niedziela, 22 czerwca 2014

Wspomnieniowo

Pierwsza powieść, której przeczytanie pamiętasz

Królowa Matka miała jakieś osiem, może dziewięć lat. Był prawie letni dzień, chyba krótko przed wakacjami, w każdym razie żadnych lekcji już Królowa Matka do robienia nie miała i cały swój czas mogła poświęcić książce, którą wypożyczyła z biblioteki szkolnej.

Siadła w pokoju, który dzieliła z siostrą, na podłodze, na skrzyżowanych nogach, rozłożyła książkę na tapczanie i przeczytała. Następnie ją zamknęła, po czym otworzyła na pierwszej stronie i przeczytała. Następnie znowu ją zamknęła, otworzyła ją na pierwszej stronie...

I tak jedenaście razy.

Przez prawie dwa tygodnie, zanim musiala tę książkę oddać do biblioteki, Królowa Matka czytała ją codziennie, tylko ją, w każdej wolnej chwili.

A potem oddała ją do biblioteki, nadeszły wakacje, a po wakacjach Królowa Matka nie pamiętała, kto napisał to, co czytała jak oczadziała przez te dziesięć przedwakacyjnych dni. Gdy ma się osiem-dziewięć lat nie pamięta się takich drobiazgów, jak autor dzieła, ba, czasem nie pamięta się nawet tytułu. Królowa Matka pamiętała okładkę, miała ją w oczach, opisywała ją jednak albo bardzo nieudolnie, albo po prostu nic ten opis pani bibliotekarce nie mówił, w każdym razie nie udało jej się już książki odnaleźć.

Piętnaście lat później Królowa Matka jako świeżo upieczony magister bibliotekoznawstwa i informacji naukowej podejmowała swoją pierwszą pracę w filii bibliotecznej, w oddziale dla dzieci. Książki w wypożyczalni poustawiane były wewnątrz działów alfabetycznie, ale w czytelni - seriami, i Królowa Matka natychmiast tę serię zauważyła. Charakterystyczne okładki, czerwone w biało-czarne mazy, z monochromatyczną grafiką. Królowa Matka podeszła do półki, wyjęła wszystkie książki, przerzucała je drżącymi rękami i wreszcie, tak, znalazła ją.

Po piętnastu latach oto znowu trzymała ją w dłoniach.


Opowieść "O księciu Gotfrydzie, rycerzu gwiazdy wigilijnej".

Zabrała ją do domu tego samego dnia, znów usiadła na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, i znów przeczytała ją na jednym wydechu, od deski do deski.

Dwanaście opowieści, składające się w całość, a opowiadające historię młodego księcia, który - zostając sierotą, pozbawiony tronu przez chciwego i okrutnego stryja, i uwięziony przez niego w wieży na niedostępnej skale na środku morza, ucieka z niej na skrzydłach ptaków, a potem, krok po kroku, coraz dzielniejszy, coraz mądrzejszy, staje się wielkim rycerzem i godnym następcą tronu swoich rodziców.

I, och, jak wiele rzeczy wtedy zrozumiała.

Dlaczego jest, jaka jest. Dlaczego ją wzrusza to, co wzrusza. Dlaczego imponuje to, co imponuje. Dlaczego oburza to, co oburza. Gdzie leżą korzenie jej przeświadczenia, czym jest prawdziwa odwaga, prawdziwy honor i, nade wszystko, prawdziwa lojalność (opowieść dziesiąta poleca się uwadze tych z Czytelników, którzy zdecydują się sprawdzić, nad czym tu Królowa Matka tak szlocha).

Znowu przed jej oczami przewijały się korowody magicznych postaci, wilkołaków, wiedźm i elfów, i morskich i górskich wróżek, tej, można rzec, klasyki baśniowej, tak zręcznie wplecionej w ponadczasową historię o dojrzewaniu człowieka do wiekości, znowu bawiła się słowami oznaczajacymi nazwy drogich kamieni - wszystkie je, te ametysty, rubiny i szmaragdy, szafiry i diamenty, wszystkie te słowa poznała, czytając po raz pierwszy opowieści o Gotfrydzie i do dziś uważa, że kamienie szlachetne mają piękniejsze nazwy, niż wygląd ;), znów się wzruszała i przeżywała, i znowu jej czasem brakowało tchu...

... i po raz pierwszy w życiu z niezwykłą mocą dotarło do niej, z jak olbrzymią siłą oddziałuje na nas słowo. Może nie każde, może tylko to, które pada w odpowiednim momencie na odpowiednią glebę, i - nie zauważone, pozornie zapomniane - rośnie, by wydać owoce. Jaką władzę mają nad człowiekiem książki, niewyobrażalną. Jak potrafią zmienić życie, choćby się zapomniało tytułu i autora, i tak w ogóle to myślało, że to tylko jedna opowiastka, która podobała się w dzieciństwie, i nic więcej.

