sobota, 24 września 2016

#czarnyprotest

Będąc młodą pacjentką na jej ukochanym oddziale kardiologii przychodził do Królowej Matki Pan Profesor. Królowa Matka ucinała sobie z nim pogawędki, a w ogóle ma taką koncepcję, że Pan Profesor lubił do Królowej Matki wpadać na rozmowy o "Mężczyznach którzy nienawidzą kobiet", Arturo Perez-Reverte, szeroko pojętej literaturze rozrywkowej oraz krzyżówkach, ponieważ nie miała ona pojęcia, że dysponuje on ilością tytułów naukowych, które nie pomieściłyby się na tkaninie z Bayeux, w związku z czym nie emanowała czołobitnością, rozmawiała z nim jak ze zwykłym człowiekiem, beztrosko zwracała się do niego "panie doktorze" i nie brała do siebie przerażonych spojrzeń personelu, rzucanych jej zza profesorskiego ramienia. Tak więc Pan Profesor wpadał, badał i gawędził, i podczas jednej z takich pogawędek wyrwało mu się:

- Czterech synów, hm? Przydałaby się teraz córeczka... - po czym zorientował się, co powiedział, zreflektował się natychmiast i robiąc wielkie oczy zakrzyknął - Ale nienienie! Żadnych dzieci! One nie miałyby najmniejszych szans na przeżycie. Pani nie miałaby najmniejszych szans.

Królowa Matka, która po pierwsze nie była już młodym i hożym dziewczęciem (i doprawdy trudno powiedzieć, czy bardziej nie była hoża, czy młoda), po drugie posiadała czworo dzieci, w tym półroczne bliźnięta (a nic tak nie oddala wszelkich myśli o kolejnych dzieciach jak półroczne bliźnięta), a po trzecie zaledwie dwa tygodnie temu spokojniutko sobie umierała, co jakoś tak silnie zniechęcało do rozmyślań nad kontynuacją prokreacji, ukoiła nerwy Pana Profesora informacją, że spoko, ona nie zamierza produkować córeczki, zwłaszcza, że pewnie wyszedłby jej kolejny synek, a to już byłoby naprawdę nieco za dużo jak na jej zszargane nerwy.

Tym niemniej wtedy usłyszała to po raz pierwszy.

Nie ostatni.

Na każdej wizycie kontrolnej u dowolnego lekarza słyszała to samo.

Żadnych więcej dzieci.

Ciąża jest bezwzględnie zakazana.

Jest wyrokiem śmierci. Dla matki.

O szansach dziecka nie ma nawet co wspominać, skoro matka ma zerowe szanse dożyć połowy ciąży.

Niewydolność serca plus dopiero co przeżyty zator płucny szerokiego pola manewru na polu antykoncepcyjnym nie zostawiają, ale nic to. Antykoncepcja musi być stosowana.

Bezwzględnie.

...

Antykoncepcja czasem zawodzi.

...

I nadszedł w życiu Królowej Matki dzień, gdy wydawało jej się, że zawiodła.

Pamięta jak dziś. Siedziała na dywanie, na kolanach trzymała jednego Pompona, wtedy liczącego trzy i pół roku. Drugi bawił się nieopodal z Potomkiem Młodszym, siedmiolatkiem. Potomek Starszy dwa miesiące wcześniej zaczął czwartą klasę.

Za pół roku wszystkie jej dzieci mogły zostać sierotami. Pan Małżonek zaś miał szanse zostać wdowcem zanim stuknie mu 35 wiosen.

Królowa Matka nabrała tchu i mu powiedziała.

Pan Małżonek milczał chwilę. A potem powiedział:

- Wiesz, że musimy się pospieszyć?

I niczego więcej nie musiał mówić.

Królowa Matka wiedziała.

Musimy się pospieszyć. Zrobić test, najlepiej kilka. Upewnić się. Znaleźć kontakt. Zebrać pieniądze. Znaleźć kogoś do opieki nad dziećmi. Wyjechać na Słowację. Albo do Czech, ojciec Pana Małżonka tam mieszka. Jak najszybciej. Omijać polskich lekarzy szerokim łukiem. Bo nie ma żadnych gwarancji, że nie trafi się na takiego, który będzie przeciągał sprawę poza te ustawowe 12 tygodni, a jeśli przeciągnie to najdalej pięć tygodni później Królowa Matka nie będzie już żyła.

Więc Królowa Matka kupiła te testy i je zrobiła. Wyszły negatywnie. Nie była w ciąży. Jakiś tydzień później ostatecznie się o tym upewniła i z jej serca spadł kamień porównywalny z meteorem, który załatwił odmownie dinozaury. Już nie musiała wyjeżdżać na Słowację. Już mogła zapomnieć o zwierzęcym strachu, w którym żyła przez ostatnie dwa tygodnie. Mogła przestać układać pożegnalne listy do dzieci i zastanawiać się, czy dwoje najmłodszych będzie ją w ogóle pamiętać.


A teraz będzie gorzkie, bardzo gorzkie clou całej tej historii.

Królowa Matka miała trzech lekarzy prowadzących. Jeden z nich podczas wizyty kontrolnej powiedział jej, że gdyby zdecydowała się na powiększenie rodziny mogłaby mieć szansę. Była leczona prawie trzy lata, leczenie przynosiło efekty, serce wyglądało coraz lepiej, można by podjąć ryzyko.

I gdyby Królowa Matka żyła w normalnym kraju, w kraju, który jej prawo do aborcji zapewnia, to jej hipotetyczne piąte dziecko miałoby szanse przeżyć.

Bo pierwszą myślą Królowej Matki nie był wcale wyjazd na Słowację.

Jej pierwszą myślą było, że może się uda.

I w normalnym kraju jak najszybciej poszłaby do lekarza. W normalnym kraju jej ginekolog i kardiolog spotkaliby się, przeprowadzili szereg badań, sprawdzili stan Królowej Matki, sprawdzili, czy leki, które bierze i będzie brała do końca życia nie mają negatywnego wpływu na płód i uczciwie powiedzieli Królowej Matce, jakie ma szanse. Zajęliby się nią zgodnie z najlepszą wiedzą lekarską i troską o nią i jej zdrowie. A gdyby nie było szans to też by jej to uczciwie powiedzieli i pomogli przeprowadzić ją przez rozwiązanie, które wcale nie jest łatwe i którego wcale nie chciałaby, ale które mogłoby okazać się konieczne.

Ale w jej kraju, i Królowa Matka zdała sobie z tego sprawę aż tak dobitnie po raz pierwszy chyba właśnie siedząc na tym dywanie z Pomponem na kolanach, w jej kraju, gdzie "życie poczęte" chroni się tak, że ojejciu, jej hipotetyczne piąte dziecko szans nie miałoby żadnych.

Bo w jej kraju kobiety w takiej sytuacji, jak Królowa Matka, zaczynają od razu planować wyjazd na Słowację*.

Bo nie wierzą lekarzom. Wiecie, jakie to jest uczucie, nie wierzyć lekarzom? Wiecie, jak to jest, iść do lekarza, od którego zależy twoje życie i cały czas podejrzewać, że on cię może oszukiwać? Że cię nie leczy, że się o ciebie nie troszczy, że cię okłamuje w imię swoich osobistych poglądów albo ze strachu? Wiesz, jak to jest, Czytelniku?

Wiesz, jak to jest, nie podejmować nawet próby kontaktu z lekarzem w obawie przed spotkaniem na swojej drodze Chazana, którego Królowa Matka nie nazwie doktorem nawet przed plutonem egzekucyjnym, albo tego chazanowego pobratymca, który ukrywał przed matką aż do rozwiązania, że dziecko nie ma rozwiniętych kończyn, albo jakiegoś innego, który ze strachu albo w imię religii, której Królowa Matka nie wyznaje, skaże jej czworo dzieci na sieroctwo, a ją samą na śmierć bez mrugnięcia okiem? W imię życia poczętego, które i tak nie będzie miało szans by się urodzić i przeżyć?

I zdała sobie Królowa Matka sprawę, bo do tamtej chwili - nazwijcie ją frajerką - miała wrażenie, że jest obywatelką kraju, której przysługują te same prawa, co jego obywatelom, że nie ma żadnych praw. Że wszystkie te piękne słowa o równości wobec prawa, trosce i zapewnianej przez konstytucję opiece zdrowotnej, bezpieczeństwie i wolności sumienia to są tylko słowa. Że pełnię praw w tym kraju mają mężczyźni, najlepiej biali i heteroseksualni. A ona, która się w tym kraju urodziła i wychowała, w którym założyła rodzinę i urodziła czworo dzieci, w którym pracuje i odprowadza podatki do odprowadzania podatków nadaje się, i owszem. Pod względem ochrony jej zdrowia i życia jej państwo o nią nie dba. Nie liczy się dla jej kraju jej zdrowie i życie. Nie ma znaczenia jej paraliżujący strach ani jej cierpienie. Zlekceważy je bez wahania, ze słowami o moralności na ustach. Jest nikim dla swojego kraju.

