poniedziałek, 23 czerwca 2014

Ze łzami w oczach

Książka, która sprawia, że płaczesz

Pierwszą reakcją Królowej Matki na powyższe było: "Buahahahaha! Że niby jedna, tak?".

Wyznać bowiem trzeba, Luby Czytelniku, że Królowa Matka jest osobą o nad wyraz wrażliwych kanalikach łzowych.

Płacze przy wszystkim. Wszystkie dwadzieścia dwie (i trochę) opisane powyżej książki doprowadziły ją do łez - bo nie zawsze łzy te oznaczają wzruszenie. Królowa Matka płacze też ze złości, z frustracji, z rozpaczy, z dogłębnego smutku. Z zachwytu, chociaż to raczej przy wierszach (taki "Drozd o zmroku", proszę Państwa, sam tytuł jej wystarczy!). Ze śmiechu, cała rodzina wie, że dobry dowcip to taki, przy którym Królowa Matka płacze, inaczej to się nie liczy.

Oczywiście nie zawsze są to ślozy zbliżone ilością i siłą tryskania do Fontanny di Trevi, zazwyczaj zdarza się jedna, dwie łzy, czasem zamglenie wzroku, a czasem tylko ściśnięcie w gardle, sygnalizujące, że może wypadałoby zamknąć na chwilę książkę i wziąć kilka głębokich oddechów.

Tym niemniej, łzy są u czytającej Królowej Matki, że tak to ujmie, chlebem powszednim.

Jednak gdy przeczytała temat dzisiejszy i wyśmiała się (do łez) nad optymistycznym założeniem twórcy wyzwania każącym założyć, że można na nie odpowiedzieć podając tylko jeden tytuł, właśnie o jednym tytule pomyślała.

O "liście snobistycznej" już tu Królowa Matka wspominała, zdaje się, że w notatce dotyczącej "Egipcjanina Sinuhe". Lista ta, że Królowa Matka przypomni, stanowiła sporządzony przez nią osobiście spis lektur, które według przeróżnych autorytetów i znawców człowiek kulturalny znać powinien. Królowa Matka sobie tę listę co jakiś czas aktualizowała, coś wykreśliła, coś dopisała, ale zasadniczo spokojnie i metodycznie czytała rzeczy, które na liście się znajdowały w porządku, w jakim je tam wpisała.

Wyjątek zrobiła tylko raz.

Była wtedy w II klasie liceum. Na historii omawiano właśnie dzieje II Cesarstwa i nauczycielka wspomniała o szczególnych pełnomocnictwach i szerokiej władzy, jakie w owym czasie uzyskała cesarska tajna policja.

- Mentalność ślepo posłusznego policjanta doskonale opisał Wiktor Hugo w "Nędznikach" - powiedziała nasza historyczka. " Może któreś z was czytało... ale nie - dodała zaraz lekceważąco - kto z was teraz w ogóle czyta...

Królowa Matka spokojnie poczekała na dzwonek. Po usłyszeniu go spakowała się, wyszła z klasy, udała się do szkolnej biblioteki i - za nic mając fakt, że na Liście Snobistycznej  mieli oni numerek siedemnasty - zażądała "Nędzników", całości, nie żadnego tam "na razie pierwszego tomu"!


Cztery tomy, Drogi Czytelniku, a właściwie można powiedzieć "tomiszcza". Średnio 450 stron każde.

Królowa Matka czytała je trzy dni.

Bez przerwy.

Dosłownie.

Czytała podczas jedzenia. Przebierając się do snu. Zasypiała zirytowana jakimiś idiotycznymi wymogami organizmu na parę godzin, budziła się i zaczynała natychmiast czytać. Czytała ubierając się i w drodze do szkoły, prowadzona pod rękę przez Ukochaną Przyjaciółkę. Czytała w szkole, Najdroższa Klasa już drugiego dnia załapała, że chwilowo nie powinna się do Królowej Matki z niczym zwracać, gdyż nie uzyska odzewu. Czytała na każdej lekcji pod ławką. Następnie w drodze do domu, znów prowadzona pod rękę, jak niewidoma. Zarzuciła robienie zadań domowych i czytała, i całe szczęście, że Wiktor Hugo nie popełnił czegoś w rodzaju sagi Rougon-Macquartów, bo z dwój nie wygrzebałaby się Królowa Matka po dziś dzień.

Wreszcie trzeciego dnia, a raczej, by zachować kronikarską ścisłość, trzeciej nocy, o drugiej nad ranem, Królowa Matka skończyła.

Drogi Czytelniku.

Zrzut wody na tamie we Włocławku (czy też gdziekolwiek indziej)


to zamierający w czasie trwającej właśnie pory suchej strumyczek w porównaniu z tym, co zrobiła własnymi oczami Królowa Matka.

