wtorek, 8 października 2019

Konwersacyjnie

 Dwa lata temu, podczas pobytu w Górach Świętokrzyskich Pan Małżonek odbył z zachwyconą królewskomatczyną progeniturą Właścicielką pensjonatu, w którym z wielką przyjemnością pomieszkiwaliśmy, długą rozmowę. W jej trakcie Właścicielka wyraziła uznanie dla królewskomatczynych oraz panamałżonkowych metod wychowawczych.

- Państwo z nimi bez przerwy rozmawiają! - rzekła z uczuciem. - Na wszystkie pytania państwo odpowiadają... nie siedzą państwo w milczeniu, każde z nosem w swojej komórce, a dzieci samopas biegają, albo patrzą w swoje własne smartfony...

Hm.

Królowa Matka, pomna tych wszystkich - licznych, co się będziemy oszukiwać - "błagam nie mów do mnie teraz", "czy ja naprawdę nie mogę mieć chwili spokoju?, "masz OSIEM LAT, znosiłam twoje spacery pod łazienkę jak miałeś dwa, znosiłam, jak miałeś trzy, ile jeszcze twoim zdaniem będę znosić, czy naprawdę, NAWET TU nie mogę być pozbawiona waszego upojnego towarzystwa?!", <rozmarzone> "albo takie wakacje... nie, weekend chociaż... jestem sama w pokoju hotelowym, nikt do mnie nie mówi i ja nie mówię do nikogo...", "zamknijcie jadaczki, nie pytajcie mnie o nic, ja nic nie wiem, głupia jestem, ustalmy to raz na zawsze!!!", itepe, itede, tylko się uprzejmie uśmiechnęła i zmilczała, myśląc o tym, że naprawdę niezła jest w tworzeniu fałszywego wrażenia.

A potem wsiadła do samochodu.

Ona, Pan Małżonek i cała Banda.

By odbyć codzienną drogę z Dziczy do Cywilizacji.

Lub odwrotnie.

...

Potomek Młodszy - Na kogo będziesz głosować, mamo?

Królowa Matka (korzystając z pokonywania odcinka drogi upstrzonego plakatami wyborczymi) - Na tę panią, o.

Potomek Młodszy (przegapiając wskazany wizerunek z właściwym sobie roztargnieniem) - Nie zauważyłem nazwiska.

Królowa Matka (raczej nieuważnie) - To się przyjrzyj, jak następny raz będziemy tędy przejeżdżać. Ma tekst na plakacie napisany różowymi literkami.

Potomek Starszy (dociekliwie) - A dlaczego będziesz na nią głosować?

Królowa Matka - Bo ma temperament działaczki, bo znam ją z czynów, nie tylko słów, bo podzielam jej poglądy...

Potomek Starszy - A jakie ona ma poglądy?

Królowa Matka - Takie jak ja.

Potomek Młodszy (zgodnie z oczekiwaniami) - A jakie ty masz poglądy?

Królowa Matka (też zgodnie z oczekiwaniami) - Takie jak ona.

Potomek Młodszy (balansując na granicy "obrażę się za okazane lekceważenie/wstrzelę się w konwencję i docisnę") - Aha. Czyli jakie?

Królowa Matka (już z jękiem, a jesteśmy dopiero przy piątym kilometrze na dwadzieścia) - Synu, to nie jest temat do wywrzaskiwania sobie podczas telepania się po wądołach samochodem. Jak dojedziemy do domu to pogadamy, ok?

Potomek Młodszy (odpuszczając) - Ok.

Pompon Młodszy (korzystając z odpuszczenia przez starszego brata) - A ja takie pytanie mam. Czy to prawda, że czarne koty mają mniejsze szanse na adopcję?

Królowa Matka (w osłupieniu) - Matkoboskoczęstochowskowtrójcyjedynoiwszyscyświęci. Pojęcia nie mam. Skąd ci to do głowy przyszło?!

Pompon Młodszy - W telewizji raz słyszałem, taka dziewczynka co pracuje w schronisku powiedziała, że czarne koty mają mniejsze szanse na adopcję, i ja chcę wiedzieć, czy to prawda.

Pan Małżonek (powątpiewająco) - No, nie wiem. Na nasze trzy adoptowane koty dwa były czarne...

Pompon Młodszy (zmieniając temat bez cienia trudu, i to od razu o 360 stopni) - O, druga pani na plakacie! Na nią też będziesz głosować?

Królowa Matka (raczej gwałtownie) - NIE!

Pompon Młodszy (z łagodnym zdziwieniem) - Dlaczego nie? Bo nie ma różowych literek?

