sobota, 1 listopada 2014

Suplement, czyli nie chcem, ale muszem

Czy Królowa Matka pisała w swoim własnym, wczorajszym poście, że książczyna pani Michalak
Ogród Kamili" jest stosunkowo nieszkodliwa i po prostu nudna?

Cofa to wszystko.

To znaczy, owszem, historia jest sztampowa, przewidywalna i nudna, i nawet chciała wczoraj się Królowa Matka przyznać, że nie ma w niej wiele, aby się poznęcać, kudy jej do idiotycznej do potęgi nieskończonej "Poczekajki" albo ordynarnego "Czarnego Księcia", nawet "Rok w Poziomce" się lepiej do znęcania nadawał jako powieść opisująca liczne byty astralne Katarzyny Michalak oraz pobranie szpiku do przeszczepu od ciężarnej w siódmym miesiącu, a tu nic, jeden opis reanimacji dokonany metodą "kopiuj-wklej-zmień imiona", i jedna pensja w wysokości 10 tys. złotych polskich dla księgowej bez doświadczenia - nie jest to wiele. Można się z tego pośmiać, można popukać w czoło, ale ani to tak szkodliwe, jak pisanie pani Michalak być potrafi, ani za bardzo głupie, mieści się w (rozciągliwej) konwencji gatunku "różowiutka powieść dla pań", niech tam.

I tak by pozostało, gdyby nie to zakończenie, to urwane zakończenie, które skłoniło jedną z Kochanych Czytelniczek (bardzo jest Królowa Matka wdzięczna, serio, bo - zdecydowanie - wolała wiedzieć to, co wie teraz) do przesłania już wczoraj "Zacisza Gosi", żeby sobie Królowa Matka sprawdziła, czy dobrze odgadła, co jest mroczną tajemnicą wrażego Jakuba. I które może skłonić wiele niewinnych, nie dość zniechęconych "Ogrodem Kamili" osób do nabycia kontynuacji.

Królowa Matka, jak wiadomo, kontynuacji czytać nie zamierzała, ale skoro ta przyszła do niej sama, czemu nie, zajrzała. Okazało się, że mroczną tajemnicę faktycznie odgadła w połowie dzieła, nie zaskoczyło jej to, i reszta, ta reszta, która skłoniła Królową Matkę do popełnienia suplementu też nie powinna jej zaskoczyć, a jednak.

Tajemnicą Jakuba (SPOILER! tak tylko Królowa Matka uprzedza) jest to, że jest w rzeczywistości tatusiem Kamili.

A resztą, która nie powinna zaskoczyć Królowej Matki jest to, jak powyższy fakt został przez Autorkę przedstawiony.

Osoby, które czytając wczorajszy wpis utknęły na przydługich cytatach Królowa Matka szczerze przeprasza, ale w tym wpisie cytatów będzie o wiele więcej. I musi ich być o wiele więcej, żeby zobrazować, dlaczego Królowej Matce podczas lektury podchodziły do gardła mdłości, a z piersi zrywał się złowrogi warkot, który tu, w tej chwili, ulewa się słowami.

A więc, Kochani Czytelnicy, Jakub, zanim został tatusiem Kamili, był nastolatkiem, którego "Przyjaciółki jego matki brały sobie nastoletniego chłopaczka, ot tak, niczym ciastko na deser, gdy tylko został przez jedną z nich rozdziewiczony. Miał wtedy czternaście lat, był nieomal dzieckiem, ale nadmiernie rozwiniętym i przedwcześnie dojrzałym. Hormony w nim buzowały i wystarczyło, że któregoś dnia jedna z tamtych, lekko podpita, wyciągnęła do chłopaka rękę, a gdy podszedł, bezceremonialnie wpakowała mu ją w spodnie, by stracił panowanie nad własnym ciałem".

Pozbawiony dziewictwa i wszechstronnie edukowany przez mamusine przyjaciółki (a wszystko dzieje się w małym miasteczku, gdzie każdy o każdym wszystko wie, zaś ludzie plotkują na prawo i lewo - ale tego akurat nie wie nikt, cóż za przypadek) chłopiec nie zadaje się wcale z rówieśniczkami, ponieważ "romantyczne trzymanie się z nastolatką za rączki już Jakubowi nie wystarczyło, on chciał dużo więcej i dużo szybciej, choć czasem dość miał łatwych kobiet, które rozkładały przed nim nogi, gdy tylko matki nie było w domu".

To gdzie wtedy, zrywa się warkot z ust Królowej Matki, do cholery, była? Jakim cudem w jej domu było ciągle pełno tych dojrzałych kobiet, "rozkładających nogi" przed czternastolatkiem, a jej - nie było? Czy tylko Królowa Matkę to zastanawia? 

W wieku lat szesnastu Jakub poznaje przyszłą mamusię Kamili, która - uwaga! - jest jego nauczycielką, chwilowo zastępującą nieobecną wychowawczynię. Młodzian popada w uczucie i   "Uwodził swą ofiarę przez wiele, wiele tygodni. Cierpliwie, bez pośpiechu przełamując jej wrodzoną nieśmiałość. Na wycieczkach starał się być jak najbliżej niej. W klasie wodził za nią spojrzeniem błękitnych oczu. Przypadkowe dotknięcie jego dłoni wywoływało rumieniec na jej policzkach, ale nie był to rumieniec gniewu...", ale wiele mu z tego nie przychodzi, albowiem "Aniela miała jednak niewzruszone zasady moralne – uczeń był uczniem. Koniec, kropka".

Niewzruszone. Zasady. Moralne.

Smarkacz się za nią snuje, przełamuje "jej wrodzoną nieśmiałość" (WTF?!), zawsze obok, zawsze patrząc w oczy, dotyka jej niby przypadkiem, a ona się rumieni "bez gniewu" i jej niewzruszone zasady moralne nie każą jej, na przykład, tak sobie podywagujmy, no, nie wie Królowa Matka, kazać dziecku spadać na drzewo? W eleganckich słowach, ale właśnie to? Zająć się nauką i/lub rówieśniczkami? A jeśli nie to - to chociaż zdecydowanie uciąć te wszystkie możliwości, by on jej ręki dotykał i patrzył głęboko w oczy???

Królowa Matka uczyła od 21 roku życia. Miewała uczniów młodszych od siebie o głupie sześć lat, zbudowanych jak młodzi bogowie (klasa pływacka, Kochani Czytelnicy), niektórych pięknych nad wyraz. Jej ulubiony uczeń był w czternastej wiośnie o głowę wyższy od niej. Zapewne wszyscy ci uczniowie wydzielali jakieś feromony i produkowali jakieś hormony. 

Do głowy Królowej Matce nie przyszło, by na nich spojrzeć pod tym kątem. Pojęcia nie ma, czy któryś za nią wodził spojrzeniem i usiłował siedzieć zawsze blisko. Nawet teraz, gdy o tym myśli to jej się blokada włącza, bo uczeń jest dla nauczyciela nietykalny, przezroczysty, bezwonny i nienaruszalny.

Dla wszystkich normalnych ludzi jest to chyba całkowicie oczywiste, jak Królowa Matka sądziła jeszcze do wczorajszego wieczora...

