niedziela, 8 czerwca 2014

Post o niczym, jako i książka

Książka najbardziej przeceniana

Opowiedzieć Ci bajkę, Czytelniku?

Dawno, dawno temu był sobie ubogi, bardzo ubogi człowiek. Ciężko pracował, by zarobić na życie i utrzymać siebie i swoją rodzinę, a i tak klepali biedę i nie zawsze było co do garnka włożyć.

Pewnej nocy przyśnił mu się sen -  we śnie tajemniczy głos nakazał mu, aby udał się do Londynu, w okolice Wielkiego Mostu Londyńskiego, a tam posłyszy dobrą nowinę. Biedak, obudziwszy się rano, nie zwrócił na swój sen żadnej uwagi i zapomniałby o nim, gdyby następnej nocy sen sie nie powtórzył. I następnej, i następnej, aż wreszcie ubogi człowiek spakował trochę chleba do tobołka i ruszył w drogę do miasta.

Szedł kilka dni, aż wreszcie dotarł do stolicy. Oszołomiony, przyglądał się wielkiemu miastu, statkom na Tamizie, ogluszony hałasem i nieco wystraszony zdołał jakoś dopytać się, jak dotrzeć do Mostu Londyńskiego, stanął przy nim i czekał. Czekał jeden dzień, czekał drugi, coraz bardziej zniechęcony, zapasy jedzenia skończyły się i biedak zaczynał upadać na duchu, gdy trzeciego dnia podszedł do niego bogaty kupiec, właściciel kramów położonych nieopodal.

- Dobry człowieku - zagadnął - dlaczego stoisz to od kilku dni, bezczynnie, szukasz może pracy?
- Nie - odparł biedak.
- A może chcesz prosić o jałmużnę?
- Nie - odrzekł biedak. - Póki potrafie zarobić na chleb własną pracą nie będę żebrał.
- Na co więc czekasz? - spytał zaintrygowany kupiec, a wówczas biedak opowiedział mu o swoim powracającym śnie, który sprawił, że wyruszył w drogę.

Kupiec roześmiał się.

- Głupcze! - rzekł. - Kto to widział, wierzyć snom?! Wiedz, że i ja je miewam - nie dalej jak kilka dni temu śniło mi się, że pojechałem do Norfolk, do domu jakiegoś biednego chłopiny, zacząłęm kopać pod dębem rosnącym na jego podwórku i znalazłem skrzynie ze złotem i drogimi kamieniami, ale czy z tego powodu rzuciłem swoje kramy i pojechałem błąkać się po jakichś zapadłych dziurach? Nie! Tak i ty, wracaj do domu i zajmij się swoją rodziną, zamiast nabijać sobie niemądrą głowę snami!

Cóż miał biedak zrobić. Wrócił. 

A gdy wrócił, wziął szpadel i zaczął kopać pod dębem rosnącym na jego podwórku, i nie musiał kopać dlugo, by znaleźć skrzynie ze zlotem i drogimi kamieniami, dokladnie tak, jak śniło się londyńskiemu kupcowi.

I od tej pory ani jemu, ani jego rodzinie nie brakowało juz niczego.

Powyższa historia pochodzi ze zbioru dziewiętnastowiecznych baśni angielskich, zebranych i opracowanych przez Josepha Jacobsa,

które Królowa Matka od bardzo wczesnego dzieciństwa czytywała regularnie, przynajmniej raz w tygodniu po kilka.

A jeśli brzmi ona znajomo dla Ciebie, Drogi Czytelniku, to nie musi wcale znaczyć, że także te baśnie znałeś i czytywałeś.

Może po prostu oznaczać, że czytałeś

"Alchemika" Paulo Coelho.

Tak, Królowa Matka dała sie nabrać. Czytała o tej książce zadziwiajaco wiele dobrego (zanotować - nie wierzyć bezkrytycznie w recenzje publikowane na Biblionetce! Czy tam gdzieś), udało jej sie zdobyć gdzieś dzieło i przeczytała.

