Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa Matka i Pan Małżonek rozmawiają. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa Matka i Pan Małżonek rozmawiają. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Filmowo i... no, głównie filmowo

Królowa Matka i Pan Małżonek (oglądają Bogaty Akcją Oraz Wybuchami Film Sensacyjny Z Lat Dziewięćdziesiątych).

Podstępny Przedstawiciel Arabskiej Mniejszości Na Ekranie (perfidnie wkręciwszy się do grona Elity Finansowej knuje Szczwany Plan, co jakiś czas wydając z głębi trzewi Złowrogi Śmiech, jak również łypiąc czarnym okiem spod loczka na czole).

Królowa Matka (lekceważąco) - Ja go znam, to jest Art Malik! Nie jest wcale Arabem, tylko Pakistańczykiem, i po prostu ma taki egzotyczny typ urody, a w ogóle to jest przemiły i na pewno nie terroryzowałby finansistów!...

Chwila przerwy, nabrzmiałej treścią.

Królowa Matka - ...to jest, przepraszam bardzo, chciałam powiedzieć, nie finansowałby terrorystów...


Kurtyna, dużo, dużo kurtyn.

poniedziałek, 14 listopada 2022

Filmowo. Chyba

Pan Małżonek - Kojarzysz "Enolę Holmes"?

Królowa Matka - Nie.

Pan Małżonek - Ten film?

Królowa Matka - Nie.

Pan Małżonek (pomocnie) - No, wiesz, ten o siostrze Sherlocka Holmesa...

Królowa Matka (dość obojętnie) - Nie.
Pan Małżonek - Przecież go razem oglądaliśmy!

Królowa Matka - Nie.

Pan Małżonek - Ale jakie nie, na pewno tak!

Królowa Matka (nieco monotonnie) - Nie.

Pan Małżonek - Heniutek Sherlocka grał!!!

Królowa Matka - ???

Pan Małżonek (rozpaczliwie) - No, Heniutek! Henryczek! No, CAVILL przecież!!!

Królowa Matka - A. To nie.

Pan Małżonek - Ale to przecież niemożliwe jest, na pewno to razem widzieliśmy!

Królowa Matka - Nie.

Pan Małżonek - Pamiętam! Rękę bym sobie dał uciąć! Oglądałaś go ze mną, na sto procent.

Królowa Matka - Nie.

Pan Małżonek (tonem koniecznego wyjaśnienia) - W każdym razie wyszła druga część.

...

Aha.

środa, 2 lutego 2022

Zakupowo (lecz jakże inaczej)

Po zakupach w Biedronce:
 
Królowa Matka  (promieniejąc Radością) - Zobacz, kochanie! Za ten sam koszyk, za który pół roku temu płaciliśmy 50 zł, a teraz z VAT-em zapłacilibyśmy 101,50, bez VAT-u zapłaciliśmy 98,99 zł! A wszystko to dzięki prorodzinnej i prospołeczne, przemyślanej polityce naszego rządu!
 
Pan Małżonek (z Słusznym I W Pełni Zrozumiałym Entuzjazmem w głosie): Jestem dumny, że jestem Polakiem!
 
(w domu)
 
Pan Małżonek (smutno) - Ale majonezu nie wzięłaś...
 
Królowa Matka (tonem usprawiedliwienia) - Bo, wiesz, patrzę na te półki, a tu to bez VAT-u, tamto bez VAT-u, i jeszcze to bez VAT-u... Aż w oczach mi migało i nie wiedziałam, co w ręce brać, i tak jakoś mi umknęło...
 
Pan Małżonek (ze zrozumieniem) - Tak, dobrobyt potrafi zawrócić w głowie!
 
Hasztag "duma".
Hasztag "rewizjonistomtwardenie".
Hasztag "zawszewdzieczni".
Hasztag "zakupybezstresu".

niedziela, 29 grudnia 2019

Jak zyskać dzień. Przepis

Królowa Matka (od bladego świtu, czyt.: od godziny dziesiątej oddaje się przetrzebianiu własnego księgozbioru pod hasłem "Uciesz swoją bibliotekę").

Pan Małżonek (fachowym okiem mierząc rosnącą pod ścianą górę) - Dobra, to ja zaraz przejrzę swoje rzeczy na dole, zapakujemy wszystko w te torby z IKEI, wyjedziemy dziś trochę wcześniej...

Krolowa Matka (nieuważnie, dzieląc uwagę między Pana Małżonka a dwa tomy Marininy do ewentualnego oddania) - A dokąd ty chcesz dziś wyjeżdżać?

Pan Małżonek - No, do lekarza. Przecież mam dziś wizytę. (z urazą) Co, nie pamiętasz?

Królowa Matka (dorzucając Marininę do góry woluminów, łagodnie) - Jutro masz.