No, nic, Aniela razem z jej niewzruszonymi zasadami  po zakończeniu zastępstwa w klasie Jakuba godzi się udzielać mu korepetycji, chociaż wie, czym to się może skończyć, noale, godzi się, ponieważ jest samotna, a jest samotna, ponieważ "Owszem, tolerowano ją w szkole i do grona nauczycielskiego przyjęto – bądź co bądź odciążała koleżanki i kolegów w użeraniu się z uczniami – ale już poza szkołą ledwie odpowiadano na jej pozdrowienia" czyli w autorkasiowym uniwersum pełnym nieprzyjaznych sobie i pełnych złej woli ludzi bez zmian.

Jakub, jako fachowiec (gdyby komuś umknęło clou imprezy, Królowa Matka przypomina, że nadal  liczący sobie lat 16, słownie - szesnaście) nie rzuca się na panią profesor z łapami od razu, "Za to uniósł dłoń Anieli, wtulił gorące usta w jej wnętrze i rzekł niskim, zmysłowym głosem: – Kocham panią. Chciałem, by pani o tym wiedziała. A potem puścił bezwładną dłoń oniemiałej kobiety, spojrzał w jej złote oczy smutnym, pełnym beznadziei wzrokiem i zaprosił do swego pokoju. Aniela, przyciskając dłoń do mocno bijącego serca, wahała się przez chwilę. Oczywiście nie bała się, że chłopak zrobi jej krzywdę, mogła uciec w każdej chwili, bała się uczucia, które – zrozumiała to przed chwilą – żywiła do tego młodego mężczyzny".

Szanowna AutorKasiu oraz Szanowni Czytelnicy AutorKasi (bo Kochani Czytelnicy bloga Królowej Matki wiedzą to sami z siebie i przypominać im nie trzeba), szesnastoletni chłopiec nie jest "młodym mężczyzną". Szesnastoletni chłopiec jest człekokształtnym opakowaniem na hormony, a zadaniem o dziesięć lat starszej kobiety jest wiedzieć o tym i nie pozwolić sobie na żadne "żywię do niego uczucie" oraz "to tylko raz i nie do końca", ponieważ - uwaga, Szanowna AutorKasiu, skup się teraz i może, nie wie Królowa Matka, zanotuj sobie gdzieś - to ona powinna być w tym wypadku stroną dojrzałą, zwłaszcza, że przecież posiada "niewzruszone zasady moralne".

Pomimo zasad moralnych już "tydzień później, zaraz po tym jak pieścił ustami wnętrze dłoni kobiety, zaczął całować gładką, pachnącą i rozpaloną skórę nadgarstka, czując pod wargami oszalałe pulsowanie jej krwi, a gdy Aniela nie zaprotestowała, bo gorące pragnienie odebrało jej głos, ujął drobną, ładną twarz kobiety w dłonie i pochylając się ku niej, bo była dobre pół głowy od niego niższa, lekko, pytająco pocałował jej usta. Bezwiednie rozchyliła je, złote oczy pociemniały z pożądania. Nie musiała nic mówić. Zaczął całować tak, jakby to był pierwszy i ostatni pocałunek w ich życiu. Tak, aż obojgu zabrakło tchu. Aż ona zaczęła omdlewać pod jego dłońmi, a on z trudem pohamował się, by nie zerwać z niej sukienki i nie kochać Anieli tutaj, w holu, gdzie mógł ich nakryć byle listonosz. Jakub wiedział jednak, że gdy posunie się jeszcze dalej, ofiara zlęknie się i umknie, a jemu jeden jedyny, choćby nie wiem jak namiętny pocałunek nie wystarczył. Musiał zdobyć tę kobietę całą i do końca. Musiał posiąść jej ciało, serce i duszę. Tego właśnie pragnął".

Po pierwszym razie następują liczne kolejne, naprawdę, aż się Królowa Matka zastanawia, gdzie mieszkał ten młodzianek, w wypasionej willi z osobnym wejściem, czy, przeciwnie, w spelunie, w której nikt nie zwraca uwagi na obściskujące się pary, w każdym razie mamusi bohatera nie uświadczysz, Czytelniku, nawet w jednym zdaniu, o stronie nie mówiąc, wszystko jest po prostu cudownie, moralnie i wspaniale, i żadne z naszych gołąbeczków nie chce zmian, niestety "Zmiany zaś nie zamierzały pytać ani jego, ani jej. Po prostu nastały wraz z dwiema kreskami na teście ciążowym, po który Aniela pojechała do Warszawy, bo gdyby kupiła go w jedynej aptece w miasteczku, następnego dnia wiedzieliby wszyscy, że Jadwisińska, tak, ta świątobliwa, niedotykalska Jadwisińska, jest w ciąży. Ciekawe z kim...? I w końcu ktoś przypomniałby sobie, komu pani nauczycielka coraz częściej i z coraz większym oddaniem udziela „korepetycji" (co przecież nie czyni z niej jego nauczycielki, no skąd, i zależność przełożony-podwładny również nie zachodzi).

"Gdy Aniela ujrzała owe magiczne dwie kreski, pociemniało jej w oczach. Zlinczują ją! Koledzy i koleżanki z pracy, dyrekcja, rodzice uczniów, sąsiedzi... po prostu ją zlinczują, gdy padnie choć cień podejrzenia, że zaszła w ciążę z uczniem".

I wiesz co, cholerna AutorKasiu? MIELI BY RACJĘ. To się właśnie należało twojej ofierze miłości. Publiczny wstyd, publiczny ostracyzm, a jakby się dało, to i jakiś paragraf. To się w pale nie mieści, że można pisać takie rzeczy, że można sobie ulepić taką pełną niewzruszonej moralności bohaterkę, wepchnąć całość między te pieprzone, słodziutkie okładeczki pełne motylków, falbanek i kwiatuszków, i sprzedawać całość jako "ciepłą opowieść o uczuciach"!!!

Aniela znika z miasteczka i z życia Jakuba, on "Był młody i dość szybko pocieszył się, rozkochując w sobie następną, kolejną i jeszcze inną – kobiet zainteresowanych pięknym seksownym samczykiem nie brakowało" (ciągle mówimy o tym małym, sennym miasteczku, gdzie wszyscy o wszystkich, i tak dalej), aż wreszcie po latach, po dorobieniu się gigantycznej forsy, po zostaniu właścicielem prężnie działających firm, holdingów i innych manufaktur Jakub poznaje Kamilę, pałają do siebie uczuciem, na szczęście nim dochodzi do konsumpcji związku Jakub spotyka mamusię Kamili i dociera do niego, że poznał był mamusię jakiś czas temu, bardzo, ale to bardzo biblijnie.

Dociera do niego coś jeszcze.

– Ile ona ma lat? – wychrypiał, bo nagle zaschło mu w gardle. Te niespotykanej barwy złote oczy, takie same jak... – Ile Kamila ma lat?! 

na co Aniela zwraca się do niego temi słowy:

– Teraz o to pytasz, zboczeńcu?! Teraz, gdy próbowałeś dobrać się do mojej szesnastoletniej córki?! Naszej córki?!

Buahahahaha. No buahahahaha normalnie. "Zboczeńcu", tak? Facet, który NIE PRZESPAŁ się z szesnastolatką (i który w dodatku, co otwartym tekstem AutorKasia napisała, nie wiedział, że to szesnastolatka, widział bowiem, jak kupowała w barze drinka legitymując się, a do głowy mu nie przyszło sprawdzać, czy aby nie wylegitymowała się lewym dowodem czy kartą biblioteczną) jest zboczeńcem.