Książka niewątpliwie spełnia wymagania formalne do bycia książką, czyli posiada okładki, tytuł, zdjęcie autora oraz zajawkę głoszącą: "Baśniowa, alegoryczna powieść o wędrówce andaluzyjskiego pasterza, jest tłem do medytacji nad tym, jak ominąć życiowe pułapki by dotrzeć do samego siebie. Alchemia Paula Coelho to tajemna wiedza o prawdzie i jej dwu obliczach. Autor burzy wszelkie bariery bojaźni, które powstrzymują strumień naszych pragnień". Na tym, zdaniem Królowej Matki, podobieństwo "Alchemika" do prawdziwej książki się kończy.

Treść rozpoznała od pierwszej chwili, z tym, że oryginalny tekst zajmował jakieś dwie strony druku. A przeczytać coś, co zajmuje dwie strony druku rozciągnięte do stron 212 to jest naprawdę wyzwanie, któremu Królowa Matka podołała z najwiekszym trudem. Tym bardziej, że te 212 stron druku wypełnione jest głebokimi myślami w rodzaju: "Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód milości", "W życiu istnieją rzeczy, o które warto walczyć do końca", "Miłośc jest jak narkotyk", "Bo w oczach tkwi sila duszy", "Nikt nie umie uciec przed głosem własnego serca", "Czlowiek żyje dla swojej przyszłości" (oł rili, facepalm, headdesk oraz janiemogęcotodocholeryjest?!).

To znaczy, Królowa Matka wie, niestety, co to jest. Jest to pseudofilozofia czasów popkultury, Królowa Matka nie wini autora, że to pisze, bo, po pierwsze, może w to wierzy, smutne, ale się zdarza, a po drugie - chcą mu to drukować i jeszcze płacić za to, trudno sie facetowi dziwić, że się na to godzi.

Ale, naprawdę, pojąć faktu, że to niewyczerpane źródło wpisów do "Złotych myśli' oraz pamiętników dziewięciolatków (bo już trzynastolatki są na to zbyt dojrzałe, Królowa Matka widuje je regularnie w pracy, więc wie) stało się bestsellerem pojąć już nie jest w stanie. Coelho pisze jak egzaltowany gimnazjalista (jaki gimnazjalista! podstawówkowicz, i to nie szóstoklasista bynajmniej!), który swoje komunały prezentuje tak, jakby były jakąś niesamowicie odkrywczą filozofią życia. A następnie rozkłada te banały na części pierwsze, żeby wszyscy pojęli te wszystkie głębokie porównania i aluzje, i mogli się nimi do woli cieszyć.

Tymczasem wystrczy przeczytać cytowaną zajawkę, a darować sobie dalszą część dzieła,, aby móc prowadzić o nim długie, przepojone niezmierzoną wręcz głębią rozmowy (i czuć się przy tym, ach, jakim wyrafinowanym ętelektualistą!): "Czytałeś "Alchemika"?. "O, tak, jakaż to prawdziwa i piękna opowieść o tym, że to strach stanowi barierę dla realizacji naszych pragnień!".

Aha, Królowa Matka nie kupuje powtarzanej przez zwolenników mistrza tezy, że nie chwalą "Alchemika" ci, którzy go nie zrozumieli. Nie, sorry, ale nie. Królowa Matka świetnie zrozumiała jego przesłanie, zrozumiała je już w wieku lat siedmiu, czytając po raz pierwszy "Baśnie angielskie" Josepha Jacobsa, czyli, krótko mówiąc, będąc w wieku stosownym dla pochłaniania tego typu opowieści. Zwłaszcza dla pochłaniania ich w formie, w której opowieści te nie udają tego, czym nie są, czyli głębokimi (a w zasadzie, co się będziemy czarować, bezdennymi) w treści filozoficznymi rozważeniami o szukaniu własnej drogi w życiu, jedynym, jakie mamy na tym najpiękniejszym ze światów.

Na analizowanie podobnego przesłania na aż 212 stronach Królowa Matka jest, pomimo widocznych braków w tym względzie, jednak za bardzo wyrobiona czytelniczo.