Pan Małżonek (z niezachwianą pewnością) - Dziś.

Królowa Matka (sięgając dla odmiany po Makuszyńskiego) - Jutro. Dziś jest niedziela.

Pan Małżonek - Wczoraj była niedziela!

Królowa Matka (patrząc na swoją Lepszą Połowę podejrzliwie) - I właśnie dlatego wczoraj byliśmy na zakupach?

Pan Małżonek (uparcie i z żelaznym przekonaniem) - Przedwczoraj byliśmy!

Królowa Matka (wciąż jeszcze łagodnie) - Wczoraj.

Pan Małżonek (ociupinkę zirytowany) - Przedwczoraj! W sobotę! Wczoraj była niedziela!

Królowa Matka (też uparcie, acz ta niezłomna pewność, którą czuła, zaczyna się lekko nadłamywać na brzegach) - Wczoraj była sobota. Wczoraj byliśmy na zakupach i u mojej mamy. Dziś jest niedziela.

Pan Małżonek (protestując z głębi serca) - Dziś jest poniedziałek!

Królowa Matka (porzuciwszy w kątku pieczołowicie dotąd tulony w objęciu książkowy nabój, odpaliwszy komóreczkę, a na komóreczce - kalendarz, powiększa na maksa wybarwiony na czerwono numer "29" na ekraniku i podtyka ekranik Panu Małżonkowi pod nos; z naciskiem) - NIE-DZIE-LA.

Pan Małżonek (z dziecięcą, zaprawdę, radością) - O. Dziś niedziela.

I w ten oto właśnie sposób można zyskać cały jeden, nowiutki, nie używany dzień.

Nie ma za co.

sobota, 23 lutego 2019

Bycie Panem Małżonkiem nie jest fajne, dowód nr 567

Pan Małżonek i Królowa Matka (w samochodzie, wracając z zakupów, rzewnie wspominają wzloty, upadki, góry, doły i wądoły królewskomatczynej drogi blogowej).

Królowa Matka (pogrążona we wspomnieniach) - ...ale to było już później, po tym, jak pojechałam na spotkanie blogerów książkowych, wiesz, w Agorze...

Pan Małżonek - Pamiętam. Z Lisem.

Królowa Matka (delikatnie) - Szczygłem...

Pan Małżonek - Właśnie.  Tomaszem.

Królowa Matka (cichutko) - Mariuszem...

Pan Małżonek  (tonem będącym odpowiednikiem machnięcia ręką) - Ojej, no tak. Prawie trafiłem!

Po chwili ciszy nabrzmiałej treścią.

Królowa Matka (w ramach koniecznego doprecyzowania) - Wiesz, że to będzie dziś na blogu, prawda?

Pan Małżonek  (również w ramach koniecznego doprecyzowania, acz niezupełnie tego samego wątku) - Ojtam, ojtam. (po chwili) Ale wiesz, że tak niezupełnie cię lubię, prawda?

...

Królowa Matka jednak zaryzykuje, korzystając z faktu, że  niezupełnie ;).



czwartek, 28 września 2017

Prawie jak Sherlock

Królowa Matka (uruchamiając cały, albo przynajmniej sporą część, swego kobiecego czaru) - Kochanie, czy ja bym mogła mieć nadzieję, że mi wreszcie obrobisz te patyczki, co to obiecałeś?

Pan Małżonek (z lekka nieprzytomnie) - Patyczki. Jakie patyczki.

Królowa Matka (starannie ukrywając najmniejsze odznaki zniecierpliwienia) - Te, o których ci ze dwadzieścia razy mówiłam. Te, które przywiozłam z Gór Świętokrzyskich. No, wiesz, chcę robić zawieszki z aniołkami i gwiazdkami na patyczkach, i obiecałeś mi spiłować krawędzie wspomnianych patyczków, żeby nie haczyły. Właśnie TE patyczki.

Pan Małżonek (tonem Archimedesa wyskakującego z wanny) - Aaaaa, patyczki! Jasne, zaraz ci je mogę spiłować. Tylko muszę znaleźć tarcze z papierem ściernym. Wiesz, gdzie są?

Królowa Matka (tłumiąc westchnienie) - Kochanie, to twoje tarcze, twoja wiertarka, twój papier ścierny. Pojęcia nie mam, gdzie mogą być, może w pudle z narzędziami?

Pan Małżonek (udaje się do przedsionka, skąd przez dłuższą chwilę dochodzą przeróżne łomoty, stukoty, dźwięki przywodzące na myśl wnoszenie szafy gdańskiej na piąte piętro bez windy oraz stłumione przekleństwa. W dodatku wszystko to bezskuteczne).

Pan Małżonek (powracając do pokoju z nieco zmierzwionym włosem i odrobinkę zgrzany) - Nie ma. Pamiętasz może, kiedy ja tego używałem ostatni raz?