To kim jest kobieta, która regularnie sypiała z szesnastolatkiem, doskonale wiedząc, ile on ma lat, wykorzystując nieobecność jego mamusi i w dodatku będąc jego nauczycielką? 

No, kim ona jest, droga pani Michalak? 

Ofiarą samotności, tak?

Ofiara samotności i zuych, zuych ludzi nawija dalej (a Ty, Miły Czytelniku, spójrz na obrazek i znajdź trzy różnice): 

– Zmieniłeś się choć na jotę? Powiedz, Jakub. Ile dziewczyn miałeś od naszego ostatniego spotkania? Ile czasu zajęło ci omotanie szesnastoletniego dziecka? Miałeś w ogóle jakieś opory? Sumienie choć szepnęło, że Kamila jest za młoda na takie zabawy? Powiedz szczerze, sukinsynu...

Ile czasu zajęło twojej niewzruszenie moralnej pani nauczycielce omotanie szesnastoletniego dziecka, droga AutorKasiu?

Miała w ogóle jakieś opory?

Sumienie choć jej szepnęło, że Jakub jest za młody na takie zabawy?

Nie znalazłeś różnic, Drogi Czytelniku? Nopaczciepaństwo, Królowa Matka też nie, tylko jej od czytania  w oczach ciemniało i przysięga, ze gdyby miała autorkę pod ręką, to...

No, może lepiej, że nie miała.

Zwłaszcza, że to nie było creme de la creme tej historii, jakże pięknie pieniącej się, bulgoczącej i emitującej w przestrzeń swe zgniłe wonie na zaledwie dwudziestu kilku pierwszych stronach opowieści.

Bo creme de la creme brzmiało tak:

Jakub Kiliński nie był bezwolną ofiarą wyrachowanej, niewyżytej nauczycielki, której piękno chłopaka i jego młode chętne ciało przewróciły w głowie, to on był prowokatorem, to on wykonał pierwsze kroki i jeżeli już ktoś kogoś uwiódł, to Jakub Anielę, a nie odwrotnie. Oczywiście to nie miało prawa w ogóle się wydarzyć, jeśli jednak już kogoś obwiniać... (zgadnij, czyje podkreślenia, Czytelniku)

Tylko, że wcale nie.

Prawo zwyczajowe, prawo moralne, prawo karne w końcu zakłada że osobą odpowiedzialną zawsze jest osoba dorosła. Choćby szesnastolatek był nie wiadomo jak piękny, nie wiadomo o ile głów wyższy, nie wiadomo, jak cudownie zbudowany, i nie wiadomo jak bardzo rozsiewający feromony, to na osobie dorosłej spoczywa cała odpowiedzialność, ponieważ nastolatek  nie jest tak naprawdę w stanie podjąć decyzji w temacie przyzwolenia na podjęcie z nim określonych czynności seksualnych. Każdy, kto je z nim podejmuje, narusza jego wolność seksualną i to nie dlatego, że narusza jego wolę w tym względzie (bo szesnastoletnie chłopię może na czynności takie zezwalać, a nawet je inspirować, i to z okrzykami entuzjazmu na ustach), lecz dlatego, że osoba młodociana nie jest w stanie należycie przewidzieć wszelkich implikacji swej decyzji.

Stworzenie podobnej sytuacji i podobnej pary w słodkiej historii o miłości jest obrzydliwe, obrzydliwe tak bardzo, ze Królowa Matka niemal wymiotowała, czytając to, a właściwie - kończąc czytanie, bo poza te dwadzieścia parę stron nie wyszła i już nigdy nie wyjdzie. Wcale nie jest ciekawa, co się przydarzy obleśnym bohaterom AutorKasi, kto i ile razy zostanie prawie zgwałcony (jeśli będzie pozytywną bohaterką), albo zgwałcony (ale dobrze jej tak, bo jest bohaterką negatywną), okradziony, oszukany, ubabrany w tym błocie, które tworzy pani Michalak, by je następnie opakować w pozłotko i róże, i sprzedawać jako kojące nerwy opowieści o wielkich uczuciach.

Królowa Matka spyta tylko - czy ktokolwiek z Was, Drodzy Redaktorzy niegdyś szanowanego wydawnictwa "Znak" czyta ten szit, zanim go przyklepie do druku? Czy wystarczy Wam, że przyniesie Wam kasę, więc nieistotne, jak będzie cuchnąć, jakie szkodliwe treści głosić, jak fatalnie będzie napisany? Czy macie ludzi, którzy sprawdzają treść, zanim na oficjalnej stronie wydawnictwa napiszą o "tej niezwykłej, wzruszającej historii o przyjaźni i miłości", czy tylko oglądacie okładkę, a widząc na niej te wszystkie loczki, falbanki, koronki i kwiateczki myślicie: "To o miłości!" i piszecie, co Wam klawiatura na język przyniesie? Czy zadawalacie się recenzjami rozkochanych fanek na Lubimyczytać, czy czasem ktoś jednak rzuci okiem na to, co te fanki, łykając wszelkie obrzydliwości jak gęś kluski wyłącznie dlatego, że zostały opakowane w różową bibułkę, tak naprawdę czytają?

Czy Wy się w ogóle nie wstydzicie promować podobnego... czegoś własnym znakiem towarowym?

Królowa Matka by się wstydziła.

Wstydzi się i za Was.

61 komentarzy:

  1. Na usta cisną mi się wyłącznie nieparlamentarne słowa. Bardzo nieparlamentarne i co najmniej w trzech językach.
    Ałtorka zawsze dzieli mężczyzn na gwałcicieli i statecznych ojców, trzeciej opcji nie ma, ale to już przegięcie. Poza tym... przecież ona ma dzieci. Jeśli dobrze zrozumiałam z jej bloga, synów. I co, wyobraźnia pani pisarki nie potrafi jej podsunąć rzeczywistego obrazu tego paskudztwa, które pani, haha, pisarka opisała w swojej książce?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synów, jeden chyba w stosownym wieku, by zostać fachowym uwodzicielem. Ale sądzę, że ona sądzi (ach, jak po polsku ;)), że to się nie zdarza w dobrych rodzinach (takich jak jej). I sądzę, że tak naprawdę nie myśli o tym, co pisze, to znaczy o tym, jak jej pomysły wyglądają na tle prawdziwego świata (i jej wielbicielki też o tym nie myślą), po prostu potrzebne jej do akcji to pisze, a jak się ktoś zdegustuje to znaczy, że jest hejterem, i już.

      Usuń
  2. Hm... A mnie się nasuwa podejrzenie, że Znak to może wydawać, bo faktycznie im się to podoba... I teraz się zastanawiam, co jest wobec Znaku insynuacją bardziej obraźliwą: opcja, że ponieważ pecunia, czy opcja, że ponieważ taki ich gust? Z dwojga złego chyba wolę pecunia, bo to pozostawia cień nadziei, że niekupując ma się jakiś wpływ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz mnie, to chyba nie jest możliwe w wydawnictwie, które wydawało (i wydaje) noblistów? Że tym samym rektorom (czy kto tam zatwierdza książki) podoba się Wiesław Myśliwski i Katarzyna Michalak?