PS. A dla tych z Czytelników, którzy sądzili - mieli nadzieję ;)? - że Królowa Matka za najbardziej przereklamowaną książkę uzna jakieś dzieło pani Michalak, cytat z "Alchemika":  "Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć".

Czyli lgnie swój do swego, idź złoto do zlota, i od razu robi się tak bardzo swojsko :).


35 komentarzy:

  1. Och, Królowo Matko, jak Ty dokładnie i bezbłędnie oddałaś moje uczucia po przeczytaniu tej, hm, książki! Tyle że ja doznałam wstrząsu już po jej przeczytaniu. W trakcie wydawała mi się całkiem, całkiem, no, może niezbyt odkrywcza, ale ogólnie fajnie podana. A potem... Od razu po odłożeniu "Alchemika" zaczęłam czytać coś Saint-Exupery'ego, nie pamiętam już, czy była to "Ziemia, planeta ludzi", czy może "Nocny lot". I już po pierwszych kilku stronach miałam ochotę podetknąć panu Coelho tę książkę pod nos (albo i walnąć nią z rozmachem w tenże nos), żeby zobaczył własnoocznie, JAK powinno się pisać TAKIE książki. Szok był tak potężny, że do dzisiaj nie przeczytałam ani litery, która wyszła spod pióra autora "Alchemika".

    Alva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, ja podjęłam chyba jeszcze jedną próbę, chyba po to, żeby sprawdzić, czy "Alchemik" to nie był tzw. słabszy moment. Po pieciu stronach tego drugiego czegoś wiedziałam już, że nie, i dałam sobie spokój na zawsze :).

      Usuń
  2. kiedyś dawno, dawno temu kolega przyniósł mi "Alchemika" Cohelo, co bym sobie przeczytała. Zdzierżyłam 5 stron i powiedziałam, żeby sobie to "dzieło" wsadził, gdziekolwiek ma ochotę bo nie będę się niestety nad takimi banałami zachwycać, sorry Winetou, ale szkoda mi czasu na pierdoły. Zadziwia mnie od lat popularność Cohelo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Ale nie jest to jedyny autor, którego popularność mnie zadziwia, więc może czas przywyknąć ;).

      Usuń
  3. chyba jeszcze byłam w dostatecznie egzaltowanym wieku czytając "Alchemika" :D, bo przypadł mi do gustu i być może, jak coś się spodoba za młodu to pozostaje do tego sentyment. Pseudofilozofia "Alchemika" to nic w porównaniu do późniejszej książki tego autora "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" - nie tylko żałuję poświęconego na nią czasu, ale też mnie zirytowała swoim bezsensem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiek wiele wyjasnia, a nawet to i owo usprawiedliwia :)...

      Usuń
  4. Będzie, wbrew pozorom, a propos. Dawno temu, w baśni o baśniach "Marcin spod dzikiej jabłoni", pewien poeta spytał szprotkę, co to jest bezdenna głąb oceanu. Szprotka, spłoszona nad wyraz, odrzekła "morska kapusta".
    No i właśnie Coelho to nie głębia, to głąb. Z morskiej kapusty.

    Kłania się
    Ija Ijewna

    OdpowiedzUsuń
  5. I niech ten przekaz idzie w świat - Coelho to grafoman i literacki hochsztapler, którego - równie przecenianym i przepłacanym - odpowiednikiem w świecie filmu jest Lars von Trier. I piszę to jako fanka kinematografii duńskiej. I trochę z nadzieją na podobną serię blogową poświęconą kinu:-D
    PS. Mówiłam Ci już, że szalik jest piękny? Jest piękny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar pokazac go światu na moim drugim blogusiu (to znaczy, mialam zamiar już wczoraj, ale wiesz. Dzieci mam. I zycie rodzinne. Później pokażę, kiedyś :)).