Królowa Matka (łagodnie) - Jakoś tak na początku wakacji. Domki dla ptaków mi z farby obdzierałeś, żebym je sobie pomalowała...

Pan Małżonek (robi w tył zwrot i udaje się kurcgalopkiem do opuszczonego przed chwilą przedsionka, z którego tym razem dochodzi mniej łomotów, za to więcej pełnych satysfakcji okrzyków, i z którego wyłania się po chwili z tarczami z papierem ściernym w jednej, a szlifierką w drugiej ręce, oraz z wyrazem słusznej dumy na obliczu) - Mam! I w dodatku (rozpromienia się) doszedłem do tego drogą dedukcji! "Ostatni raz szlifowałem domki dla ptaków - pomyślałem. - Gdybyś to ty potem sprzątała, tarcze by były tam, gdzie być powinny, czyli w tej skrzynce, w której już szukałem, i w której ich zdecydowanie nie ma. W takim razie ja sprzątałem, a to z kolei znaczy, że pizgnąłem je po prostu w miejscu, w którym stałem". Spojrzałem i rzeczywiście, były!

Cóż.

Mówcie mi Watson.


sobota, 5 marca 2016

O więzach

Królowa Matka (do Pana Małżonka) - Zrobiłeś sobie już kolację i nie wziąłeś tego paprykarza, który kupiłam?
Pan Małżonek - Tak. Nie. Zrobiłem, znaczy się. I nie wziąłem.
Królowa Matka - Dlaczego? Przecież lubisz!
Pan Małżonek (boleśnie szczerze) - Bo ciebie nie było i nie mogłem zapytać, a sam się boję.
Królowa Matka - ???
Pan Małżonek (tonem koniecznego wyjaśnienia) - No, boję się ciebie, zawsze się bałem, nie wiedziałaś?
Królowa Matka (w szoku i wstrząsie) - Nie. Bo to ja się ciebie boję i zawsze się bałam. (popadając w smętną zadumę) Wygląda na to, że jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy się siebie boją, doprawdy, jakim cudem przetrwaliśmy tyle lat u swego boku...

Pan Małżonek i Królowa Matka (pogrążają się w bolesnej autorefleksji).

Pan Małżonek (płynąc na fali bolesnej autorefleksji) - Cóż nas ze sobą trzyma, tych lat... no, naprawdę dużo, byłżeby to zwierzęcy strach?
Potomek Starszy (dotąd siedzący niewinnie na kanapie i pozornie nie zwracający żadnej uwagi na niewymuszoną wymianę zdań, krążącą między Rodzicami z lekkością confetti) - Nie, to my. Pojawiliśmy się i połączyliśmy was na zawsze więzami miłości.




Tak, to musiało być to :).

niedziela, 9 sierpnia 2015

Zamiast ochłodzenia

Wczoraj.

Pan Małżonek - A podobno jutro będzie... (urywa, żeby złapać szczątkowy ślad oddechu w otaczającym nas jak wilgotny kokon czterdziestostopniowym, stojącym powietrzu).

Królowa Matka (tępo) - Co?

Pan Małżonek (w zamyśleniu) - Zdaje się, że jutro ma być... (znów urywa i wpatruje się szklanym wzrokiem w przestrzeń).

Królowa Matka (okazując cień zainteresowania) - No, co?

Pan Małżonek (wciąż zawieszony jak komputer, co w tej temperaturze Królowej Matki nie dziwi ani w przypadku komputera, ani Pana Małżonka) - A jutro ma być... ma być... (rezygnuje z prób odwieszenia się).

Królowa Matka (z narastającą, obłąkańczą nadzieją w głosie) - Deszcz? Burza? Załamanie pogody? Nagły spadek temperatury? Gwałtowne ochłodzenie???

Pan Małżonek - ... piąta część Harry'ego Pottera w telewizji...

Źródło

No, szit, psiakrew oraz cholera jasna, rzeczywiście, było po co dawkować napięcie!!!

Królowa Matka wolałaby ochłodzenie...

niedziela, 18 stycznia 2015

Ziołoleczniczo

Wczoraj, w sklepie zielarskim:

Królowa Matka - Poproszę ziele skrzypu, korzeń łopianu, liść pokrzywy, ziele nawłoci, ziele uczepu trójbarwnego, kwiat jasnoty białej...

Pan Małżonek - ... fiolkę krwi nietoperza, pukiel włosów wisielca ucięty o północy w pełnię, pazur z lewej tylnej łapki szczura...

Hm.

Chyba chłopak zapomniał (lub też nie docenia), co może przyrządzić z ziół kobieta, jak się ją naprawdę zdenerwuje.




Mwahahaha.