      Ja obstawiam pecunia non olet, zwłaszcza, ze "Znak" nie jest wydawnictwem, w którym pani Michalak debiutuje. Zadebiutowała gdzie indziej, po czym została zwerbowana? zainteresowana? wydawaniem w "Znaku". I, jak pisałam w poprzednim poście, ja się jej nie dziwię, że chce być wydawana w "Znaku", bo ja też bym wolała być wydawana w "Znaku". Mnie dziwi, że "Znak" w poszukiwaniu nowych klientek najwyraźniej lekceważy to, że są takie, które może stracić.

      Usuń
    2. A jeśli sobie wydzielili działy "lyteratury ambytnej" i "kobiecej", i z góry założyli, że to drugie to przecież, panie, wszystko kaszanka, więc po co w ogóle odsiewać? Znak przez lata wydawał właśnie głównie najwyższą półkę, więc jak postanowili wejść w popkulturę, to... nie wiem, może zwyczajnie nie mają rozeznania? Nie wiedzą, że tu też istnieje takie cuś jak literacka jakość? Redaktor, który całe życie robił w noblistach, esejach filozoficznych i biografiach wojennych, pogubił się, jak przyszło do oceniania literatury pościelowo-landrynkowej, więc pewnie przyjęli kogoś, kto "się zna". Tylko jak z kolei oceniali kompetencje tego kogoś? "A bo ja tak dużo romansów czytam!" wystarczyło?

      Mnie dziwi, że "Znak" w poszukiwaniu nowych klientek najwyraźniej lekceważy to, że są takie, które może stracić.
      Kasa się zgadza, sprzedaje się nawet lepiej od Myśliwskich i Kołakowskich, znaczy jest git. Tylko potem będzie wielkie biadanie, jak to współczesny poziom literacki spada i zwalanie na masy, co wszystko kupią. No jak nie ma lepszego, to kupują co jest i przyzwyczajają się, że tak ma wyglądać książka... :/

      Usuń
    3. Mam (smutne) wrażenie,że my się tu zastanawiamy, szukamy usprawiedliwień, logicznych uzasadnien i innych takich, a wyjaśnienie jest proste jak konstrukcja cepa - sprzedaje się, więc będzie wydawane i finał,mniejsza o tradycję, historię i opinię :(...

      Usuń
  3. Ojtam, ojtam... Krolowa Matka przesadza. Jasne, ze tylko facet moze byc zboczencem, bo nie ma formy zenskiej od slowa ''zboczenie'' (nimfomanka to za ladnie brzmi). Poza tym nalezalo sie bardziej pastwic nad rozkladajacymi sie kolezankami mamusi, bo wtedy to podlegalo pod prokuratora. A Aniela byla sprytna i zaczela jak on mial 16, no? To i tak dlugo czekala bo od 15-tki by juz mogla... No dobra, koniec zartow (bardzo smieszne...). Ledwo przebrnalem przez poprzedni post a tu juz drugi... Jak dwa to i trzy, prawo serii, czyli poczekamy - zobaczymy :D Pamietam, ze w moim zyciu przeczytalem jednego ''harlekina'' i od tamtej pory nic wiecej, a Krolowa Matka widze w jakims masochistycznym transie wziela sie za druga... Ja rozumiem, ze w ogolniaku odpadlem na 14-tej stronie Don Kichota (jego krajanie tez odpadaja, wiec czuje sie rozgrzeszony), ale zeby tak z wlasnej i nieprzymuszonej woli znowu...??? A... i sprawdzilem na sobie - ''całować gładką, pachnącą i rozpaloną skórę nadgarstka, czując pod wargami oszalałe pulsowanie jej krwi'' sie nie da. No po prostu sie nie da. Ale moze ja az tak bardzo nie szaleje na moim punkcie albo tetnice mam poblokowane zaawansowana miazdzyca...? Albo mam inna anatomie nadgarstkow, czy jak...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten jest PRZEDOSTATNI (bo ostatni zachowuję na książkę o powstaniu warszawskim, kiedykolwiek powstanie). No i za ten oraz poprzedni należy Kochanych Czytelników winić, no, za poprzedni, tego mogłoby nie być, ale - jak w tytule - czułam, ze nie chcem, ale muszem, inaczej sie uduszem :).

      Usuń
    2. Mnie uczono, że aby wyczuć puls, szczególnie u osoby zdrowej, trza "przycisnąć" skórę dwoma palcami. Jeśli chłopak wyczuł puls w inny sposób, to musiał nieźle się napracować. ;-) A może Aniela miała żyły na wierzchu? Przy odwodnieniu, szczególnie temu towarzyszącym w przewlekłych chorobach, to jest bardzo możliwe i wtedy docisk nie jest konieczny. :-)

      Usuń
    3. OMG - a skąd przypuszczenie, że AutorKasia ma chęć wziąć na warsztat Powstanie Warszawskie ? Czy Królowa Matka ma jakieś podstawy do snucia tak przerażąjących wizji ??? A myślałam, że najgorsze, co ,mnie w tej kwestii mogło spotkać to "Sosnowe dziedzictwo" Ulatowskiej, która z przyczyn znanych tylko sobie postanowiła częśc akcji umieścić właśnie w czasie Powstania...

      Usuń
    4. Sama o tym pisała, już rok temu, spodziewałam się jej książki przy okazji okrągłej rocznicy, ale wyhamowała (albo ktoś ja wyhamował). Nawet myślałam, ze zarzuciła ten pomysł całkiem, ale chyba nie, skoro jest info o dwóch historycznych książkach. I nawet tyluł podaje ("Miasto Niezłomne", bodajże). Tak więc jest się czego bać.

      Usuń
    5. Bardzo oryginalny tytuł ;-) więc już sie zaczynam bać... :-(

      Usuń
    6. Tak tylko się wtrącę do kwestii pulsu na nadgarstku - zależy od tego, jak się u kogo naczynia krwionośne rozkładają. Na jednym nadgarstku tętnicę mam tak blisko pod skórą, że patrząc na nią widzę, jak pulsuje. A jak się dotknie wargami to bez problemu można wyznaczyć tętno - i mówię tu o sytuacji, gdy sobie spokojnie siedzę, nie po żadnym wysiłku fizycznym. Odwodnienia też raczej nie mam. Czyli się da - u niektórych :P

      Usuń
  4. To ja tylko podrzuce link do recenzji innego dzieła pani M. Też wydanego przez Znak…
    http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/2013/06/jak-nie-pisac-o-problemach-spoecznych.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam :). Było linkowane pod pierwszą częścią analizy "Poczekajki" na blogu.

      Usuń
  5. Opadają ręce i brak słów po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę powiedzieć, że mi zabrakło słów po poście długości 5 tys znaków ;D... ale tak naprawdę zabrakło, czytając myślałam głównie słowami nieparlamentarnymi.