      Usuń
    2. Koniecznie pokaż, bo to dzieło sztuki jest! Aż mam ochotę wziąć go do Portugalii, żeby sobie też - wzorem kłębiskowego kota - świat pozwiedzał. Ale aura sprzyja innym konfekcyjnym paradygmatom;) A może radzisz mi zabrać bałwanka, com go od Ciebie na święta pałucziła?;)

      Usuń
    3. Po prostu widzę, że powinnam sporządzić własną reką coś, co będziesz mogła brać ze soba także w tropiki :).

      Usuń
    4. Koniecznie! Bo ja własną ręką to raczej żadnego sensownego artefaktu podręcznego nie stworzę... Jakoś tak kończyny górne mam nie-do -stwarzania, chociaż obecnie staram się STWORZYĆ jak największą ilość ocen pozytywnych sprawdzając prace moich studentów, żeby w poprawkach nie ugrzęznąć do października. Choć może być trudno, bom ostatnio kazała pewnej studentce (3 roku studiów kulturoznawczych) odmienić przez przypadki zaimek "ów" (przeczytawszy kilka zdań zaczynających się od "Ów filmowego bohatera...", "Ów kinematografię..." ). Podchody do OWEJ odmiany robiła dwukrotnie i nie dała rady... no comment. Zatem muszę wyjechać w OWE tropiki i wyluzować! Albo do Was pod drzewko, bo w ostatnią niedzielę wyluzowywanie z Wami pod rzeczoną roślinnością szło mi doskonale:)

      Usuń
  6. Jeej, ktoś czytał "Baśnie angielskie" i "Marcina spod dzikiej jabłoni" :) A już myślałam, że mi się te książki przyśniły albo zwidziały, a czytywałam je w dzieciństwie namiętnie.
    A co do Coelho to cóż tu dodać, taka prawda jest - stwarzanie pozorów głębi za pomocą mącenia wody (względnie lania wody).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumy czytały, jak się okazuje :)!

      Usuń
    2. Ale tłumy czytają również harlequiny i co? Też mamy zacząć czytać i się zachwycać? A mózg?! A serce?! A połączenie mózgu i serca....

      Usuń
    3. Może doprecyzuję - tłumy czytały "Baśnie" Jacobsa i "Marcina spod dzikiej jabłoni" :). Owszem uważam, że można to czytać i sie zachwycać :D.

      Usuń
    4. A, chyba, że tak... :):):)
      Też czytałam i też się zachwycałam:) Miałam wydanie z 1966 - podarowałam bratankowi, kiedy uznałam, że jest w odpowiednim wieku, żeby docenić i ogarnąć. Nie dawno,(na własnym weselu, na wiosnę) przyznał mi się, że robił kilka podejść do książki i... "nie stykło" - jak się wyraził (informatyk). Ale nie dawno, z powodu porządków, przeprowadzki i takich tam, zaczął przeglądać książki z dzieciństwa i ... zaiskrzyło i to jak! Pożar i fajerwerki po prostu! I dodał, że będzie dzieciom czytał na głos od zygoty (tak powiedział, przepraszam) :)