środa, 10 grudnia 2014

Pan Małżonek dźwiga swój krzyż

Ktoś (prawdopodobnie któryś z Kochanych Potomków, w tej chwili nie pomni Królowa Matka, który, a poza tym nie ma to większego znaczenia) robi jakąś rzecz nieakceptowaną w kulturalnym towarzystwie rzecz, na przykład beka.

Któryś z Potomków (zawstydzony) - Przepraszam...
Pan Małżonek (radośnie) - Ach, nic nie szkodzi! Exegi monumentum, czy jak to się tam mówi!

Królowa Matka wyjaśni może ogłuszonym Czytelnikom, że mówi się "Naturalia non sunt turpia" (co ma się nijak do faktu, że od tamtej chwili w Domu w Dziczy mówi się już zawsze przy takich okazjach "Exegi monumentum" :)).

***

Pan Małżonek (wielce podekscytowany opowiada o jakimś mrożącym krew w żyłach wydarzeniu w pracy) - ... i szef mu to po prostu powiedział i wyszedł, normalnie, bez żadnego wyjaśnienia, bez słowa, bez chwili na wytłumaczenie się, po prostu wyszedł i zostawił go z dłonią na sercu!
Królowa Matka (z wielkimi oczkami, w których wyświetlają się gigantyczne znaki zapytania) - ???
Pan Małżonek (rozpędzony) -... to znaczy, eee, no, z sercem na dłoni!
Królowa Matka (niepewnie) - Z duszą na ramieniu?...
Pan Małżonek - Tak! Właśnie z tym, no mówię przecież!

No, mówił...

***

Pan Małżonek (śpiewa do wtóru Leszkowi Herdegenowi w TV) - W steeepie szerokim...!
Królowa Matka (obdarzona przez Matkę Naturę Prawie Doskonałym Słuchem i całkiem niezłym głosem; boleśnie szczerze) - Fałszujesz.
Pan Małżonek (nie dając się zniechęcić) - ... którego okiem nawet sokolim nie zmieeeeerzyyyysz!
Królowa Matka (nadal boleśnie szczerze, ale bardziej przez zęby) - Fałszujesz...
Pan Małżonek (niezłomnie) - Stań! Unieś głowę! Wsłuuuchaj się w słowa!
Królowa Matka (bardzo, ale to bardzo przez zęby) - Powiadam ci, ale naprawdę, fałszujesz!
Pan Małżonek (z entuzjazmem) - A, co tam! Naleję tej nalewki, którą dostaliśmy, wypijemy po dwa kieliszeczki i zaraz się okaże, że rzecz jest zaśpiewana jak należy!
Królowa Matka (zdecydowanie) - No, jeśli o mnie chodzi, do tego to dwa zdecydowanie nie wystarczą.


I to właśnie, Czytelniku, spójrz i doznaj współczucia, musi codziennie znosić Pan Małżonek.

Kobietę, która nie zrozumie, nie zachwyci się, nie doceni, przyczepi się do wszystkiego, a jakby tego wszystkiego było mało - wyhaczy, wydestyluje z gwaru codziennych rozmów, wypreparuje, zapamięta, i opisze.

niedziela, 12 października 2014

Wpis historyczny (kolejnego podobnego nie będzie do końca istnienia tego bloga, i dłużej)

Królowa Matka - Wygraliśmy z Niemcami?
Pan Małżonek - Tak.
Królowa Matka - Wygraliśmy z Niemcami?
Pan Małżonek (cierpliwie) - Tak. Dwa : zero.
Królowa Matka - Ale... jak to? Wygraliśmy z Niemcami?
Pan Małżonek (ciągle cierpliwie) - No tak, Błaszczykowski był...
Królowa Matka (bezradnie) - Ale ja nie bardzo rozumiem, co ty do mnie mówisz. Wygraliśmy? Z Niemcami?
Pan Małżonek (z deczka jednak tracąc cierpliwość) - No tak, dziś nie 1 kwietnia, więc chyba tak.
Królowa Matka (próbując osadzić w utartych koleinach świat, który zna, i w którym czuje się bezpiecznie) - Ale my? Wygraliśmy? Z Niemcami?
Pan Małżonek - Tak, my. Dwa : zero wygraliśmy.
Królowa Matka (bardziej bezradnie) - Czekaj, chwila, ale że my? Z Niemcami?
Pan Małżonek (zrezygnowany) - No, my.
Królowa Matka (z nadzieją) - Ale oni wystawili tylko rezerwowych?
Pan Małżonek - Nie.
Królowa Matka - I wygraliśmy?
Pan Małżonek - Tak.
Królowa Matka - Ale... że z Niemcami?
Pan Małżonek (milczy).


Słuchajcie...

Wygraliśmy z Niemcami?

A może (z rosnącą nadzieją) Niemcy mieli po prostu gorsze kolana...

Źródło

 ... a sędziowały kobiety w szale lubieżności?

