poniedziałek, 24 lipca 2017

Każdemu to, co lubi

Królowa Matka, Pan Małżonek i cała Banda Czworga wracają sobie przez główny deptak miasta ze spaceru, który od jakiegoś czasu przedsiębiorą wieczorami dla zdrowotności krokiem "ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą".

Wieczór jest rzeczywiście piękny, tłumy spacerowiczów wokół, nocne życie miasta wre, a elementem tego wrzenia jest klub, którego okna są ścisle zasłonięte purpurowymi, ciężkimi kotarami, do którego na pozór zamkniętych na głucho, ciężkich wrót wiedzie czerwony dywan, z obu stron ograniczony pozłacanymi słupkami połączonymi złotymi sznurami z frędzlą oraz ozdobnymi chwostami.

Pompon Młodszy (z zachwytem) - O, mamusiu! Jakie to śliczne! Chodźmy tam, możemy, mamusiu?

Królowa Matka - Nie.

Pompon Młodszy (głosem nabrzmiałym rozczarowaniem) - Dlaczego nie?!

Królowa Matka (ze stoickim spokojem) - Bo to nocny klub i sex shop.

Potomek Młodszy (w popłochu zagarniając Młodszego Braciszka, już popylającego po czerwonym dywanie) - Oj, to chyba faktycznie nie...

Cała Rodzina, wraz z nieco nabzdyczonym Pomponem Młodszym mija Manufakturę Cukierkó, przypadkowo sąsiadującą ze wspomnianym wyżej przybytkiem niemalże ściana w ścianę, na rzęsiście oświetlonej wystawie której mienią się wszystkimi kolorami tęczy (oraz jeszcze kilkoma dodatkowymi) cukierki i lizaki, w słojach, kubkach, koszyczkach, malowniczo rozrzucone luzem, ślące w nocne przestrzenie upojne wonie.



Potomek Starszy (niemal w ekstazie) - O, i to jest mój sex shop!

I tak trzymać, syneczku!



środa, 19 lipca 2017

Jak skłonić młodszego* nastolatka do zrobienia niemal wszystkiego

*starszy nastolatek, jako uodporniony, i tak będzie miał wszystko w miejscu archaicznie zwanym rzycią

Wieczorek, słońce zachodzi za ohydny bunkier, który Królowej Matce buduje tuz za płotem jakiś pozbawiony gustu milioner, skłaniając ją do coraz częstszych myśli, by porzucić Dzicz i przenieść się gdzieś, gdzie nie ma żadnych milionerów, cykady cykają, mgły się snują nad polami, a w Domu w Dziczy Potomek Starszy wystawia na próbę cierpliwość swoich rodziców, gdyż siedzi. I gra. Na komórce.

Królowa Matka (po dwóch tysiącach rzuconych w głucho milczącą przestrzeń zdań typu: "Synu, czas spać. "Jutro też jest dzień". "Proszę, udaj się w kierunku łazienki, umyj się, a potem lulu". "Synu, naprawdę chcielibyśmy się już pozbyć waszego lubego widoku". "Czy ty mnie w ogóle słyszysz?", odrobinę eskalując poziom decybeli) - Ja cię bardzo uprzejmie proszę, skończ wreszcie to granie, myć się i spadziara stąd w podskokach na górę, ale już!!!

Potomek Starszy (nieuważnie) - Mhm... Zaraz... zaraz... tylko tu dokończę taki poziom...

Królowa Matka (słodko) - Poziom, mówisz. No, dobrze. Nie chcesz po dobroci, użyjemy środków przymusu pośredniego.

Potomek Starszy (nie odrywając wzroku od komórki) - Aha?

Pan Małżonek (pouczająco) - Nasze wieloletnie doświadczenie jako rodziców i byłych nastolatków mówi mi i twojej mamusi, że są sposoby, by skłonić młodzieńca w twoim wieku do opuszczenia dowolnego pomieszczenia, i to raczej szybko.

Królowa Matka - Są bowiem rzeczy, których żaden nastolatek znieść nie jest w stanie.

Pan Małżonek (tonem niezbędnego uzupełnienia) - Dwie.

Królowa Matka - Tak jest, dwie. Pierwsza to rodzice młodzieńca, tonący w czułym objęciu i podający sobie ust korale...

Potomek Starszy (tonem niewyobrażalnie hojnego właściciela niewolników) - Podawajcie sobie na zdrowie. Mnie to w ogóle nie przeszkadza.

Królowa Matka - Toteż właśnie. W twoim wypadku musimy zastosować tę drugą rzecz.

Potomek Starszy (wali w ekranik komórki, unicestwiając całe nacje, albo, przeciwnie, wycinając im wygodną drogę przez puszcze i trzęsawiska, Królowa Matka nie wnika, i nie reagując na słowa Rodzicieli w żaden sposób, no, chyba, że uznamy, że brak reakcji to też jakaś reakcja).

Pan Małżonek (łagodnie) - Z tobą, synu, będziemy rozmawiać o seksie.