      Usuń
  7. Tak jest!! Królowa na prezydentkę! To samo miałam: "kazali" mi przeczytać "alchemika" - wstyd mi do tej pory, że go dotknęłam, ale któż mógł wiedzieć? Na okładce nie napisali "oszust, hochsztapler udający literata, biorący starą anegdotę i rozciągający ją jak flaki z olejem". Rozpacz, rozpacz! Filozofia na poziomie podstawówki, zaiste, to samo mówię. Opowieść znałam nie z tych angielskich, ale z jakichś innych opowieści - niewykluczone że z arabskich lub żydowskich - naczytałam się tego. To że Hochsztapler C. zrozumiał jedną anegdotę, to nie powód, by ją rozciągać na setki stron. Jeszcze gdyby zrobił z tego powieść, postaci, jakieś podwójne dna, zaskoczenie - na to czekałam, brnąc do końca książki (w czasach gdy kompulsywnie musiałam skończyć, co zaczęłam). Ale nie - tu nie ma żadnego niczego. Lanie wody, zachwyt 7-latka zwykłą, wcale nie odkrywczą wielce myślą, który pewnie wcześniej grał tylko w gry komputerowe, latał z drewnianym karabinem po podwórku (o Hochsztaplerze-Komercjo,ty,jesteś,jak,zdrowie-Coelhu mówię) i nagle ktoś mu opowiedział bajkę, która wzbudziła w jego pustym, płaskim umyśle "odkrywaczą" pierwszą myśl: jakby to rozrzedzić wodą i dać szpanerską reklamę, to można na tym zarobić: jak na prawdziwej literaturze, a nawet dużo więcej.
    Michalak - szczęśliwie, dzięki Twoim ostrzeżeniom - nie czytałam, 50 mord jakiegoś zboczeńca też do ręki nie wzięłam (również podziękowania uniżone Ci się należą), ale niestety tzw. powieść tzw. pisarza bestsellerowego niestety tak... Nikt mnie nie ostrzegł, że to oszust. Więc wiem i podzielam - najgorsza, najbardziej oszukańcza rzecz, jaką czytałam. Niestety - nawet PRL-owskie gnioty kryminalne, gdzie bohater co chwila klękał przed Stalinem, nie są takim gniotem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ufff, ulało mi się. Ale też miałam powody - rzadkie guano.
    Ale "dzięki" tej wpadce - już żadnej innej tfurczości Hochsztaplera C. nie wzięłam do ręki. Dobre i to! Człowiek uczy się na błędach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno dziwić się, że się ulało, czasem czlowiek musi, inaczej sie udusi ...

      Usuń
    2. Dziękuję za wyrozumiałość.

      Usuń
  9. :D czytając ową książkę w podstawówce byłam nawet zainteresowana, ale nigdy później do niej nie wróciłam, z powodów o których piszesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludziom w podstawówce to ja sie nie dziwię, a nawet ich rozumiem, w końcu kiedy mają się uczyć na błedach, jak nie wtedy ;)...

      Usuń
  10. Och, przypomniało mi się, że bardzo sympatyczna pani z sekretariatu na zakończenie licencjatu kupiła mi "11 minut"... Chciała dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko i córko... Jaka ja byłam wściekła po tym "Alchemiku"! Nie mogłam uwierzyć, że ktoś popełnił tak bezczelny plagiat i zbiera zachwyty publiki. Po nasiąkaniu w młodości Exuperym i De Mello oraz w uwielbieniu dla roztropności Hodży Nasrredina - czytanie Coelho bolało;-))
    A próbowałam kilka razy, bo jak to tak, miał zachwycać a nie zachwyca? Czysty masochizm, ot co!
    Jedna "Weronika..." była znośna.

    A z moich ulubionych memów:
    "Kawa jest dobra
    bo jest dobra"
    P. Coelho

    ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedyna książka godna uwagi P.Coelho to "Demon i panna Prym":))) zerknij, może a nóż się spodoba. Reszta raczej "delikatnie rzecz ujmując" nie w moim klimacie:)))
    "Alchemika" przeczytałam, bo chciałam mieć własne zdanie na ten temat. Zgadzam się z Tobą! Ale wydaje mi się, że "sukces" tej książki polega na tym, że sięgają po nią osoby, które raczej poza gazetami (i to kolorowymi:))) zbyt wiele nie czytają. A jak już się do tej jednej dorwały... to uważają, że lepiej się pozachwycać, bo przecież reklamują ją niczym arcydzieło popełnione przez uduchowionego artystę:)))
    Pozdrawiam z Mamelkowa

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jestem zawiedziona, bo myślałam, że będzie "50 twarzy Greya", gdyż "Alchemik" jest zbyt oczywisty ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "50 twarzy Grey'a" mialo już swoje pięć minut na tym blogu :).

      Usuń
  14. Jak się wie, że Coehlo był anarchistą i satanistą, to cała jego dzisiejsza proza staje się czymś więcej niż tylko mdłym bredzeniem - http://starapisarka.blogspot.com/2012/06/coelho-dlaczego-go-nie-czytam.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie osobiście wystarczy, że jest grafomanem.

      Usuń