wtorek, 26 czerwca 2012

Bracia



Takich książek nie ma. Książek dla Wielodzietnych Patologii. Książek, które nauczą, wskażą, no dobrze, chociaż lekko nakierują zagubioną Matkę Czwóreczki, jak tę Czwóreczkę wychować, poświęcając każdemu Potomkowi odpowiednią ilość czasu, a jednocześnie nie faworyzując żadnego. Wszystkie mądre (i te mniej mądre też ;)) poradniki, podręczniki i opowieści dotyczą Jedynaków, dają rady w kwestii obcowania z Jedynakami, uczą, jak pochylać się z uwagą nad potrzebami, talentami, obawami, indywidualnymi cechami Jedynaków, opowiadają, jak budować dobre relacje z Jednym Dzieckiem tak, by pozwolić mu rozkwitnąć w cieple rodzicielskiej Miłości i Akceptacji jak kwiat. Wszystkie z jednym (znanym Królowej Matce) wyjątkiem, który jednakże odnosił się głównie do relacji między dwojgiem dzieci.

Łatwiiiizna! Niech ktoś może poradzi Królowej Matce, jak obdzielić swoją osobą, uwagą i troską Bandę Czworga nie rozciągając doby do 30 godzin, i tak, żeby została ociupinka, odrobina, chociaż kwadransik dla siebie - i żeby, aż Królowa Matka nie śmie wyartykułować tak zuchwałej prośby - żeby ten kwadransik to nie było padnięcie twarzą w ciągle tę samą, w od dwóch miesięcy tę samą stronę w tej samej książce, dzielnie podejmowanej co wieczór w nadziei, że tym razem uda się przejść na stronę dwudziestą trzecią.

Zwłaszcza, że - obserwując dziś ponuro Potomków w czasie zabawy i snując myśli na temat ziejącej luki na rynku wydawniczym - Królowa Matka, jak policzyła, jest matką dwóch Następców Tronu, dwóch Prince'ów Charming (inaczej - Misterów Wdzięku), dwóch Małych Buddów oraz jednego Dziecka Osobnego i nie, to nie oznacza, ze ma ona na stanie siedmioro dzieci, z których troje dotąd sprytnie ukrywała.

Następcami Tronu nazywa Królowa Matka te dzieci płci męskiej, które urodziły się z zachęcającą wagą, minimum 4 kilo, zdobne w fałdeczki, fałdki, trzy podbródki i kiełbaski zamiast paluszków, słowem takie, co to je spuchnięty z dumy Król i Władca pokazuje z balkonu rozentuzjazmowanemu tłumowi, który to tłum wznosi radosne okrzyki, wiwatuje i podrzuca czapki, a potem idzie się napić za zdrowie Delfina.

Czystej krwi Następcami Tronu są w domu Królowej Matki Potomek Młodszy i Pompon Starszy. Obaj urodzeni z bardzo apetyczną wagą, obaj urodzeni łatwo i przyjemnie, co, zdaniem Królowej Matki, wpłynęło jakoś na ich charakter - charakter Małych Buddów.

Dziecko pt. "Mały Budda" charakteryzuje się spokojem. Przede wszystkim. Dziecko-Budda nie wrzeszczy. Dziecko-Budda nie płacze. Leży sobie spokojnie, obserwując z zainteresowaniem świat. Gdy pochyla się nad nim ktoś obcy, dziecko-Budda nie wpada w szał, nie doznaje ataku lęku separacyjnego, nie przedstawia pełnego spektrum zachowań człowieka w stanie histerii. Dziecko-Budda przygląda się takiej osobie z powagą, po czym, w zależności od nastroju, obdarza ją rozważnym uśmiechem, albo nie.

Tym wszystkim jest Potomek Młodszy - plus dodatkowo jest z niego także rasowy Prince Charming. Gdy miał jakieś trzy miesiące, Królowa Matka powiedziała ponuro i proroczo: "O, już widzę co będzie, gdy ten pójdzie do szkoły!!! Będzie mógł broić, ile chcieć, bez żadnych konsekwencji, wystarczy, że oczami łypnie.  Już to słyszę uszami duszy: "No tak, on wybił tę szybę, rzeczywiście, ale niech pani nie będzie dla niego zbyt surowa, on nie chciał, po prostu ma tyle energii...". Wypowiedź tę powtórzyła Przedszkolance Matka Królowej Matki, na co Rozkochana W Potomku Kobieta odparła natychmiast (i jakże zaskakująco doprawdy): "Ależ on wcale nie broi!!!". Tiaaa...