Czuje się jak w wiktoriańskiej Anglii, w której pierwsze sufrażystki walczyły o prawa wyborcze, a w parlamencie mężczyźni pobłażliwie mówili, że równie dobrze można dać je zwierzętom.

O tym wszystkim Królowa Matka myślała, siedząc na dywanie z Pomponem na kolanach, i czuła się zdradzona. I czuła rozpacz.

A wszystko to działo się zanim w sejmie pojawił się barbarzyński projekt ustawy Ordo Iuris.

W czasach, gdy TEORETYCZNIE miała jakiś wybór.

Teraz grozi jej, że już go mieć nie będzie. Ani ona, ani inne kobiety w podobnej sytuacji. Teraz będzie mogła tylko umrzeć.


Królowa Matka jest osobą mało bojową. Nie ma w sobie ducha walki, nie cierpi konfrontacji, nie bierze udziału w internetowych flejmach, nie wdaje się w światopoglądowe dyskusje, unika komentowania drażliwych zagadnień. Nie ma temperamentu działaczki, ma bardzo cienką skórę i odchorowuje nieżyczliwe (o obraźliwych nie wspominając) komentarze. To dlatego bardzo rzadko porusza kontrowersyjne tematy, ukrywa swoje poglądy - a, owszem, ma swoje poglądy na wszystko, zupełnie tak, jak każdy - są tematy, o których nigdy i nic na napisze. Najchętniej pisałaby tylko recenzje złych i dobrych książek i anegdotki o swoich dzieciach, i miała blog pogodny, radosny w kolorystyce i tematyce oraz bawiący czytelników.

Ale czasem rozpacz, poczucie krzywdy, gniew, wszystko naraz lub każde z osobna rośnie w niej tak, że się wylewa.

No i czasem trzeba się opowiedzieć po czyjejś stronie. Nawet ryzykując odchorowywanie komentarzy, hejt i falę odlajkowywania bloga oraz fanpejdżyka.

Są ważniejsze rzeczy niż odlajkowany fanpejdżyk.

Tak więc, Kochane Czytelniczki, Kochani Czytelnicy. Jeśli któreś z Was będzie jutro, przyodziany na czarno, na demonstracji, proszę, niech wzniesie okrzyk i machnie transparentem także w moim imieniu.




* tak, Królowa Matka wie, że nie wszystkie. Szanuje wybór tych, które nie planują. Tym niemniej jest to ICH wybór.

100 komentarzy:

  1. Królowo Matko, jestem wstrząśnięta. W ciągu ostatnich dni przeczytałam wiele wypowiedzi i refleksji na temat tej cholernej ustawy i muszę powiedzieć, że Twoje poruszyła mnie najbardziej.
    Sama nie mam dzieci, bo gdybym je miała to najprawdopodobniej chodziłabym w tej chwili z białą laską, więc zwyczajnie się bałam. I ciąży, i właśnie tego, że trafię na lekarza, który zignoruje zalecenia okulistów i każe mi rodzić siłami natury. A teraz... Teraz jestem o krok od menopauzy i - to może niewiarygodne - ale ogromnie się z tego cieszę. Im szybciej przyjdzie, tym będę bezpieczniejsza.
    Z ukłonami
    Ida

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Rozumiem tę radość.

      To chore, że muszę ją zrozumieć :(.

      Ukłony wzajemnie!

      Usuń
  2. Anutku, dziękuję za ten wpis i przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anutku, nie mogę się nawet domyślać, co przeżywałaś i przeżywasz. Za ten post kocham cię i szanuję i podziwiam jeszcze bardziej, tyle chciałam powiedzieć. I żebyś mi nigdy nie wpadła na pomysł zamykania tego bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamknę :). Sam obumrze :D.

      Dzięki, kochana.

      Usuń
    2. Nie obumrze! Nie ma prawa. My tu jesteśmy. Traktujemy Cię z wielkim szacunkiem i życzliwością, więc nie zanikaj, nie zamykaj. Masz u mnie życiowego lajka, wiesz o tym.
      Noemi

      Usuń
  4. Ja tylko powiem, że jako ktoś, kto ma podobne doświadczenia sercowe i wielkie NIE nad kolejną ciążą, zdecydowaliśmy się z małżonkiem już nie tak znowu młodym, na wazektomię. Co za ulga. Żadnej zawodnej antykoncepcji. Czekam jednak, aż i tego zabronią.

    A poza tym bardzo ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie zabronią. Oni sa prości w myśleniu, może nie przyjdzie im do głowy, że są mężczyźni, którzy się na to godzą.

      Ściskam też.

      Usuń
    2. Przecież od dawna jest zabroniona. A przynajmniej jest w baaaaardzo szarej strefie.

      Usuń
    3. Tak mi się wydawało, ale Czytelniczka pisała w komentarzu tak przekonująco, że zwątpiłam. Nie wzięłam pod uwagę, że może ona nie mieszkać w Polsce... Czyli u nas zabronione. Jakże małe zdziwienie.

      Usuń
    4. A to bardzo dziwne, bo kilka miesięcy temu, w okolicach centrum Warszawy widziałam bilbord zachęcający mężczyzn do tego zabiegu.

      Usuń
    5. Bo wazektomia jest jakoby odwracalna. Sporym kosztem, kunsztem i wysiłkiem, ale jednak, więc ją wykonują. Ale podwiązanie jajowodów już ponoć odwracalne nie jest i nie chcą robić, a nawet jak robią, to ponoć każą przedstawiać zaswiadczenia że pacjentka już rodziła.

      Usuń
  5. Przez ostatnie dni przeczytałam wiele różnych artykułów i dyskusji w temacie aborcji. Rozumiem doskonale Królową Matkę. Dzieci nie mam i nawet nie wiadomo czy udałoby mi się je mieć. Gdybym była w ciąży to różnie mogłoby być. Na pewno ne byłoby łatwo. W kwestii porodu lekarze zgodnie twierdzą, że w grę wchodzi tylko cesarka. Dlatego widząc to, co się dzieje coraz bardziej boję się nawet myśleć, że mimo małych szans może warto kiedyś byłoby spróbować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo współczuję mlodym kobietom, które jeszcze dzieci nie mają. Ale których planowanie (a nawet przed-planowanie) macierzyństwa obarczone jest tym strasznym ciężarem. Tym zastanawianiem się, co będzie, jak coś pójdzie źle. Koszmar :(. Ściskam.

      Usuń
    2. Z całą pewnością ten strach przeżyła moja mama. Dlatego jestem jedynaczką.
      Kajaanna

      Usuń
  6. Królowo Matko, dziękuję. Dziękuję, że tak pięknie to napisałaś. Sama jestem mamą czterech synów, w tym bliźniaków, z których jeden jest mocno niepełnosprawny. I choć całe życie byłam zwolenniczką prawa wyboru, jednocześnie byłam przekonana, że ja bym nigdy sie na terminację ciąży nie zdecydowała. Na szczęście nie zostałam postawiona w takiej sytuacji, ale pamiętam moment, gdy bliźniaki miała chyba półtora roku, ich starszy brat trzy, nasze życie było nieustającą tułaczką po rehabilitantach, lekarzach, terapeutach oraz walką o utrzymanie rodziny... I pamiętam moment, w którym uświadomiłam sobie, ze gdyby ciąża zdarzyła mi się teraz - a nie ma 100% skutecznej antykoncepcji - jedynym rozwiązaniem dla mojej rodziny byłoby jej zakończenie, jak najszybciej. Na szczęście nie było trzeba. Na szczęście minęły lata i nasza sytuacja się poprawiła. Mogliśmy z radością przywitać kolejnego syna, planowanego i chcianego. Ale wiem już teraz, że nie wolno mówić "nigdy". I wiem, że trzeba mieć wybór. I również szanuję kobiety, które WYBIERAJĄ ciążę zagrażającą ich zdrowiu, albo urodzenie chorego dziecka... ale szanuję je, bo mając WYBÓR, WYBIERAJĄ droge bohaterską. Nie ma nic bohaterskiego w byciu ZMUSZONĄ... Dziękuję raz jeszcze za piękne i mądre słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę dodać. Nic. Myślę dokładnie tak samo...