I jak bardzo nie wiemy, które to książki, i które to słowa. I jak bardzo trzeba być uważnym, wybierając książki i słowa dla innych ludzi.

Ale chyba przede wszystkim.

Że gdzieś w środku jesteśmy tacy sami jak wtedy, gdy mieliśmy dziewięć lat.

Królowa Matka wie to teraz na pewno :).



PS.

Ach, ach, i jeszcze usprawiedliwić się tu musi Królowa Matka, Wierny Czytelniku.

Jeśli jutro nie będzie tu posta to nie dlatego, że Królowa Matka lekce sobie waży obowiązki względem Kochanych Czytelników, względnie haniebnie sobie bimba, czy też inne takie.

Ale dlatego, że ma radę pedagogiczną, ktora nie wiadomo, o której sie skończy i, tak, sprawozdanie do dokończenia, i dwa protokoły, w tym jeden zaległy.

A pojutrze ma pierwsze zebranie w przedszkolu, do którego od września mają uczęszczać Pompony, chociaż Królowa Matka wciąż się bije z myślami i zastanawia, jak to zrobić, żeby ich do przedszkola jeszcze nie posyłać. No, ale na zebranie pójdzie, i też nie wiadomo, o której (i w jakim stanie) zląduje w Domu w Dziczy.

Zaś popojutrze ma przedstawienie szkolne, w którym występuje Potomek Starszy, i musi być nie tylko po to, by Potomka podziwiać na scenie, ale też po to, by pożegnać się z jego Wychowawczynią i podziękować jej za cztery lata użerania się z jej dzieciątkiem, a już kto jak kto, ale Królowa Matka najlepiej wie, że była to czasem istna orka po ugorze.

Sam więc widzisz, Miły Czytelniku, że Królową Matkę nieco życie pogania i ma ona zadyszkę.

Ale się postara, naprawdę, wrzucić choć parę słów.

A Ty trzymaj kciuki.

5 komentarzy:

  1. Och idę dziś z mym dziecięciem do biblioteki. Panie namawiają by nabrać książek ile się chce na całe wakacje - bo będą miały mniej noszenia podczas planowanej na wakacje przeprowadzki. Lepiej nie mogło się złożyć. Twoje wyzwanie i ta przeprowadzka:-)
    Jak byś tak mogła KM nie odkładać wpisów na następny tyg./weekend, bo mi w piątek tą bibliotekę zamkną na 2 miesiące...
    A i dzięki serdeczne za Durrell'a - wybieram się do zoo by sprawdzić czy nie maj wolnego wakat...1,2,3,4...no dobra może zaraz tak życia zmieniać nie będę pod wpływem lektury. Sprawdzę tyko czy któryś niedźwiedź przypadkiem tam nie śpiewa jak Teddy;-)
    Pozdrawiam serdecznie -troszkę narwana czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka piękna, piękna notatka. Pochylam z szacunkiem głowę.
    ......
    Nie przejmuj się dniem bez notatki! Podziwiam, że ciągle, codziennie je dajesz. Niech to Cię nie przygniata, czuj się zwolniona na dzień z tego obowiązku. Napiszesz, jak odeśpisz. :)))
    Dziękuję za notatkę. Bardzo piękna...
    Przypomniała mi się pierwsza powieść, którą pamiętam świadomie. Też nie pamiętałam po latach autora ani tytułu :)))) tylko ogólną wymowę i... 2 rysunki węża otwartego i zamkniętego, a także kilka rysunków Małego Księcia :) I z całą pewnością ta powieść zaważyła na moim życiu na wiele sposobów.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja to powiem. Czytanie wpisów KM to jest POTRÓJNA przyjemność z czytania:
    1. Czytanie wpisu
    2. Myślenie o książkach, które się czytało
    3. A potem pojadę do rodziców i je znajdę i przeczytam jeszcze raz!
    I chociaż na Dworze wypada raczej okazywać entuzjazm w sposób "subtelny i królewski" to ja tak nie umiem i powiem tylko, że mi tu bardzo dobrze!
    Bromba

    OdpowiedzUsuń
  4. Och. Och. Czyli ktoś to oprócz mnie czytał! I kochał!!!
    Książę Gotryd był moim najukochańszym bohaterem książkowym przez dobre kilka lat. Wymyślałam o nim historie, próbowałam go narysować, marzyłam, jak go ratuję z wieży... Od piątego do ósmego roku życia miłowałam tę książkę z tak wielką siłą, że do dziś nie wiem, czy bardziej chciałam Gotfryda spotkać, czy nim być. To przez niego największym komplementem w moich ustach było "bohaterski".
    Aj. Wzruszyłam się.

    Spoważanię,
    Ija Ijewna

    OdpowiedzUsuń
  5. dzisas. moja pierwsza to 'Planeta spisek' :)

    OdpowiedzUsuń