No bo, że my...?

Z Niemcami?

sobota, 30 listopada 2013

O komplementach à rebours

"Van Helsinga" telewizja nam wczora z wieczora puścili, którego usiłowawszy obejrzeć ze względu na nieukrywane uwielbienie dla Hugh Jackmana Pan Małżonek popadł w nastrój refleksyjny.

Pan Małżonek (w nastroju refleksyjnym) - Och, jak ja jednak chcialbym tak wygladać!!!

Królowa Matka (dla której podobne wyznania nie są wszak niczym nowym, cierpliwie) - Kochanie, to jest naprawdę najwyższa półka, tak ze trzy czwarte tej męskiej części świata, która o Hugh Jackmanie slyszała chciałaby tak wyglądać... to zupełnie tak, jakbym ja chciała wyglądać jak... jak... no bo ja wiem... Jak Monica Bellucci, na przykład.


Pan Małżonek (z ciekawością) - Ale powiedz, tak szczerze, nie chciałabyś wyglądać jak Monica Bellucci?
Królowa Matka (szczerze) - Nieee, jak Bellucci to nie... bardzo piękna, to prawda, ale zupełnie nie w moim stylu...
Pan Małżonek (z gwałtownym zainteresowaniem) - Tak? W takim razie chciałabyś wyglądać jak kto?
Krolowa Matka (zastanawiając się zaledwie krótka chwileczkę, a wręcz nie zastanawiając się wcale, z rozmarzeniem) - Jak Charlize Theron...
Pan Małżonek (ku taaaakiemu zaskoczeniu Królowej Matki, no naprawdę, do tej pory nie może się ona otrząsnąć, ekhm, ekhm) - A jak wygląda Charlize Theron?
Królowa Matka (robiąc przegląd wizerunków Charlize Theron, które mogłyby ewentualnie Panu Małżonkowi coś powiedzieć) - Ostatnio reklamuje Diora, ale pewnie nie kojarzysz... W jednym filmie groziła wykastrowaniem Kevina Bacona, którego nie lubisz, ale nawet ja nie pamiętam tytułu, więc może nie zagłębiajmy się w temat... Grała też w "Monster", ale ten temat też porzućmy, bo jeszcze wyrobisz sobie fałszywy pogląd o moim guście...


... O, w "Adwokacie diabła" grała! Żonę Keanu Reevesa.

Pan Małżonek (ożywiając się w sposób wyraźny) - Czy to ona grała też w  "Żonie astronauty"?
Królowa Matka - Tak, to właśnie ona!


Pan Małżonek (popadając znowu w nastrój refleksyjny, innego jednakże rodzaju) - No tak... ale gdybyś ty tak wyglądała to ja faktycznie musiałbym wyglądać jak Jackman, żeby w ogóle mieć odwagę do ciebie podejść...
Królowa Matka (przez zęby) - A zatem popatrz, jak to się świetnie złożyło, że wyglądam zupełnie inaczej i mogłeś podejść bez obaw...

Po czym poradziwszy łagodnie wijącemu się w tłumaczeniach Panu Małżonkowui usiłującemu gwałtownie wyjaśnić, co też takiego miał na myśli żeby się jeszcze bardziej nie pogrążał, oddaliła się cierpieć psychicznie i obmyślać formę niniejszej notatki.

Sporządzając którą zostala przylapana przez Pompona Starszego na wybieraniu stosownego ujęcia Moniki Bellucci, którą ujrzawszy Dziecię zawołało radośnie i bez najlżejszego wahania "Mama!".

Jaki jest Pan Małżonek, o to mniejsza.

Ale dzieci to Królowa Matka ma wyjątkowe :D!

niedziela, 10 listopada 2013

Dlaczego Ralph Fiennes może zachować dobre samopoczucie

Pan Małżonek (ni z gruszki, ni z pietruszki) - Juliette Binoche to bardzo znana aktorka jest, a ja właściwie nie widziałem żadnego filmu z nią...
Królowa Matka - "Niebieski" widziałeś...
Pan Małżonek - A, no tak. Ale to jednak dawno temu, stary film, co by nie powiedzieć!
Królowa Matka (siłą rozpędu) - ... no i "Angielskiego pacjenta" oglądałeś przecież. I "Wichrowe Wzgórza"...
Pan Małżonek (ponuro) - Musiałem...