      Usuń
  7. ta hałastra, która wniosła ten koszmarny, zbrodniczy projekt do sejmowego burdelu, powinna nosić nazwę Mordo Iuris - bardziej pasuje.
    Pomysł na zmianę nazwy nie mój, zaczerpnięty z netu, uważam, że idealny.
    ntb, kiedy w dyskusjach, wróć, przepraszam: w próbach dyskusji ze zwolennikami mordowania kobiet i osierocania dzieci wrzucam im przed oczka zdjęcia dzieci podobnych do tego nieszczęsnego maleństwa, które skazał na śmierć w cierpieniach rzeźnik-chazan, to nabierają wody w pysk i następuje głębokie ignorowanie tematu. Niewygodny, nie ma argumentu, więc przeskakuje się nad tym z "wdziękiem" godnym zdechłego walenia.
    to, co się obecnie dzieje, to zamiar wprowadzenia hekatomby na rzecz katabasów, niewyobrażalne cofnięcie w realia feudalno-opresyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale mordowanie niewinnych nienarodzonych dzieci to już jest ok...czytałaś ty tą ustawę czy tylko opierasz się na opiniach w internecie?

      Usuń
    2. Ja czytałam. Pozostawia ogromne pole do popisu dla karania kobiet, niszczenia ich zdrowia, nawet odbierania życia. Zmuszania do rodzenia dzieci ciężko chorych, które nie przeżyją pierwszych dni. Uzasadnienie ustawy jest powalająco wręcz głupie. Zygota to nie jest niewinne dziecko. Ona nie myśli. Nie czuje. A kobieta, która je nosi myśli, czuje. I to ona powinna się liczyć przede wszystkim. Jej zdanie. Jej wola, jej psychika, jej życie. Że może taka zygota stać się człowiekiem? Potencjalne to samo dotyczy każdego plemnika i komórki jajowej.
      Już w tym momencie pojawiają się takie sprawy jak ta Chazana, który zniszczył życie parze, a dziecku dał jedynie cierpienie. Gdy obowiązuje kompromis aborcyjny - który swoją drogą popieram, bo nie jestem zwolenniczką aborcji na życzenie. Wszystko w imię religii, której tak naprawdę sporo Polaków od dawna nie wyznaje. A kiedy wprowadzą tę ustawę?
      Współczuję po tej relacji, naprawdę. I mam nadzieję, że autorka bloga nigdy nie będzie musiała przechodzić czegoś takiego znowu.

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję. Na szczęście jestem coraz starsza. Nareszcie mam jakąś zalete tego stanu rzeczy :(.

      Projekt też czytałam. Mam te same spostrzeżenia.

      Usuń
    4. dzielny "anonimowy", oplatający o "mordowaniu niewinnych dzieci" -wpisz sobie w google hasło "dziecko chazana" i obejrzyj wyniki w dziale "grafika".
      obejrzyj sobie, do rodzenia jakich biedactw chcą zmusić kobiety fanatycy religijni, którzy w większości (babsztyle) już się naskrobali za poprzedniego ustroju, albo z rodzeniem nie mają nic wspólnego (faceci i kleszarnia).

      Usuń
  8. Niesamowite świadectwo. Dziękuję, Królowo Matko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo nie było :). Proszę bardzo.

      Usuń
  9. Królowo Matko kochana, nigdy nie byłam zwolenniczką aborcji na życzenie, ale też nie wyobrażam sobie żeby skala tych życzeń kiedykolwiek usprawiedliwiała tę hucpę, która towarzyszy kolejnym przemeblowaniom w wiadomej ustawie. Dobrej ustawy aborcyjnej nie ma i nie będzie w myśl zasady, że nie da się wszystkich zadowolić, ale wszystkich wkurzyć to żadna sztuka. Ostatnia ustawa pozostawiała wiele do życzenia, a przefiltrowana przez oszołomstwo niektórych lekarzy w ogóle była porażką. I jak tu nie tęsknić za czasami PRLu, gdy wiem to z dobrych źródeł, że w kwestii aborcji panował głównie zdrowy rozsądek. A najbardziej gotuje się we mnie, że znowu owa ustawa jest maglowana na każdą stronę w kraju, gdzie sytuacja w każdym niemal aspekcie życia przypomina pożar w domu uciech i nie ma komu za wiadra chwycić, bo wszyscy od lewa do prawa stoją z kanistrami!
    Serdeczności!
    P.S.
    Idę se łyknąć krople zanim mnię trafi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwolenniczką tzw. kompromisu aborcyjnego wiedząc, jak ten "kompromis" funkcjonuje, nie byłam nigdy. Zwolenniczką aborcji na zyczenie też nie. I właśnie zaczynam być, bo doprawdy, bardziej ufam wspomnianemu przez Ciebie zdrowemu rozsądkowi Polek niż ufam polskim lekarzom, o prawodawcach nie wspominając.

      Co do pożaru... tak, też idę sobie łyknąć, zanim mnie trafi.

      Ściskam!

      Usuń
    2. nie ma czegos takiego jak aborcja na zyczenie. jest aborcja bedaca wyborem kobiety. jesli kobieta decyduje sie na aborcje to znaczy ze nie jeat w stanie urodzic i wychowac dziecka. koniec kropka.

      Usuń
  10. Dziękuję kochana Królowo Matko. Mam nadzieję, że trafię na swojej drodze na człowieka który podda się zabiegowi wazektomii i będziemy tworzyć szczęśliwą parę, no może dookoptujemy sobie zwierzątko. Bo ja dzieci raczej mieć nie zamierzam, z rozsądku, bo albo ciąży bym nie przeżyła albo została warzywkiem do końca życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za znalezienie właściwego człowieka i ściskam!

      Usuń
  11. Best post ever! Pięknie to wszystko ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kłaniając się nóżką :).

      Usuń
  12. Może stracisz jednego lajka, ale właśnie zyskałaś kolejnego. Szanuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są tak zwane plusy dodatnie :). Bardzo dodatnie, zważywszy, że raczej nie zależy mi na lajkach osób, które nazywają mnie morderczynią i postulują dla mnie o więzienie, najlepiej dozywotnie.

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Wiem (powiedziała skromnie Krolowa Matka ;D).

      I wzajemnie!

      Usuń
  14. Wielce Szanowna Królowo Matko, zalajkowałbym jeszcze kilka razy, gdybym mógł. #stoserc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chęci, chęci się liczą :D! Czuję się zalajkowana wielokrotnie :).

      Usuń
  15. NA SZCZĘŚCIE JESTEM CORAZ STARSZA. Poczułam to samo. Gorzko.
    Sporo Starsza Siostra

    OdpowiedzUsuń
  16. Królowo Matko!
    ***
    Tu miał być wpis o tym, co myślę o pomysłach Mordo Iuris... ale nie, nie dam rady porządnie opisać co myślę, bo wszystkie słowa wydają się gówno warte.
    Kajaanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiednich słów i porównan po prostu nie ma.

      Usuń
  17. Dziękuję Ci za ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę. Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  18. Królowo Matko, jestem jedną z tych młodych kobiet, które nie mają dzieci. Prawdę mówiąc od zawsze nie chciałam ich mieć. Niedawno jednak zaczął mi się odzywać jakiś szczątkowy instynkt macierzyński - mam w końcu od 5 lat faceta, z którym założenie rodziny nie wydaje się takim czarnym scenariuszem.
    Niestety nie zanosi się, żebym w najbliższych latach zdecydowała się na dziecko. Nie, jeśli nie mogę wykonać badań, a za ewentualne poronienie grozi mi śledztwo, nie mówiąc już o braku możliwości wyboru w przypadku zagrożenia życia i zdrowia mojego lub dziecka.
    Ustawa antyaborcyjna będzie jak dla mnie najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym. Świadomie na ciążę na pewno się nie zdecyduję. Jeśli zdarzy się nieświadomie - Czechy mam blisko. I jest mi tak cholernie przykro, że się mnie do tego zmusza, kiedy poczułam, że jednak mogłabym mieć dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mi przykro :(. Jak źle. Mocno sciskam.

      Usuń
  19. Dziękuję Anutku, szkoda, że te słowa nie dotrą do tych do których powinny :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie śmiałam myśleć, że akurat moje słowa dotrą do tych, co powinny, skoro nie dotarły słowa tak wielu lepszych i mądrzejszych :(.