      Usuń
  6. Hmm, nigdy nie przeczytałam ani jednej książki wymienionej autorki, nie znam jej wcale i nie zamierzam poznawać żadnych dzieł. Nie bronię jej więc w żadnym stopniu, ale chciałam tylko napisać, że opisana sytuacja jest możliwa i prawdopodobna, a Królowa Matka po prostu porządną i normalną nauczycielką była, ale to nie znaczy, że jeśli dla niej uczeń był przezroczysty, to dla innych też. A i w małym miasteczku wiele się wydarza i wcale nie przeszkadza to, że wszyscy o wszystkim ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja akurat doskonale wiem. Nie wiem tylko, jak takie kwiatki mogą znajdować się w uroczej, ciepłej i wzruszającej opowieści dla pań z serii z serduszkiem, a nie w poważnej obyczajówce analizującej posępne elementy małomiasteczkowej świadomości. I oczywiście bez słowa komentarza nad "prawie dzieckiem" (czternastolatek - "prawie dziecko"? oł rili?).

      Usuń
    2. I z tym się zgadzam :) Ciepła książka i deprawacja, tudzież gwałt - to się wyklucza w moim odczuciu.

      Usuń
  7. Skutecznie mnie zniechęciłaś do tej powieści i jej kontynuacji, zresztą do tej jej nowej serii nie miałam przekonania. Czytałam inne książki P. Michalak- w sumie podobał mi się "W wiśniowych dworku, Mistrz, Powrót do Poziomki". "Nadzieja" natomiast okazała się bardzo słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? A słyszałam, że "Nadzieja" uchodzi za najlepszą powieść...

      Usuń
  8. Podziwiam Królową za to poświęcenie dla czytelników. Ja bym nie dała rady przeczytać tak 'rewelacyjnych' historii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle przeczytać, co napocząć (to jest jakieś dwadzieścia? dwadzieścia pięć stron? dalej nie czytam, teraz czytam normalnych pisarzy!). No i nie sądziłam, ze je opiszę, dopóki mnie nie zaczęła furia dusić.

      Jak będę zbierać sześćset lajków to poczynię zastrzeżenie, by nie wymagać ode mnie AłtorKasi. Dość mam tych ohydztw, raz na zawsze.

      (Jak zwykle czynię zastrzeżenie - oprócz książki o powstaniu. Tę przeczytam. Bardzo, bardzo dokładnie. I bardzo, bardzo dokładnie opiszę ;D).

      Usuń
  9. Że tak pojadę klasykiem: "No widzisz, jak ty nic o życiu nie wiesz!" :-) w przeciwieństwie do admiratorek talentu pani Michalak.
    Wyrazy uznania za determinację :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czegóż mamy AłtorKasię, ona mnie nauczy ;)!

      Usuń
    2. Jej to nawet się nie dziwię - dziwię, że takie wydawnictwo jak Znak wydaje coś takiego i że ktoś to czyta (wizyta na blogu jest wielce pouczająca).

      Usuń
    3. Ja się jej też nie dziwię. Jakbym ja pisała książki to też bym chciała, żeby mnie Znak wydawał i Wydawnictwo Literackie.

      Na blogu AłtorKasi? Bolesne doświadczenie, od pierwszej wizyty (z rok temu) staram się nie powtarzać :).

      Usuń
  10. to ona zapowiada, że powstanie też przeinaczy? żeby nie użyć słowa, które jest nieparlamentarne, za to bardzo uniwersalne i idealnie tu by pasowało...

    ja jestem nauczycielką i całkowicie się zgadzam z Królową w podejściu do uczniów, miałam tak nawet w stosunku do studentów (bo przez jakiś czas na uczelni wyższej uczyłam - angielskiego ;)) i chciałabym jeszcze dodać, że niezależnie od tego jak oni by nie byli przystojni i czego by tam nie wydzielali z siebie (szczególnie zaraz po wf, he he), to nawet 20-letni chłopcy są psychicznie dziećmi i żadnej normalnej dziewczynie po studiach (a przecież, żeby uczyć w szkole, szczególnie ponadgimnazjalnej, trzeba mieć tytuł magistra?) takowy chłopak nie zaimponuje...

    co do Znaku, to ja przypuszczam, że oni wydają AłtorKasię, żeby móc wydawać inne, bardziej wartościowe, ale za to niestety mniej dochodowe książki... nie widzę innego wytłumaczenie, choć biorąc pod uwagę szkodliwość społeczną tych opowiastek uważam, że zdecydowanie powinni zrewidować swoje podejście.

    i jeszcze uwaga dot. książek AłtorKasi - one mają przepiękne, przyciągające uwagę, romantyczne okładki, co w połączeniu z bardzo zachęcającym opisem z tyłu może naprawdę zachęcać do kupna. gdyby nie recenzje Królowej, to być może sama bym się skusiła, w księgarniach rzucają się w oczy, a ja czasem lubię sobie przyjemny optymistyczny romans przeczytać...

    i jeszcze napiszę, że moje komentarze się regularnie u Królowej nie publikują ( w innych miejscach tylko czasami), ale tym razem się zaparłam, skopiuję sobie i będę próbować do skutku :) (bardzo byłam zdegustowana, bo nie pojawił się mój piękny komentarz pod postem o powstaniu i pod postem o blogowym spotkaniu, i pod rocznicowym, a u Królowej - z powodu moderacji - nie od razu można to stwierdzić niestety... co nie ma być zarzutem, bo znane mi są powody takiej sytuacji, a wyjaśnieniem dlaczego nie ponawiałam prób... po kilku dniach komentarz traci jednak swoją pierwotną świeżość ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona zapowiada, że powstanie opisze. To my, jej, ekhm, krytyczni czytelnicy zakładamy, że przeinaczy :). Oczywiście można optymistycznie założyć, że się przyłoży i, bo ja wiem, risercz zrobi, ale nauczona doświadczeniem wątpię.

      Bohaterka jest nauczycielką matematyki, zakładam, że po studiach, ma 26 lat. Nic jej nie tłumaczy, w żadnym wypadku, po prostu.

      Nie Znak, ale Wydawnictwo Literackie tak się właśnie tłumaczyło. Ze publikuje AłtorKasię, by zarobić na publikację cennych i wartościowych książek. ciekawe,że nie przychodzi im do głowy, że skutkiem takiej polityki mogą tych czytelników, co kupią tę wartościową literature stracić. I co wtedy, więcej AłtorKaś, żeby wydać tę literaturę, co jej nikt nie kupi, bo straconą opinię trudno odbudować?

      Zgadzam się co do okładek, nawet to piszę powyżej - jak jeszcze jej nie znałam sama się prawie nabrałam. Na szczęście dobre bogi ustrzegli.

      I dziękuję za upór :).

      Usuń
  11. ja jeszcze zapomniałam o jednym - ciekawa jestem zmiany podejścia Królowej do MM, bo Królowa pięknie umie ubrać w słowa to, co ja tak sobie jedynie intuicyjnie przeczuwam ;) a konta na facebooku nie mam (bo na pewno bym zalajkowała) i mieć na razie nie planuję, nawet dla Królowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli MM to jest ta MM o której myślę, to zmiany napawają mnie głębokim smutkiem. Może o tym napiszę kiedyś, chociaż z wielu powodów staram się unikać tego tematu.

      Konto na FB nie jest obowiązkowe, tu się też udaje czasem opublikować, jak się okazało :D.

