czwartek, 2 października 2014

Chirurgowo

Raz na jakiś czas operator telewizji satelitarnej robi Królowej Matce taki myk, że przestawia jej programy. Coś się pojawia, coś ginie, a coś zmienia położenie, wszystko zaś hojnie obdarzone jest zachwyconymi w tonie informacjami o "przygotowanych specjalnie dla Państwa szczególnych ofertach, które pozwolą Państwu znaleźć jeszcze większą przyjemność w naszej współpracy". Oczywiście w Królowej Matce budzi to emocje przeciwpołożne do oczekiwanych przez uchachanego operatora, podobne do tych, które ją ogarniają za każdym pojawieniem się kolejnych ułatwień na Facebooku, wskutek zastosowania których przez kilka tygodni nie sposób niczego znaleźć, nie jest się pewnym, czy twoich tajnych grup nie widzi właśnie połowa Europy ze szczególnym uwzględnieniem tych osób, które masz zablokowane, oraz nie można dodać postów na własnej stronie, której jest się administratorem, gdyż wszelkie, coraz bardziej desperackie próby odbijają się bezwładnie od komunikatu: "Nie masz uprawnień do zarządzania tą stroną". Emocje te są dalekie od łagodności i gdyby szczere życzenia rzeczywiście się spełniały wiele osób, ze szczególnym uwzględnieniem administratorów i właścicieli Facebooka, cierpiałoby na rzadkie a niezwykle bolesne przypadłości, wzbudzało podszytą wstrętem fascynację skutkiem posiadania ohydnych, nie spotykanych w przyrodzie deformacji cielesnych oraz co najmniej kilka razy dziennie konało w boleściach.

Nieświadom wzbudzanych emocji operator królewskomatczynej telewizji satelitarnej zrobił niedawno jeden ze swoich myków i pewnej wcale nie pięknej soboty Królowa Matka odkryła, że wskutek usunięcia z listy kanałów jednego programu nie będzie mogła oglądać kolejnej powtórki "Chirurgów".

Tak, Królowa Matka wie, że "Chirurgów" już oglądała, niektóre sezony więcej niż trzy razy. I że nie potrzebuje telewizora do ich oglądania, skoro ma komputer z dostępem do internetu i wielu stron z zachęcająca ofertą. Ale po pierwsze, co z tego, a po drugie, Królowa Matka jest starsza panią, z wykształcenia bibliotekoznawczynią, staroświecką i z nawyczkami, które to nawyczki mówią jej wyraźnie, że jak coś oglądać to po bożemu, z pilotem pod ręką i z reklamami, inaczej się nie liczy! Oraz o określonej godzinie, która pozwala jej z zimną krwią i bez wyrzutów sumienia spławić Najdroższe Potomki, jej Dumę, Radość oraz Największe Osiągnięcie W Życiu słowami: "Zjazd w podskokach, dzieciątka, teraz jest bajeczka mamusi!".

No, nic, Królowa Matka pocierpiała, głośno i widowiskowo, po czym pocieszywszy się nieznacznie przypomnieniem, że "Chirurgów" w związku z powrotem do kochanej pracy i tak by oglądać nie mogła, zaczęła z najwyższym trudem dochodzić do siebie po wstrząsie. Aż tu pewnego dnia pyknęła pilotem i zaczęła wznosić okrzyki o entuzjastycznym wydźwięku: "O, co moje stare oczy widzą! Och, życie moje znów nabrało sensu! Znów widzę świat w kolorach! Znowu wiem, po co rano wstawać, znów mam powody, by zasypiać z uśmiechem! O, radości! O, szczęsna chwilo!!!".

Na co Potomek Starszy, tonem na pół stoickim, na pół zrezygnowanym: "A. Fox Life włączyli".

Kochane dziecko, jak ono zna mamusię :).

W zeszłą sobotę zatem:

Królowa Matka (siedzi, oglądając Ukochany Serial jednym okiem i machając drutami, bo idzie zima, a kamizela z kapturem z czystej żywej wełny sama się nie zrobi).

Potomek Młodszy (towarzyszy Królowej Matce, zaopatrzony w pudełko z gumeczkami, szydełko, widelec i haczyki, i plecie).


