czwartek, 21 maja 2015

Z życia niewolnika

Pompon Młodszy (włażąc Królowej Matce na kolana i moszcząc się na nich za pomocą wiercenia pupką; rozkazująco) - Teraz mas mnie psytulić!

Królowa Matka przytula.

Pompon Młodszy (nadstawiając buzię, w tym samym tonie) - I całuj!

Królowa Matka całuje.

Pompon Młodszy (zdegustowany) - ...ale co ty, tak jeden jaz, cały cas mas całować!!!

Królowa Matka zasypuje pocałunkami.

Pompon Młodszy (rozciągając na kolanach Królowej Matki swoje ciało na całą dumną długość metra pięć; z zadowoleniem) - ... i mozes mnie jesce drapać po pleckach!

Powiada Państwu Królowa Matka, ludzki pan!

22 komentarze:

  1. Moje włazi na plecy i twierdzi, że tak lubi...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie lubi, jak mówi to wie, grunt, że ty się dostosowujesz :D.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zaprawdę powiadam ci, mamusia to male miki oraz pikuś w porównaniu z tym, jak wychował reszte rodziny :D!

      Usuń
  3. Bat na plecy jakiejś przyszłej synowej kręcisz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem absolutnie pewna, że moje synowe sobie doskonale poradzą :).

      Usuń
    2. Zapewne, pytanie tylko, jak brutalnych metod będą musiały użyć w tym celu :P

      Usuń
  4. Z dwojga złego to lepiej tak, niż miałby potem być niedoprzytulanym dorosłym, który ma jakieś lęki w kontaktach z kobietami. To wszystko potem zaprocentuje :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wcale nie jest złe, wcale :)))).

      Usuń
  5. Trafiłam na Twój blog wielce czcigodna Królowo Matko jakiś czas temu. Przeczytałam wszystkie wpisy i komentarze archiwalne i wiem jedno KOCHAM CIĘ KRÓLOWO i oczywiście Bandę Czworga wraz z Panem Małżonkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, jak to świadczy o twoim guscie, ale dziękuję i witam :).

      Usuń
  6. Jestem w 7 miesiącu ciąży i właśnie wyobraziłam sobie, że moja córeczka za kilka lat miałaby się tak do mnie zwrócić...
    Czy tylko ja jestem zdania, że to wcale nie jest zabawne...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdopodobniej.

      I, jak rozumiem, wychowasz swoje dziecko tak, by się tak nigdy, przenigdy do ciebie nie zwracało, gdyż...?

      Usuń
    2. Bardzo mi jest niezręcznie odpowiadać na Twoje pytanie, bo nie chcę wyjść na sztywną, zimną, nieludzką babę, która ma zamiar tresować swoje dziecko jak rasowego pieska. Zresztą, znasz mnie trochę [przynajmniej via Internet], nie raz się tu już wpisywałam, czytujesz też moje posty. Pamiętasz, że nieraz przyłączałam się do ogólnego rozbawienia czytując co lepsze teksty autorstwa Twoich potomków. No i na pewno nie mam zamiaru pouczać Ciebie - matki czterech synów jak by nie było - w sytuacji, gdy jak do tej pory kwestie wychowania jak na razie przerabiałam li tylko zawodowo jako nauczyciel. No ale spróbuję mimo wszystko wyjaśnić, o co mi chodzi.

      Nie wiem, czy uda mi się wychować swoją córkę tak, by "nigdy przenigdy" tak się do mnie nie zwróciła, bo dzieci są w dużej mierze nieprzewidywalne, zwłaszcza tak małe. No i cały czas próbują, żeby poznać, gdzie są granice, to naturalne. Wiem natomiast, że gdyby się tak zachowała, to bynajmniej by mnie to nie rozbawiło, a wręcz przeciwnie.
      Nie wiem, może to kwestia podejścia do pewnych norm, innej definicji tego, jak mają wyglądać relacje między rodzicami a dziećmi czy w ogóle jak zwracać się do osób starszych w rodzinie. Powiem tak - mnie jako małej dziewczynce nie przeszłoby przez gardło zwrócenie się do mamy w takiej roszczeniowej formie. Nie oznacza to, że miałam zimny wychów, naprawdę, wręcz przeciwnie. Dziecko jak najbardziej powinno umieć komunikować swoje potrzeby - ale przecież może to zrobić w inny sposób, nie w taki kategoryczny, nie znoszący sprzeciwu...
      "Mamooo, czy mogę się przytulić?", "Mamooo, przytulimy się?", "Mamooo, buziii... Ale jeszcze raz, plosęęę", "A czy możesz mnie podrapać po pleckach? Ooo, jak fajnie, jesceee..."

      No i od razu inaczej...

      Usuń
    3. Owszem. Jak z podręcznika. I przyznam, że aż mnie zmrozilo gdy sobie wyobraziłam, że moje dziecko przychodzi do mnie i pyta: "Mamo, czy czy możemy sie przytulić?".

      Już po odpowiedzeniu ci zorientowalam się, że nadinterpretowałam. Owszem, na pewno są osoby, ktorym się powyższy wpis nie wyda zabawny. Może mają inne poczucie humoru albo nie lubia dzieci. Spoko, to zupełnie normalne.

      Ale dlatego, że teksty mojego dziecka były roszczeniowe?

      Serio - ROSZCZENIOWE???

      W sposób nie znoszący sprzeciwu?

      O, rany.

      Roszczeniowy to bylby tekst: "Zrób mi teraz kanapkę. I pić mi tez możesz zrobić". Wszystkie moje dzieci, także to najmłodsze, wiedzą, jak krótka dostałyby odprawę z pouczeniem, gdyby wyartykułowały coś podobnego. Żadnemu zresztą nie przyszloby to do glowy, bo wszystkie świetnie potrafią stosować w mowie (a część i w piśmie) słowa i zwroty grzecznościowe.