      Usuń
    2. Wtrącę się w temacie MM; mam kiepski czytelniczo rok, więc sięgnęłam po Jeżycjadę, której czytanie zakończyłam swego czasu na "Pulpecji" (choć nawet nie pamiętałam o tym i myślałam, ze na "Noelce"). Teraz przede mną "Tygrys i Róża".
      Różne różniste mam odczucia - raz szczęka mi opadła mi z oburzenia, tu i ówdzie pocmokałam zirytowana.
      Ale to wciąż się broni!
      Planuję końcem roku jakieś czytelnicze podsumowanie roku (Twoje wpisy miały niejaki wpływ na dobór lektur), oczywiście lichutkie jak na Twoje standardy, niemniej zapraszam już dziś - bezpieczniej ulać sobie żółci na cudzym blogu ;P
      Zwłaszcza w temacie MM, która - co tu dużo mówić - była (jest?) guru naszego pokolenia :)

      Usuń
    3. Cóż, nie chcę ci nazbyt spoilerować, ale - przestanie się bronić (zresztą już i "Pulpecja" daje, rodzice, którzy zapomnieli o maturze dziecka to patologia, a nie kochająca rodzina). "McDusi" radzę nie czytać. Poważnie, to jedna z najgorszych książek, jakie czytałam w życiu.

      Czekam na twoje podsumowanie z niecierpliwością!

      Usuń
  12. Anutku, tyś wpływowa blogerka- nie dałoby się podrzucić tego tekstu Gdzieś Wyżej? Albo może chociaż innym WB, żeby ten szajs został publicznie obnażony?
    Przyznam się ze wstydem, że będąc szesnastoletnim workiem na hormony sama produkowałam ohydne pornopka (w których element hem, erotyczny był słabo tylko maskowany przez akcję), i być może podobne karalne czyny był na rzeczy (w pornopkach znaczy się). Podjęłam się rownież pewnej obrony Humberta Ha, ale na BORA!!! Nigdy nie traciłam z oczu (nacieczonych hormonami i tak dalej) faktu, że osobnik młodszy JEST fragilny, a osobnik starszy ponosi odpowiedzialność.
    Słowa Anieli po prostu mnie zemdliły, podobnież zresztą jak reakcja alter ego Michalak- Anaeli, te o gwałcie. Jak ludzie mogą kupować jej ciepełko, no jak?


    Mam nadzieję, że przyznając się do pisania pornopka nie tracę za bardzo twarzy, na usprawiedliwienie mam tylko te hormony, no :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, ze się roześmiałam w temacie tej wpływowej blogerki. Bardzo mi miło, że ktoś tak sądzi, ale ja nie jestem wpływowa, ja jestem w ogóle niezauważalna, no, może wpłynęłam na parę osób, by AłtorKasi nie czytały:). Ale bardzo mi przyjemnie, ze ktoś tak sądzi.

      Pisanie czegokolwiek w wieku lat pietnastu, choćby to pornoopka były, powinno być rozgrzeszane z góry :). A poza tym autorka piętnastoletnia pisząca o seksie osób piętnastoletnich pisze o swoich rówieśnikach, a wię osobach w jej mniemaniu przecież dorosłych, prawda. I dojrzałych :). Usprawiedliwia ją też niewiedza, nieumiejętność dostrzegania konsekwencji, młody wiek, to, że nie będzie opublikowana ;), masa rzeczy.

      Usprawiedliwienia dla dorosłej kobiety opisującej seks szesnastolatka i osoby dorosłej, i w dodatku twierdzącej, ze to ten szesnastolatek jest stroną aktywną, doświadczoną i odpowiedzialną za to, co się stało, a także wydającej te stwierdzenia drukiem nie ma żadnego.

      Usuń
  13. Ja pierdziut ;-) Za "zawracanie głowy" (i "ogona" oczywiście) jest paragraf w każdym szanującym się kraju. Internet mi podpowiada, że w Polsce od 2 do 12-tu lat więzienia. Ale nie to mnie zszokowało, że nauczyciel wchodzi w bliższą relację z uczniem (w Stanach, gdzie czytam gazety i podglądam TV, takie "njusy" zbyt często pojawiają się mediach, a wiadomo to, ile nigdy nagłówka się nie doczeka). Zszokowało mnie stwierdzenie, że "jeżeli już ktoś kogoś uwiódł, to Jakub Anielę, a nie odwrotnie". Za Tobą, Anutku, jako nauczycielka w życiu bym w ten sposób nie usprawiedliwiła własnego wyskoku tego typu (gdyby mi przyszło do głowy), bo jako średnio rozgarnięty obywatel przynajmniej tyle rozumu mam, że wiem, że część mózgu odpowiedzialna za przewidywanie konsekwencji swoich czynów kształtuje się jako ostatnia, około 21-go roku życia. Psychologia to wie od dawna, więc napisać, że nastolatek ponosi winę za łamanie prawa to raczej żenujące. Anieli ile było wiosen? Nie doczytałam? Nie wiem, ale insynuacja, że szesnastolatek wie, co robi, kiedy rozpiera go natura to ciężka przesada.

    Z innej beczki - zrecenzuj nam Maję Banks :-) Czytałam tylko pierwszą część serii "Bez tchu". To mieszanka "50-ciu twarzy" i takiego właśnie Harlequina. Wkurzysz się niepomiernie, bo z wykształconej niby babki Banks robi niewolnicę seksualną. Nie wiem, jak ma się to odnosić do amerykańskiego feminizmu, bo Amerykanki przekazują sobie tę lekturę bez zastrzeżeń. W ogóle się nad treścią nie zastanawiają. Idzie tylko o "momenty", dla mnie monotonnie nudne, przewidywalne i do dupy. Och! Spoiler mi wyskoczył. ;-) Ale tak tu już jest. Dekameronu się nie czyta za młodu i na starość "twarze" w odmianach Greya lub "Szaleństwo zmysłów" są nowością robiącą furorę. ;-) Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to pisałam wyżej, to stwierdzenie to jest szczyt, nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby tak myśleć. Aniela ma 26 lat, rany kota! Ich kontakty w Polsce już nie podpadają pod paragraf (kontakty koleżanek mamusi i owszem), ale z pracy powinna z wizgiem lecieć i do końca życia zatrudnienia w szkolnictwie nie znaleźć!

      Maja Banks, mówisz :) A obczaję :)))).

      Usuń
    2. Obczaj ;-) Oczywiście w dostępnym sobie czasie. Nie popędzam. Czytania takich "dzieu" popędzać nie należy ;-)

      Usuń
  14. ałtorkasia (celowo z małej litery) wcale nie myśli, bo gdyby cień tej czynności zaświtał jej w głowie, może nie napisałaby tych głupot. Ja nie jestem nauczycielką, za to jestem matką kiedyś nastolatka. Jakoś nie został zdeprawowany, bo tak należy nazwać czynność seksualną wykonaną przez osobę pełnoletnia nad małoletnim, przez moje koleżanki z trzech prostych powodów:
    1. nawet już nastolatka strzeże się jak oka w głowie (chociaż on ma tego nie widzieć, bo się małolat burzyć będzie)
    2. Mam normalne koleżanki
    3. Jakby się takowa deprawująca swołocz w otoczeniu moim i dziecka mego pojawiła, to rozmazałabym ją po najbliższym chodniku. O czym zawsze głośno i dużymi literami mówiłam.
    ałtorkasia zapewne oglądać zaczęła Absolwenta dla świetnej muzyki i zainspirowała sie historią tam opowiedzianą, tyle że nie dooglądała do końca i nie wie, jak dramatyczne ta historia miała zakończenie.
    Albo ałtorkasia sama jest zwolenniczką deprawacji młodych i niedojrzałych ludzi, którzy ach jacy podli prowokują dorosłych i sami sobie są winni, co już była uprzejma stwierdzić inna grupa zawodowa zajmująca się kusicielami w dziecięcych opakowaniach. Uch ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ałtorkasia (celowo z małej litery) wcale nie myśli", i to wystarczy za wszelkie recenzje :).