Królowa Matka, która ma się (i zasłużenie, z naciskiem zapewnia Cię, Czytelniku) za pierwszą ofiarę fiennesomanii w naszym pięknym kraju, wpatrywała się maślanymi oczkami w ekran nie tylko wieeele lat przed chwilą, gdy w kinach święciła triumfy "Lista Schindlera", ale ładnych parę lat przed "Wichrowymi Wzgórzami",


w każdym razie w fiennesomanii ma znacznie dłuższy staż niż w panumałżonkomanii, wydaje z siebie stłumiony chichocik (bo otóż wcale Pan Małżonek nie musiał, sam chciał, samiuśki wszędzie, a więc i do kin, Królowej Matce towarzyszyć i się męczyć, i to, jak Królowa Matka mniema, bardziej niż ona, bo skoro ona zniosła z trudem takiego "Angielskiego pacjenta" mimo dodatkowych bodźców, to cóż tu mówić o nim), po czym:

Królowa Matka (tonem pocieszenia) - Gdybyś zobaczył, jak Ralph Fiennes wygląda teraz, mógłbyś się wreszcie uspokoić i odczepić od człowieka...


Pan Małżonek (rozpromieniając się) - Wreszcie! Wreszcie ten facet nie będzie mi psuł humoru!!!

Po chwili

Pan Małżonek (trzeźwo i smutno) - ... co prawda, gdyby on mnie zobaczył, to by mu też humoru nie popsuło...

Jeśli ktoś z Was, Kochani Czytelnicy, zna Ralpha Fiennesa, proszę mu przekazać, że może niezmiennie pozostawać w doskonałym (a co najmniej bardzo dobrym) nastroju :D.





PS. ... zwłaszcza, że dla Królowej Matki może on sobie być nawet beznogim najstarszym staruszeczkiem...


niedziela, 21 lipca 2013

Co bardziej warto

Królowa Matka i Pan Małżonek, spławiwszy połowę Potomków jednej Babci na Mazury, a drugą połowę - drugiej Babci na jedno popołudnie, poszli oblewać zyskaną na tydzień połowę wolności oraz naprawienie Upiornego Rodzinnego Samochodu do herbaciarni.

Siedzieli sobie w tej herbaciarni, Królowa Matka nad kawałkiem sernika na ciepło i herbatą różaną, Pan Małżonek - bijąc rekord w dziedzinie "zasłodzenie na czas", i gawędzili niewinnie a miło, czyniąc przeróżne, niejednokrotnie silnie zaskakujące, wyznania.

Pan Małżonek (miedzy kęsem jabłecznika z lodami i bitą śmietaną a łykiem kawy z bitą śmietaną i posypką czekoladową, z rozmarzeniem) - Bo, wiesz, ja to chciałbym wyglądać jak rosomak!...

Źródło

Królowa Matka (unikając w ostatniej chwili publicznej kompromitacji wynikajacej z upuszczenia widelczyka z hukiem na talerzyk, a wręcz na podłogę, osłupiała) - Ale... jak to, jak rosomak?... Takie zwierzątko?...

Pan Małżonek (z pobłażliwością dla królewskomatczynej ignorancji) - No oczywiście, że nie zwierzątko, oszalałaś, po co mi zwierzątko?! Jak ten aktor, który gra Rosomaka w najnowszym "X-men", ten, jakże się on nazywa... no wiesz... (pewnie, że Królowa Matka wie, ktoś w tej rodzinie musi mieć pamięć jak słoń, a wręcz stado słoni) ... wiesz, ten, co grał w "Van Helsingu"...

Królowa Matka (odzyskawszy równowagę wewnętrzną) - Ach, Hugh Jackman! Pewnie, że byś chciał, kto by nie chciał, większość męskiej połowy ludzkości by chciała, toż to jest jakiś niebotyczny szczyt na liście najseksowniejszych  mężczyzn świata. I w dodatku z dystansem do siebie i uroczy, bo jego żona na wiadomość, że on jest najseksowniejszym facetem na świecie dostała ataku śmiechu, o czym on sam szczegółowo prasie opowiedział...

Nazajutrz.

Królowa Matka (snując luźne projekty dotyczące tego wpisu, do Pana Małżonka) - Kochanie, do jakiego ty zwierzątka chciałeś być podobny?

Pan Mażonek (ostrożnie) - Do żadnego zwierzątka, do Rosomaka... a dlaczego ty właściwie pytasz?

Królowa Matka (niefrasobliwie) - Ach, bo tak się od jakiegoś czasu zastanawiałam i za nic sobie nie mogłam przypomnieć. Jakoś kojarzyło mi się z szynszylą, ale wydawało mi się to dość nieprawdopodobne...

 
Źródło

Pan Małżonek (jak rażony gromem) - Z szynszylą? Z SZYNSZYLĄ???!!! Mówisz o moim ulubionym X-menie!!! ULUBIONYM! Od dwudziestu lat!!! Dłużej go lubię, niż ciebie znam!!!

E, tam.