      Usuń
  20. Większości z nas zdarzyły się takie momenty "paniki" i niestety, chyba częściej (z różnych ,a często dramatycznych powodów)jest to właśnie strach przed ciążą niż wyczekiwany moment szczęścia.

    I choć aborcja nie jest dobrym rozwiązaniem ,to czasem jest jedynym możliwym.Mamy prawo mieć wybór (bo w końcu nikt nie zmusza do aborcji i jeżeli jest to sprzeczne z twoimi przekonaniami to po prostu nie korzystasz z tej opcji). Chore jest to,że spokój sumienia części społeczeństwa okupiony jest dramatem osób,które myślą inaczej lub też w skrajnych okolicznościach (np z przyczyn medycznych lub też życiowych - choćby ostatnia sprawa 12 latki) nie mają innego wyboru .
    Tym bardziej ,że cała walka toczy się o dzieci nienarodzone ale to co dzieje się potem, cały znój życia z dzieckiem niepełnosprawnym czy np.piętnem dziecka z gwałtu czy choćby adoptowanego czy żyjącego w biedzie lub patologicznym środowisku ,jakoś uwagi nie zaprząta.
    Uboga Staruszka
    PS.Czytałam niedawno książkę pt."Ginekolodzy".Polecam,choć może to nie jest książka dla każdego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dla mnie. Omijam. Omijam świadomie wiele świetnych rzeczy, które mi... psychicznie mogą nie służyć.

      Usuń
    2. [przepraszam,że po takim czasie,ale musiałam dobrze odpowiedź w głowie ułożyć (a różne rzeczy mi przeszkadzały),by była zrozumiała a skondensowana ]
      Ja nie mogłam się oderwać,dwa dni zachłannie czytałam.
      Bo to nie tylko fascynująca jak i przerażająca historia rozwoju ginekologii.
      Pokazująca z jakim oporem spotykało się wszystko,co nowe a zarazem niosące ulgę czy też podnoszące jakość życia kobiety.
      A przede wszystkim jak-mimo całego naszego rozwoju wiedzy i nauki- pewne mechanizmy (mężczyzna-pan życia i śmierci) i argumenty (kk) wciąż są takie same jak wtedy i jak bardzo najmniej ważna jest w tym wszystkim kobieta...
      Uboga Staruszka

      Usuń
  21. Królowo Matko! Chwała niech będzie kobietom rozsądnym. Kobietom prawdomównym. Kobietom przerażonym w tym kraju. I Tobie i mnie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Królowo Matko, dzięki za mądry, osobisty wpis. Pozostaje nam a) starzeć się i tracić płodność z wdziękiem i godnie oraz b)coś w rodzaju gorzkiej ulgi, że mamy synów, nie córki. Ciężko będzie młodym kobietom w nadchodzących ciemnych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. A zawsze chciałam mieć córkę...

      Usuń
  23. Bardzo mądry i wyważony wpis.
    Urodziłam niedawno w naszym pięknym, przyjaznym matkom, kraju. Wiadomo było, że muszę mieć cesarkę ale została ona wykonana TYLKO dlatego, że z powodu błędu niedawno popełnionego w moim szpitalu, ordynator przestał się puszyć i boi się opinii publicznej. Cóż, media potrafią zrobić niemiły szum nad czyjąś prywatną praktyką lekarską :) Miałam też szczęście, bo mój wspaniały lekarz wykonał operację osobiście - przyszedł w ten dzień do pracy tylko dla mnie, swojej pacjentki o którą dbał w czasie ciąży! Dla niektórych to był szok, że nie musiałam mu dawać łapówki!
    Nie zamierzam nikogo osądzać, nie mam zamiaru włazić w czyjeś cycki (karmisz?) czy macicę (rodziłaś siłami natury?) i borze liścisty broń mnie przed wciskaniem się w czyjś światopogląd, moralność, zasady, cokolwiek co i tak powinno wszystkim zwisać bo nie dotyczy ich bezpośrednio! Może mnie zasmucić fakt aborcji ale nie wydaje mi się, że mam prawo kogoś oceniać!

    Najbardziej boli fakt, że wszystko kręci się obecnie wokół świętego życia poczętego, zaś wokół życia narodzonego jakoś tak cicho... Rodzice dzieci niepełnosprawnych muszą walczyć o każdy grosz na wszystko. Radośnie rodzą się dzieci alkoholików z FAS. Brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach. Prawo pracy jest tak przyjazne matkom, że ho ho! Zresztą w ogóle kobieta ma się zajmować domem (bo inaczej jest wyrodną matką) ale siedzieć cicho i nie nalegać, że musi z czegoś rodzinę wyżywić (roszczeniowa mamuśka! Odpieluszkowe zapalenie mózgu!).
    Zapładniajcie się, ródźcie (jakoś) a potem radźcie sobie sami obywatele!

    Ucałowania Królowo Matko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za drugą część wpisu... Jakże trafny i prawdziwy... Całą sobą jestem z Tobą Anomimowy

      Usuń
    2. Dziękuję, Dziewczyny.

      Usuń
  24. Szacun, Anno. Nie chcę nawet myśleć, ile Cię kosztował ten post. Szacun po stokroć. (ścisk)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niemało, niemało mnie kosztował. Dzięki.

      Usuń
  25. Jeden z najlepszych komentarzy do obecnej sytuacji, który czytałam lub słyszałam.
    Marzę, pragnę z całych sił, by KAŻDA kobieta miała prawdziwy wybór poparty pełną wiedzą o swojej i dziecka sytuacji, a nie wybór mniejszego zła.
    Chciałabym też by wybór aborcji nie był piętnowany, a przyjmowany ze zrozumieniem przez otoczenie,tak samo jak decyzja urodzenia chorego dziecka czy donoszenia zagrażającej życiu kobiety ciąży była poparta pomocą i wsparciem lekarskim na 1000%.
    Pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym tego samego, ale to chyba nie tylko nie w tym kraju, ale nawet na tej ziemi...

      Usuń
  26. Dzielna i odważna Królowa.
    Aż chce się krzyczeć:a cooo z prawem do życia kobiety,matki dzieci już urodzonych i wymagających jej opieki?
    Parę miesięcy temu w naszej prasie był wywiad z ginekologiem,który dojeżdżał do pracy w niemieckim miasteczku tuż przy granicy.Opowiadał o kobietach,które przyjeżdżają na usunięcie ciąży z całej Polski.Wśród zwykłych,że tak określę,kobiet są i celebrytki,aktorki,dziennikarki i...zakonnice.Wszystko w temacie.
    Życzę z całego serca abyś nigdy nie musiała stanąć przed"problemem"jaki opisałaś na blogu.
    Serdeczności zostawiam-kobieta,która już ma ten"problem"z głowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam szczerą nadzieję, że nie stanę.

      Usuń
  27. Takich Królowych nam trzeba. Poruszający wpis. Jestem wstrząśnięta.

    To co się dzieje w tym burdelu na kółkach, który to burdel ogarnięty jest w dodatku pożarem (od wielu dziesięcioleci funkcjonuje pod nazwą sejmu), to jest po prostu... Po prostu słowniki się kończą gdy trzeba nazwać to co się tam dzieje. Do jakiej chorej głowy w ogóle wpadł pomysł z tą ustawą?

    Królowo Matko tak bardzo współczuję Tobie i współczuję wszystkim kobietom, które musiały przeżyć w tym śnie wariata (zwanym dla uproszczenia krajem) podobny koszmar. Współczuję ofiarom gwałtów zmuszanym do rodzenia niechcianych dzieci i ofiarom "lekarzy" zmuszanym do rodzenia dzieci, które czeka godzina życia (w porywach do dwóch). Kobietom zmuszanym do rodzenia dzieci bez mózgów, nerek, płuc itd.

    Sama mam nieszczęście zaliczać się do tych młodych nie-matek. Przyznam szczerze, że do macierzyństwa mnie nie ciągnie. Instynktów macierzyńskich nie mam, nie przepadam za dziećmi zwłaszcza takimi, które nie ukończyły co najmniej szóstego roku życia. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy krytykować matki mające nawet sześcioro dzieci. Nie mam prawa krytykować kogokolwiek za to jak chce żyć. Właśnie tylko tu pada słowo CHCE. Jeżeli kogoś uszczęśliwia bycie matką to cudownie. To wspaniale, że ktoś może się spełniać w ten sposób. Jeżeli kogoś stać na poświęcenie i wychowuje niepełnosprawne dziecko to pozostaje mi tylko podziwiać i współczuć, że musi to robić w Polsce.