      O, ona nie jest zwolenniczką deprawacji nieletnich. Ona rzeczywiście nie zastanowiła się, co napisała, a jej wielbicielki nie zastanowiły się, co przeczytały.

      No i deprawował tylko Jakub, raz jako zepsute "niemal dziecko" (niemal!!!), raz jako zepsuty trzydziestolatek, pragnący zaliczyć niemal dziecko. Bowiem w świecie AłtorKasi faceci tacy już są, od kołyski do grobu.

      To bardzo, bardzo chory świat.

      Usuń
  15. Czytam te recenzje i czytam i az mnie kusi by oryginal przeczytac :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to efekt, który pragnęłam wywołać ;).

      Usuń
  16. Tym razem nie jest mi do śmiechu. O_o

    OdpowiedzUsuń
  17. I mnie nie jest do śmiechu. Nie tylko dlatego że mam dwóch bardzo przystojnych synów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie dlatego. To jest po prostu... niewybaczalne.

      Usuń
  18. Ło matko! Jaki piękny Szajs! :D
    A tak na marginesie, to na Znak się pogniewaliśmy, bo nam z fochem oznajmili, że za niskie statystyki mamy. Bo nikt nie rzuca się do kupowania przez naszą stronę.
    Co do treści - skoro Znak wydał, znaczy się treść słuszna i pobożna, bo kobieta powolna mężczyźnie (choć małemu) była, jako ta białogłowa pokorna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rany, serio? Macie za małe statystyki jak na wyśrubowane wymagania Znaku?

      A ciekawa jestem bardzo, czy jakby ktoś miał takie statystyki, które by te wyśrubowane wymagania spełniały, to czy mógłby strzelić taką recenzję, jaką ja powyżej popełniłam? Czy polityka Znaku teraz wygląda tak: "Wydajemy szit, recenzenci zgodnym chórem chwalą szit, a klienci go kupują i wołają o więcej, my zarabiamy masę hajsu, a duch Jacka Woźniakowskiego oddala się coraz szybciej i coraz bardziej niedwołalnie"?

      No tak, czyli z treścią nie ma co polemizować, pewnie jej nie zrozumiałam ;)...

      Usuń
    2. Jesteśmy za mało "trędi" dla Znaku. Cóż, przegraliśmy z blogiem, który połowę postów ma pod tytułem "paczajcie jakie ładne książeczki sobie kupiłam" (zdjątko-zdjątko-zdjątko) i jeju, jaka śliczna jestem i tajemnicza za tą książeczką.

      Recki negatywne przejdą - na przykład w Prószyńskim, chyba, że kompletnie się książka nie podobała - wtedy ustalamy, co robimy i zazwyczaj po prostu piszemy, a pani Ania nie puszcza recki "wyżej".

      Nie wypowiadam się na temat Znaku, bo z ich oferty najbardziej podobał mi się przedstawiciel handlowy ;)

      Usuń
    3. (zjadło mi komentarz, jakby się dublowało to proszę o posprzątanie i przepraszam za kłopot)
      Przegrałyśmy na statystyki z dziewczęciem, które wrzuca zdjątka swoich książeczek na stosiku i selfiki w stylu "ojej jaka jestem piękna i tajemnicza za tą książką".

      A z oferty Znaku to najbardziej mi się podobał ich przedstawiciel handlowy :D

      Usuń
  19. (wysłało mi komentarz za wcześnie :( ) Jeden pozytyw AłtorKasi: gdyby nie jej wypociny, nigdy nie powstałyby niektóre teksty Królowej Matki ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam, nie znałam i poznam na pewno - dzięki za lojalne ostrzeżenie (w dodatku fajnie napisane) :). Pozdrawiam (i zapraszam "do mnie")

    OdpowiedzUsuń
  21. W ramach komentarza chciałabym zaprezentować moje doświadczenia z przeczytania innej książki K.Michalak, mogę?

    WARNING: zawiera streszczenie.

    Ponieważ odkryłam w domu wypożyczoną przez kogoś z biblioteki książkę "Kawiarenka pod Różą", postanowiłam naocznie przekonać się, jak też czyta się ksiązki niesławnej K.Michalak. Ku mojemu pewnemu rozczarowaniu, nie znalazłam tam żadnych soczystych momentów typu dramatyczna reanimacja, za to zostały użyte chyba wszystkie wypunktowane przez Ciebie chwyty: piękna heroina (lat 24?), która od razu ściąga pożadliwe [męskie] i zazdrosne [damskie] spojrzenia i staje się tematem nr 1 plot w miasteczku, spełnione marzenie, którym jest własna przeurocza kamienica z ogrodem i "trochę grosza" podarowane jej, od tak, przez tajemniczego T. (oczywiście bohaterka przybyła ciemną nocą i poszła spać nie zapalając światła, więc jest i odkrywanie swojej - nieco zapuszczonej, ale jakże klimatycznej, własności), a także nieodmiennie słodziutka nazwa miejscowości, w której heroina zaczyna życie od nowa. Są i denerwujące zdania w typie Kassandry ("gdyby tylko wiedziała...") a także "chłyt matetindowy" - iż jest to pierwsza część serii dowiadujemy się dopiero na końcu książki (chyba że ktoś jest sprytny i przeczyta wkładkę wewnątrz okładki, ale na serio - kto to normalnie robi?).
    Jeśli chodzi o streszczenie - wkurzająco wesoła "drimerka" "Amelia" z amnezją po ciosie w głowę przeprowadza się do cudownego miasteczka Zabajka i postanawia założyć cukierenkę, bo jedyne, co pamięta, to przepisy na słodkości. Wszystkich absolutnie zaczarowuje jej urzekająca osobowość, tak że po pierwszym dniu ma już kupę przyjaciół, którzy już są z nią takbardzozaprzyjaźnieni że np. odmalowują jej w parę godzin pomieszczenia na parterze, kupują zestaw starych mebelków na wyposażenie cukierni, za darmochę odchwaszczają ogród i podarowują takie cuda jak sadzonki róż i rododendronów itp., itd. Nie żebym się znała, ale coś mi się zdaje, że w ciągu 48 godzin wydali na kobietę, której nie widzieli wcześniej na oczy, ładnych parę tysięcy. I są absolutnie zakoffani zarówno w "Amelii", jak i we wszystkim, co jej dotyczy - w jej wypiekach, jej kamienicy, jej kocie, jej koszuli nocnej...
    Jest i najprzystojniejszy facet w okolicy: męski, silny, jeździ z pomocą humanitarną do Afganistanu, więc oczywiście jest jedyną osobą, która naszą wszechpogodną "Amelię" złości i odstręcza... bo tak.
    Tak więc jest cukierkowo i słodko i zawsze świeci słońce, a Zua Wójtowa w książce istnieje tylko po to, żeby główna bohaterka lepiej wyglądała... Aż na ostatniej stronie oto pojawia się tajemniczy T., ofiarodawca tego całego dobra! I książka się kończy. (*Badum-tss*).
    A teraz, uwaga, uwaga! (*Werble*)
    Na 307 stron w książce zaledwie 94 to "akcja", albowiem resztę zajmują przepisy na różne słodkości - co tłumaczy, dlaczego potrzebny jest co najmniej jeszcze jeden tom, aby zakończyć historię, która w zasadzie dopiero się rozpoczęła. Co prawda z tyłu okładki ostrzegali, że książka jest "okraszona przepisami na wszelkiego rodzaju słodkości", ale powiedziałabym raczej, że to historia Amelii była tu dodatkiem - mdło-nijaka bajeczka jako próba zrównoważenia nadmiaru słodyczy w opisywanych wyrobach cukierniczych.
    Z ciekawszych wynalazków jest połączenie dwóch archetypów mężczyzn występujących w wszechświecie K.M. w jedną postać - mamy mianowicie odnoszącego sukcesy dyplomatę, dobrego i statecznego męża, który molestował swoją córkę. Cymesik!
    Podsumowując - jest to książka słitaśna aż do mdłości, nudna i przewidywalna, bez względu na to, czy zostało się ostrzeżonym o cechach charakterystycznych innych wytworów autorki. Nic ciekawego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O-MÓJ-BOŻE, sprawiłaś, ze chcę to przeczytać (przeskakując przepisy na slodycze :D )!

