środa, 1 marca 2017

Naturalia non sunt... albo jednak nie

Potomek Starszy (który jest już BARDZO Starszy i za chwilę w ogóle nie będzie o nic Królowej Matki pytał, bo wszystko będzie wiedział sam z siebie, i to w dodatku lepiej; po chwili obserwowania Własnych Rodziców obdarzających się czułemi pocałunkami - a co ważniejsze, i co należy podkreślić, nie robiąc przy tym "Błeee" i nie wywracając oczami) - Mamo, czy to jest przyjemna rzecz, całowanie się?

Królowa Matka - A, mój synu, bywa, że tak, bywa, że wręcz przeciwnie.

Potomek Starszy (ze zrozumiałym w jego wrażliwym wieku zainteresowaniem) - Jak to, wręcz przeciwnie?

Królowa Matka - No, jak to "jak to"? Wyobraź sobie kogoś, kogo nie znosisz, albo po prostu tylko nie lubisz. Albo kogoś, kto cię w ogóle nie pociąga, jest ci całkowicie obojętny. I wyobraź sobie, że  taki ktoś pcha się do ciebie z dziobem, jeszcze może siłą w dodatku, byłoby ci miło?

Potomek Starszy - Nie, pewnie, że nie...

Królowa Matka (wyczuwając wytrenowanym macierzyńskim nosem okazję, by rzucić nieco pedagogicznego ziarna na krnąbrny i oporny na wiedzę inną niż zdobywanie kolejnych poziomów w Minecrafcie potomkowy umysł) - Że nie wspomnę, że niektórzy ludzie są po prostu nieestetyczni. Nie myją się, są brudni, mają tłuste włosy...

Pan Małżonek (wyczuwając intencję Małżonki; pomocnie) - ... mają nieświeży oddech...

Potomek Młodszy (do tej chwili przysłuchujący się tej wymianie zdań w milczeniu, rzeczowo) - No, jeśli chodzi o mycie zębów, to, mamusiu, większość moich kolegów z klasy nigdy nie będzie mieć dziewczyny.

Słowem, jak mówił (albo powinien był rzec) Poeta:

"Myjcie się, chłopczyny,
bo nie znacie dnia ani godziny"!