    Tak sobie myślę, że może mój brak instynktów macierzyńskich nie jest taki zły, bo od siedmiu lat leczę się na nadciśnienie (leczenie polega na stałym przyjmowaniu leków uniemożliwiających mojemu organizmowi pompowania krwi w tempie 200/120). Każda moja ciąża musiała by być planowana i pod ścisłą obserwacją, a zagrożenia są i dla mnie i dziecka, i to spore. Prawdziwym przerażeniem napawa mnie perspektywa, że zaszłabym w ciążę, a ona okazałaby się wyrokiem dla mnie lub dziecka. Przerażenie, że nie mogłabym się uratować bo zostałabym zmuszona do ratowania uszkodzonego płodu. Nie jestem bohaterką. Boję się, że mogłabym znaleźć się w takiej sytuacji. Po ludzku się boję bo wiem, że nie nadaję się do opieki nad chorym, niepełnosprawnym dzieckiem. A po takiej ciąży, która poszłaby źle, pewnie sama potrzebowałabym opieki. A to tylko teoretyczne rozważania. (Nie jestem w ciąży i nie byłam, ale przecież wszystkie opcje są możliwe). Co mają powiedzieć kobiety, które już są w takiej sytuacji? Jak bardzo trzeba być okrutnym lub ograniczonym umysłowo by nie być zdolnym do minimalnej refleksji nad całą sprawą.
    Zawsze uważałam kompromis z '93 za rozsądny, oczywiście w teorii bo praktyka jak widać, na licznych przykładach, rozmija się z teorią o całe wszechświaty. Kraj, w którym kobieta nie może ufać lekarzowi bo a nóż jest on opętany ideologią, w którą nie wierzę. Kraj, w którym obawiam się, że ten lekarz zrobi mi krzywdę, nie jest krajem normalnym.

    (cd w następnym komentarzu)

    rose29

    OdpowiedzUsuń
  28. (ciąg dalszy)

    Nikt mi nie wmówi, że aborcja stanie się metodą antykoncepcyjną. To prawo do wyboru, a nie obowiązek. Albo, że zygota tak bardzo cierpi (nie mająca układu nerwowego, który by to cierpienie czynił możliwym). Dzieci już narodzone też cierpią. Obchodzi to kogoś?
    Dlatego uważam, że tych protestów i marszów powinno być więcej. Wszystkie powinnyśmy wyjść i panowie też powinni, i protestować. Nie byłam nigdy zwolenniczką prania brudów na forum międzynarodowym, ale może ktoś w Europie zainteresuje się, że tu u nas dyskutowane są w rządzie ustawy łamiące prawa człowieka.

    A gdyby pominąć te wszystkie zdroworozsądkowe argumenty - one i tak nie działają - a zwrócić się do NATURY. Czyż zdaniem tych, pardon mój klatchiański, oszołomów rodzenie nie jest dla kobiet naturalne? Otóż dla całej fauny na tej planecie, naturalnym jest porzucanie upośledzonych młodych, nie zdolnych do samodzielnego życia. Naturalne jest ratowanie matki, bo matka jest osobnikiem zdolnym do samodzielnego życia i do produkowania następnych osobników. Niepełnosprawne młode umierające po godzinie od porodu nie są do tego zdolne. Napawa mnie to rozpaczą, ale mam wrażenie, że nie niedługo w ten sposób będzie trzeba przemawiać do ludzi, którym się wydaje, że mają prawo mówić innym jak mają żyć. Może wtedy przestaną. Może taki argument zadziała.

    Jeszcze raz Królowo Matko dziękuję za ten wpis, za to, że podzieliłaś się tymi myślami i swoimi doświadczeniami z nami. Zwłaszcza, że napisanie tego pewnie wiele Cię kosztowało.
    Oby więcej było w śród nas ludzi myślących. I nie zamykaj bloga. Uwielbiam go!

    rose29

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Otóż dla całej fauny na tej planecie, naturalnym jest porzucanie upośledzonych młodych, nie zdolnych do samodzielnego życia. Naturalne jest ratowanie matki, bo matka jest osobnikiem zdolnym do samodzielnego życia i do produkowania następnych osobników. " -

      Naprawdę nie zauważyła Pani, że dominująca większość ludzi różni się od zwierząt we wszystkich niemal aspektach życia? Te różnice właśnie nazywamy cywilizacją.

      Usuń
    2. Czyli nie ratuje matki w imię życia płodu, nawet takiego, o którym wiadomo, że nie ma żadnych szans? Vivat cywilizacja!

      Usuń
  29. Ja też uwielbiam. I też dziękuję KM za wpis i podzielenie się swoją historią.
    Pozdrawiam ciepło Joanna

    OdpowiedzUsuń
  30. Uważam, że żadna normalna kobieta nie traktuje aborcji jako środka antykoncepcyjnego. Ale żadna z nas nie wie przed jakimi sytuacjami staniemy w życiu i po prostu powinnyśmy mieć możliwość wyboru. To jakich wyborów dokonamy wiemy dopiero wtedy jak musimy wybierać.Wcześniej możemy sobie mówić - ja nigdy tego nie zrobię ,czy, a ja bym to zrobiła. Ale to tylko słowa, bo dopóki nie staniemy przed ścianą to nie wiemy czy będziemy walić w nią głową, siądziemy pod nią z płaczem, czy tez spróbujemy ją zburzyć. Podobno jesteśmy w większości katolickim krajem, więc skąd ten problem ? Jeżeli moja wiara i sumienie zabrania mi robienia czegoś to tego po prostu nie robię i koniec. Ale skoro problem jest to coś jest nie tak z tą wiarą i sumieniem. I może ludzie kościoła powinni się zastanowić dlaczego tak jest zamiast na siłę decydować za wszystkie kobiety co jest dla nich najlepsze. Dlaczego o życiu i śmierci kobiet w naszym kraju mają decydować ludzie, którzy sami dzieci nie posiadają? Osobiście znam trzy osoby, które mają niepełnosprawne umysłowo dzieci. Wszystkie te osoby wychowując swoje dzieci musiały podporządkować im resztę swojego życia. Niestety w każdym z przypadków kobiety zostały same. I tu kolejny problem, co się stanie z tym dorosłym już dzieckiem jak matka odejdzie?, co go czeka jeżeli dalsza rodzina nie zechce się nim zaopiekować? Ale takie przyziemne sprawy nie obchodzą tzw. obrońców życia. To nie są proste wybory, ale ja jako kobieta życzyłabym sobie, żeby moje Państwo nie traktowało mnie jak półgłówka i pozostawiło mi decyzję dotyczącą mojego życia. Żeby nie stawiało przed ścianą bezsilności.
    A co ze zgwałconymi kobietami? Ile pójdzie na policję i zgłosi gwałt mając świadomość, że gdyby oprócz traumy gwałtu miały pecha zajść w ciążę zostaną zmuszone do urodzenia dziecka? Ilu z tych mężczyzn teraz mieniących się "obrońcami każdego życia" z otwartym sercem i rozumem wesprze swoją dziewczynę czy żonę w czasie ciąży i wychowa dziecko jakby było własne i wyczekiwane?
    Nazywa się nas kobiety walczące o prawo do decydowania o losie swoim feministkami, komunistkami, morderczyniami, lewackimi k...mi. Czy naprawdę jesteśmy mniej warte od zapłodnionej komórki", która przecież bez swojej "nosicielki" nie ma żadnej szansy na życie? Nie wiem jaką decyzję ja sama bym podjęła, ale chciałabym wiedzieć, że mam wybór. Że podejmę decyzje w domu z mężem czy partnerem, a nie , że zadecydują za mnie ludzie, których tak naprawdę nic nie obchodzę.
    Pozdrowienia ze stryszku Anutku i jest mi naprawdę przykro, że przy tym co przeżyłaś musiałaś jeszcze zmierzyć się z takim stresem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo, kochana.

      Ja wiem, że po tak długim komentarzu napisać tylko "Jakże bardzo się zgadzam" jest wręcz niegrzeczne, ale, co robić. Tak bardzo się zgadzam. Z wszystkim. Co do słowa.

      Usuń
  31. No niestety, ja tak nie umiem jak Królowa Matka, ja jestem mały pieniacz i jak ktoś w moim otoczeniu zachowuje się jak Terlikowski, to nie mogę, no nie mogę i muszę się odezwać. Jestem właśnie pod wpływem adrenaliny, którą dostarczyła mi lekcja religii, na której musiałam niestety być. Chrześcijaństwo jako takie jest mi obojętne, ale te kocopoły które oni tam sadzą na tych katechezach, dobrzy bogowie... Ani z biologią, ani z teologią, ani z niczym sensownym to nic wspólnego nie ma, ni dudu. Żal mi tych, którzy muszą mieć te twory dwa razy w tygodniu, gdy ja czytam w bibliotece.