Wszystko powyższe sprawia, że Potomek Młodszy jest ziszczonym marzeniem takiego Henryka VIII. Silny, zdrowy chłopaczek, promienny, pełen wdzięku, istne Dziecko Apollina, Królowa Matka sama mawia o nim "Dziecko Słońca". A przy tym Potomek ma charakter, że ho, ho, ho, wspaniale unosi się gniewem, miotając w szale przedmiotami. Królowa Matka lubi gniew, nawet połączony z rzucaniem zabawkami czy inną odzieżą po domu, sto razy woli to niż zatrzaskiwanie się w sobie, o knuciu planów zemsty nie wspominając. Potomek Młodszy jest w knuciu wielce niewprawny, co jest o tyle pocieszające, że, niestety, lubi mijać się z prawdą. Trudno to nawet kłamstwem nazwać, tak bardzo jest od razu widoczne, ale mija się z prawdą w upojeniu i często, i zacina się w tym minięciu jak zardzewiały zamek, dysponuje bowiem pięknie rozwiniętą cechą wziętą najpewniej po mamuni, czyli oślim uporem. Mija się z tą prawdą w sytuacjach, które sprawiają, że Królowa Matka zadręcza się przeświadczeniem, że jest siejącym grozę gestapowcem, którego własne dziecko boi się nieprzytomnie. Bo jak inaczej wytłumaczyć kłamstwo następującego rodzaju:

Królowa Matka - Chłopcy, któryś zostawił zakrwawiony kawałek chusteczki w łazience, któremu leciała krew z nosa?
Potomek Starszy - Mnie nie.
Potomek Młodszy (oczy jak spodki, broda już się zaczyna trząść w stylu "to-naprawdę-nie-ja-czego-wy-wszyscy-chcecie!!!", wszyscy obserwatorzy wiedzą, komu ta krew poleciała, i to nie tylko dlatego, ze Potomek Starszy nigdy nie kłamie) - Mnie też nie!
Królowa Matka - Ale, synku, chciałabym się dowiedzieć, czy mocno ci leciała, czy się uderzyłeś, czy źle poczułeś...
Potomek Młodszy (histerycznie) - Mnie też nie!!!

No i wyjaśnij, Drogi Pamiętniku, dlaczego? Dlaczego on to robi? Nikt go nie bije. Nikt na niego (przesadnie ;)) nie krzyczy. Nikt go nie karze klęczeniem na grochu z podniesionymi rękami, ani właściwie wcale nie karze. A nawet gdyby karał jak Starotestamentowy Bóg, to przecież nie za to, że dziecku krew z nosa poszła!!! A on nie.

Oczywiście, Potomek nigdy nie mija się z prawda w Przedszkolu. Nigdy się w Przedszkolu nie unosi gniewem, nigdy niczym nie rzuca, nigdy nie wydaje z siebie wycia w pełni godnego syreny portowej w rodzaju: "Aaaaaallleeee jaaa chhhcccęęę teraz graaaać!!!". Nienienie. Takie występy Potomek Młodszy rezerwuje dla Ukochanych Rodziców i Braciszków. I dla Babci. W Przedszkolu jest tylko słonecznym, promieniującym na przemian wdziękiem i buddyjskim spokojem (a czasem obydwoma naraz) rasowym Następcą Tronu...

W porównaniu z Potomkiem Młodszym Pompon Starszy jest mniej Prince Charming, za to znacznie bardziej Małym Buddą. Jedyne dziecko Królowej Matki, które nigdy, w całym swoim życiu, nigdy, nawet jak było chore, nie obudziło się z płaczem. Co tam z płaczem, nie obudziło się bez uśmiechu. Dziecko, które się śmieje (na głos!) nawet przez sen. Jeszcze jak był noworodkiem i bardzo młodym niemowlęciem, i uśmiechać się nie umiał, budził się pogrążony w sielskim spokoju i, czekając, aż ktoś się nim zajmie, oglądał z uwagą swoje dłonie. Jeśli płakał, wywoływał wybuch paniki, bo coś się stało, coś strasznego, coś niewyobrażalnego, Pompon Starszy płacze!!! Wśród rodziny wzbudzał też dyskretnie wyrażany niepokój - czy on na pewno się rozwija prawidłowo? Innymi słowy, brutalniej rzecz ujmując - czy on jest normalny? Bo dziecko jest takie łagodne, spokojne, zawsze zadowolone, zawsze uśmiechnięte... może jest z nim coś nie tak?

Pompon Starszy rósł i w końcu obawy na temat jego rozwoju umysłowego zostały porzucone, mimo, że on się za bardzo nie zmienił - jest nadal przytulny, uśmiechnięty, jaśniejący zadowoleniem z życia (ale kiedy płacze,  robi to z największym uczuciem i największą ilością decybeli z całej Czwórki, żeby wyrównać poziom zapewne. Dla równowagi najłatwiej się go uspokaja, w zasadzie wystarczy go dotknąć). Bez porównania chętniej niż Pompon Młodszy współpracuje z innymi - wyrzuca swoje pieluchy, wynosi do kuchni kubeczek i wkłada do pudeł zabawki. Kochający Tatuś nazywa go "Dzidzi Sama Słodycz", chociaż Słodycz Pompona Starszego jest typowo dziecinna i nie ma nic wspólnego z "dorosłym" wdziękiem Mistera Wdzięku. Tego Pompon Starszy ma (chyba?) niewiele. A zresztą.

NIKT nie ma wdzięku na tle Pompona Młodszego.

Królowa Matka czytała o zjawisku. Widywała je na ekranach kin i telewizorów. Miała pełnych wdzięku znajomych. Ba, jest właścicielką jednego "wdzięcznego" dziecka. Mimo to na Pompona Młodszego nie była przygotowana.

"- To ma być elf? Przecież... przecież to tylko wysoki, chudy człowiek z lisią twarzą. Mniej więcej. Myślałem, że one powinny być... piękne.
- Są piękne, kiedy są przytomne - Babcia machnęła ręką. - Promieniują tym... no... Kiedy ludzie na nich patrzą widzą piękno, widzą coś, czemu chcieliby sprawić przyjemność. One mogą wyglądać dokładnie tak, jak chciałbyś je widzieć. To się nazywa urok. Od razu można poznać, kiedy w pobliżu znajdą się elfy. Ludzie dziwnie się zachowują. Przestają jasno myśleć."

Terry Pratchett, "Panowie i damy", s.125,
tł. Piotr Cholewa,
wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2002

Królowa Matka wie, że Terry Pratchett nie zna Pompona Młodszego (gdyby znał go w roku 2002 Królowa Matka byłaby więcej niż zdumiona), ale opisał go z precyzją szlifiera diamentów, obrabiającego Kooh-I-Noora.

Pomijając trójkątną lisią twarz :).

Gdy Pompon Młodszy śpi wygląda jak zwykle dziecko. Jest bardzo foremny i ma regularne rysy, więc wygląda jak dość ładne dziecko, ale szału nie robi, ot, blondynek z rzęsami.

Po czym Pompon Młodszy się budzi.

Zazwyczaj, w przeciwieństwie do Starszego Braciszka, z ogólnymi pretensjami do świata.

A pod tymi pretensjami (pomimo tych pretensji) zaczyna natychmiast Promieniować, jak cholerna, miniaturowa Fukushima.

Królowa Matka nie pamięta, czy w ogóle istniał na tym świecie czas, gdy Pompon Młodszy nie był określony jako "czaruś", "o, ten to będzie podbijał serca!" względnie "o, ten dopiero ma to COŚ!", nie miał miesiąca, gdy jedna z powyższych opinii została wyrażona po raz pierwszy...

Królowa Matka ma teorię, że wdzięk Pompona Młodszego jest rodzajem ubarwienia ochronnego, coś jak plamki na kuperku malutkiej sarenki. Żywi bowiem niezłomne przekonanie, że Pompona Młodszego zabiłaby nieodwołalnie i brutalnie, gdyby nie to Jądrowe Promieniowanie Wdziękiem, które Dziecię wydziela.

Otóż Pompon Młodszy broi. Jest najbardziej niszczycielskim, nadaktywnym małym taranem, jaki stworzyła (specjalnie po to, by ją czymś takim obdarzyć) niezmierzona w swej pomysłowości Matka Natura. A dodatkowo jest taranem, który ma w głębokiej obojętności wszelkie werbalne uwagi, jakie czynią Rodzice próbujący, na przykład, powstrzymać Dziecię od, powiedzmy, oderwania listwy podłogowej. Odrywa więc Pompon tę listwę, a zdegustowany Dorosły woła "Nie wolno!". Pompon Młodszy odwraca się. Rzuca spojrzenie, to znaczy, pardonnez, Spojrzenie. A potem rzuca Uśmiech. U wykrzykującej protesty Osoby to miejsce mózgu, które jest odpowiedzialne za mówienie "nie wolno" gwałtownie budynieje i robi się tam takie "ojejuśna jejuśna tititi", a na twarz wspomnianej Osoby wypływa mimowolny, i, bądźmy boleśnie szczerzy, głupawy uśmiech (wyłącznie Patologiczna Mamunia, która ma tę część mózgu obudowaną rodzajem szafy pancernej pozostaje częściowo odporna na Promieniowanie, tak od razu się nie poddaje, ale na nią Pacholę ma inne sposoby, na przykład podbiega, by czule złożyć głowinę na jej ramieniu i ją objąć), Potomek wraca do przerwanej czynności i wszyscy są szczęśliwi - Osoba Dorosła mniej, bo ma podskórne wrażenie nabicia w butelkę, chociaż nie do końca wie czemu, jak to człowiek poddany działaniu silnej substancji narkotycznej.

Przy tym Pompon Młodszy jest dzieckiem, które nikogo nie potrzebuje. Takie sprawia wrażenie. W przeciwieństwie do Pompona Starszego, który jest przylepny jak wielka, słodka guma do żucia, Pompon  Młodszy przytula się rzadko - i tylko wtedy, gdy on chce. Prośby, to znaczy, gdzie prośby, jakie prośby - żądania Pompon Młodszy artykułuje głośno i zdecydowanie, jak czegoś chce to sobie to bierze i nie zaprząta sobie głowy pomaganiem mamusi, na przykład. Na swój sposób jest najbardziej klasycznym przypadkiem Następcy Tronu, jaki można sobie wyobrazić. Zupełnie, jakby wiedział, że nic nie musi, że Ludzie sami z siebie będą się do niego wdzięczyć i na wyścigi spełniać wszelkie jego życzenia oraz robić z siebie błaznów, by zyskać jeden Łaskawy Uśmiech. Jak kot. Być może jest to cecha wszystkich dzieci obdarzonych nadnaturalnym wdziękiem, bo podobnie obojętny na innych i pewny swojej niezaprzeczalnej pozycji w stadzie był Potomek Młodszy w niemowlęctwie (jakże pięęęknie z tego wyrósł!), oraz jedno z dzieci kuzynki Królowej Matki, w dość odległym już dziecięctwie także mały Prince Charming.

No i jest jeszcze Potomek Starszy. Dziecko osobne. Najtrudniejsze. Zamykające się w sobie i głęboko, po cichu wszystko przeżywające. Nigdy nie kłamiące (ani nie mijającego się z prawdą :)), nigdy nie unoszące się gniewem, ale zatrzaskujące się jak małż w swojej skorupce przy każdej krzywdzie (subiektywnie przeżywanej z olbrzymia mocą). Spragnione akceptacji jak kania dżdżu, ale wycofujące się przy każdej próbie kontaktu, i mające trudności z zawieraniem znajomości. A jednocześnie wydaje się, że nie jest wcale zainteresowane ich zawieraniem - nie ma zbyt wielu kolegów w szkole i nie martwi go to przesadnie: "Mam tylu braci - mawia - że w ogóle nie muszę chodzić do szkoły, żeby mieć się z kim bawić!". Idealny Jedynak - w sensie, że wymagający tyle, co przeciętny jedynak uwagi. Potomek Starszy lubi swoich braci, lubi też malutkie dzieci i składa u Królowej Matki co jakiś czas zamówienie na kolejne, ale tylko gdy jest się z nim sam na sam okazuje się tym inteligentnym, twórczym, myślącym i wrażliwym dzieckiem, które czasem można odnaleźć na tym blogu. I gdy się go jako takiego zna tym większy przeżywa się szok, gdy widzi się Potomka Starszego w napadzie szału (bawimy się w skakanie po meblach, w skakanie ze stolika, w duszenie braciszka, co jakiś czas wydajemy z siebie bezinteresowny wrzask), w kontakcie z nowo poznaną dorosłą osobą (następuje wtedy odpał totalny, Dziecię zachowuje się jak nietresowalna małpka, Królowa Matka ma ochotę zapaść się pod ziemię i przemyśliwuje nad ukryciem Potomka w jakiejś piwnicy do momentu osiągnięcia przez niego pełnoletności) albo posłuchać, gdy Twórcze Dziecko z Talentem zaśmiewa się do łez z bekania i rysunku "zgniłej dziewczynki" sporządzonego przez Potomka Młodszego...

Wszystko to sprawia, że Królowa Matka doznaje napadu drwiącego a wrednego śmiechu, gdy widzi bombardującą ją zewsząd reklamę najnowszej komedii (?) romantycznej (??) "Jak urodzić i nie zwariować". Urodzić!! Cha, cha, cha!!! Jedno!!! I nie zwariować!!! Spróbuj, kochanieńka, urodzić czworo, spróbuj je wychować, i nie zwariować. Wtedy pogadamy. O ile, oczywiście, nie zwariujesz, co nie jest takie pewne.

A zatem Królowa Matka potrzebuje rady. Jak wychować Czwóreczkę. Nie ignorując potrzeb żadnego, nie faworyzując żadnego, nie zaniedbując żadnego. I nie zwariować.

Bo Królowej Matce się wydaje, że już, już... i jednak zaraz zwariuje.


38 komentarzy:

  1. Ja też chcę taki podręcznik!
    Ja też zwariuję!
    Mój mąż zapytał przedwczoraj czy moja książka jest bardzo nudna skoro czytam ją od kilku miesięcy... WCALE nie jest!
    Pomyśl Królowo, może wkrótce się spotkamy w jakimś przyjemnym wariatkowie, będziemy sobie bez końca szydelkować ku aprobacie personelu...

    U mnie wygląda to tak: dwoje Czarujących następców tronu(różnej płci), jedno Osobne o złotym sercu, jeden Taran i wbrew swej wadze urodzeniowej też Następca, a ile odmian i odcieni zawiera się jeszcze w tej klasyfikacji!

    HELP!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomarzyć wolno... Bo wiesz, ja czytam kryminał. KRYMINAŁ. Od miesiąca, metodą pół strony wieczorem, i naprawdę, naprawdę chciałabym bardzo wiedzieć już kto zabił.

      Ostatnio powiedzialam Panu Mężu, że tak jak zawsze twierdzilam oglądając program typu "Ktokolwiek widział...", że jeśli ja zginę to mają sie upierać jak osły, że cos się stało, bo dobrowolnie nie odejdę, tak teraz otóż owszem, ucieknę. Niedługo. Wezme sie i zwieje, bo już nie wyrabiam (i w dodatku wiem, dokad, i mu nie powiem, bo mnie znajdzie i tyle mi przyjdzie z ucieczki)...

      Usuń
    2. To zapraszam do mnie- na takim za..piu jak u mnie nawet ksiądz Mateusz Cię nie znajdzie. A co się naoglądasz patologicznej Matki! Sama wrócisz :)

      A kto zabił? No mąż albo żona ;)

      Usuń
    3. Ofiara byla nieśmiałż, nieładną, zahukaną panną, w dodatku bez rodziców, tylko z bratem niepełnosprawnym...

      Usuń
    4. Pewnie ten brat symuluje i chciał wyeliminować siostrę z grona spadkobierców...

      Usuń
    5. No niestety, oni już kawał czasu po otrzymaniu spadku...

      Usuń
  2. Zajrzałam przypadkiem i ... wsiąkłam! :0))))) Pozdrawiam Serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zapraszamy częściej, ja i Banda :).

      Usuń
  3. :))) boskie studium przypadków - wciągnęłam się jak guma w gacie :))
    ja jak chce mi się ponarzekać na Młodą, to myślę o Twojej bandzie - i wtedy zennnn - wytrzymuję każde jej zachowanie :)))) Jesteś wielka że to ogarniasz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie ogarniam, wcale. Jestem złą matką, nad która Dorota Zawadzka lamałaby ręce i urobiłaby się po łokcie, orząc po ugorze.

      Tyle mojego, że moge stanowić dla ciebie pocieszenie ;D.

      Usuń
  4. Za jakieś 15 lat taka książka będzie. Ty ją, moja droga, napiszesz. Wcześniej nie wyjdzie, bo nie będziesz miała czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za 15 lat to się okazac może, że wszystkie Potomki sa na złej drodze, bo mój system wychowawczy byl niewydolny, i bedę miała material na zupelnie inną książkę :D.

      Usuń
    2. tak też miałam napisać jak Kasitza! Ty napisz Matko Wszechstronna!!! Ludzkość będzie ci wdzięczna do końca świta a i nagroda Nobla murowana :)

      Usuń
    3. Nobla nie daja za poradniki :))). I nie jest to jedyny powód, dla którego bym go nie dostała ;D.

      Usuń
  5. Uwielbiam Twój sposób pisania o Potomkach i Pomponach:) Dobrze napisała Kasitza, może Ty na parę lat napiszesz taki podręcznik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie, znam swoje ograniczenia :).

      Usuń
  6. Pięknie piszesz o swoich chłopaczkach, Anutku. Będę to smakowała po wielokroć. Trafiasz do mojego kącika z tzw. literaturą dla młodzieży. Oczywiście nie jest łatwo nastarczyć miłości i uwagi dla Czwóreczki. Ty sobie świetnie radzisz! Ale wentyl bezpieczeństwa (czyli wpisy takie jak dziś) są obowiązkowe. Dla niezwariowania! Nie zapominaj nigdy o nich. A co do podręczników: dlatego lepiej sięgać po literaturę, w jakże wielu tzw. książkach dla młodzieży sczytywałam ze smakiem o rodzinach wielodzietnych. Uwielbiałam. Polowałam na takie właśnie książeczki... nawet już później, gdy dorosłam. Jeszcze i teraz trudno mi się oprzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też, jak nie byłam wielodzietna :))). BTW, koleżanka wspominała, jak się zasmiewala czytając w wieku lat 16-tu Shirley Jackson (której ja akurat nie czytałam), a teraz jak ją czyta to tylko głową kiwa za zrozumieniem...
      I zgadzam się co do wentyla bezpieczeństwa. Ale i tak muszę się ostatnio powstrzymywać, żebyście tu nie ujrzeli mojej twarzy, której istnienia się nie domyslacie ;))).

      Usuń
    2. Shirley Jackson - przebóg! nie czytałam - czytałam wiele rodzimych autorek piszących o wielodzietności. Bardziej mi odpowiada, bo kontekst kulturowy znany. Ale też filmów sporo, seriali. Oczywiście, że ma się wiele twarzy - niekoniecznie każdą się chce pokazywać wszystkim :) Poważnie! Masz prawo do wentylka!! Zawsze i wszędzie. Bez wentylka, bez drugiej i trzeciej, i kolejnych twarzy... oj, mogłoby być chwilami niebezpiecznie. nasza cierpliwość - choć u wielu jednostek dość rozciągliwa - ma swoje granice. Moim zdaniem lepiej nie eksperymentować na tych granicach, bezpieczniej zatrzymywać się kawałek wcześniej i przeciwdziałać - wyautować się na troszkę, wleźć do ciepłej kąpieli, iść na spacer, wyjechać. Żeby nie było efektu - stoję pod ścianą i zaraz ktoś ucierpi (w tym np. ja sama).