Potomek Starszy (wykazując słabe oznaki niepokoju) - O seksie? Dlaczego o seksie?

Królowa Matka (tonem niezbędnego wyjaśnienia) - Bo nie ma nic straszniejszego, niż rodzice wyjaśniający nastolatkowi tajemnice życia seksualnego, najlepiej posiłkując się licznymi przenośniami i porównaniami do kwiatków, motylków, pszczółek i kropli rosy na kwieciu. Oraz graficznymi wykresami, o, graficzne wykresy też bardzo na propsie. A już naj-naj-lepiej, jak to czynią w obecności kolegów nastolatka, ale to już trudno, jakoś sobie bez tego poradzimy...

Pan Małżonek (kontynuując wykład Małżonki) - Jesteś już, synu, w odpowiednim wieku, jeździsz na szkolne wycieczki z nocowaniem, naprawdę byśmy nie chcieli, żebyś po jakiejś kolejnej stanął nam w progu z koleżanką i informacją, że ona się do nas wprowadza, bo uczyniliście nas dziadkami...

Potomek Starszy (nerwowo) - No ale co ty, tato, ty wiesz, ile ja mam lat?! Trzynaście! Nawet nie trzynaście, dwanaście i pół mam!!!

Pan Małżonek (nie dając się zepchnąć z obranego kursu) - ... zwłaszcza, że na tych wycieczkach jakieś przytulanie na dobranoc odchodzi, jak słyszałem, jakieś gry w butelkę...

Potomek Starszy (bardziej nerwowo) - Tylko się przytulamy! Wszyscy się przytulamy! Chłopaki też, tak na pożegnanie, nic więcej!!!

Pan Małżonek (nieustępliwie) - ... a od takiej gry w butelką tylko kroczek...

Królowa Matka (wchodząc płynnie w słowo swojej Lepszej Połówce) - ... od uczynienia którego uchronić cię może jedynie niezłomny kręgosłup moralny. Ponieważ jednak wiemy ze wspomnianego wyżej doświadczenia, że jak rodzice zaczynają mówić o kręgosłupie moralnym nastolatek dostaje szklanego wzroku i tym aktywniej wpatruje się w komórkę, co najwyżej powtarzając nieobecnym tonem "Aha, aha..." powrócimy do jego kształtowania w bardziej sprzyjających okolicznościach, a teraz przekażemy ci parę informacji technicznych.

Pan Małżonek (tonem wykładowcy uniwersyteckiego) - Na przykład, synu, taka prezerwatywa.

Królowa Matka - Prezerwatywa to jest, drogi chłopcze, konieczność. I nie ma to, tamto, że niewygodna czy coś. Albo, że nakładać nie umiem, więc nie użyję. Nie umiesz, to się naucz...

Pan Małżonek - ... możesz, na przykład, poćwiczyć w domowym zaciszu na jakimś poręcznym warzywku...

Królowa Matka - Tylko czarnej nie kupuj! Czarny wyszczupla!!!**

Pan Małżonek (tonem życzliwej porady) - ... i nigdy nie kupuj rozmiaru XXL w nadziei, że wydasz się bardziej hojnie wyposażony przez naturę, bo taki sprzęt może się zsunąć i wtedy...

Potomek Starszy (w popłochu zrywając się z kanapy i rzucając komórkę na stół) - Idę! Już idę się myć, już!!! Wy nie jesteście normalni!!! ŻADNYCH HAMULCÓW nie macie!!!!!

Mwahahahaha.

ZAWSZE działa :).


** z dedykacją dla Kochanej Teściowej, która takiej właśnie porady udzieliła Panu Małżonkowi, gdy ten w nastolęcych latach pobierał nauki na przedmiocie zwanym Wychowaniem do Życia w Rodzinie.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Post zniechęcający do jedzenia owoców

Pompon Młodszy (w czasie czynienia z Mamunią zakupów żywieniowych dla dużej, głodnej rodziny) - Popatrz, mamusiu, te morelki wyglądają jak pupki!

Królowa Matka (bezbłędnie wyławiając w wypowiedzi Dzieciątka to, co najistotniejsze; machinalnie) - To są brzoskwinie, synku...

Pompon Młodszy (poprawiając się posłusznie) - Brzoskwinki. Te brzoskwinki, mamusiu, wyglądają jak pupki.

Królowa Matka (wrzucając do koszyka sklepowego bułki, chleb oraz pieczywo tostowe, nieco nieuważnie) - Mhm, rzeczywiście, trochę tak wyglądają...

Pompon Młodszy (kontynuuje w natchnieniu) - ... takie tu mają pęknięcia przez środeczek, a po obu stronach pęknięcia takie połóweczki...

Królowa Matka - Istotnie.

Pompon Młodszy (kończąc z satysfakcją) - Jeszcze tylko brakuje takiego zawijaska pośrodku, i by wyglądało, jakby robiły kupkę.

Kto jak kto, ale Królowa Matka nie spożyje żadnej brzoskwinki przez czas jakiś...