    A o aborcji mam zdanie proste: Nieważne są moje poglądy, tylko to by każda kobieta mogła działać w zgodzie z własnymi. I miała wszelkie dostępne do tego narzędzia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem tchórz :). I dlatego trochę podziwiam pieniaczy :)))).

      O aborcji mam zdanie idealnie takie samo.

      Usuń
  32. Dziękuję, Królowo Matko, za ten wpis. Właśnie Twój - błyskotliwej, mądrej, kochającej matki czwórki dzieci.

    Mam, jak na Polskę, poglądy mocno radykalne. Uważam, że przerwanie ciąży powinno być dostępne dla każdej dorosłej kobiety, która uzna, że nie chce w tej ciąży być, do 13 tygodnia, czyli do czasu, kiedy zarodek nie odczuwa bólu. Później - w wypadku czynu zabronionego, gwałtu, choroby (w tym problemów psychicznych; ostra depresja czy dwubiegunówka nie robią dobrze ani matce, ani dziecku), zagrożenia życia, ciężkiej sytuacji materialnej.

    Ufam kobietom, że są w stanie podjąć rozważnie taką decyzję. Po prostu ufam kobietom.

    Shiraishi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor Dębski w jednym z wywiadów powiedział,że po wprowadzeniu "kompromisu" aborcyjnego dzietność powinna w Polsce minimalnie chociaż podskoczyć. Na chwilę, chociaż trochę. Nie drgnęła nawet o włos. Jego zdaniem (z którym to zdaniem się zgadzam) oznacza to, że podziemie aborcyjne w naszym kraju utworzyło się praktycznie natychmiast. Moim zdaniem świadczy to jeszcze i o tym, że - skoro w czasach, gdy aborcja była dostępna bez żadnych ograniczeń, a antykoncepcja bardziej zawodna kobiety JEDNAK jakimś cudem zachodziły w ciążę, walczyły o nią, donosiły, rodziły, a ilość aborcji nie zaszkodziła "żywotnej tkance narodu", to dziś byłoby tak samo. Albo i lepiej (w sensie - aborcji byłoby mniej).

      Albowiem i ja wierzę kobietom.

      Usuń
  33. Dziękuję bardzo za ten wpis, Królowo Matko. Wielki szacunek.
    Protestować, protestować, protestować, rozmawiać i nagłaśniać. A przede wszystkim - brać udział w wyborach. Nie oddawać pola oszołomstwu walkowerem. Czego wszystkim i sobie życzę.
    Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze biorę, chociaż czasem czuje, ze zmarnował głos. Ale mimo to zawsze będę brała. Tak.

      Usuń
  34. Skoro oboje Państwo wiedzą, że kolejna ciąża może skończyć się dla Pani i/lub kolejnego dziecka śmiercią,
    skoro wiedzą Państwo również, że środki antykoncepcyjne są zawodne,
    dlaczego spośród wielu form okazywania sobie bliskości i spośród wielu sposobów uprawiania seksu wybieracie akurat ten jeden, który może doprodzić do zapłodnienia?
    Przyczyną jest brak odpowiedzialności czy (i) przemoc?

    Zapewniam Panią, że dostępność aborcji w żaden sposób nie poprawi Pani sytuacji, przeciwnie. Ilu dzieci gotowi bylibyście pozbyć się na starcie?

    To Wy musicie zmienić swój seks.

    Pani post odbieram jak wołanie o pomoc. Domyślam się, że chciała Pani zwrócić uwagę na to, w jak dramatycznej sytuacji mogą się znaleźć kobiety. Proszę jednak nie oczekiwać, że wszyscy zgodzą się na zabijanie w IMIĘ mniejszego ZŁA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wypowiedź jest na tylu poziomach obraźliwa i na tylu poziomach kuriozalna, ze nie zasługuje na nic więcej niż pozostawienie jej tu w ramach etnograficznej ciekawostki. I bez rzeczowej odpowiedzi.

      Usuń
    2. A ja odpowiem. Żadna z tutaj komentujących osób nie obrażała nikogo personalnie, czego nie można powiedzieć o Twoim anonimowa osobo komentarzu. Łatwo kogoś osądzać szczególnie anonimowo, ale przecież nikt tutaj nie zabrania ci anonimowa osobo mieć swoich przekonań i przeżyć życia zgodnie z nimi. Ale skoro chcesz by inni szanowali i akceptowali twoje poglądy i wybory zrób to samo w stosunku do nich i pozwól by sami podejmowali decyzje dotyczące ich życia i sumienia. Nie ma przymusu dokonywania aborcji i nie powinno być przymusu rodzenia. I tyle w temacie.
      A i jeszcze jedno, skoro chcesz coś komentować , nie musisz zakładać konta, ale możesz wszak podpisać się pod komentarzem. To się nazywa odpowiedzialność za wypowiedziane słowa.

      Usuń
    3. Anonimowy, to, w moim odczuciu, ktoś "myślący inaczej", niedoświadczony życiowo i - dla mnie to jasne - przypadkowy komentator, który nie zadał sobie nawet trudu przeczytać choćby kilkudziesięciu ostatnich wpisów Anutki, by móc Ją zrozumieć/poznać. Ja czytam Cię od dawna, choć nie komentowałam dotychczas, zatem wiem, że komentarz Anonimowego (zabrakło mu odwagi, ogłady czy wychowania, by się podpisać)jest absolutnym niewypałem i zero komentarza więcej.
      Pozdrawiam Cię, Grachma

      Usuń
    4. Dziękuję za tego posta. Bardzo, bardzo potrzeba odwagi teraz i cieszę się że Królowa dołożyła swoją cegiełkę. Naprawdę obserwowałam to co się dzieje z rosnącym niedowierzaniem i przerażeniem (mieszkam za granicą).
      W Irlandii ustawa antyaborcyjna jest jeszcze bardziej restrykcyjna - dopuszcza się aborcję tylko gdy życie matki jest zagrożone. Oczywiście podziemie kwitnie (tylko tu wybiera się prom do UK) - ale w kontekście dyskusji o uchyleniu (lub złagodzeniu, nikt nie zgłasza potrzeby zaostrzania) ustawy nie pojawia się taki język, w każdym razie nie w publicznym dyskursie. (A może po prostu jestem naiwna i mało zorientowana i nie natknęłam się na to. Owszem pojawiają się głosy że aborcja zabija itp, ale....)
      Bo to jest jedna z tych rzeczy, które mnie wciąż na nowo oburzają - ton jakim rozmawia się w Polsce o kobietach w kontekście tej ustawy. Jakby były rzeczami, jakby były niezdolne do własnych rozsądnych wyborów, jakby były kompletnie nieodpowiedzialnymi puszczalskimi, których państwo musi pilnować. Jakby były kompletnie wyprane z uczuć i aborcja to dla nich tyle co kurz. I potem politycy, pełnym głosem, w radio ogłaszają że "trzeba było uważać, komu się dawało". A te co protestują to "niech się bawią". Dawno już myślałam że mi skóra stwardniała w związku z komentarzami w necie czy uwagami polskich polytykow, a to wywołuje furię wciąż na nowo.

      Przepraszam, musiałam, jakoś wylało się ze mnie.

      Usuń
    5. Przyjść anonimowo i osobie, której się na oczy nie widziało, mówić, jak ma uprawiać seks z przyczyn etycznych. Zachwycające.
      Drogi anonimie, a ja myślę, że anonim powinien najpierw podłubać w prawej dziurce nosa, później w lewej, następnie wytrzeć odwłok zielonym papierem (koniecznie zielonym!) i dopiero wtedy podnieść z podłogi kapciuszek i pacnąć się nim w łepek. I adoptować trzy koty ze schroniska: burego, czarnego i rudego.
      Po dalsze instrukcje proszę zgłaszać się pod adres mailowy pouczanie@smrodki.dydaktyczne.pl

      Shiraishi (Magdalena Pośnik)

      Usuń
    6. Magdaleno, szkoda kotów :)!

      Szkoda też czasu na odpowiadanie anonimowi, który, czego jestem pewna, przyleciał tu, rzucił klejnoty swych przemyśleń pod nasze nie potrafiące tego docenić stopy i zniknął w internetowym niebycie, i pewnie nawet nie pamięta, że tu w ogóle był :).