Królowa Matka (BARDZO dobitnie) - Bo to jest pani, której poglądów NIE podzielam!

Pompon Młodszy (porządkując dane) - To ty nie głosujesz na panią, bo lubisz różowe literki?

Królowa Matka (ociupinkę ogłuszona) - Yyyyyy... nie?

Pompon Młodszy (kontynuując temat, a w każdym razie jakiś wątek jakiegoś tematu, nie bądźmy nadmiernie drobiazgowi) - A wiesz, że to jest bardzo dziwne, że żaden chłopak w naszej klasie nie lubi różowego.

Królowa Matka (tonem towarzyskiej pogawędki) - Doprawdy.

Pompon Młodszy - Doprawdy. Tylko ja. To jest mój ulubiony kolor. I dziewczyn też.

Pan Małżonek - No i super, nikt nie ma nic przeciw temu, jak sądzę.

Pompon Młodszy (stoicko) - Mają.

Pan Małżonek (modulując głos w ten typowy dla specjalistów od small talku sposób mający sugerować żywe, acz nienachalne zainteresowanie) - Aha?

Pompon Młodszy (wciąż stoicko, tylko bardziej) - Chłopaki. Prawie wszyscy. Ale ja mam to gdzieś.

Pan Małżonek (zero zaskoczenia w tonie i szeroko pojętej mowie ciała) - Aha. I dobrze, jeszcze tego brakowało, żeby ci inni dyktowali, jaki kolor masz lubić.

Pompon Młodszy (nie pozwalając ciszy zabrzmieć) - A w szkole dziś się uczyliśmy, jak ładnie powiedzieć "nie".

Królowa Matka (tonem Gabrieli Borejko, wpuszczającej jednym, a wypuszczającej drugim uchem sprzeczki swych córeczek) - O. I nauczyłeś się?

Pompon Młodszy - Tak. Powiedziałem: "Nie dam ci tych naklejek, Paweł, bo bez przerwy wszystkich bijesz!".

Królowa Matka (niewinnie zaciekawiona) - I to było to "ładnie", tak?

Pompon Młodszy (zdumiony ignorancją własnej matki) - No przecież nie powiedziałem: "Odczep się, właśnie, że ci NIC NIE DAM, bo jesteś głupkiem!!!".

Królowa Matka (uznając racje Potomka) - A. No fakt, nie powiedziałeś.

Pompon Młodszy (płynnie kontynuując temat świeżo nabytych umiejętności) - ...i jeszcze rysowaliśmy lwa ze Stefka Burczymuchy. (zwracając się do tatusia) Ładnie narysowałem?

Pan Małżonek - Na pewno. Niedokładnie widzę, a kierowca nie powinien jednak prowadzić zwrócony tyłem do drogi...

Pompon Młodszy - I mogliśmy go nazwać.

Królowa Matka (podejmując próbę konwersacyjnego odciążenia Pana Małżonka) - I jak go nazwałeś?

Pompon Młodszy - Mała mutacja.

Królowa Matka (usiłując przezwyciężyć stupor, w który była popadła) - Jak.

Pompon Młodszy (pogodnie) - Mała mutacja.

(tu następuje chwila, w której Królowa Matka dławi chęć zadania miliona pytań w stylu "czemu?", "Zali wżdy?", "Ale z powodu, że...?" świadoma, że jeszcze by usłyszała odpowiedź, a tego niekoniecznie byśmy chcieli).

...

Pompon Starszy (nie odbiegając od tematu małej mutacji tak daleko, jak mogłoby się wydawać) - A czy to prawda, że ta pani, co dostała dwa Noble, umarła od napromieniowania?

Pan Małżonek - Prawda.

Pompon Starszy - A ma swój posąg?

Królowa Matka - Pomnik? Nie, u nas chyba nie ma. Ulicę ma, szkołę...

Pompon Starszy (podejmując najwyraźniej życiową decyzję, i to niekoniecznie związaną z perspektywą braku pomnika) - No to jednak nie zostanę naukowcem.

Pan Małżonek - Tylko, wiesz, synu, śmierć z napromieniowania nie jest obowiązkowym elementem kariery naukowca. A kiedyś każdy umrze, ta pani umarłaby już dawno i bez promieniowania, a tak to przed śmiercią dokonała wielkich rzeczy...

Pompon Młodszy (przechodząc do najbardziej interesującego aspektu kariery naukowca, a także, co będziemy ściemniać, każdej innej) - A ja bym mógł na Nagrodę Nobla dostać?

Królowa Matka (radośnie) - Nie widzę przeciwwskazań!

Pompon Młodszy (dociekliwie) - A z czego?

