówi, że go nudzę (niepotrzebne skreślić)....!" i to zaledwie raz na minutę.

Pan Małżonek, przeżywający w pracy pełnie napięcia chwile tkwi w posępnym milczeniu przed komputerem i strzela z łuku do nerwowo biegających po ekranie postaci, odcięty od lubych dźwięków przy pomocy słuchawek, które gwarantują, że nie przejdzie on do strzelania w realu (a łuk w Domu w Dziczy się jak najbardziej znajduje, ma 18 kilogramów naciągu i niesie, że ho, ho).

Królowa Matka dzierga, jednym okiem rzucając na odcinek "Frasiera", który właśnie uległ był przerwaniu, zaś na ekranie pojawiły się reklamy, te, nieprawdaż, dźwignie handlu.

"Każdego dnia odczuwasz wdzięczność za swoich najbliższych - zapewnia w TV pani aksamitnym, macierzyńskim głosem - i każdego dnia chcesz ich kropnąć...".

Królowa Matka zastyga z szydełkiem w dłoniach. W jej mózgu przekonanie, że całkiem sporo rzeczy dałoby się sprzedać (przynajmniej jej) za pomocą tego chwytliwego hasła walczy z wrażeniem, że żadnej z nich nie reklamowano by w  porze najwyższej oglądalności. Nauczona doświadczeniem spokojnie oczekuje na powtórkę reklamy, tym razem planując wysłuchać jej z napiętą uwagą.

Niestety, z jakiegoś powodu (a nawet z czterech powodów) uwaga jej zostaje rozproszona i w chwili, gdy pani zaczyna przemawiać aksamitnym głosem do uszu Królowej Matki dochodzi niezmiennie: "Każdego dnia odczuwasz wdzięczność za swoich najbliższych, i każdego dnia chcesz ich kropnąć".

Hm.

Szydełko idzie na bok, drzwi balkonowe zostają zamknięte, odcinając Królową Matkę od czterech źródeł natężonego dźwięku dobiegających z ogródka przynajmniej na chwilę, Królowa Matka przykleja się do telewizora i już w czasie kolejnej przerwy na reklamy jej cierpliwość zostaje nagrodzona.

"Każdego dnia odczuwasz wdzięczność za swoich najbliższych - szemrze pani - i każdego dnia chcesz ich chronić".

Królowa Matka nie wie, czy określenie "freudowska pomyłka" dotyczy też przesłyszeń, ale i tak pozdrawia Zygmunta Freuda machaniem, gdziekolwiek ten się teraz znajduje.


niedziela, 28 maja 2017

Post Ostatecznie i Nieodwołalnie Kompromitujący

Królowa Matka, Pan Małżonek oraz część ich Progenitury udali się byli do Cywilizacji, by odetchnąć atmosferą Wielkiego Świata, jakże inną od atmosfery siermiężnych pól i lasów, którymi oddychają na co dzień, wypić kawę i zjeść lody.

Pan Małżonek zamówił kawę, Królowa Matka zagarnęła Potomki i ustawiła się w kolejce do stoiska jednej z wiodących cukierni w kraju, której nazwy tu nie poda, bo nie jest winą cukierni, że ma takich klientów. Stała, stała i nic nie myślała, stara się bowiem oddawać niemyśleniu w każdej chwili całym po prostu sercem, a wzrok jej błądził po tych wszystkich tartletkach z owocami, fikuśnych tortach zdobnych w fale kremu i cukrowe kwiecie, babeczkach z kajmakiem i rogalikach z różą oraz inszych inszościach, aż wzrok jej zatrzymał się.

Na białych, cukrowych penisikach, osadzonych na podstawie z błękitnych stokroci.

Królowa Matka w zasadzie nadal nic nie myślała, penisiki jak penisiki, bywało się w różnych, mrocznych częściach internetu, na przykład w tych, w których potencjalnej klienteli wieczorów panieńskich przedstawia się torty, ciasteczka i inne smakołyki zdobne w ornamenty z cukrowych męskich przyrodzeń dowolnych fasonów, rozmiarów i kolorów, najwyraźniej umysł Królowej Matki nie wyparł tych wizyt tak dokładnie, jak jej się wydawało. Teraz wzrok jej utkwiony był w penisikach z doskonałą obojętnością, zaś w umyśle ospale formowała się niemrawa myśl, że trochę to dziwne, a nawet odważne, tak umieszczać w wystawowej gablocie męskie części bądź co bądź intymne, dokładnie na wysokości oczu dziatwy wieszającej się na rodzicach w oczekiwaniu na lody i ciastka z czekoladą.

Kolejka przesunęła sie o krok.

Królowa Matka też sie przesunęła.

O krok bliżej do penisików.

Które z bliska okazały się nie być penisikami.

Tylko figurkami chłopczyków w albach, z pobożnie złaczonymi rączętami, przeznaczonymi na pierwszokomunijne torty. Co by wyjaśniało ich umajenie błekitnymi stokrociami.

Stanu umysłu Królowej Matki natomiast nic wyjaśnić nie jest w stanie. No, poza chronicznym niewyspaniem, zmęczeniem, poczuciem beznadziei, ciężką chorobą, kłopotami rodzinnymi, reformą szkolnictwa, posiadaniem najstarszego dziecka w wieku nastoletnim, a najmłodszego- z permanentnym buntem dwu-, trzy-, cztero- (i tak dalej) - latka, i jeszcze innymi czymsiami, co to jak Królowa Matka wymyśli to dopisze.

Tego się Królowa Matka będzie trzymać.

Li i jedynie.