      Spieszę poinformować, że amnezja jest chyba ulubiona przypadłością służącą do obdarzania nia bohaterow Katarzyny Michalak, jedna z czytelniczek streściła mi ciąg dalszy "Poczekajki", w którym to ciągu dalszyl Herołina doznaje napadu amnezji i - uwaga! - czyta "Poczekajkę", żeby sobie samą siebie przypomnieć.

      Też chciałam, po tym streszczeniu, zobaczyć rzecz na wlasne oczy.

      Ale zwalczylam chęć.

      Teraz też zwalczę :).

      Usuń
    2. No proszę, a jest ciąg dalszy? Po Twojej recenzji myślałam, że to koniec historii, no bo jednak Łukochany nie palił listów Herołiny, źli zostali pokonani groźbą impotencji i ogólnie wszystko cacy.
      ...Zakład, że w takim razie bohaterka książki szlocha obficie nad każdą stroną "Poczekajki"? :D

      Usuń
    3. Nie dość, ze jest, to okazuje się, że Łukochany to Szuja, Wytarta Szmata i Szczeżuja, Bardzo Zly Czarny Charakter, który przespał się z mamusią Herołiny, a ją samą, Herolinę, znaczy, podjął się zaliczyć za pieniądze jest ideałem mężczyzny, co to go do rany przyłóż, wzorowym mężem, ojcem dzieciom oraz milością zycia, a obłakana narzeczona to sucz, która mamiła Niewinnego Mężczyznę, który co prawda jest Wytartą Szmatą i (patrz wyzej), ale ojtam, ojtam.

      Słowem - za AłtorKasią nie nadążysz :D!

      Usuń
  22. O... mamo...
    Z dobrej strony, nie spodziewałabym się czegoś takiego: czyli nie jest to kolejna książka o przewidywalnej fabule. Ze złej... takiego obrotu sytuacji nie spodziewałby się - i nie łyknął! - nikt przy zdrowych zmysłach... (No chyba że wywracanie postaci na drugą stronę wbrew logice to kolejny ukochany myk autorki, a ja tego nie wiem.)
    Tak więc ostatecznie idealnego kandydata na męża można poznać po tym, że gwałci, uwodzi za pieniądze, sypia z wieloma kobietami, kradnie biżuterię i z premedytacją potrąca ludzi samochodem? Straszne, najwyraźniej cały czas rozglądam się za niewłaściwymi facetami!

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie zgadzam się w kwestii 16latka jako dziecka. Osobiście jestem już dawno pełnoletnia, i w wieku lat 16 spokojnie mogłam o sobie decydować. I nie żałuję żadnej z decyzji, natomiast żałuję jednej popełnionej, gdy - w świetle prawa - byłam już jakiś czas pełnoletnia.
    16latki powinny odpowiadać jak dorośli - taryfa ulgowa dla nich, to błąd, bo jeśli nie wymagamy od nich dorosłości, to tej dorosłości nie otrzymamy. Znam ludzi, którzy w tym wieku także byli dorośli, bo zostali wychowani w ten sposób. Często choćby 40latkowie nie są dorośli, więc nie sądzę, żeby powinno się przykładać do wieku tak dużą wagę, jeśli wszelkie inne czynniki świadczą o tym, że mamy do czynienia z osobą psychicznie dojrzałą. Kwestia doświadczeń i psychiki danej osoby.
    A że pani Katarzyna pi...li farmazony, to wiadomo nie od dziś, i w jej książkach nie spodziewałabym się faceta innego, niż "złego", głupiego i zepsutego (jak ten nastolat) lub idealnego (każdy kasiasty, przystojny i zaradny :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem dawno pełnoletnia i uważam, że, owszem, 16-latki to są dzieci (chociaz często juz nie wyglądają). Nieistotne, czy tak same o sobie myśla, i nieistotne, jak bardzo im to uwłacza.

      I nieistotne, jak bardzo są dojrzałe (rzeczywiscie czy we własnym mniemaniu), istotne jest bowiem, że WEDŁUG PRAWA są dziećmi. Może nam się to podobać lub nie, i to też jest nieistotne.

      Wedlug prawa sa nieletni, psychologicznie i biologicznie stanowią prawdziwą bombę, a przede wszystkim według i prawa, i biologii, i norm spolecznych - dorosła i odpowiedzialna za swoje czyny jest osoba 24 letnia. Ani prawa, ani spoleczeństwa nie interesuje, czy osoba 24-letnia miała trudne dzieciństwo i jest w związku z tym psychiczną trzynastolatką, za to 16-latek jest dojrzały wewnętrznie. 24-latka jest dorosła i to ona ponosi pełna odpowiedzialnośc za swoje czyny.

      Możemy sobie myśleć o tym, co chcemy, ale ani to prawo, ani normy spoleczne z powietrza się nie wzięły, więc nie, nie uważam, że należy lekceważyć wiek metrykalny, jeśli nawet wszystkie inne czynniki świadczą, że mamy do czynienia z osoba dorosła.

      Zwlaszcza, ze tu nie świadczą.

      Usuń
  24. Któryś z komentujących pisał o inspiracji "Absolwentem". Ja za to widzę bezczelną zrzynkę ze "Stu lat samotności", chociaż nie podejrzewam ałtorkasi o czytanie książek TEGO kalibru. Bo mamy i przedwcześnie dojrzałego nastolatka, i kobietę, która pakuje mu łapy do gaci, sekretny romans, zajście w ciążę z tymże nastolatkiem, który potem (no, znaaacznie potem) chędoży połowę okolicy. No i też małe miasteczko.
    BTW, przeczytałam kilka recenzji Królowej Matki i mogę napisać jedno: chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń