niedziela, 10 czerwca 2012

Prawie prywata :)

Królowa Matka ma przyjaciółkę. Nie jest to nic nadzwyczajnego, w końcu spora część mieszkańców tego globu ma, miała lub będzie miała przyjaciół, a w ogóle to Królowa Matka ma tych przyjaciółek nawet kilka, pomimo paranoicznej nieśmiałości. Ale jedną to ma taką na-wieki-wieków, taką od czasów, gdy obie były małymi dziewczynkami z mysimi ogonkami, poznaną tak dawno, że początek tej znajomości tonie w pomroce dziejów (w trzeciej klasie to chyba było, co, Sylwia? w czwartej to już na pewno siedziałyśmy ławka w ławkę, ja w rzędzie pod ścianą, Ty w rzędzie środkowym, i wymieniałyśmy się rysunkami). Od połowy czwartej klasy - to to, czego Królowa Matka jest pewna - siedziały już razem, w pierwszej ławce pod drzwiami, i spędzały lekcje na tworzeniu komiksów. No, między innymi :). Przesiedziały w tej ławce resztę podstawówki i całe liceum, gimnazjów wtedy nie było, ale gdyby były to one też by je przesiedziały razem, studiowały już nie wspólnie, ale i tak były w stałym kontakcie, razem przetrzymały to wszystko, czego podobno kobieca przyjaźń nie przetrzymuje - pierwsze miłości, drugie miłości, sprzeczki i poważne kłótnie, narzeczeństwo, zamążpójście (najpierw jednej, potem drugiej :)), narodziny kolejnych dzieci, wyprowadzkę za Ocean, poważne choroby, śmierć w rodzinie Królowej Matki... i nic a nic się przez ten cały czas nie zmieniły :).

No, Sylwia się nie zmieniła, uwierz, Luby Czytelniku, na słowo.

I oto teraz Przyjaciółka Królowej Matki napisała książkę. Powieść obyczajową. Niestety, niedostepną w przyzwoitej, papierowej formie, z okładką, zdjęciem Autorki na skrzydełkach i takimi tam gadżetami. Dostępna (chwilowo! Królowa Matka głęboko w to wierzy) jedynie w formie e-booka, utrudniającej (a Królowej Matce zazwyczaj w ogóle uniemożliwiającej) lekturę w kulturalnych warunkach (to znaczy w łóżeczku, pod kocykiem, bez żadnych nieletnich osób w pobliżu i z kubkiem dobrej herbaty pod ręką). No, ale Królowa Matka jest zacofana.

Tego jednego e-booka jednakże przeczytała. Najpierw się śmiała, potem się popłakała, a potem się bardzo popłakała. I bardzo, bardzo, bardzo wkurzyła. Bowiem - nawet biorąc pod uwagę, że w tym wypadku nie była do końca obiektywna, poza przyjemnością z lektury czerpiąc też przyjemność ze zgadywania "kto jest kim", przypominania sobie opisanych miejsc, domków, bloków, rzeczek, drogi przez las i na przykład pewnego płotu, stojąc na którym na jednej nodze i trzymając się jakiejś litościwej gałązki jedną ręką, drugą Królowa Matka i Autorka, trzynastoletnie, zrywały morwy i opychały się nimi bez opamiętania i bez cienia obawy, że litościwa gałązka/ telepiący się płot/ oba na raz mogą nie wytrzymać i runą one na twarz ze sporej wysokości... albo jak chciały udusić, no, poddusić Tatusia Autorki, ale... eee, nie odbiegajmy od tematu - literatura ta odbiega na korzyść od licznych przebojów, które Królowa Matka miała okazję widzieć w księgarniach, na listach bestsellerów, a nawet na ekranie telewizyjnym w formie serialu. I nie tylko widzieć, ale i zmęczyć, bo "przeczytaniem" nazwać tę czynność to byłoby za dużo (o oglądaniu nie wspominając, nawet szukając wymówki "należy mi się chwila na dzierganie i bez dzieci raz na tydzień" Królowa Matka zmogła z najwyższym trudem trzy odcinki dzieła). I przypomina sobie, jak brnęła przez toporny język, stereotypowe historie, błędy stylistyczne, gramatyczne i ortograficzne, wszystko opisywane na skrzydełkach książek jako "ciepłe", "miłe", "to, czego byśmy pragnęły", zachwalane jako "żywe dialogi i wartką akcję", która to akcja okazywała się przewidywalna do bólu i pisana straszliwym językiem, pełnym udziwnionych zdrobnień, na przykład. I wydaje jej się strasznie niesprawiedliwe, że powieść jej przyjaciółki, pisana lepszą polszczyzną, lepiej skonstruowana, nie stereotypowa, nie mdła i przesłodzona, nie ma ani reklamy, ani zapewnionego druku na normalnym papierze, o widokach na ekranizację nie wspominając.

I postanowiła, że otóż reklamę mieć będzie. W minimalnym zakresie. Ale będzie.

Gdyby ktoś z Drogich Czytelników zapragnął sprawdzić, czy Królowa Matka jest tylko zaślepiona, czy też może wie jednak, co jest, a co nie jest dobrze napisane, i zainwestować w tym celu swoje ciężko zarobione 7.99 zł, to Królowa Matka ma kilka wskazówek, których nie rozumie, więc proszę jej o nic nie pytać :). A mianowicie (wklejając na bezczelnego tekst z maila Przyjaciółki):

"otóż, jeśli nie ma się Kindla (do którego wybiera się i ściągnie się wersje mobi), to polecam krok następny, który zajął mi (a nie jestem wcale specem od grzebania się w kompie) ściagnięcie przeglądarki "firefox", bo epub w "explorerze" momentami się zacina. W "firefox" zaś chodzi jak po maśle i tu da się czytać. Przy ściąganiu "firefox" - jeśli się nie chce, żeby stał się główną przeglądarką na kompie, trzeba tę możliwość odhaczyć. A mała ikonka "firefox'a" na dolnym pasku potem się przyda, jeśli będzie się chciało przeczytać inne książki w formacie epub. A coraz więcej tego w sieci.
A propos, żeby ściagnąć plik mobi - na Kindle'a - trzeba po wejściu do księgarni nacisnąć na "inne regały (jest tam do wyboru: katalog epub i katalog mobi) i wybrać to drugie. Tu jest link do książki w formacie mobi:
(ponieważ ten plik mobi nie ma blokady "drm", wystarczy teraz skopiować plik w folder "Documents" na Kindle'a, podłączając czytnik do kompa kabelkiem USB)" (koniec cytatu).

Królowa Matka ma nadzieję, że jej Czytelnicy są błyskotliwsi niż ona i zrozumieli :))).

Na wypadek jednakże, gdyby Czytelnicy runęli do komputerów i zapchali skrzynkę (o ile taka istnieje :)) wydawnictwa zbiorowo domagając się lektury w nadziei, że dowiedzą się z książki o intymnych szczegółach i smakowitych detalach z dzieciństwa Królowej Matki, że wyjdą tu na jaw skrywane skrzętnie wstydliwe tajemnice, a z szafy wypadnie kilka trupów, że spędzą nad lekturą wieczór czy dwa rozszyfrowując, pod którym to nazwiskiem ukryta została Królowa Matka, czuje się ona w obowiązku uświadomić ich, że w tej części ona nie występuje, jako, ze powieść kończy się w dokładnie tej chwili, gdy przyjaźń Królowej Matki i Autorki zaczyna dopiero kiełkować.

ALE.

Ale jeśli część pierwsza odniesie sukces, jeśli zostanie wydana w formie papierowej, jeśli rozszalali fani Autorki zaczną domagać się Ciągu Dalszego (to jest, Luby Czytelniku, subtelna aluzja), jeśli Autorka ulegnie prośbom i błaganiom i Ciąg Dalszy napisze, to istnieje duuuża szansa, że w tym Ciągu Dalszym Królowa Matka już zaistnieje (a to jest, Luby Czytelniku, subtelna zachęta :D).

Prawda, Sylwiu :DDDD?

14 komentarzy:

  1. no królowa matka to powinna w piarze pracowac, normalnie majstreszytk kochana :-)) nie omieszkam zalukac ....:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kolejny potencjalny zawód :DDD!

      Usuń
  2. A ile stron ma książka? i jest dostępna w jakimś formacie możliwym do wydrukania? bo od czytania na ekranie mnie skręca....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stron jest 202, a o format to pytanie nie do mnie - beznadziejnej i nieuleczalnej komputerowej idiotki...

      Usuń
  3. Matko Czworga! Sylwię po przeczytaniu Tego Wpisu powaliło. (Konkretniej pobeczała się kobieta. Wstyd!) Za jej zgodą więc odpowiadam ja.
    Dobrze wyliczyłaś, iż początek waszej znajomości tonie w pomroce dziejów trzeciej klasy podstawówki, czyli wtedy, gdy reklamowana przez Ciebie książka się kończy.

    Autorka bardzo Ci dziękuje za całokształt wpisu i za wczesny, żywy kontakt z literaturą i magnetofonem szpulowym. Czyś Ty jej puszczała jakieś „Ballady” Mickiewicza tudzież biesiadne utwory typu „O jednej Wiśniewskiej”?
    A! Ebooków nie da się wydrukować. (Chyba, że ktoś jest specem komputerowym i tak się zna na rzeczy, że potrafi dobrać się do pliku epub).

    O, i jeszcze mam dopisać, że Sylwii owszem, marzy się Ciąg Dalszy, ale się nie rozpędza, ponieważ Ciąg Istniejący jeszcze tak naprawdę nie zaistniał. (O! I jeszcze: w razie gdyby doszło do „part two” - masz zaklepane, że się pojawisz.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam się bac tego pojawienia się ;DDD.

      "Ballady" Mickiewicza nagrywałysmy w formie słuchowisk. I "Anię z Zielonego Wzgórza". I "Klub Pickwicka" :))). I wiesz co? Ciągle je mam!

      A "O tej Wisniewskiej" śpiewałyśmy na jakims szkolnym konkursie, ale przedtem faktycznie u mnie rzecz odkryłysmy, ale chyba na plycie pozyczonej od mojego wuja, nie na taśmie...

      Usuń
    2. Szkolny konkurs... A nagrody były? :)

      Usuń
    3. A, nie pamiętam. Ale trzecie miejsce było :D.

      Usuń
  4. Drodzy Sympatycy bloga Królowej Matki!

    Jestem jedną z Was: podczytuję przygody Anutka i czekam na każdy kolejny „odcinek”, który się ukaże, stąd wiem o wpisie na temat mojej książki.

    Korzystając z uprzejmości istniejącego tu konta Seweryny, osobiście potwierdzam, że Królowa Matka nie zmyśla: napisałam książkę dowcipno-wzruszającą o rodzinie i o tym, co może się w niej zdarzyć.

    Sami wiecie, że Królowa Matka zaskakuje. A to robótką ręczną, a to przygodą z którymś synkiem, a to wypiekiem, a to rysunkiem... Dziś czuję sie podwójnie zaskoczona – nie tylko oceną mojej książki, ale samym pomysłem, aby wspomnieć o „Potrawce z surojadki” na prywatnym blogu.

    Gdybym mogła, to Każdemu z Was podarowałabym kopię utworu – bo Czytelnicy Twórczości Naszych Przyjaciół są Naszymi Czytelnikami – ale zamiast „normalnej” książki pozostaje mi zaproponować tylko płatną wersję ebooka.

    Nie jestem do końca przekonana, że wypada mi tyle pisać o sobie na cudzym blogu, więc uciekam. W „pe-e-sie” dodam tylko, że każdemu, kto przeczyta moją powieść, zdradzam sekrety z życia Królowej Matki... „Co jo godom! Co jo godom!” Żartuję, Anutku!

    Jak sami widzicie, Drodzy Sympatycy tego forum, kompletnie nie znam się na reklamie: plecę trzy po trzy i za chwilę się to jeszcze dla mnie źle skończy, bo mnie Macierz Łaskawa stąd pogoni...

    Zapraszam do lektury (tak się ładnie mówi, prawda?). To zapraszam. Serdecznie.

    Sylwia Kokot-Martin

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda. Bardzo chciałam nabyć, ale DotPay bez podania przyczyn odrzuca mi płatność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupilam, ale na kindla wgram w domu (brak kabelka), wiec wrazenia pozniej. Linkowalas juz te ksiazke, ale wtedy opcja platnosci wydawala mi sie jakos skomplikowana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam o niej tylko na Tayney Grupie Na Facebooku :). Opcja płatności mnie sie nadal wydaje skoplikowana, więc rozumiem :D.

      Usuń
  7. Zakupiłam, sama nie wiem, jak mi się udało, ale się udało :). I teraz O Królowo wydajesz mi się jeszcze bliższa :)... Z sobie tylko wiadomych powodów. A tak w ogóle, to sen mi z powiek spędza myśl, co mi się pod czaszką kołacze, i jak mi się już porządnie skrystalizuje, to się nią z Tobą, Matko Czworga podzielę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To niecierpliwie czekam na krystalizację :)!

      Usuń