Przecież każdy przyzna, że lepiej jest znać kogoś takiego


niż takiego

Źródło

Prawda?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Męskie-kobiece

Miejsce akcji:

Salono-kuchnia w Domu w Dziczy, Pan Małżonek sypie ziarna kukurydzy na rozgrzana patelnię, Królowa Matka oddaje się swojej pasji (w tym wypadku - wyszywa Welesa), Potomek Starszy chłonie lekturę szkolną, dławiąc się wzruszeniem.

Potomek Starszy (głosem zdławionym wzruszeniem) - Mamo, ale jak ja to czytam, to mi się robi tak straaasznie smutno, czy to jest normalne, że mi smutno? Czy książki zawsze robią coś takiego z człowiekiem?

Królowa Matka (filozoficznie) - No, zawsze nie, ale często, a już z twoją mamusią to bardzo często, tak ci się pechowo trafiło... Osobiście uważam zresztą, że głównym zadaniem sztuki jest skłaniać do myślenia i wywoływać emocje, a literatura jest sztuką. I film też bywa...

Pan Małżonek (rzuca niezobowiązująco od strony kuchni) - Film! Och, jakie wieki temu my byliśmy ostatni raz w kinie!!!

Królowa Matka (tkliwie) - Skojarzyło ci się z emocjami?


Pan Małżonek - Nie. Z popcornem.


KURTYNA.

niedziela, 2 czerwca 2013

Kolejny krok ku rozwiązaniu (niemalże) największej tajemnicy świata

Czyli tajemnicy wyglądu Królowej Matki, rzecz jasna.

Jak wiedzą wszyscy wierni Czytelnicy tego bloga, Królowa Matka z wyglądu podobna jest do Kowalskiego.

I - po drobnych poprawkach - do Skalmara.

A poza tym po blogu błąka się jej zdjęcie, no owszem, zrobione te parę lat temu, i, owszem, Królowa Matka odmawia wskazania, w którym miejscu tego zdjęcia się znajduje, ale zgadywać można, nieprawdaż.

Zwłaszcza, że oto Dociekliwy Czytelnik za chwilę otrzyma kolejną podpowiedź i będzie sobie mógł przeróżne elementy wyglądu Królowej Matki poukładać, jak puzzelki normalnie.

Dziś, godziny wczesnopopołudniowe (co trzeba zapamiętać, jako, że są to godziny początku końca małżeństwa Królowej Matki, zdecydowanie), Królewska Rodzina ogląda "Teorię wielkiego podrywu", Dziatwa mniej, Rodziciele bardziej dokładnie.

Pan Małżonek (zachwyconym tonem, ze wzrokiem wlepionym w Amy Farrah Fowler) - Zobacz! Masz taki sam piękny uśmiech, jak ona!!!


Królowa Matka (milczy, bo ją zatkało).

Mimo bezgranicznego uwielbienia dla Amy Farrah Fowler nie sądzi ona, że jest to rzecz, którą kobieta może wybaczyć Mężczyźnie, Ojcu swych Dzieci!

wtorek, 12 lutego 2013

O trwałości (dobrych...?) wzorców

Pewnego dnia w letniej porze od strony kuchni, w której Pan Małżonek przygotowywał sobie ukochaną używkę (czyt. gotował bób) dobiegł uszu Królowej Matki bolesny (i przepełniony decybelami) okrzyk.

- Co się stało?! - zakrzyknęła w odpowiedzi poruszona bolesnością (i decybelami) okrzyku Królowa Matka.
- Posłodziłem bób!!! - odparł rozpaczliwie Pan Małżonek.

Królowa Matka przez dłuższą chwilę przetrawiała tę informację, po czym zapytała z bezbrzeżnym zdumieniem, choć ostrożnie (bo wariatów nie należy drażnić):

- Dlaczego zrobiłeś coś podobnego? - na co Pan Małżonek:

- A, bo to w cukrze była łyżeczka...,

po czym przystąpił do płukania bobu w dużej ilości wody, potem jeszcze raz w jeszcze większej ilości wody, potem posolił, upewniając się, że żadna łyżeczka już mu nie bruździ, ugotował i pochłonął używkę, czym Królowej Matki nie zdziwił, bo wiedziała ona, że predzej zjadłby ten posłodzony bób niż wyrzucił choćby ziarenko.

Dziś zaś, drogi Czytelniku, dziś Królowa Matka wykonała ten sam numer odwrotnie.

Obrała ziemniaki, posoliła je, zaparzyła herbatę i bardzo starannie ją posoliła. Bo to w soli była łyżeczka, której nie usunęła po soleniu kartofelków...

Niestety, nie dało się jej wypłukać...


sobota, 5 stycznia 2013

Przed- (Chyba. Może. Kto to wie) -konkursowo

Jak niewątpliwie nie wszystkim Czytelnikom wiadomo, wystartowała kolejna edycja konkursu na Blog Roku. W związku z czym Królowa Matka siedzi przy komputerze i podczytuje zgłoszone blogi, szuka znajomych, tu się pośmieje, tam się bardziej pośmieje, a gdzie indziej wzruszy albo i zadziwi. Pan Małżonek zaś błąka się w okolicy i namawia ją, by się sama zgłosiła.