      Tym niemniej dziękuję za wsparcie. Bardzo.

      Usuń
  35. Dopiero dzis przeczytalam ten post i az gesiej skóry dostalam - chociaz moge sobie tylko WYOBRAZIC co czulas. To jest prawdziwa historia z zycia wzieta, która moze przytrafic sie kazdej kobiecie, takze zonie / siostrze / córce tych, co tak glosno bronia zycia poczetego. Nie potrafie zrozumiec, jak moga nie zdawac sobie z tego sprawy. No ale tacy tez mówia co innego, a co innego robia, hipokryzja to ich wspólny korzen.

    Pewnie nie bylo Ci latwo to wszystko tu opisac, wiec gratuluje odwagi, bo to bardzo wazny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są tacy co zdają i podejmują inne decyzje.

      Są tacy, co wyobrażają sobie, że nie, to ich nigdy nie dotknie, bo niby czemu, oni sa przecież dobrzy, dobrym ludziom to się nie zdarza.

      Są tacy, którzy uznają to za "wyjątkowy wypadek, szczególną sytuację".

      I luz. Niech są.

      Byle i mnie pozwolili być, a z tym to u nich niełatwo.

      Usuń
  36. Pojawia się pytanie, czy osoba tak bardzo obawiająca się o swoje życie, i zdająca sobie sprawę z potwornych dla niej i dla swojej rodziny konsekwencji zajścia w ciążę, nie może podjąć WYBORU nieco wcześniej tj. kiedy decyduje się na współżycie w dni płodne? Zdaje się nie jest ich znów tak dużo i każda, naprawdę każda nieco rozgarnięta kobieta może określić prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w danym czasie. Nie planuję kolejnego dziecka - nie podejmuję współżycia, kiedy może ono doprowadzić do ciąży. A CO DOPIERO, gdybym się bała, że mogę od tego UMRZEĆ! Wydaje mi się to bardziej okej względem siebie i tego dziecka, niż żalenie się, jakie złe jest prawo, które nie pozwala mi tego dziecka usunąć. Jakoś uważam, że lekarz powinien mieć OBOWIĄZEK robienia wszystkiego, żeby ratować KAŻDE życie. W sytuacji opisanej przez Panią - powinien robić co w jego mocy, żeby ratować Panią i Pani dziecko. To nie ma być jego wybór, tylko jego obowiązek. Pani dokonała wyboru w momencie, w którym bawiła się Pani ryzykiem (co jest dziwne, naprawdę, w tym konkretnym przypadku. Ryzyko śmierci to nie byle co). Więc powiedzmy jasno - wyboru Pani już dokonała. Tak naprawdę więc nie chodzi tu o ratowanie Pani życia, ale o pozbycie się niechcianej ciąży, zabijając dziecko, bo jest kłopotliwe (skrajnie, bo takiego Pani dokonała wyboru i taki mu Pani chciała zgotować los).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepszą metodą antykoncepcji jest kalendarzyk małżeński.
      Drogi Anonimie, brak elementarnej wiedzy o ludzkiej rozrodczości prowadzi do właśnie takiej postawy, jaką Ty prezentujesz. Dodatkowo - ktoś wcześniej pisał o strasznym języku, jaki jest teraz wykorzystywany do opisu kobiet. Właśnie dałeś nam wspaniały popis. Wiem, że to prawdopodobnie nie ma sensu, ale powtórzę - kobieta to nie mordercze zwierzę, to empatyczna, myśląca istota. Jeżeli jesteś mężczyzną (mogę tylko domniemywać, ponieważ nadal nie raczyłeś się podpisać), spróbuj się postawić na moim miejscu - nic nie zrobiłaś, ale wszyscy cię potępiają, umniejszają twoje znaczenie, wmawiają, że jesteś głupia i zła, do tego totalnie nie masz moralności ani odpowiedzialności, dlatego dla twojego dobra (!) stworzyli klatkę, w której cię zamkną. Za twoje pieniądze. A jak bohatersko urodzisz chore dziecko, nikt ci nie pomoże, możesz razem z tym swoim bohaterstwem i dzieckiem umierać (ale dopiero jak już urodzisz).
      Jestem wierząca, ale taka postawa sprawia, że nie identyfikuję się z instytucją polskiego Kościoła.

      Co więcej, mój brat ma Zespół Downa - moja mama urodziła (i kochamy go najbardziej na świecie), ale wiem, jak to wygląda, I nie wezmę odpowiedzialności za inne kobiety, które staną przed takim, albo jeszcze trudniejszym wyborem. To jest zbyt trudne i wiem, że moje sumienie tego nie wytrzyma. Zabawne jest zatem to, że totalnie oderwani od rzeczywistości politycy i kler nie mają takich problemów. Zaiste, ich sumienia muszą być z hartowanej stali. Albo raczej brak im elementarnej empatii.

      Królowo Matko, bardzo dziękuję Ci za ten post. Jeden z lepszych głosów w dyskusji. I przepraszam, że ulało mi się trochę jadu, ale wciąż nie mogę uwierzyć, jak beznadziejnie zapatrzeni w siebie są niektórzy ludzie.

      Macka (Kinga Ludwik)

      Usuń
    2. Gdyby czytała Pani uważnie, wiedziałaby Pani, że powyższy post pisała kobieta. Nie wiem, o jaki język Pani chodzi... mordercze zwierzę? Pomijając to, proszę zwrócić uwagę, że pisałam o TYM KONKRETNYM przypadku, opisanym przez panią Królową Matkę. W tym konkretnym przypadku nie zachodzi sytuacja poczęcia, po którym kobieta dowiaduje się, że urodzenie tego dziecka będzie wiązało się z takimi lub takimi konsekwencjami - to temat na inną dyskusję. Sytuacja opisana przez p. Królową Matkę jest zgoła inna - tutaj kobieta WIE, że poczęcie dziecka grozi jej ŚMIERCIĄ, a MIMO TO decyduje się na współżycie (szafuje ryzykiem), narażając ŚWIADOMIE na śmierć nie tylko siebie, ale także dziecko, a następnie odpowiedzialność próbuje zrzucić na kogoś innego (lekarza, prawo etc).
      Odnośnie do "kalendarzyka", kalendarzyk małżeński (tu nie jestem pewna, proszę mnie poprawić, jeśli ktoś się lepiej zna), służy raczej pomocy przy zajściu w ciążę, więc używa się go w celu określenia dni NAJBARDZIEJ płodnych. Natomiast proszę nie udawać, każda kobieta, a tym bardziej kobieta tak dojrzała, będąca trzy razy w ciąży, rozgarnięta i -!!! - wiedząca, że poczęcie może doprowadzić ją do śmierci - potrafi określić taki czas, w którym do poczęcia nie dojdzie NA PEWNO. Proszę się nad tym zastanowić, sama jest Pani kobietą i zapewniam Panią, że przy odrobinie dobrej woli zaobserwuje Pani u siebie na początek przynajmniej kilka takich dni. Powie Pani, że mało? Więc teraz to znów temat na inną dyskusję - ważniejsze życie (swoje, dziecka) czy o kilka przyjemności z mężem więcej i domaganie się wyboru. W teraz właśnie proszę zwrócić uwagę - o jaki wybór chodzi:)
      Pozdrawiam serdecznie, proszę się nie gniewać na język, próbuję być po prostu dobrze zrozumiana (i "mówię" wyraźnie).

      Usuń
    3. Och, jej. Spodziewałam się podobnych wizyt odkąd tylko zobaczyłam listę linków dotyczących wizyt na blogu, ale cóż. No risk no fun, jak to mówią.

      Ale dobra. Droga Anonimowa Osobo, po pierwsze, nie wiesz o mnie NIC.Nawet gdybyś przeczytała całego tego bloga - a nie wątpię, że taka okoliczność nie miała miejsca - wiedziałabyś baaaardzo niewiele, tyle tylko, ile tu udostępniam, a to jest, wierz mi, zaledwie czubeczek góry lodowej. Nic nie wiesz o mojej chorobie, o jej przebiegu, o lekach, które biorę i będę brała do końca życia ani o tym, co te leki robią z cyklem miesięcznym. Ja to wszystko wiem i powiem Ci jedno, Anonimowa Osobo - nie wyobrażam sobie z jakiej wysokości musiałabym upaść na głowę aby stosować metody naturalne w celu uniknięcia ciąży (BTW, znam je i stosowałam je - teraz uwaga - ZANIM ZACHOROWAŁAM).