      Ale żadne z moich dzieci nie musi grzecznie mnie prosić, żebym je przytuliła. Może mi kazać. Może mi mówić: "A teraz przytul". Może podchodzić i żadać: "Mamo, calusa". Teraz, zaraz. Skoro akurat w tej chwili potrzebują calusa albo chcą się poprzytulać. Ja też do nich mówię: "A teraz wszyscy na moj rozkaz obsypują mamusię pocałunkami", i oni przerywają to, co robią, i obsypują.

      Wcale nie chcę, by bylo inaczej, chocby nie wiem, jak wiele norm w ten sposob przekraczały. Jakoś nie mam obaw, ze wyrosną z nich roszczeniowe potwory nie potrafiace znaleźć się w spoleczeństwie.

      Usuń
    4. Tak, jak napisałam wyżej - to pewnie kwestia definicji tego, jak mają wyglądać relacje między rodzicami i dziećmi. Dla Ciebie zdanie: "Mamo, mogę się przytulić?" brzmi jak z podręcznika i aż Cię mrozi od niego - a dla mnie brzmi zupełnie naturalnie, bo sama tak mówiłam i nie czułam się z tego powodu nieszczęśliwa. A relacje do tej pory z moją mamą mam bardzo bliskie i serdeczne i zdecydowanie jest osobą, której ufam bezgranicznie [na tyle, że będzie przy moim porodzie, co dla nas obu dużo znaczy]. Za to dla mnie zdanie w ustach kilkulatka "Teraz masz mnie przytulić!" brzmi jak zalążek małego tyrana i pępka świata, a dla Ciebie zupełnie naturalnie.

      Z innym poczuciem humoru się zgodzę, natomiast tekst "albo nie lubią dzieci" jest już krzywdzący. Skąd możesz to wiedzieć? Czy to, że mam inny punkt widzenia w kwestii tego, jak się należy do siebie zwracać, od razu znaczy, że nie lubię dzieci? Naprawdę nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka. To, że nie chciałabym, żeby córka mówiła do mnie rozkazującym tonem ma oznaczać, że nie lubię dzieci...?
      Nawiasem mówiąc, jak teraz myślę - to ja w ten sposób nie zwróciłabym się chyba do nikogo, ani do mojej mamy czu mojego taty, ani do brata, ani do męża. No nie potrafię sobie wyobrazić kontekstu, w którym mogłabym do bliskiej osoby powiedzieć kategorycznym tonem nie znoszącym sprzeciwu: "Teraz masz mnie przytulić". A na pojedynczy pocałunek okazać zdegustowanie i domagać się powtórek. Tak, jak pisałam wcześniej - są inne sposoby komunikowania swoich potrzeb, które zdecydowanie są mi bliższe.

      Usuń
    5. "albo nie lubią dzieci' ni dotyczylo ciebie. Miałam na myśli, że mam róznych Czytelników, którzy wchodzą na tego bloga, nie wszystkich bawią teksty dzieci, bo na pewno są między nimi i tacy, co dzieci nie lubią.

      Co do mojego roszczeniowego dziecka z zalązkami na tyrana, pozwolę sobie pozostac przy moim zdaniu.

      Usuń
    6. Tak mi się widzi, że różnica między nami w sumie sprowadza się do jednego - oczywiście popraw mnie, jeśli się mylę. Ja uważam, że nie jest dobrze, by pozwalać dziecku na rozkazywanie w jakichkolwiek kwestiach - a Ty z tego wyłączyłabyś sytuacje, w których chodzi o okazywanie sobie uczuć [bo podałaś przykład tych kanapek - że w takiej sytuacji synowie dostaliby reprymendę]. O kanapkę należy poprosić, całusa można się domagać. Ja jestem zdania, że i o jedno, i o drugie mimo wszystko powinno się poprosić w tej lub innej formie. A zauważ, że w swojej odpowiedzi zacytowałaś akurat ten pierwszy, najbardziej formalny ze zwrotów, jaki podałam.

      Usuń
    7. Ależ dyskusja tu się toczy! Powiem teraz, mwahahahaa, wypowiem tę znienawidzoną kwestię!
      Dragonello - pogadamy o tym za trzy lata! :))))

      Usuń
    8. Hmmm... ja przede wszystkim bardzo przepraszam, że się wtrącam, ale podzielę się swoim skromnym doświadczeniem. Otóż nie jestem pedagogiem , ale matką i babcią. I zachowanie Pompona jako żywo przypomina mi zachowanie mojego syna sprzed , no dobrze...trzydziestu lat. Toczka w toczkę. I ja już WIEM, co z niego wyrosło- (nie tylko z mojej subiektywnej oceny)- wyrósł z niego kompletnie nie roszczeniowy, empatyczny i kulturalny młody mężczyzna, z którego jestem dumna i bez cienia niepokoju przyglądam się więc powielaniu tych zachowań przez mojego wnuka. Oczywiście- być może to wyjątek potwierdzający regułę, ja jednak pozostanę przy zdaniu, że niekoniecznie. Acha - obaj panowie- ten ponad trzydziestoletni i ten czteroletni poza owym "domaganiem się" bardzo hojnie i nieproszeni obdarowują. Z oczywistych powodów ten młodszy bardziej spektakularnie i bez zwracania uwagi na otoczenie i okliczności

      Usuń
  7. Uwielbiam Pompona Młodszego! Aż poważnie rozważam założenie mu fanclubu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej dołączenie do już istniejącego :).

      Usuń