Reszta Rodziny (jako ta, co się nie zna, przebywa w jakichś innych częściach Domu w Dziczy oraz na obrzeżu świadomości Kochającej Matki i Żony, oddając się jakimiś swoimi, nudnym i byle jakim zajęciom).

Potomek Młodszy (z zachwytem i wzruszeniem w głosie) - Jak on ją  musiał kochać, skoro aż wymiotował na nią krwią!!!...

Królowa Matka (zastyga w połowie przeciągania oczka na lewo, usiłując w popłochu sklecić jakiś w miarę rozsądny komentarz).

Potomek Młodszy (niewzruszenie - gumka żółta, gumka zielona, gumka różowa, gumka zielona; rzeczowo) - ... albo po prostu jest bardzo chory.

Eeeee... chyba jednak Królowa Matka od następnej soboty będzie oglądać swoją ulubioną bajeczkę w samotności.

17 komentarzy:

  1. Powiem Królowej, że to chyba tak jest jak się ma dzieci, że lepiej w tv oglądać niż w internecie. Sama w czasach przeddzieciowych, czyli jeszcze 7 miesięcy temu preferowałam internet, obecnie studiuję z uwagą program tv i nagrywam interesujące mnie seriale, zwłaszcza, że nareszcie premiera polska vs. premiera amerykańska to raptem nie więcej niż tydzień do trzech różnicy. I tak mi wygodniej, z pilotem w ręku, szybko i sprawnie. Bo w internecie to zanim włączę co trzeba, to mi się dziecko trzy razy obudzi i tyle mojego oglądania:)

    Komentarze Potomków, zwłaszcza ten w wydaniu Starszego, no cóż przeczuło dziecię co się święci:) Czekam kiedy Pompony zaczną mówić na tyle sensownie, bo to już może być totalna załamka Królowej i zmasowany atak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Zanim skończe podłączac i odpalać jest po ptokach :).

      Pompony juz mówią, co ja pisze, nawijaja jak szalone, nie nadążam zapisywać. To jest jedna z tych rzeczy, którą mój powrót do pracy załatwił odmownie - teraz nie mam już nawet możliwości, by nosić ze soba notesik, ktory mi towarzyszył przez ostatnie trzy lata i w którym zapisywałam złote myśli Starszych. Złote myśli Pomponów przepadna w pomroce dziejów :(.

      Usuń
    2. Hmm to może to i lepiej. Biedna psychika Królewskich czytelników zostanie choć trochę oszczędzona:)

      Usuń
  2. Nie wpadłabym na to, że z miłości się na kogoś wymiotuje krwią. Człowiek całe życie się uczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (filozoficznie) A któż by wpadl ;D...

      Usuń
  3. No co ty! Toż z takimi komentarzami ogląda się ciekawiej!
    A oglądanie via internet jest dla mnie jak... czytanie książek w czytniku. Bez sensu. Jak mus to mus, ale zasadniczo bez sensu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Wiedziałam, ze mnie zrozumiesz :). Mam to samo, z czytnikami też, jak musze to czytam, ale co ja przy tym cierpię!!! Teraz czytam Pamuka "Nazywam się Czerwien i nawet mi przez myśl przeszlo, że jednak czytnik wazy mniej... ale to była chwila :). A teraz znów jest normalnie ;D.

      Usuń
  4. Rozumiem Cie Królowo Matko doskonale. Jakaż to przyjemność i luksus obejrzeć ulubiony serial od początku do końca w tv, nie podrywając się co chwila z miejsca;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Czlowiek zostaje matką i natychmiast rozumie tyle rzeczy, ktore wydawały mu się przedtem nie warte uwagi :)...

      Usuń
  5. Potomek Młodszy jest tak dobrym współoglądaczem jak ja, nie chwaląc się ;). Ale cieszę się, że oddali Ci Foxa, człowiek musi mieć coś z życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to dobrze ze mój mąż ma inną definicję tego jak należy okazywac miłość :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tez nie i przyznam, ze mnie też to cieszy ;D.