Pan Małżonek (zdecydowanie) - Powinnaś się zgłosić, to chyba oczywiste!
Krolowa Matka (flegmatycznie klikając w ikonkę kolejnego Kandydata do Nagrody Głównej) - Eeee, jakby co, to mam jeszcze dziewiętnaście dni...
Pan Małżonek (bardziej zdecydowanie) - I co z tego?! Im wcześniej, tym lepiej! I im wiecej, tym lepiej! Wszędzie się powinnaś zgłaszać, moim zdaniem!
Królowa Matka (niezmiennie flegmatycznie) - Jest taki konkurs na Bloga Winiarskiego Roku...
Pan Małżonek (niesiony chwalebną Wiarą W Możliwości Małżonki) - Tam też!
Królowa Matka (łagodnie) - Tylko że, wiesz, jeśli chodzi o wino, to ja mam na blogu jeden wpis ze zdjęciem, ten z przemyśleniami Potomka Młodszego, z tym, że tam nie padło nawet słowo "wino"... i jeszcze jeden bez zdjęcia nawet, jak Młody cukierka z alkoholu oczyszczał w toalecie...
Pan Małżonek - I wystarczy!!!

Taaak. Wygraną w konkursie na Bloga Winiarskiego Roku Królowa Matka ma praktycznie w kieszeni :D.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Baaardzo niepedagogicznie :)

Wigilia, wczesne przedpołudnie, Pan Małżonek wraz z Królową Matką kończą ubierać choinkę, dodając to tu, to tam kolejną słomianą gwiazdeczkę, a to miniaturową czerwoną bombeczkę, a to pieczołowicie przesuwając gwieździsty łańcuch, aby lepiej migotał (podczas gdy dwa Młodsze Potomki patrzą na to z kojca z otwartymi buziami, a dwa Starsze Potomki rżną w jakąś grę, głuche na prośby Rodziców, by przybyły i uczestniczyły w tym Jedynym Momencie W Roku), oraz jak co roku zastanawiając się, co by tak zatknąć na szczycie, bowiem - też jak co roku - zapomniało się kupić/ zrobić/pożyczyć stosowny osprzęt, jak był jeszcze czas po temu.


Pan Małżonek (filozoficznie) - No cóż, nie potrzebujemy kolejnego czubka, w końcu mamy cztery...

Oto cała (smutna ?) prawda przy święcie :)...

sobota, 14 lipca 2012

Co jedno z drugiego niezbicie wynika...

Królowa Matka wraz z Królewskim Małżonkiem posilają się ryżem smażonym z warzywami w tajskiej knajpce, w której na ekranie telewizora produkuje się właśnie Lady Gaga.

Królowa Matka (w zamyśleniu) - Nie uwierzysz, ale oto pierwszy raz w życiu widzę teledysk Lady Gagi...
Pan Małżonek (z niedowierzaniem) - Serio, pierwszy raz?
Królowa Matka - No. Słyszeć, słyszałam, setki razy, w sklepach chociażby, w autobusach, w radio w samochodzie... ale widzieć to nie, nigdy. Raz tylko parodię tego widziałam.
Pan Małżonek (grzebiąc w pamięci) - Tak! Ja ci ją chyba pokazywałem?
Królowa Matka - Ty, krąży gdzieś na Youtubie. Justin Timberlake w niej bodajże występuje.
Pan Małżonek (zdobywszy się na niewiarygodny w jego wypadku wysiłek dopasowania nazwiska do osoby) - Nie, chyba nie Justin Timberlake...
Królowa Matka - No, jakże, Justin Timberlake w małej czarnej i w szpilkach się produkował... (doznając napadu dobrej pamięci) A rzeczywiście, nie, on parodiował Beyonce!
Pan Małżonek (entuzjastycznie) - Właśnie! A Lady Gagę parodiowali studenci z prosektorium!
Królowa Matka (zamierając z ryżem uniesionym w połowie drogi do ust, wpatrując się w Lepszą Połowę z zastanowieniem, bardzo powoli) - Z prosektorium...?
Pan Małżonek (tonem będącym werbalnym odpowiednikiem klepnięcia się w czoło) - Rany, jasne, że nie z prosektorium, z tego, no, z...
Królowa Matka (zawisając Panu Małżonkowi na twarzy niepewnym spojrzeniem) - Z konserwatorium...?
Pan Małżonek (tonem triumfalno-radosnym) - Tak! (zauważając osłupiały wzrok Królowej Matki) Oj tam, każdy się może pomylić, przecież w prosektorium się konserwuje!

A temu nie sposób odmówić słuszności ;D.