Nigdy w życiu by nie uwierzyła, że łzy mogą płynąć takim strumieniem, gdyby ich sama nie wyprodukowała. Mokre było wszystko - poduszki, jasiek, piżama, a Królowa Matka siedziała pośrodku kałuży (dosłownie, jak w kreskówce) i doznawała spazmów. Dziw bierze, że udało jej się samodzielnie uspokoić po jakimś (raczej dłuższym) czasie, bo po ataku spazmów dojść do siebie nie jest łatwo, a Królowa Matka, osoba z natury nie poddająca się histerii, nie miała doświadczenia potrzebnego, by wiedzieć jak w takiej sytuacji postępować.

Jakoś się w końcu uspokoiła i nawet zasnęła pośrodku tego zmoczonego barłogu, a nazajutrz wstała spuchnięta jako pomidor, wyglądając na świat przez wąskie szpareczki opuchniętych ocząt i wyglądając jak zombie, ale za to promienne zombie, bowiem wiedziała, że oto ma cel w życiu, którym to celem jest:

a) zdobycie własnego egzemplarza "Nędzników" (co nie było wcale łatwe w świecie bez Allegro),

i

b) przeczytanie wszystkiego, co napisał ten autor oraz zdobycie tego "wszystkiego" na własność, oczywiście.

Oba cele zrealizowała i odtąd już mogła płakać nad swoimi własnymi "Nędznikami".

Co czyniła często, chętnie i z nie gasnącym entuzjazmem.

Ale nigdy tak, jak za pierwszym razem :).

9 komentarzy:

  1. Anutku, a "Hana z Islandii" posiadasz? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i jak tu się dziwić, ze serce Królowej Matki nie wytrzymało takiej gigantycznej nadwrażliwości...ech...
    A "Nędzników" przeczytałam niestety jeszcze w podstawówce. Przeraziłam się nie na żarty... Obrzydzenie do krabów ma do dziś...

    OdpowiedzUsuń
  3. Królowo, a może w ostatnim poście (albo epilogowym jakimś), Królowa przedstawi swoją wersję listy inteligenta? Bardzo chętnie bym ją skonfrontowała ze swoją ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo, że dzieciństwo i młodość spędziłam z nosem w książce, to jednak po nocach nie czytałam praktycznie nigdy. "Nędznicy" byli przez długi czas jedyną książką, którą czytałam przez całą noc, skończyłam o 4. Następne były dopiero "Insygnia śmierci". Ale nie płakałam, o ile pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nędznicy"... już nawet nie pamiętam kiedy czytałam. Dawno to musiało być, oj dawno. Płakać chyba nie płakałam bo ja kiedyś w ogóle nie płakałam nad dziełami sztuki, dopiero teraz na stare lata jakaś wrażliwa się zrobiłam. No ale obejrzałam wszystkie adaptacje filmowe i ze cztery musicale. Muzykę z "Les Miserables" znam na pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podczytuję Twojego bloga już dłuższy czas. Sama przeczytałam Nędzników w III klasie LO i po zmęczeniu pierwszych 50 stron, powieść tak mnie wciągnęła, że reakcję końcową miałam podobną do Twojej, włącznie ze spazmami. Bardzo jestem ciekawa Twojej listy książek, które każdy szanujący się człowiek powinien przeczytać. Chętnie porównam ze swoją:) Jestem pod wrażeniem wyzwania 30 dni:) Sama jestem mamą trójki dzieci, chłopca w wieku 7,5 lat oraz 2.5 letnich bliźniąt, chłopca i dziewczynki. Wiem jak ciężko znaleźć czas na własne zainteresowania. Ja go czasem wyszarpuje wręcz pazurami. Przyznam, że niektóre opisywane przez Ciebie sytuacje są jakby żywcem wyjęte z mojego domu. Nie raz zdarzyło mi się płakać ze śmiechu czytając Twoje wpisy, choć kiedy podobny armageddon ma miejsce u mnie jakoś do śmiechu mi nie jest. Ale to zasługa Twojego lekkiego pióra , dlatego pozwolę sobie nadal tu zaglądać i może jeszcze kiedyś pokuszę się o wpis.

    OdpowiedzUsuń
  7. oj moja walizka wakacyjna będzie ciężka, a łzy zleją się z naszym słonym morzem. Zapewne za skutkuje to tym iż Bałtyk będzie cieplejszy tego lata;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najgorsze jest to, jak czytasz po raz kolejny i zaczynasz ryczeć dwie strony wcześniej, zanim Melania żegna się ze Scarlett i umiera czy też zanim skona złożona chorobą Cesia z Błękitnego Zamku... To nieodmiennie bawi mojego męża, że można płakać przy książce z wyprzedzeniem... ale ty też tak masz, prawda? (nerwowo upewnia sią Asia, niepewna własnej stabilności psychicznej)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja płaczę nad "Szerszeniem" E.Voynich. Sięgam po niego co kilka lat, jeszcze się nie uodporniłam.
    A.G.

    OdpowiedzUsuń