      Ale Ty , Anonimowa Osobo, przecież wiesz doskonale, że metody naturalne to metody dla osób zdrowych, na błędy w ich interpretacji może wpłynąć głupie przeziębienie, cóż tu mówić o poważnej chorobie, więc - dla osób zdrowych lub, jak to mawiacie, "otwartych na nowe życie ". Wiesz to , Anonimowa Osobo, ale o ileż przyjemniej jest wpaść gdzieś, pouczyć kogoś protekcjonalnie, między wierszami wyrażając pogardę i wyższość moralną.

      Możemy jednak dla Twojego, Anonimowa Osobo, komfortu uznać, że jestem po prostu mniej niż średnio rozgarnieta. Dla przypadkowych czytelników wszystko!

      Na szczęście nie muszę stosować metod naturalnych, albowiem metody naturalne obowiązują KATOLIKÓW. A w naszym pięknym kraju żyją nie tylko katolicy ale też osoby niewierzące oraz osoby innych wyznań. A niektóre z tych innych wyznan nie tylko dopuszczają antykoncepcję, ale są i takie, które uznając aborcję za zło uznają tez, że życie kobiety jest priorytetem. Serio serio.

      Po drugie - ja tu nigdzie nie płakałam nad złym prawem. Jakkolwiek uznaję to prawo za bardzo złe, nawet ono pozwala kobiecie w mojej sytuacji usunąć ciążę. Z powodu "sumień" lekarzy oraz strachu w jakim żyją jest to także prawo martwe - i tak, to uważam za skandaliczne.

      Reasumując - nie będę traktować poważnie pouczeń od osób nie znających ani mnie, ani mojej sytuacji. Nie będę pochylać się nad tym, co chcą mi powiedzieć o moim życiu seksualnym. Doradzać mogą mi przyjaciele i lekarze, którym ufam (tak, są tacy). Obowiązki katoliczki w temacie zapobiegania ciąży mnie nie dotyczą. Polskie prawo tak, i dlatego będę protestować, jeśli będzie łamane lub zmieniane w sposób barbarzynski.

      Z mojej strony EOT.

      Usuń
  37. Panie zbaczają z tematu. A już katolicy i inne religie to nie wiem skąd tu się wmieszali. Czy ja pisałam, że mam coś przeciw antykoncepcji? Albo przeciw katolikom? Napisałam o ŚWIADOMYM NARAŻANIU ŻYCIA SWOJEGO I SWOJEGO DZIECKA POPRZEZ PODEJMOWANIE WSPÓŁŻYCIA w dni płodne. Teraz rozumiem, że pani nie jest w stanie określić czasu, kiedy na pewno nie zajdzie Pani w ciążę... To bardzo trudne. Dobrze, że to nie HIV. Gdybym np. ja miała HIV, WCALE nie podejmowałabym współżycia, nawet z antykoncepcją. Z szacunku i miłości do męża, po prostu bałabym się, że coś nie zadziała i... zabiję go. No i dziecko, chociaż tu mogłabym mieć nadzieję, że dziecko urodzi się zdrowe.
    Ale ja jestem kobietą, niemal feministką, więc w odróżnieniu od zwierząt potrafiłabym się zdobyć na taki heroizm i się POWSTRZYMAĆ:) No, nie ma co dramatyzować, mam głęboką nadzieję, że przypadek Pani nie jest tak beznadziejny (w sferze seksualnej), i jednak jest dla Pani i Pani rodziny jakaś szansa kochania się tak, żeby wszyscy przeżyli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co napisałaś, Anonimowa Osobo, ponieważ jesteś ANONIMOWA i nie mam pojęcia, które z powyższych postów są Twoje. Wszystkie? Część? Jeden?

      Zakładam, że wszystkie, ale zakładać to ja sobie mogę.

      Rany koguta, a co to za dziwaczne wstawki o HIV? Skąd tu HIV? Skąd wyznania, co by się wtedy zrobiło? I po co?

      Tekst "Ale ja jestem kobietą, niemal feministką, więc w odróżnieniu od zwierząt potrafiłabym się zdobyć na taki heroizm i się POWSTRZYMAĆ:)" jest poniżej wszelkiego wszystkiego. Ja też jestem kobietą, i? Jestem nawet całkiem feministką, i? Jaki związek ma ten fakt, że i Ty, Anonimowa Osobo, jesteś kobietą, niemal feministką i nie jesteś zwierzęciem? Ja jestem, bo jestem całkowitą feministką? Bo się nie umiem powstrzymać? Bo mam HIV i udaję, że nie mam? Cos jeszcze innego, czego nie umiałas wyrazić, chociaż podobno "mówisz wyraźnie" i chcesz być zrozumiana, jak stwierdziłaś gdzieś wyżej, oczywiście o ile to Ty jesteś autorką powyższych wpisów?

      Szansa kochania się tak, by wszyscy przeżyli istnieje najwyraźniej, skoro żyjemy od prawie sześciu lat, ale dziękuję za troskę, o ile to rzeczywiście troska, w co ośmielę się powątpiewac.

      Usuń
  38. To, czy Panią znam, czy nie, nie ma w tym momencie znaczenia. Jest Pani dla mnie Anonimową Osobą, zupełnie, jak ja dla Pani. Pisząc ten post publicznie wystawiła się Pani na ocenę i nie napiszę nawet że "chcąc nie chcąc". Oceniam więc anonimowy post anonimowej osoby, tak jak Pani, która mnie nie zna, już mnie zaszufladkowała. Nie wie Pani czy mam dzieci i jakie to są dzieci. Ja o Pani dowiedziałam się tyle, że skłonna jest Pani do zabicia poczętego dziecka, zdrowego, niewinnego dziecka, a jest to postawa, z która się nie zgadzam i wytłuściłam wyraźnie, dlaczego. Ot co. Nie trzeba się oburzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą anonimowością to nie jest do konca tak, jak piszesz, Anonimowa Osobo. Jesteś w tym kawałku internetu, który jest moim kawałkiem internetu. Jestem zalogowana, pisząc tu, kontakt do mnie można znaleźć na stronie.

      Ty natomiast wpadasz tu nie wiadomo skąd z nie zamawianą psychoanalizą oraz ocenami i piszesz posta za postem nie fatygując się nawet, żeby się podpisać jakimś "Ewa" czy choćby "AW", no bo mnie nie znasz więc ci wolno.

      A otóż nie.

      Tak, napisałam posta. Tak, opublikowałam go, wiedząc na co się narażam. Świetnie wiem też, co o mnie myślą osoby o Twoich poglądach, Anonimowa Osobo, nie ma potrzeby przychodzić tu i mi o tym pisać.

      I, niespodzianka, nie, nie muszę znosić niektórych zachowań. Też wytłuściłam wyraźnie, jakich. I znosić ich nie będę, tak więc oszczędź sobie pisania kolejnego posta, bo nie zamierzam ciągnąć tej bezsensownej wymiany zdań i go nie opublikuję.

      Gdyz jestem u siebie I MOGĘ :).

      Usuń
  39. Królowo, Twój post wstrząsnął mną i wstrząsa, gdyż czytałam go wielokrotnie - dzięki Ci zań.
    Z ulgą odebrałam Twoją ostatnią odpowiedź temu bezczelnemu babsku,które zastępuje Pana Boga, choć nie dawał on chyba nikomu z ziemian takiego pełnomocnictwa (chyba nigdy nie użyłam takiego zwrotu w stosunku do innej kobiety, nawet anonimowej - ale nie mogłam inaczej).
    Nieustająco czytająca Twoje posty - choć rzadko komentująca- Nadnarwianka

    OdpowiedzUsuń
  40. Twoja historia jest po prostu szczera, dlatego wzbudza takie oburzenie! CO kogo obchodzi, czy i jak i kiedy bzykasz się z mężem, w końcu po coś w naszym katolickim kraju wzięłaś ślub! Na Twoim miejscu też bym się skrobała i nikogo nie powinno interesować ile razy, a nawet dlaczego! To powinna być tylko Twoja sprawa, masz jedno życie i już, i tak masz wystarczająco dużo dzieci, a nieplanowanych (bo bliźniaki! jakby to kogoś interesowało). To tylko i wyłącznie Twoja sprawa, masz chore serce. Gdybyś miała chorą macicę, to co? Nawet nie mogłabyś w ciążę zajść. Brawo dla Ciebie, że o tym napisałaś, gorąco życzę Ci odwagi w razie wpadki, każda z nas powinna mieć elementarne prawo do skrobanki! Każda!

    OdpowiedzUsuń