      Usuń
  7. Anutku, ty mi napisz, dziewczyno, tytuł i autora, ja to szybciutko przeczytam i streszczę ci na pół strony z rozwiązaniem zagadki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, nie, dziękuję za dobre (niewątpilwie) chęci, dobrne do końca i po prostu porzuce kryminały na rzecz krótkich historyjek. Z morałem ;D.

      Usuń
  8. ja tez chcialabym, zebys to Ty napisala taka ksiazke :))) to bylby bestseller

    OdpowiedzUsuń
  9. Połknęłam wpis Twój jednym tchem,przy kawie (w pracy..ale to taki drobiazg:))..osobowość swojej Czwóreczki oddałaś tak plastycznie,że niemal widziałam i czułam ich koło siebie:) ja jestem matką wkrótce dorosłego jedynaka i ze wstydem wyznaję, że miałam chwile zwątpienia wychowawczego i cieszyłam się momentami, że więcej dzieci mieć nie będę (nie mam nie dlatego,że nie chciałam,tylko dlatego, ze tak a nie inaczej zdecydował za mnie los:)- to komentarz dla wszystkich oburzonych,że"rodzina z jednym dzieckiem to nie rodzina":)...Moja Droga chylę czoła przed Tobą, no i jedno jest pewne, Twoje macierzyństwo ciekawym wielce jest i będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. To chyba do tej pory najfajniejsza z fajnych notek, jaką u Ciebie czytałam, a porównanie Pompona Młodszego do Fukushimy, muszę przyznać z ręką na sercu, jest najbardziej obrazowym porównaniem, jakie kiedykolwiek usłyszałam, ot co! Po prostu chylę czoła przed Twym geniuszem Królowo Matko! :) i napisz ten poradnik, koniecznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Amarantą :)). "Jak być Wielodzietną Matką i nie popelnić samobojstwa rozszerzonego" ;DDD. Bedziemy polskim duetem Adele Faber i Elaine Mazlish :D.

      Usuń
    2. Sama jestem ciekawa odpowiedzi na to pytanie... ;D

      Usuń
    3. To co, zaczynamy pisać :D?

      Usuń
    4. Do dzieła!! Ty zrobisz rozdział o bliźniakach a ja o córkach :)

      Usuń
    5. a moge sie dorzucic z rozdzialem o opikunkach do dzieci?:D

      Usuń
  11. napisz, napisz :) albo: pisz, pisz :) po troszeczku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie "Absolutnie powstrzymaj się od posiadania rodziny wielodzietnej!!!" ;DDD

      Usuń
  12. Ale gdyby nie wielodzietność to tematyki do pisania byłoby czterokrotnie mniej ;) uwielbiam twoje pisanie z pełną egzaltacją! Jakbyś pisała ten poradnik daj znać, bo jestem pierwsza w kolejce do kupna. Pozdrawiam podziwiając siły i cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pieknie to wszystko ujelas :D ja takze ubolewam nad tym, ze na rynku wydawniczym wiekszosc poradnikow tyczy sie tylko jednego dziecka. Sama mam 2 mlodszego rodzenstwa, i wcale sie rodzice nie czuja rodzina patologiczna :D chyba ze w innym kontekscie :P:P:P

    OdpowiedzUsuń
  14. o rany, Królowo, Twoja Pomponada jest cudownie fascynująca i daje nadzieję takiej jednej Szyszce, że rozmnożenie się jest co prawda porównywalne z dobrowolnym zamknięciu zdrowego w domu wariatów z początku wieku ubiegłego, ale nie jest równoznaczne z całkowitą utratą zmysłów. Uff! :)
    Z zagrywek dziecka Uroczego dziewczę znajomych ostatnio podeszło do nas i z mokrymi oczętami (słowo daję, łzy się jej perliły na rzęsach) i drżącymi usteczkami spytało matki:
    - Mamo, czemu się ze mną już nie bawisz? A ja cię tak kocham...
    :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. Z tą niecałkowita utratą zmysłów to bym polemizowała ;D...

      Usuń