Królowa Matka (z chichotem wręcz szampańskim) - Synu, na etapie, na którym się obecnie znajdujesz to w zasadzie z wszystkiego!

Pompon Młodszy (ze spokojem) - Dobra. To dostanę.

Królowa Matka (entuzjastycznie) - Jest plan!

Pompon Młodszy - ...a jakbym teraz dostał jako dziecko...

Królowa Matka (płynnie wchodząc Dziecięciu w słowo) - ... to by nadzwyczajne było, byłbyś pierwszym dzieckiem z Noblem...

Pan Małżonek (przejmując pałeczkę) - ... tylko się musisz pospieszyć, bo, wiesz, masz prawie dziewięć lat, to ci jeszcze tylko dziewięć zostało...

Królowa Matka (prostuje wypowiedź Małżonka, świadoma bezlitosnych obostrzeń Świata Współczesnego) - ...nie, mniej, z sześć, myślę...

Pompon Młodszy (już na etapie skrupulatnego planowania kariery) - A dziewięć lat to ile jest dni?

Pan Małżonek (skręcając w leśną dróżkę, hura, hura, jeszcze kilometr i jesteśmy w domu, i Królowa Matka zamknie się w łazience, albo komputer odpali i obuduje się hasłem "mama pisze, nie przeszkadzać"!) - Trochę ponad trzy tysiące.

Pompon Młodszy - To mam jeszcze trzy tysiące dni. (z namysłem) Z czego można tego Nobla dostać?

Pan Małżonek - Z różnych dziedzin, z matematyki, z medycyny...

Królowa Matka (zachęcająco) - Może książkę jakąś zacznij pisać? Miałbyś szansę na literackiego.

Pompon Młodszy (dość obojętnie i nie do końca zgodnie z prawdą) - Nie, nie umiem pisać.

Pompon Starszy (triumfalnie) - Ha! Jestem na wygranej pozycji! Ja umiem!

Królowa Matka (wymienia dalej) - Z ekonomii jeszcze... pokojowego...

Pan Małżonek (błyskotliwie, jak to on) - Dodam w ramach koniecznego wyjaśnienia, że wojennego Nobla nie ma.

Pompon Starszy (ciut zjadliwie)- Jakby był, to Paweł by dostał, hłe, hłe, hłe...

Pompon Młodszy (rozważa) - Pokojowego to bym mógł...

Królowa Matka (szczerze zaciekawiona) - A co takiego zrobiłeś dla pokoju na świecie?

Pompon Młodszy (rzeczowo) - Nikogo nie biję.

Pan Małżonek (hamując przed furtką) - Chwalebne, ale może nie wystarczyć.

Pompon Młodszy - Nie rzuciłem śmiecia. Żadnego. Nigdy.

Królowa Matka (z aprobatą dla postawy, acz przepełniona słusznymi wątpliwościami) - Równie chwalebne, ale nie jestem pewna, czy komitet noblowski wystarczająco doceni ten fakt.

Pompon Młodszy (ożywiając się widocznie) - O, o, sikoreczki!!! Widziałaś, mamusiu? O, zobacz! Rozpiąłem pas i on został w tej samej pozycji, widzisz?

(czyli na razie nici z Nagrody Nobla, bo potencjalny laureat się rozproszył).

...

Więc przyznaje Królowa Matka rację bystrej i spostrzegawczej Właścicielce Pensjonatu. Rzeczywiście ona i Pan Małżonek rozmawiają ze swoimi Potomkami i udzielają im odpowiedzi na liczne pytania*.

Czy nie woleliby utknąć z nosem we własnych komórkach pozostaje kwestią otwartą.



*bo muszą, przyciśnięci okolicznościami, ale fakty się liczą, a nie jakieś tam inne cosie. Nieprawdaż.

5 komentarzy:

  1. Theli (szeptem do ucha Pana Małżonka) - Nie ma Nobla z matematyki...

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany!!!

    Ja proponuję nagrywać te rozmowy i wydawać jako audiobooki dla wygłodniałych fanów ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma Nobla z matematyki, niestety. Zona Nobla zwiala z matematykiem i stad calkiem zrozumiale uprzedzenie. Odpowiednikiem Nobla z matmy jest medal Fieldsa.

    No a poza tym miara wybitnych umyslow jest ich roztargnienie i zdolnosc do nieoczekiwanych skojarzen, wiec potomki szanse maja. Nowe drogi wytyczac siegac gdzie wzrok nie siega itp. Wszystko przed nimi. A jak to mowila Szymborska "Rozsadny rodzic wspomina wlasna mlodosc i szuka pociechy w dzielach filozoficznych". Sprawdzone osobiscie.

    OdpowiedzUsuń