      Usuń
  7. Kocham takie salta. Nawet dzis mi sie przydarzylo jedno, ze o malo nie ********** telefonu w sklepie. Telefon tez byl sklepowy. W skrocie (co pewnie i tak wyjdzie dluzej) poszedlem do sklepu operatora sieci komorkowej, ktorego od jakiegos czasu omijalem z daleka (bo funkcjonuje niczym polska TEPSA. Ale jakis miesiac temu dalem sie namowic na tanszy abonament, w ktory mam wliczony internet, tele, telefon stacjonarny i komorke. Taka fuzja. W ramach tegoz abonamentu mam 100 minut darmowych na rozmowy w ES. Wychodzi mi taniej, niz rozmowy z Innego Operatora. Ow Inny Operator jest jednak wazny, bo rozmowy porzez niego do PL sa tansze niz rozmowy w ES, tak wiec mnie sie oplaca, zwlaszcza, ze abonament place w calosci, czy uzywam komorki czy nie.
    Problemem byla karta SIM, bo przeciez nie mialem jej i po to udalem sie do rzeczonego sklepu. Troche ludzi bylo, nie powiem... Kobieta, ktora mnie obslugiwala wyjasnila, ze nalezalo zadzwonic z domu i poprosic o numer telefonu, ktory mi przysluguje oraz aktywowac linie. No gdzie tam, ja takie rzeczy? Po co? No ale jak kobieta chce, to ja moge i z domu.
    E tam, nie. Kobieta przemila, mowi - Masz, dzwon stad.
    Dzwonie. Po ok 5 minutach zglasza sie Javier (zapamietalem) z BOKu (ichniego). Tlumacze po co dzwonie, na co on mowi - Chwileczke. - Potem - Jeszcze chwileczke. - i 5 minut pozniej sie rozlaczylo. Cisnienie mi skoczylo, ale co tam... Dzwonie jeszcze raz. 5 minut oczekiwania, a w miedzyczasie automat ci kaze mowic krotko w czym rzecz. A potem mowi, ze cie nie rozumie. Jasne, nie zna polskich narodowych przeklenstw, rzucanych pod nosem. Dostaje polaczenie - wyjasniam. Aha, no to ok, dziewcze przekierowuje mnie do odpowiedniego dzialu... po 5 minutach oczekiwania wyskakuje mi w sluchawce komunikat, ze mam wybrac na klawiaturze numer telefonu komorkowwego w sprawie ktorego chce sie skonsultowac... I tu mnie zamurowalo. Jasnowidzem nie jestem, wiec jak???? Mowie do kobiety, ze automat mi kaze dziwne rzeczy robic, ta w przyplywie ludzkiego odruchu zapisala mi swoj numer telefonu. Wklepuje. Laczy... Wyjasniam, ze to nie o ten numer co wklepalem,ale nie ma mowy, zeby to zalatwic bo albo mnie rozlacza albo przekierowuje i rozlacza... - W porzadku - slysze. Prosze chwilke poczekac... 5 minut pozniej sie rozlaczylo. Ja naprawde rzadko sie wsciekam, ale to juz mnie przeroslo. Mialem ochote ************ ta sluchawke i wyjsc. Kobieta akurat byla zajeta, ale tylko mnie zlapala za reke i mowi - Nie odchodz.
    I co ja moglem na takie dictum? Zostalem. Kipialo ze mnie gniewem ze hej! Zblizala sie 60-ta minuta jak stalem w tym sklepie jak jaki czubek.
    Kobieta skonczyla obslugiwac klienta i wystukala numer centrali. I widze, ze po prostu nie da rady, bo znowu jej kaza czekac.
    A mnie juz wszystko opadlo. I mowie do niej - Daj sobie spokoj, zadzwonie z domu, mam juz dosc. I wyszedlem.
    Nie wiem, czy to swieze powietrze, przestrzen czy przyjemna temperatura, ale udalo mi sie uspokoic.
    Wszedlem do domu, wzialem telefon do reki, wybralem numer centrali i kiedy automat poprosil mnie o krotkie podanie celu konsultacji, ze stoickim spokojem, ociekajac jadem wycedzilem magiczne slowo: REKLAMACJA.
    Nie czekalem nawet 30 sekund. Natychmiast zostalem wysluchany, pani podala mi numer telefonu, ktory mi przyslugiwal, aktywowala linie i zyczyla milego dnia.
    Od dzisiaj bede do nich dzwonil tylko i wylacznie z reklamacjami. Kocham to slowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie długo wyszło :). Ale dobrze się czytało.

      No i happy end byl, a to najwazniejsze :D!

      Usuń
    2. Dziekuje. Az sie zarumienilem wirtualnie :)

      Usuń